Zawsze miał problemy z tym, jak funkcjonowała instytucja jaką było Ministerstwo Magii. W ogóle większość schematów stworzonych przez społeczeństwo zdawała się sprawiać, że czuł się bardziej niedopasowany niż chciałby to przyznać. Kiedy dawno temu podejmował staż w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, papierkowa robota powoli zdawała się go zabijać i pożerać całą chęć do życia. Czuł się jak zwierzę zamknięte w klatce i to takiej, przez której kraty nie było widać niczego. W ogóle to więzienie nie miało krat, a było betonowym pudłem, w którym każdy kręcił się w kółko i powoli ale nieuchronnie wariował.
- Jak sobie życzysz - nie wracaj tu brzmiało tak prosto. Tak ładnie, że nawet przez moment był gotowy jej posłuchać i zapewnić, ze faktycznie będzie się trzymał od tego miejsca z daleka. Ale rzeczywistość niestety była przykra i jakaś część Leviathana obracała ten pomysł w głowie już od jakiegoś czasu. Nie miałby jednak tym razem zamiaru siedzieć w biurze, przeglądając papiery. Miał swój rezerwat, o który musiał dbać, jednak ten nie potrzebował też jego uwagi 24/7. Miał na to zbyt dobrych pracowników.
Odnalazła go. Pewnie jeszcze chwila i sam wreszcie przestałby się pochylać nad własnym nieszczęściem i zapytał, czy jest w stanie do niego podejść, ale zwykle zadziałała pierwsza. Poczuł jej obecność, dłoń wspinającą się po udzie i westchnięcie, jakby do tej pory nie była do końca pewna, że faktycznie był rzeczywisty. Nie dziwił jej się nawet, bo cała ta sytuacja wyglądała jak nieprzyjemny sen.
- Oni nigdy nie słuchają - szczególnie ci z Biura Kontroli, bo ile razy mógł im powtarzać kim jest i po co tutaj przyszedł? Różdżkę i tak mu skonfiskowali i wepchnęli go do tej ciemnicy. Ułożył dłoń na jej ramieniu ostrożnie, wyczuwając moment temu gwałtowniejszy ruch, a potem powoli przesunął palcami wzdłuż ręki, wreszcie chwytając ją za dłoń i zamykając w uścisku. - Ale jeszcze chwila i dadzą nam spokój. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast