Świat bez stojącej nad nimi instytucji, byłby iście przepiękny. Oddałby im wolność, która teraz systematycznie była im wydzierana, nawet jeśli posiadali jakieś jej namiastki. Rezerwat pozwalał mu oddychać, ale nawet jeśli bardzo dużo rzeczy w nim działo się swoim rytmem, bez udziału ministerialnych problemów, te zawsze majaczyły gdzieś na horyzoncie. Dlatego odszedł z Ministerstwa, w pierwszej kolejności. Bo po pewnym czasie czuł, że nie prowadzi to w żadną sensowną stronę. Jeśli rodzina obsadzająca stołki w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami nie była żadnym problemem, a wręcz z radością przepychała podsuwane jej papierki, to zawsze znalazł się ktoś, kto ostatecznie stawał do pewnym pomysłów okoniem. Może było w nim jakieś przeświadczenie, ze jeśli miałby bezpośredni dostęp do tego, co by się tutaj działo, część spraw toczyłaby się lepiej. Szybciej.
- Nie zostawię - zapewnił ją cicho, poprzednie jej słowa nie tyle bezczelnie zbywając, co nie będąc pewnym co miałby jej na nie odpowiedzieć. Nie słuchają, ale nigdy nie słuchali. Było coś fascynującego w uporze, z jakim chciała sprawić, by zimna, kamienna bryła w której właśnie byli pogrzebani, otworzyła uszy na to co miała jej do zakomunikowania. Co prawda mówiono, że kropla drąży skałę, ale obawiał się jakoby postulaty Helloise były jednak zbyt słabą mocą. - Chodź, może wreszcie nas wypuszczą - podniósł się powoli ze swojego siedzenia, nie puszczając jej tak samo dla jej komfortu, jak i swojego własnego. O wiele lepiej było mieć w czymś oparcie w tych ciemnościach, szczególnie że kiedy nie widziało się nic, otaczający świat zdawał się atakować ze wszystkich stron. Minęli rząd krzesełek i póki miał je pod ręką, Leviathan przesuwał palcami po ich oparciach, dla lepszego wyczucia gdzie się znajdują. Potem w stronę ściany, o ile pamiętał, to było tylko parę kroków, ale odległość i tak wydawała się nie pasować do tego co miał w głowie. W końcu jednak dłoń natrafiła na chłodną powierzchnię i wydawało się, że było z górki. Doczłapali się do drzwi i pierwsze co zrobił, to nacisnął klamkę. Nic, odpowiedział im głuchy klekot zamka.
- Zapukam - ostrzegł ją, zaraz bardziej uderzając w drzwi, niż faktycznie pukając. Mocno i stanowczo, oczekując jakiejkolwiek reakcji. - Wypuście nas stąd. Nie dość, że zabraliście nasze różdżki, to trzymacie nas tutaj w całkowitych ciemnościach - rzucił głośno. Nie był pewien, ile faktycznie mogło trwać sprawdzanie różdżek, ale jak na jego gust, trwało to zdecydowanie za długo.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast