Atreus zawsze lubił sprawiać dobre wrażenie na osobach z którymi współpracował, a które niekoniecznie znały go personalnie. Ograniczał więc przy Prudence głupie żarciki czy gadki na podryw, bo nikomu to w tym otoczeniu by nie służyło. Jeśli więc postrzegała go jako profesjonalistę – niezmiernie go ten fakt cieszył. Zaproszony wszedł do środka i rozgościł się, zajmując wskazane mu miejsce do siedzenia, ustawione na przeciwko niej. Przez moment przyglądał się jej tylko, jak na moment znika gdzieś w swoim świecie, jakby nagle wyrwana z rzeczywistości; w pewnym momencie przestało go to dziwić i uznał za coś nierozłącznie z nią związanego. Nigdy jednak nie pytał o co chodziło.
— Po pierwsze, słyszałem nowiny i gratuluję zamążpójścia — uśmiechnął się do niej wesoło, a szybkie spojrzenie nieco niżej, na jej dłonie, utwierdziło go przekonaniu że nie było to tylko głupie gadanie na korytarzach Ministerstwa. — Czujesz się jakoś inaczej? Słyszałem, że zmiana stanu cywilnego potrafi odmienić człowieka — głównie na lepsze, kiedy wszyscy wchodzili w fazę miesiąca miodowego i nagle świat wydawał się piękniejszy, a jednocześnie chcieli być tylko ze swoją drugą połówką. — W każdym razie, przyszedłem z pewną sprawą. Niezwiązaną z żadnym ostatnim denatem, ale czymś zupełnie nowym, co organizowane będzie w naszym departamencie z ramienia biura aurorów. Spalona Noc sprawiła, że nad pewnymi rzeczami należało się podwójnie zastanowić i cóż, niektóre z dotychczasowych rozwiązań wydawały się nie działać. Pojawiła się pewna przepaść między czarnoksiężnikami i śmierciożercami, dlatego organizuję jednostkę zadaniową, która będzie się koncentrować właśnie na tych drugich. Ich działania, ślady, plotki. Ale potrzeba też do tego rzetelnego antropologa, do którego moglibyśmy odsyłać takie sprawy z zaufaniem, że będą dla niego nie tylko kolejnym ciałem w kostnicy. Nie mówię że zabierze dotychczasową pracę, ale powiedzmy że widzę to jako większy priorytet. Bo to co się dzieje… wymaga działania. — wydawał się całkiem rozluźniony, siedząc na swoim miejscu, ale brakowało w jego tonie jakiejś typowej dla niego zaczepności. Spoważniał i starał się bez przesady nie roztkliwiać nad tym co miał jej do przekazania.