- To tak nie działa. Nie da się na siebie ściągnąć nieszczęścia samym gadaniem. - Wydawała się mieć co do tego pewność, ton jej głosu brzmiał bowiem tak, jakby nie znosił sprzeciwu. - Mogę się zgodzić z tym, że urwałaby Ci Twoją, jednak raczej nie przyszyłaby mi jej, bo by nie pasowała. Jesteś za duży na to, żeby stać się moim dawcą kończyć, musiałaby znaleźć innego szczęśliwca. - Wyobraziła sobie jak wyglądałaby z ręką, albo nogą Erika i parsknęła śmiechem. Wyglądałaby tragicznie, on miał przerażająco długie nogi i wielkie ręce, nie potrafiłaby się na pewno nimi posługiwać, więc byłby to zupełnie niewykorzystany potencjał, komuś innemu mogłyby się bardziej przydać. - Dobrze jest jednak wiedzieć, że masz bardzo solidny powód co do tego, żebym zawsze wracała cała i zdrowa. - Sama pewnie nie chciałaby sprawdzić, jak zareagowałaby Longbottomówna na to, gdyby ktoś z jej bliskich wrócił bez jakiejś części ciała.
- To prawda, podejrzewam, że kiedyś będzie mi tego strasznie brakowało, to nie tak, że nie chcę, żeby się to skończyło, wiesz? Po prostu lubię jak dużo się dzieje. - Naprawdę zależało jej na tym, żeby wojna się skończyła, śmierciożercy ponieśli konsekwencje za swoje terrorystyczne zagrywki, jednak trochę się bała, że wtedy w ogóle już nie będzie potrafiła się odnaleźć w spokojnym i ułożonym świecie. Powinna sobie znaleźć jakieś interesujące zajęcie, aby nigdy się nie nudzić, tak - to była jakaś myśl. Nie zamierzała do usranej śmierci przecież wypisywać mandatów za źle zaparkowane miotły. Zbyt szybko stawało się to monotonne. Na szczęście Zakon był pełen utalentowanych czarodziejów od których mogła się sporo nauczyć, być może znajdzie dla siebie jakąś inną drogę, kiedy będzie ich podglądać.
- Stolica! Nie mogliśmy lepiej trafić, zobaczymy jak im się powodzi, na pewno Paryż wygląda lepiej od Londynu... - Po ostatnich atakach stolica Wielkiej Brytanii niemalże cała spłonęła, więc wcale nie było o to jakoś specjalnie trudno.
- Nie wiem, czy jestem w stanie utrzymać cokolwiek podczas tego typu podróży, ale warto spróbować, najwyżej butelki rozbiją się po drodze, żałowałabym gdybyśmy nie spróbowali. - Erik nie zamierzał jej odmówić, co w sumie było całkiem pocieszające, nie powiedział, ze to głupi pomysł, szkoda byłoby nie skorzystać z okazji i nie zaopatrzyć się w to pyszne wino. W końcu było uznawane za jedno z lepszych na świecie. Skrzynka być może nie była jakąś wielką ilością, ale tym mogliby już się podzielić, więc wcale nie było tak źle.