06.02.2026, 02:22 ✶
Teoretycznie rzeczywiście udało jej się uwolnić Cassandrę od tego paskudnego napastnika. Teoretycznie. W końcu ciężko jest mówić o całkowitym uratowaniu kogoś, gdy przy okazji uderzyło się w regały, które kolejno zaczęły się wywracać.
Hestia spojrzała na lecący na nie mebel. I już myślała, że to był koniec. Już myślała, że umarą w tak głupi sposób, niewiadomo nawet, czy we śnie, czy na jawie kiedy... Atak regału nie nastąpił. Hestia rozejrzała się po otoczeniu. Były w kolejnym sklepie. Bletchley westchnęła cicho i usiadła obok przyjaciółki.
– Nic ci nie jest? – spytała, próbując zlokalizować miejsce, gdzie ten potworny typ ugryzł jej przyjaciółkę. Uśmiechnęła się słabo. – Na pewno stąd wyjdziemy – powiedziała bez większego przekonania. – W końcu jakoś tu weszłyśmy, prawda? A więc jest wejście. A skoro jest wejście to musi być i wyjście, nie?
Tak podpowiadał jej rozsądek, tylko czy rozsądek miał tutaj w ogóle coś do gadania? Hestia westchnęła cicho I ponownie rozejrzała się po pomieszczeniu w samą porę, aby...
– Uważaj! – krzyknęła, przewracając swoim ciałem Cassandrę na ziemię. Coś odbiło się od ściany, mniej więcej w tym miejscu, gdzie chwilę wcześniej znajdowała się głowa aurorki, po czym upadło na ziemię. Hestia wyprostowała się, zerknęła na przedmiot i... Zrobiło jej się niedobrze. Był to kafel, ale piłka zdecydowanie różniła się od tej którą tak doskonale pamiętała ze swoich szkolnych czasów jako obrończyni w puchońskiej drużynie Quidditcha. Przedmiot powiem był cały naszpikowany igłami. Normalne uderzenie już wyrządziłoby Cassandrze krzywdę, ale uderzenie w dodatku z ostrymi przedmiotami? Nawet nie chciała o tym myśleć. Spojrzała z miejsca, z którego nadleciał przedmiot, idealnie aby zobaczyć znikającą w dziwnej ciemności rękę paskudnego mężczyzny.
– Co robimy? – spytała szeptem.
Hestia spojrzała na lecący na nie mebel. I już myślała, że to był koniec. Już myślała, że umarą w tak głupi sposób, niewiadomo nawet, czy we śnie, czy na jawie kiedy... Atak regału nie nastąpił. Hestia rozejrzała się po otoczeniu. Były w kolejnym sklepie. Bletchley westchnęła cicho i usiadła obok przyjaciółki.
– Nic ci nie jest? – spytała, próbując zlokalizować miejsce, gdzie ten potworny typ ugryzł jej przyjaciółkę. Uśmiechnęła się słabo. – Na pewno stąd wyjdziemy – powiedziała bez większego przekonania. – W końcu jakoś tu weszłyśmy, prawda? A więc jest wejście. A skoro jest wejście to musi być i wyjście, nie?
Tak podpowiadał jej rozsądek, tylko czy rozsądek miał tutaj w ogóle coś do gadania? Hestia westchnęła cicho I ponownie rozejrzała się po pomieszczeniu w samą porę, aby...
– Uważaj! – krzyknęła, przewracając swoim ciałem Cassandrę na ziemię. Coś odbiło się od ściany, mniej więcej w tym miejscu, gdzie chwilę wcześniej znajdowała się głowa aurorki, po czym upadło na ziemię. Hestia wyprostowała się, zerknęła na przedmiot i... Zrobiło jej się niedobrze. Był to kafel, ale piłka zdecydowanie różniła się od tej którą tak doskonale pamiętała ze swoich szkolnych czasów jako obrończyni w puchońskiej drużynie Quidditcha. Przedmiot powiem był cały naszpikowany igłami. Normalne uderzenie już wyrządziłoby Cassandrze krzywdę, ale uderzenie w dodatku z ostrymi przedmiotami? Nawet nie chciała o tym myśleć. Spojrzała z miejsca, z którego nadleciał przedmiot, idealnie aby zobaczyć znikającą w dziwnej ciemności rękę paskudnego mężczyzny.
– Co robimy? – spytała szeptem.