![]() |
|
[Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Wokół Magicznych Dzielnic (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=118) +---- Dział: Ministerstwo Magii (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=17) +---- Wątek: [Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań (/showthread.php?tid=6123) |
[Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań - Robert Albert Crouch - 06.06.2026 Komisja do spraw mieszkań zajęła średnich rozmiarów salę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Mieścił się w niej jeden okrągły stół, który akurat mógł pomieścić te trzynaście osób, które weszło w skład komisji. Było dwóch prawników wysłanych przez Samanthę, Elliot Malfoy, kilku przedstawicieli biur sędziowskich, a na miejscu przewodniczącego siedział Robert Crouch w swojej sędziowskiej todze. Za nim, przy małym stoliku przycupnął Adrian Norwid, asystent Roberta i jednocześnie protokolant posiedzenia. Otwarcie spotkania odbyło się z pełnym zachowaniem odpowiedniego zwyczaju. Robert ogłosił skład, przywitał się z każdym ze zgromadzonych i wszystkim im podziękował za stawienie się na spotkaniu. Nie mógł powiedzieć, że nie czuł stresu. Była to jego inicjatywa, istotna nie tylko dla mieszkańców magicznej Anglii, ale i dla jego własnych ambicji. – Jeszcze raz witam wszystkich państwa i dziękuję za stawienie się na komisji. Jak zostali państwo uprzedzeni, naszym celem jest zorganizowanie tymczasowych mieszkań dla obywateli najbardziej poszkodowanych podczas Spalonej Nocy. Inicjatywa ta zyskała aprobatę Naczelnej Magini Wizengamotu, jednak teraz zależy nam na tym, by ustalić rozwiązanie takie, które najlepiej będzie służyło interesom Ministerstwa i wystarczająco odpowie na potrzeby społeczne. Stawka jest wysoka, bowiem kryzys mieszkaniowy doprowadzić może chociażby do jeszcze większego przeciążenia szpitala świętego Munga, szczególnie w zbliżającą się zimę. Jeśli nie zareagujemy, wzrosną także niepokoje społeczne, które z kolei posłużą Śmierciożercom w dalszym sianiu chaosu i zdobywaniu popleczników. Przed państwem leżą przedruki wyników badań dostarczonych mi przez Laurence'a Lestrange'a. Dowodzą, że wiele mieszkań i domów spłonęło doszczętnie, bez szansy na odbudowanie w najbliższym czasie. Istnieją również trudności w wynajęciu mieszkania w Londynie po cenie przystępnej dla przeciętnego obywatela – podsumował. Złożył ręce w piramidkę, opierając łokcie o blat. – Pierwszym punktem dzisiejszych obrad będzie ustalenie dogodnych źródeł finansowania dla rzeczonej inicjatywy. Otrzymałem list od pana Malfoya, który słusznie zauważa, że należy sięgnąć poza Ministerialny budżet, by osiągnąć nasz cel. Zaproponował, by Ministerstwo odkupiło zniszczone domy, a zamiast tego zapewniło ludziom stałe mieszkania po przystępnych cenach. Jest to dobry zalążek planu, a jednak należy pewne kwestie dogłębniej rozważyć. Po pierwsze, jestem przekonany, że pełne, a nawet większościowe finansowanie z kieszeni zewnętrznych inwestorów jest ryzykownym przedsięwzięciem. Sponsor spoza Ministerstwa nie powinien być jedynym źródłem finansowania. Trzeba zabezpieczyć kilka, by nie zdawać się tylko na jedno. Uważam również, że w budżecie wewnętrznym Ministerstwa niezbędne jest uwzględnienie spraw socjalnych takich jak wsparcie poszkodowanych. Potrzebujemy nie tylko pełnej przejrzystości, ale również zapewnienia ludzi, że to my wyciągamy do nich dłoń, a nie jakiś bogaty inwestor. RE: [Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań - Elliott Malfoy - 06.06.2026 Spotkanie za spotkaniem i umowa za umową. Tak wyglądała resztka września i początek października z chwilowymi przerywnikami na imprezy, które tak w zasadzie też były częścią wykonywania pracy. Nie narzekał, wzdychał jedynie spoglądając na uśmiechniętą twarz syna w odpowiedzi na dźwięk głosu niani zabierajacej go na poranny spacer po ogrodzie. Słowa Roberta wybudziły go z robotniczego letargu, znajome nuty przyniosły ze sobą beztroskie wspomnienie zapachu drewna i pasty polrskiej z małego, milańskiego sklepu z miotłami. Treść wypowiedzi była całkowicie inna od tej odbywanej przed laty wwe Włoszech, przypominała o nadchodzącym obowiązku przedłożenia swojej ekspertyzy przy stole prawników. Ale cóż to dla niego? Krojona ojcowskim nożem propagandy w połowie wypieczona wołowina krwawiła tonią matczynych pouczeń urodzonych na sali rozpraw. - Przede wszystkim chciałbym podziękować Sędziemu Crouchowi za prowadzenie tego spotkania oraz zorganizowanie inicjatywy popędzanej szlachetnym celem. Niech to spotkanie będzie równie owocne, co pomysły Sędziego, w imię dobra obywateli, dla których pełnimy nasze funcje - zerknął przelotnie na protokolanta, mając wzgląd na ton i szybkość swoich słów, chcąc przystosowac je do tempa, by nie powtarzać żadnego z punktów, które wyklarowały mu się podczas wypowiedzi Roberta. - Należy dodać, iż we wspomnianej korespondencji została zawarta informacja o wsparciu inicjatywy środkami zebranymi poprzez organizacje, stowarzyszenia i fundacje charytatywne. Choć jak najbardziej dotyczy to obrotu prywatnym pieniądzem, tak sporo donacji mogłaby zostac anonimowa, niesmacznym byłoby promować swoją dobroć oraz szczodrość w czasach, gdy inni cierpią i to właśnie te zmagania powinny być meritum. Nie zmienia to faktu, iż skarb Ministerstwa swojej wartości nie podwoi przez same dobre chęci. Juz teraz, za instrukcjami z ustawy o Użyciu, inwestowaniu oraz gospodarowaniu publicznymi funduszami, Ministerstwo, a co za tym idzie również obywatele, są beneficjentami rosnących akcji, które zakupione zostały za zgodą nie tylko Departamentu Skarbu i Tezeusza Burke, ale również Ministry Jenkins, w celu zabezpieczenia. Operowanie finansami i monitorowanie trendów ekonomicznych nie jest jednak tematem dzisiejszego spotkania, więc na tym skończę zanudzać zgromadzonych branżowym żargonem, przechodząc do podsumowania - po pomieszczeniu przeszły krótkie i ciche parsknięcia, odpowiednie do takich okazji, nim Elliott nabrał oddech kontynuował wypowiedź - Ministerstwo nie ma swoich pieniędzy, kapitał bierze się z podatków, a tych obywatele nie darzą najcieplejszymi uczuciami, jak wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę. Jeżeli ktokolwiek miałby wątpliwości, zapraszam do biura kontaktu z podatnikiem na parterze, już teraz wystarczająco trudno wyjaśnić petentom, że zbierany z ich wypłat i zarobków, kapitału i inwestycji procent jest pokierowany ich dobrem, a nie chciwością Ministerstwa. Zbieranie funduszy na potrzeby socjalne, jeżeli nie idą z grantów i funduszy lub poprzez drogę charytatywności, są po prostu poza naszymi możliwościami. Nie możemy opodatkować obywatela wyżej, w momencie, gdy stracił cały swój dobytek. Toteż, zaznaczyć należy, że zrozumiały jest nacisk Sędziego Croucha na użycie środków ministerialnych, aczkolwiek upomina się go, iż należy mierzyć siły na zamiary. Natomiast inicjatywa fundowania z róźnych źródeł, przyjęta jest z jak największym ukontentowaniem. Departament Skarbu posiada tę samą strategię, gdyż jest ona najbezpieczniejsza. Sędzio Crouch, jaka jest inna, pewna droga finansowania tego przedsięwzięcia? - mówił tak, jak robił to każdy człowiek o jego pozycji, co nie zaskakiwało nikogo w pomieszczeniu. Był politykiem, a nie prawnikiem, ale rozumiał niuanse świata umów, ustaw i precedensów. - Kanclerzu, Panie Malfoy, Pańskie słowa jak zwykle przynoszą sobą odpowiedni nacisk na meritum sprawy, aczkolwiek wyczuwalna jest pewne, celowe, uniknięcie tematu kto tych podatków nie chce płacić - prawnik wysłamy przez Samanthę, Richard Diaz, siedzący dokładnie na przeciwko Elliotta, zabrał głos - Zbieranie funduszy za pomocą działaności charytatywnej wiąże się z uszczuplaniem budżetu, na którego marność wskazuje Pan w swojej wypowiedzi. Uważam, ze zaangażowanie fundacji jest jak najbardziej korzystne, ale zgodzę się z Sędzią Crouchem, iż powinniśmy szukać funduszy przede wszystkim w innych sektorach. Chyba że proponuje Pan zmianę ustawową, w postaci rozporządzenia awaryjnego Ministra na czas trwania aktualnej katastrofy i jej konsekwencji w której przekazane na cele charytatywne pieniądze nie będą zwolnione z podatku? - pytanie było wnikliwe i Elliott zdawał sobie sprawę, że padnie. Chciał jednak usłyszec odpowiedź Roberta, nim ruszy w dialog z Richardem. RE: [Jesień 72, 11.10.72] Pierwsze posiedzenie Komisji ds. Mieszkań - Robert Albert Crouch - 08.06.2026 Robert przyjął podziękowania Elliota profesjonalnym, urzędniczym uśmiechem i kiwnięciem głowy. Cieszył się, że w Ministerstwie byli ludzie, którym szczerze zależało na poprawie sytuacji po Spalonej Nocy. Niewykluczone, że tą współpracą Malfoy chciał również budować własny kapitał polityczny. Ale cóż… skorzystać na tym mogły obie strony. Crouch skłamałby, gdyby powiedział, że jego pobudki były czysto altruistyczne. Wiedział też, że takie kłamstwo miał wygłaszać, jak najprawdziwsze z twierdzeń. Następne słowa zasępiły trochę jego oblicze. Robert zmarszczył brwi, słuchając dyskusji o finansowaniu inicjatywy. Nie potrafił zgodzić się z Elliotem w kwestii podatków. Zawsze uważał, że stanowiły one niezbędną część systemu. Czym w końcu zajmowały się rządy niż tym, jak spożytkować publiczne środki? A pieniądze z podatków należało wydawać zgodnie z najlepszym interesem ogółu. Niestety Robert wiedział, że sytuacja nie była w Ministerstwie, delikatnie mówiąc, wzorcowa. Duża część środków szła na rzeczy kompletnie niezwiązane z rządzeniem państwem. Teraz Eugenia ładowała kasę w uniwersytet. I o ile Crouch całym sercem popierał tę inicjatywę, uważał, że to zdecydowanie nie była pora na budowanie od dawna zaniedbywanej oświaty. Szczególnie, że ponoć Phineas Spencer Moon grzał łoże Jenkins. Robert czasem rozważał, czy nie lepiej byłoby po prostu uwieść Ministrę. Wtedy miałby załatwione wszystko od ręki. Bez debat w komisji. Sędzia wsunął na nos okulary do czytania. Zanotował najważniejsze punkty wypowiedzi Diaza i Elliota. – Kanclerzu Malfoy, dziękuję za zdecydowany głos, jednak uważam, za mecenasem Diazem, że powinniśmy choć częściowo zawrzeć pomoc mieszkalną w ministerialnym budżecie. Obywatele płacą podatki właśnie po to, byśmy udzielili im wsparcia, gdy tego potrzebują. Jeśli zaś ich nie płacą, istnieją odpowiednie służby zajmujące się windykacją. Obywatele magicznej Anglii, jako że nie płacą podatku u mugoli, są zobowiązani do wpłacania ich na Ministerstwo. A jeszcze bardziej ich zdenerwuje, jeśli nie zobaczą efektów naszych działań. Jeśli Departament Skarbu nie będzie skłonny udzielić nam choć częściowego wsparcia, będę wnioskował do Ministry o wprowadzenie stanu wyjątkowego za pomocą rzeczonego rozporządzenia. Aczkolwiek nie sądzę, żeby istniała ku temu uzasadniona potrzeba. Jestem też przekonany, że w przypadku ministerialnych inicjatyw, skarb państwa stanowi pewniejsze źródło finansowania niż datki losowych darczyńców – rzekł spokojnym głosem. – Jeśli zaś chodzi o inne źródła, choć przyznam, że na tę chwilę niepotwierdzone, niedługo zapewne wybiorę się z Anthonym Shafiqiem w delegację do Lozanny. Zawnioskuję o dofinansowanie z Międzynarodowej Unii Magicznej. Jeśli się zgodzą, zdecydowanie odciąży to budżet Ministerstwa. Jeden z członków komisji, asystent sędziego Parkinsona, niejaki James Abbott podniósł rękę, by zabrać głos. Robert gestem pokazał mu, że może mówić. – Sędzio Crouch, z całym szacunkiem, co zaproponuje pan przedstawicielom MUM? Inne kraje od tak nie poprą lokalnej angielskiej inicjatywy. – Panie Abbott, jako państwo członkowskie i strategiczny sojusznik, jesteśmy obecnie zmuszeni do poradzenia sobie z zagrożeniem na skalę całego kraju. Wyobraźmy sobie sytuację, że Śmierciożercy przejmą Ministerstwo. Wtedy zapewne będą chcieli rozszerzyć swą działalność na inne państwa. Przeciwdziałanie kryzysom, które by ułatwiały im destabilizację naszych rządów, leży w interesie nie tylko naszym, ale również ich. Ale ma pan rację. W celu zdobycia bardziej dokładnych informacji, zasięgnę rady u mecenasa Delacoura, eksperta od prawa międzynarodowego. Jego ekspertyzę dostarczę na następne posiedzenie. Abbott pokiwał głową, bowiem nazwisko mecenasa Delacoura niosło się echem po środowisku magicznych prawników nie tylko we Francji, a i w Londynie. Robert zdecydowanie zamierzał z Gustave’em poruszyć kwestię mieszkaniową. Oczywiście podróż do Lozanny wiązała się z pewnym ryzykiem wizerunkowym. Wiedział, że jeśli mu się nie uda wynegocjować pieniędzy, sprawy zdecydowanie się utrudnią. Dobrze byłoby wrócić ze Szwajcarii z tarczą, nie na tarczy. Robert wiedział jednak, że jak będzie miał pomoc Anthony’ego Shafiqa, wszystko będzie miało większe szanse powodzenia, niż gdyby to nie on był organizatorem całej podróży. – Przydałoby się zabezpieczyć kolejne źródła finansowania, by zdywersyfikować jakoś nasze opcje – odezwał się mecenas Diaz. – Ministerstwo owszem może dołożyć się do inicjatywy, wyjazd do Lozanny brzmi obiecująco, ale jego powodzenie nie jest całkowicie pewne. Warto pójść tropem zaproponowanym przez kanclerza Malfoya. Zbiórka to dobry pomysł, ale trzeba ku niej znaleźć okazję. Najlepiej, by dołożyli się obywatele, którzy skłonni by byli w celach pomocowych dołożyć sporo pieniędzy do skarbonki. Trzeba też sprawić, żeby nie wydało się im nagle, że postanowiliśmy wspaniałomyślnie podwyższyć im podatki. No tak… Propozycje porządnego opodatkowania zwykle nie podobały się najbardziej zamożnym czarodziejom. Ba! Podatków nie lubił praktycznie nikt, bowiem w Ministerstwie nie było zbyt dobrej przejrzystości wydatków państwowych. Robert zastanawiał się czasem, ile kasy defraudowano. Wiedział, że Jenkins byłaby do tego zdolna, bo w głowie miała tylko, by jak najwięcej zarobić i się przy tym niespecjalnie narobić. Ot taki rym, śmieszny, ale niestety prawdziwy. Robert pomyślał o Złotym Jabłku, fundacji Anthony’ego Shafiqa. Pewnie, chodziło pierwotnie o odbudowę Doliny Godryka, ale wszyscy wiedzieli, że pod tym pretekstem organizacja chciała czegoś więcej. Zbierała przecież kilkoro z najbogatszych obywateli magicznej Anglii – wpływowych, mogących więcej niż przeciętna osoba. Już jeden taki był w stanie zdziałać bardzo dużo, a cała grupa? Jaki to był kapitał? Crouch nie potrafił tego zliczyć, ale wydawało się to obiecujące jako opcja na wypadek nieudanych negocjacji w Lozannie. No a może uda się to wykorzystać tak czy inaczej? – Teoretycznie nie jest to zły pomysł, ale przede wszystkim należy do tego podejść z ostrożnością. Jeśli wyjdzie na jaw, że zbieramy na coś, co robi Ministerstwo, możemy nagle usłyszeć z tłumu pytania „A co niby robicie z naszymi podatkami”? Na razie skoncentrowałbym się na Lozannie, bowiem lepiej wykorzystać nasze kontakty międzynarodowe. Zbiórkę można zorganizować wtedy, gdy reszta środków zawiedzie – rzekł Robert ze stanowczością. Spojrzał po zebranych. – Szanowni panowie, szanowne panie, to nie jest kwestia tego, kto personalnie będzie stał za tanimi mieszkaniami. Zbiórkę mógłbym zorganizować sobie prywatnie, zebrać trochę pieniędzy, wszystko podpisać nazwiskiem Crouch. Tylko, że tu chodzi o to, co robi Ministerstwo. Nie jako osoba, nie jako nasza grupa, ale jako instytucja. Musimy reagować na kryzys, który nas spotkał. Który spotkał naszych obywateli. To jest powinność tej instytucji, naszego państwa. A wiecie zapewne, że o ile schwytanie sprawców jest dla wszystkich bardzo ważne, nic to nie będzie ludzi obchodziło, jeśli będą musieli nocować na ulicy, a nikt im nie udzieli pomocy. Wydamy pieniądze, to prawda. Musimy również poprosić o pomoc inne państwa, co stanowi zawsze trudny proceder. Ale nie uważam, żebyśmy przychodząc tutaj pisali się na cokolwiek innego. I myślę, że nie powinno się tu liczyć, czy ktoś jest członkiem stronnictwa liberalnego, czy konserwatywnego. Widzieliśmy na własne oczy, co się stało. Mój dom również ucierpiał i zapewne wielu z państwa również mierzy się ze swoimi problemami z tej racji. Problem jest prawdziwy. I jeśli zostawimy obywateli z tym samych… nigdy nam tego nie wybaczą. Szczególnie jeśli potem przyjdzie jakiś bogaty filantrop i zrobi to wszystko za nas. Kanclerz Malfoy ma rację. Obywatele płacą podatki. Pokażmy im, że idą one na wsparcie właśnie dla nich. Robert wziął głęboki oddech. Odkrył, że gdzieś w połowie swej przemowy wstał z miejsca. Członkowie komisji słuchali go z uwagą. Niektórzy wstrzymali oddech, bowiem kto jak kto, ale sędzia Crouch potrafił przemawiać. – Skoro zatem mamy podstawy ideowe, myślę, że warto omówić mniej pasjonujące szczegóły. – Sędzia usiadł i wyjął ze swojej teczki wzór dokumentacji przygotowany wcześniej przez jego biuro. Charyzma IV i przewaga Dowodzenie (II). Koniec sesji
|