27.04.2026, 18:17 ✶
– Hm... – wymamrotał niezdolny do kłócenia się z tak sensownym argumentem, bo rzeczywiście nie mogli narzekać na jakoś wspólnie spędzanego czasu. – Wiesz... Zawsze możemy wychodzić wcześniej z pracy. Jestem wręcz przekonany, że potrafiłbym to jakoś wynagrodzić mojemu szefowi – powiedział z uśmiechem równie szelmowskim co i sennym. I chyba tylko ta senność powstrzymała go, aby nie wpaść na dalsze rozwiązania, każde bardziej absurdalne, ale i przyjemniejsze, od kolejnego. Brązowe oczy, chociaż coraz to bardziej skłonne, aby przymknąć powieki, wpatrywały się w Anthony'ego bez najmniejszego śladu pokory wobec swoich poprzednich słów. No cóż... Co miał więcej powiedzieć niż to że kochał się z nim droczyć? Nie była to jednak do końca jego wina. W końcu Anthony po prostu doskonale nadawał się do tego, aby mówić mu takie rzeczy i patrzeć jak na nie reagował, zwłaszcza teraz gdy miał w tym zakresie znacznie więcej możliwości.
Wreszcie ułożyli się obok siebie, spleceni ciepłą, błekitną kołdrą i coraz bardziej otaczani senną mgłą, mającą dać im aż dwanaście godzin odpoczynku, którego oboje tak strasznie potrzebowali. Jonathan westchnął cicho, żałując nieco, że sen wymagał od niego odpłynięcia myślami do krainy nieświadomości, bo prawdę mówiąc nie miałby nic przeciwko temu, gdyby spanie polegało po prostu na dwunastu godzinach leżenia wobec Anthony'ego z pełną świadomością tego faktu.
– Dobranoc mój miły – wymamrotał jeszcze półprzytomnie, ostatni raz zmuszając się by uchylić ociężałe powieki i obrzucić spojrzeniem leżącego obok niego mężczyznę. Zamknął oczy. – Pragnę... Pragnę cię... – Ziewnął. – Pragnę cię tylko poinformować, że jutro rano przyniosę nam na śniadanie cynamonki i wolałbym abyś tym razem mniej się przeciwko nim buntował.
Uśmiechnął się błogo. Jutro wstaną, napiją się kawy i zjedzą cynamonki w towarzystwie porannych żartów, czytania gazety i czułych słówek. Jutro zadba o to, aby Shafiq był wypoczęty, wesoły i zapewne z cynamonem na nosie. Wtulił się jeszcze bardziej w Anthony'ego po czym wreszcie zasnął pragnąc by wypoczęci mogli już zacząć nowy dzień.
Wreszcie ułożyli się obok siebie, spleceni ciepłą, błekitną kołdrą i coraz bardziej otaczani senną mgłą, mającą dać im aż dwanaście godzin odpoczynku, którego oboje tak strasznie potrzebowali. Jonathan westchnął cicho, żałując nieco, że sen wymagał od niego odpłynięcia myślami do krainy nieświadomości, bo prawdę mówiąc nie miałby nic przeciwko temu, gdyby spanie polegało po prostu na dwunastu godzinach leżenia wobec Anthony'ego z pełną świadomością tego faktu.
– Dobranoc mój miły – wymamrotał jeszcze półprzytomnie, ostatni raz zmuszając się by uchylić ociężałe powieki i obrzucić spojrzeniem leżącego obok niego mężczyznę. Zamknął oczy. – Pragnę... Pragnę cię... – Ziewnął. – Pragnę cię tylko poinformować, że jutro rano przyniosę nam na śniadanie cynamonki i wolałbym abyś tym razem mniej się przeciwko nim buntował.
Uśmiechnął się błogo. Jutro wstaną, napiją się kawy i zjedzą cynamonki w towarzystwie porannych żartów, czytania gazety i czułych słówek. Jutro zadba o to, aby Shafiq był wypoczęty, wesoły i zapewne z cynamonem na nosie. Wtulił się jeszcze bardziej w Anthony'ego po czym wreszcie zasnął pragnąc by wypoczęci mogli już zacząć nowy dzień.