18.04.2026, 17:47 ✶
Jeśli ów zwodniczy poltergeist ukryty za głosem Leviathana miał ją do czegoś skłonić czy wykorzystać, to należałoby go nazwać jednocześnie wyjątkowo skutecznym i nieskutecznym poltergeistem. To westchnienie, które dotarło do uszu Helloise — zniechęcone i ciężkie — brzmiało… dokładnie jak człowiek, którego znała. Wyrażało jednak wyłącznie niezadowolenie, które ich od siebie oddalało.
Cóż to za okropne miejsce, w którym wylądowała — czarna kamienna cela wyciśnięta w ziemi pod ciężarem podziemnego gmachu urzędowego. Twarde i nieprzystępne faktury ścian i siedzisk, które kobieta badała dotykiem, nie kryły niczego przyjaznego, na czym chciałoby się zatrzymać dłoń. Nie miała oczu, na których mogłaby polegać; umysł łatwo czarną pustkę obradzał w fantazyjne kształty i obecności czające się na granicy spojrzenia.
Najbardziej rzeczywistym elementem tej sceny był Rowle i jego trzeźwe rozgoryczenie, które skrobało coś nieprzyjemnie w Helloise i obok odrealnionego zdezorientowania wzbudziło w niej bardzo realne niezadowolenie.
— Nie wracaj tu — zaprotestowała od razu, gdy wspomniał o pracy w Ministerstwie. Nie chciała czuć na nim zapachu Ministerstwa i nie chciała, aby myślał urzędniczymi schematami, których sama nie rozumiała. Zmarnowaliby go i zabrali jeszcze dalej od niej.
Helloise wciąż nieufnie krążyła wokół obecności Leviathana, lecz jego dłuższa wypowiedź nakierowała ją na miejsce, gdzie siedział mężczyzna. Wiedźma przesunęła się powoli wzdłuż rzędu ław i krzeseł, nie odrywając dłoni od pustych mebli, dopóki nie natrafiła czubkami palców na nogę czarodzieja. Westchnęła wówczas, jakby zaskoczona tym, że był materialny. Przebiegła palcami na szczyt uda Leviego, aby mieć pewność, że ma przed sobą człowieka, i dopiero wówczas się wyprostowała. Zaczynała wyczuwać w ciemności pierwsze kontury jego sylwetki — więcej w tym, gdzie słyszała oddech i czuła ciepło ciała, niż samym wzrokiem.
— Przyszłam, żeby przypomnieć… Wszystkim im przypomnieć — syknęła zajadle, schylając głowę. — Lecz nikt tu nie rozumie. Dlaczego ja tu jestem? — domagała się odpowiedzi, wciąż przekonana, że kontrola miała na celu pognębienie jej konkretnie, nie zaś że była elementem rutynowego odsiewu, w którym dziwaczne zachowania Helloise zwróciły słusznie uwagę strażników.
Cóż to za okropne miejsce, w którym wylądowała — czarna kamienna cela wyciśnięta w ziemi pod ciężarem podziemnego gmachu urzędowego. Twarde i nieprzystępne faktury ścian i siedzisk, które kobieta badała dotykiem, nie kryły niczego przyjaznego, na czym chciałoby się zatrzymać dłoń. Nie miała oczu, na których mogłaby polegać; umysł łatwo czarną pustkę obradzał w fantazyjne kształty i obecności czające się na granicy spojrzenia.
Najbardziej rzeczywistym elementem tej sceny był Rowle i jego trzeźwe rozgoryczenie, które skrobało coś nieprzyjemnie w Helloise i obok odrealnionego zdezorientowania wzbudziło w niej bardzo realne niezadowolenie.
— Nie wracaj tu — zaprotestowała od razu, gdy wspomniał o pracy w Ministerstwie. Nie chciała czuć na nim zapachu Ministerstwa i nie chciała, aby myślał urzędniczymi schematami, których sama nie rozumiała. Zmarnowaliby go i zabrali jeszcze dalej od niej.
Helloise wciąż nieufnie krążyła wokół obecności Leviathana, lecz jego dłuższa wypowiedź nakierowała ją na miejsce, gdzie siedział mężczyzna. Wiedźma przesunęła się powoli wzdłuż rzędu ław i krzeseł, nie odrywając dłoni od pustych mebli, dopóki nie natrafiła czubkami palców na nogę czarodzieja. Westchnęła wówczas, jakby zaskoczona tym, że był materialny. Przebiegła palcami na szczyt uda Leviego, aby mieć pewność, że ma przed sobą człowieka, i dopiero wówczas się wyprostowała. Zaczynała wyczuwać w ciemności pierwsze kontury jego sylwetki — więcej w tym, gdzie słyszała oddech i czuła ciepło ciała, niż samym wzrokiem.
— Przyszłam, żeby przypomnieć… Wszystkim im przypomnieć — syknęła zajadle, schylając głowę. — Lecz nikt tu nie rozumie. Dlaczego ja tu jestem? — domagała się odpowiedzi, wciąż przekonana, że kontrola miała na celu pognębienie jej konkretnie, nie zaś że była elementem rutynowego odsiewu, w którym dziwaczne zachowania Helloise zwróciły słusznie uwagę strażników.
dotknij trawy