14.04.2026, 22:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2026, 22:36 przez Jonathan Selwyn.)
Wbrew temu co optymistycznie zakładała zakochana głowa Jonathana, wspólne zasypianie z Anthonym nie pomogło na jego problemu ze snem. Czasem zasypiał bez problemów, czasem leżał długo w ciemności wsłuchując się w rytmiczny oddech drugiego mężczyzny, próbując przekonać siebie samego, że jest szalenie zmęczony i zaraz zaśnie. Czasem też do jego snu wdzierały się złowieszcze barwy perfidnie przekonujące go że są prawdziwe i należą do Anthony'ego, który cierpiał właśnie katusze. Budził się wtedy przerażony tylko po to aby uświadomić sobie, że jego ukochany miał się dobrze, wściekły na samego siebie, że ponownie dał się na to nabrać. Zazwyczaj gdy brał eliksiry nasenne, lub, znacznie częściej, palił odpowiednie kadzidełka, wszystkie te problemy zanikały. Czasami jednak były one na te specyfiki uparcie oporne, a z jakiegoś powodu w ciągu ostatnich kilku dni było to wyjątkowo nasilone. Zdecydowanie musieli znaleźć z Anthonym coś nowego, coś co będzie pomagało im obu, bo o ile on mógł chodzić z worami pod oczami (i tak maskował je odpowiednimi kosmetykami) to martwił się o niewyspanie Shafiqa.
Jonathan, już ubrany w wygodną piżamę, sięgnął po podaną mu butelkę. Zapach nowego kadzidła już powoli koił jego zmęczony umysł, ale nie na tyle, aby spacyfikować pewne wątpliwości.
Dwanaście godzi snu... To brzmiało... Doskonale. Oboje na to zasłużyli. Dwanaście godzin podczas których będą mogli po prostu leżeć obok siebie. Dwanaście godzin odpoczynku bez zmartwień i koszmarów.
– Wiesz, zawsze możemy też wypróbować moją roboczą teorię związaną z tym że poswójne zbliżenie danego dnia pozytywnie wpływa na sen – zażartował bawiąc się szklaną butelką. – Myślę, że jestem w stanie zaakceptować barwne sny. Myślę też, że nawet gdybym miał koszmary, to i tak otrzymałbym dwanaście godzin wypoczynku ciała, a rano i tak osłodziłbyś mi życie swoim widokiem – powiedział całując Anthony'ego w policzek. – Jestem na tak. A jeśli ty chcesz to wziąć to ja tym babrdziej go wezmę.
A jeśli ten aptekarz go okłamał i sny Shafiqa wcale nie będą przyjemne, osobiście go znajdzie i wstawi mu wszystkie możliwe zakazy handlu z Wielką Brytanią i nie tylko. Jonathan wypił specyfik zaraz po Anthonym. Senny środek w dziwny sposób smakował jak unoszące się w sypialni kadzidełka. Odstawił butelkę i z uśmiechem położył na łóżku, wyciągając swoje ramiona.
– Zignoruj proszę na chwilę konotacje łączące nas z tym i imieniem i daj mi zasnąć w twoich ramionach, mój Morfeuszu.
Jonathan, już ubrany w wygodną piżamę, sięgnął po podaną mu butelkę. Zapach nowego kadzidła już powoli koił jego zmęczony umysł, ale nie na tyle, aby spacyfikować pewne wątpliwości.
Dwanaście godzi snu... To brzmiało... Doskonale. Oboje na to zasłużyli. Dwanaście godzin podczas których będą mogli po prostu leżeć obok siebie. Dwanaście godzin odpoczynku bez zmartwień i koszmarów.
– Wiesz, zawsze możemy też wypróbować moją roboczą teorię związaną z tym że poswójne zbliżenie danego dnia pozytywnie wpływa na sen – zażartował bawiąc się szklaną butelką. – Myślę, że jestem w stanie zaakceptować barwne sny. Myślę też, że nawet gdybym miał koszmary, to i tak otrzymałbym dwanaście godzin wypoczynku ciała, a rano i tak osłodziłbyś mi życie swoim widokiem – powiedział całując Anthony'ego w policzek. – Jestem na tak. A jeśli ty chcesz to wziąć to ja tym babrdziej go wezmę.
A jeśli ten aptekarz go okłamał i sny Shafiqa wcale nie będą przyjemne, osobiście go znajdzie i wstawi mu wszystkie możliwe zakazy handlu z Wielką Brytanią i nie tylko. Jonathan wypił specyfik zaraz po Anthonym. Senny środek w dziwny sposób smakował jak unoszące się w sypialni kadzidełka. Odstawił butelkę i z uśmiechem położył na łóżku, wyciągając swoje ramiona.
– Zignoruj proszę na chwilę konotacje łączące nas z tym i imieniem i daj mi zasnąć w twoich ramionach, mój Morfeuszu.