• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań

[Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań
lewak w Wizengamocie
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#3
08.06.2026, 15:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2026, 17:17 przez Robert Albert Crouch.)  
Robert przyjął podziękowania Elliota profesjonalnym, urzędniczym uśmiechem i kiwnięciem głowy. Cieszył się, że w Ministerstwie byli ludzie, którym szczerze zależało na poprawie sytuacji po Spalonej Nocy. Niewykluczone, że tą współpracą Malfoy chciał również budować własny kapitał polityczny. Ale cóż… skorzystać na tym mogły obie strony. Crouch skłamałby, gdyby powiedział, że jego pobudki były czysto altruistyczne. Wiedział też, że takie kłamstwo miał wygłaszać, jak najprawdziwsze z twierdzeń.

Następne słowa zasępiły trochę jego oblicze. Robert zmarszczył brwi, słuchając dyskusji o finansowaniu inicjatywy. Nie potrafił zgodzić się z Elliotem w kwestii podatków. Zawsze uważał, że stanowiły one niezbędną część systemu. Czym w końcu zajmowały się rządy niż tym, jak spożytkować publiczne środki? A pieniądze z podatków należało wydawać zgodnie z najlepszym interesem ogółu. Niestety Robert wiedział, że sytuacja nie była w Ministerstwie, delikatnie mówiąc, wzorcowa. Duża część środków szła na rzeczy kompletnie niezwiązane z rządzeniem państwem. Teraz Eugenia ładowała kasę w uniwersytet. I o ile Crouch całym sercem popierał tę inicjatywę, uważał, że to zdecydowanie nie była pora na budowanie od dawna zaniedbywanej oświaty. Szczególnie, że ponoć Phineas Spencer Moon grzał łoże Jenkins.

Robert czasem rozważał, czy nie lepiej byłoby po prostu uwieść Ministrę. Wtedy miałby załatwione wszystko od ręki. Bez debat w komisji.

Sędzia wsunął na nos okulary do czytania. Zanotował najważniejsze punkty wypowiedzi Diaza i Elliota.

– Kanclerzu Malfoy, dziękuję za zdecydowany głos, jednak uważam, za mecenasem Diazem, że powinniśmy choć częściowo zawrzeć pomoc mieszkalną w ministerialnym budżecie. Obywatele płacą podatki właśnie po to, byśmy udzielili im wsparcia, gdy tego potrzebują. Jeśli zaś ich nie płacą, istnieją odpowiednie służby zajmujące się windykacją. Obywatele magicznej Anglii, jako że nie płacą podatku u mugoli, są zobowiązani do wpłacania ich na Ministerstwo. A jeszcze bardziej ich zdenerwuje, jeśli nie zobaczą efektów naszych działań. Jeśli Departament Skarbu nie będzie skłonny udzielić nam choć częściowego wsparcia, będę wnioskował do Ministry o wprowadzenie stanu wyjątkowego za pomocą rzeczonego rozporządzenia. Aczkolwiek nie sądzę, żeby istniała ku temu uzasadniona potrzeba. Jestem też przekonany, że w przypadku ministerialnych inicjatyw, skarb państwa stanowi pewniejsze źródło finansowania niż datki losowych darczyńców – rzekł spokojnym głosem. – Jeśli zaś chodzi o inne źródła, choć przyznam, że na tę chwilę niepotwierdzone, niedługo zapewne wybiorę się z Anthonym Shafiqiem w delegację do Lozanny. Zawnioskuję o dofinansowanie z Międzynarodowej Unii Magicznej. Jeśli się zgodzą, zdecydowanie odciąży to budżet Ministerstwa.

Jeden z członków komisji, asystent sędziego Parkinsona, niejaki James Abbott podniósł rękę, by zabrać głos. Robert gestem pokazał mu, że może mówić.

– Sędzio Crouch, z całym szacunkiem, co zaproponuje pan przedstawicielom MUM? Inne kraje od tak nie poprą lokalnej angielskiej inicjatywy.

– Panie Abbott, jako państwo członkowskie i strategiczny sojusznik, jesteśmy obecnie zmuszeni do poradzenia sobie z zagrożeniem na skalę całego kraju. Wyobraźmy sobie sytuację, że Śmierciożercy przejmą Ministerstwo. Wtedy zapewne będą chcieli rozszerzyć swą działalność na inne państwa. Przeciwdziałanie kryzysom, które by ułatwiały im destabilizację naszych rządów, leży w interesie nie tylko naszym, ale również ich. Ale ma pan rację. W celu zdobycia bardziej dokładnych informacji, zasięgnę rady u mecenasa Delacoura, eksperta od prawa międzynarodowego. Jego ekspertyzę dostarczę na następne posiedzenie.

Abbott pokiwał głową, bowiem nazwisko mecenasa Delacoura niosło się echem po środowisku magicznych prawników nie tylko we Francji, a i w Londynie. Robert zdecydowanie zamierzał z Gustave’em poruszyć kwestię mieszkaniową. Oczywiście podróż do Lozanny wiązała się z pewnym ryzykiem wizerunkowym. Wiedział, że jeśli mu się nie uda wynegocjować pieniędzy, sprawy zdecydowanie się utrudnią. Dobrze byłoby wrócić ze Szwajcarii z tarczą, nie na tarczy. Robert wiedział jednak, że jak będzie miał pomoc Anthony’ego Shafiqa, wszystko będzie miało większe szanse powodzenia, niż gdyby to nie on był organizatorem całej podróży.

– Przydałoby się zabezpieczyć kolejne źródła finansowania, by zdywersyfikować jakoś nasze opcje – odezwał się mecenas Diaz. – Ministerstwo owszem może dołożyć się do inicjatywy, wyjazd do Lozanny brzmi obiecująco, ale jego powodzenie nie jest całkowicie pewne.  Warto pójść tropem zaproponowanym przez kanclerza Malfoya. Zbiórka to dobry pomysł, ale trzeba ku niej znaleźć okazję. Najlepiej, by dołożyli się obywatele, którzy skłonni by byli w celach pomocowych dołożyć sporo pieniędzy do skarbonki. Trzeba też sprawić, żeby nie wydało się im nagle, że postanowiliśmy wspaniałomyślnie podwyższyć im podatki.

No tak… Propozycje porządnego opodatkowania zwykle nie podobały się najbardziej zamożnym czarodziejom. Ba! Podatków nie lubił praktycznie nikt, bowiem w Ministerstwie nie było zbyt dobrej przejrzystości wydatków państwowych. Robert zastanawiał się czasem, ile kasy defraudowano. Wiedział, że Jenkins byłaby do tego zdolna, bo w głowie miała tylko, by jak najwięcej zarobić i się przy tym niespecjalnie narobić. Ot taki rym, śmieszny, ale niestety prawdziwy.

Robert pomyślał o Złotym Jabłku, fundacji Anthony’ego Shafiqa. Pewnie, chodziło pierwotnie o odbudowę Doliny Godryka, ale wszyscy wiedzieli, że pod tym pretekstem organizacja chciała czegoś więcej. Zbierała przecież kilkoro z najbogatszych obywateli magicznej Anglii – wpływowych, mogących więcej niż przeciętna osoba. Już jeden taki był w stanie zdziałać bardzo dużo, a cała grupa? Jaki to był kapitał? Crouch nie potrafił tego zliczyć, ale wydawało się to obiecujące jako opcja na wypadek nieudanych negocjacji w Lozannie. No a może uda się to wykorzystać tak czy inaczej?

– Teoretycznie nie jest to zły pomysł, ale przede wszystkim należy do tego podejść z ostrożnością. Jeśli wyjdzie na jaw, że zbieramy na coś, co robi Ministerstwo, możemy nagle usłyszeć z tłumu pytania „A co niby robicie z naszymi podatkami”? Na razie skoncentrowałbym się na Lozannie, bowiem lepiej wykorzystać nasze kontakty międzynarodowe. Zbiórkę można zorganizować wtedy, gdy reszta środków zawiedzie – rzekł Robert ze stanowczością. Spojrzał po zebranych. – Szanowni panowie, szanowne panie, to nie jest kwestia tego, kto personalnie będzie stał za tanimi mieszkaniami. Zbiórkę mógłbym zorganizować sobie prywatnie, zebrać trochę pieniędzy, wszystko podpisać nazwiskiem Crouch. Tylko, że tu chodzi o to, co robi Ministerstwo. Nie jako osoba, nie jako nasza grupa, ale jako instytucja. Musimy reagować na kryzys, który nas spotkał. Który spotkał naszych obywateli. To jest powinność tej instytucji, naszego państwa. A wiecie zapewne, że o ile schwytanie sprawców jest dla wszystkich bardzo ważne, nic to nie będzie ludzi obchodziło, jeśli będą musieli nocować na ulicy, a nikt im nie udzieli pomocy. Wydamy pieniądze, to prawda. Musimy również poprosić o pomoc inne państwa, co stanowi zawsze trudny proceder. Ale nie uważam, żebyśmy przychodząc tutaj pisali się na cokolwiek innego. I myślę, że nie powinno się tu liczyć, czy ktoś jest członkiem stronnictwa liberalnego, czy konserwatywnego. Widzieliśmy na własne oczy, co się stało. Mój dom również ucierpiał i zapewne wielu z państwa również mierzy się ze swoimi problemami z tej racji. Problem jest prawdziwy. I jeśli zostawimy obywateli z tym samych… nigdy nam tego nie wybaczą. Szczególnie jeśli potem przyjdzie jakiś bogaty filantrop i zrobi to wszystko za nas. Kanclerz Malfoy ma rację. Obywatele płacą podatki. Pokażmy im, że idą one na wsparcie właśnie dla nich.

Robert wziął głęboki oddech. Odkrył, że gdzieś w połowie swej przemowy wstał z miejsca. Członkowie komisji słuchali go z uwagą. Niektórzy wstrzymali oddech, bowiem kto jak kto, ale sędzia Crouch potrafił przemawiać.

– Skoro zatem mamy podstawy ideowe, myślę, że warto omówić mniej pasjonujące szczegóły. – Sędzia usiadł i wyjął ze swojej teczki wzór dokumentacji przygotowany wcześniej przez jego biuro.

Charyzma IV i przewaga Dowodzenie (II).
Koniec sesji


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (657), Robert Albert Crouch (1574)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań - przez Robert Albert Crouch - 06.06.2026, 12:43
RE: [Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań - przez Elliott Malfoy - 06.06.2026, 19:40
RE: [Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań - przez Robert Albert Crouch - 08.06.2026, 15:55

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa