Heather Wood ostatnio nie narzekała na nudę. Zaliczyła całkiem interesującą wizytę na zamek ze swoimi zakonowymi koleżkami, w którym z początku chciała zamieszkać. Duchy, które tam spotkała postanowiły ją jednak zamrozić, co potraktowała jako obrazę, zresztą zamek znajdował się na wypizdowie, a ona była młoda - wolała mieszkać w mieście, szybko więc zapomniała o tym, że w ogóle rozważała to, że może kupić tamtą posiadłość.
Była nieco rozczarowana, bo miała zaliczyć kolejną wycieczkę ze swoim nowym najlepszych kolegą dwa dni temu, ale kilka dni wcześniej został pokiereszowany przez bestię przez co ona się nie odbyła, na szczęście miały pojawić się kolejne możliwości. Tak wiele działo się w jej życiu! Nie mogła narzekać na nudę i to było wspaniałe, bo Ruda nie znosiła nudy. Miała obiecane, że odbędą jeszcze tę wyprawę, która nie doszła do skutku, a dzisiaj pojawiła się tutaj, aby załatwić jakieś rzeczy dla zakonu. Wspaniale! To było dużo bardziej pasjonujące od patrolowania ulic Londynu.
Towarzyszyć miał jej Erik, co uznała za całkiem sympatyczną niespodziankę, bo lubiła z nim współpracować. Miała do niego zaufanie, trochę już razem przeżyli, zresztą powinna mu podziękować za namiary na klątwołamacza, nie spodziewała się, że ta krótka informacja, aż tak zmieni jej życie, dzięki niemu przecież spotkała kogoś wyjątkowego, z którym od razu złapała więź inną niż wszystkie, a nawet nie wiedziała, że potrzebuje kogoś takiego w swoim życiu.
Humor jej dopisywał, a jakże, uśmiechała się więc od ucha do ucha, jesień była całkiem przyjemna, wiatr muskał jej twarz i plątał włosy, nie miała na noc narzekać, a co najważniejsze jeszcze mogła tu przylecieć na miotle.
- To nie tak, że nie ufam Brennie... - Starała się brzmieć bardzo neutralnie. - ale nie znoszę się teleportować, świstokliki to trochę podobny środek transportu, więc ogólnie, z zasady im nie ufam, nie tylko temu jednemu, a wszystkim z ich gatunku. - Dodała na usprawiedliwienie swojej opinii.
- My, razem, w kłopoty? No coś Ty, to będzie na pewno wspaniała zabawa. - Nieco inaczej patrzyła na ich wspólne doświadczenia. - Obiecasz mi, że jak gdzieś zgubię po drodze rękę, albo nogę to ją znajdziesz? - Przeniosła jeszcze wzrok na Longbottoma. Kto wiedział, jak przebiegnie ich podróż, a zdecydowanie wolałaby mieć po niej wszystkie kończyny, były jej przecież jeszcze potrzebne.
- Powrót całkiem spoko, chociaż jeśli mam być szczera to wolę takie wypady niż pracę w BUMie. Jest nudniejsza. - Niby mogło być gorzej, mogła utknąć w jakimś nudnym biurze w ministerstwie, ale jednak miała chyba prawo ponarzekać. - On ma nas przenieść do Francji? Tu jest napisane, że ten pomiot szatana ma nas tam przenieść. - Pokazała Erikowi kartkę z adresem, nie spodziewała się tego, że wylądują dzisiaj za granicą, to było miłą niespodzianką. - Myślisz, że uda nam się przytachać stamtąd trochę wina? Pewnie będziemy mieli na to miejsce. - Nie mogłaby ominąć takiej okazji, francuskie wino przecież było całkiem niezłe.