Secrets of London
[jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Poza schematem (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=29)
+--- Dział: Pokój Życzeń (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=117)
+---- Dział: Sny (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=116)
+---- Wątek: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy (/showthread.php?tid=4784)

Strony: 1 2


[jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Cassandra Cavendish - 10.05.2025

Cały dzień nosiła w sobie wrażenie, że ktoś za nią chodzi. Nie raz i nie dwa odwracała się przez ramię, ale nikogo nie mogła zauważyć. Pod wieczór zaczęła się już nawet obawiać, że wpada w jakąś dziwną paranoję. Za dużo śledztw? Może faktycznie potrzebowała krótkiej przerwy od pracy? Ha, ciekawe, czy dałoby radę wziąć kilka dni urlopu. Zdecydowanie na odpoczynku od pracy nikt jeszcze źle nie wyszedł.

Gdy znalazła się wśród swoich czterech ścian, dokładnie zamknęła drzwi i upewniła się, że okna również nie stanowią łatwego celu, nawet odzyskała nieco spokoju ducha. Wreszcie też przyszedł czas na sen, a kładła się z ulgą, że nic więcej się nie wydarzyło – pomimo dziwnych przeczuć oraz szalejącej intuicji. Jeszcze nie wiedziała, że będzie to jedna z najdziwniejszych nocy w jej życiu, wyłączając te obarczone darem jasnowidzenia. Póki co, przyłożyła głowę do poduszki i zamknęła oczy, po kilku minutach przenosząc się w objęcia Morfeusza.

Gdy je otworzyła, ze zdziwieniem stwierdziła, że znajduje się na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu, niedaleko przejścia na ulicę Pokątną. I co ona niby tu miała robić? Zdecydowanie coś było nie tak, tylko jeszcze nie wiedziała co. Rozejrzała się, po dłuższej chwili dostrzegając dziwnego mężczyznę, który stał w cieniu, w głębi zaułka i przyglądał jej się bardzo intensywnie. Nie podobał jej się, budził niepokój i wydawał się całkowicie nie pasować dodaj tego snu. Tak, to zdecydowanie musiał być sen. Nie pamiętała, jak tu trafiła, a do tego pamiętała, że kładła się spać. Tak, to musiał być sen.

– Hestia?! – Zdziwila się, bo dostrzegła przyjaciółkę, gdy odwróciła się w przeciwną stronę, byle nie patrzeć na dziwnego mężczyznę. Dla samej Hestii tutaj również mogło być dziwnie, przede wszystkim dlatego, że cały świat pozbawiony był kolorów. Biel, czerń i różne odcienie szarości to jedyna paleta barw, jaka tutaj istniała. Tak widziała Cassandra. I tak też śniła. – Widzisz mnie? – Zapytała, podchodząc do kobiety, bo nie miała już w ogóle pewności, na ile to sen, a na ile jawa.


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Hestia Bletchley - 12.05.2025

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/73799e5d9cce344a36a48a7f9dc3da99/48ff409808fc1aa7-15/s500x750/839614a7fdbb45f4f545eb18d650436464101fb4.pnj[/inny avek]

Hestia szła ulicą Nokturnu. Była wręcz przekonana, że szła tam w jakiejś pracowej sprawie, nawet jeśli coś jej tutaj nie pasowało.

Nie była tylko w stanie określić co dokładnie jej nie grało w tej sytuacji, pomimo wskazówek, które dla jej umysłu na jawie powinny być wręcz oczywiste.

Teraz jednak, chociaż świat był czarno-biały, a zamiast swojego typowego, szarego munduru Brygadzistki, miała cywilne ubrania, to szła naprzód z misją... Z misją... No właśnie. Jaką?

Hestia?!

Znajomy głos zawołał jej imię. Czarownica natychmiast obróciła się, aby zobaczyć Cassandrę i dopiero wtedy, gdy zobaczyła twarz innej osoby otoczoną samą szarością, dotarło do niej, że coś było nie tak. 
Cassandra? Tak widzę, ale... – W sumie to o co miała zapytać? Czy i dla niej świat był jakiś dziwny? Jakby... Nierzeczywisty? A gdzie kolory? Nokturn może i był ponury w swoich barwach, ale na pewno nie... Szary. To znaczy tak, był szary, ale nie dosłownie szary. Dlaczego więc było tak jak było? – Co się dzieje?
Próbowała przypomnieć sobie ostatnią rzecz która pamiętała zanim się tutaj znalazła. Wróciła z pracy, porozmawiała z rodzicami i siostrą, a potem poszła do siebie chwilę poczytać w łóżku, ale... Ale chyba była tego dnia naprawdę zmęczona. Spała? To był sen? Palcami złapała pasmo swoich włosów i spróbowała zmienić ich kolor na różowy, tak by spróbować przywołać jakoś koloryt do tego świata. Kosmyk rzeczywiście zmienił barwę, ale po prostu na inny odcień szarości. Dziwne. Może to rzeczywiście był sen.

Te rozważania musiały jednak zejść na dalszy plan, bo w tym samym momencie i Bletchley dostrzegła nieznajomego mężczyznę, który nagle ruszył w ich stronę.
Uważaj – ostrzegła Cassandrę, szykując się na potencjalną konfrontację.


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Cassandra Cavendish - 24.05.2025

Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że Hestia ją widzi oraz słyszy. Chyba najgorszym koszmarem byłby fakt bycia niewidzialną dla przyjaciółki. Chociaż wtedy mogłaby uznać, że znajduje się w czyimś wspomnieniu, lecz patrząc po kolorach - czy też raczej po ich braku - to Hestia dołączyła do niej, a nie na odwrót. W końcu znalazła się przy kobiecie, ale na jej pytanie jedynie pokręciła głową.
- Nie mam zielonego pojęcia. To chyba... Sen? - Rzuciła pierwszą propozycję, jaka przyszła jej do głowy. Chociaż wydawało się to dość nieprawdopodobne, to w obliczu faktów, było jedyną dobrą hipotezą. Przecież doskonale pamiętała, że kładła się spać. Tylko jak tu znalazła się Hestia? Podejrzewała, że na to nigdy nie znajdą odpowiedzi.

Odwróciła się momentalnie, gdy usłyszała ostrzeżenie. Prawie zapomniała o jeszcze jednej osobie, która także tu była. Tylko tego mężczyzny w ogóle nie znała, a i wyglądał na tyle dziwnie, by mogła uznać, że nie jest wytworem jej wyobraźni. Jednak, skoro był w jej śnie, to chyba musiał zostać stworzony przez jej własny mózg, prawda? Zdecydowanie, za dużo powstało tu pytań bez odpowiedzi. Drgnęła gwałtownie, gdy mężczyzna ruszył szybko w ich stronę. I po co? Odruchowo sięgnęła po różdżkę, ale ona akurat jej nie miała! Przynajmniej nie tu i nie teraz. Momentalnie oceniła ten sen jako całkowicie do dupy.
- Nie mam różdżki... - rzuciła na wydechu, cofając się nieco.

Sam mężczyzna uśmiechnął się paskudnie, jakby doskonale wiedział, co się dzieje. Nagle jednak zmienił kierunek i nie szedł prosto na nią, lecz jak gdyby chciał je obydwie ominąć i może jednak zostawić w spokoju. Ale tak się nie stało. Zaatakował błyskawicznie, dosłownie skacząc na rudowłosą i przewracając ją na ziemię. Cassandra nie miała jednak zamiaru tak łatwo się poddawać, chociaż zaciśnięte na jej gardle ręce mocno utrudniały sprawę. Odruchowo złapała mężczyznę za nadgarstki, chcąc odciągnąć jego dłonie, dzięki czemu mogłaby złapać chociaż odrobinę powietrza, ale na ten moment nie było to już takie proste.


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Hestia Bletchley - 25.05.2025

[inny avek]https://64.media.tumblr.com/73799e5d9cce344a36a48a7f9dc3da99/48ff409808fc1aa7-15/s500x750/839614a7fdbb45f4f545eb18d650436464101fb4.pnj[/inny avek]

Sen? – Zmarszczya brwi, rozglądając się po otoczeniu, jakby w poszukiwaniu jakiejś jednej wskazówki, która powiedziałaby jej, że tak, właśnie śni. Tak było zawsze w fikcyjnych historiach, prawda? Bohater był zamknięty w jakimś nierzeczywistym, sennym wymiarze, aż do momentu kiedy, jeden, niewielki detal, uświadamiał mu, że to co się działo wokół niego nie było prawdą. Czy to właśnie dlatego, wszystko tutaj było czarno-białe?
Chociaż, czy Cassandra nie wspominała kiedyś, że właśnie tak widziała świat? Ale... Ale to by wskazywało na to, że to nie był wcale jej sen, a właśnie Cavendish. A Hestia była dość mocno przekonana, że jeśli już ktoś śnił, to właśnie ona, bo przecież senne mary, świadomości nie miały, a Bletchley jednak ją posiadała. Dziwne. Naprawdę dziwne.

To jednak czyj to był sen i jak się tak właściwie w nim znalazły, zeszło szybko na drugi plan, bo podejrzany mężczyzna wlasnie rzucił się na Cassandrę. Hestia, która juz myślała, że walka ich ominie, wydała z siebie cichy okrzyk, a potem ruszyła pomóc, bo nawet jeśli to był tylko sen, to jednak wolałaby nie patrzeć w nim, jak Cassandra umiera. Zwłaszcza, że przecież to wcale nie musiał być sen.

Zostaw ją! – wykrzyknęła i... To było dziwne. Na pewno rzuciła zaklęcie, ale prawdę mówiąc nie wiedziała, jakie, jakby jej podświadomość rzuciła ją za nią, a potem dziwny mężczyzna po prostu został nagle odrzucony od Cassandry, w dość karykaturalny, jak na standardy życia na jawie sposób, machając kończynami na wszystkie strony, aż opadł na chodnik.

Hestia nie marnowała czasu. Szybko podbiegła do Cassandry i pomogła jej wstać.
Szybko. Musimy... Gdzie on jest? – Tam gdzie był mężczyzna... Już go nie było. Hestia spojdzała skonfundowana na przyjaciółkę. – Co tu się dzieje? Znasz go? Czemu cię zaatakować. Może... Może powinnyśmy się rozejrzeć dalej?


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Cassandra Cavendish - 17.06.2025

Atakujący ją mężczyzna zdecydowanie był silny, silniejszy od niej i wreszcie udało mu się zacisnąć dłonie na jej szyi. Nie było to przyjemne uczucie, a jak na sen, było bardzo realne. Nie mogła złapać powietrza, nie była w stanie go z siebie zepchnąć, a przed oczami zaczynała widzieć czarne plamy. I gdy już sądziła, że przyjdzie jej tu umrzec, gdzieś z daleka dobiegł ją głos Hestii. Nie zrozumiała słów, ale mężczyzna nagle został odrzucony więc mogła chyba założyć, że było to jakieś zaklęcie.

Oglądała ten karykaturalny lot z szeroko otwartymi oczami. Jednak lądowaniu mężczyzny nie towarzyszyło żadne głośne uderzenie, jakiego się spodziewała, a zaraz jej uwagę odwróciła przyjaciółka. Z jej pomocą stanęła na nogi, a chociaż przez chwilę jeszcze zakręciło jej się w głowie to jednak szybko wszystko minęło. A nieznany mężczyzna zniknął. Spojrzała więc na Hestię z równym zdumieniem w oczach. Ona także nie miała zielonego pojęcia, o co chodzi w całym tym bałaganie.

– Tu nic nie ma sensu – przyznała w końcu, lekko kręcąc głową. – Nie znam tego mężczyzny, nie mam pojęcia co tu się dzieje i dlaczego akurat my tu jesteśmy. – Westchnęła, rozglądając się po ulicy. Wszystko wyglądało tak, jak zawsze, nie licząc faktu, że było pusto i cicho. Nokturn nigdy nie był pusty i cichy, tak samo, jak Pokątna. To chyba kolejny fakt, przemawiający za tym, że nie znajdowali się w rzeczywistości. Jednak uścisk palców na szyi czuła bardzo wyraźnie, nawet teraz.
– Ale tak, rozejrzyjmy się. Nie zaszkodzi. – Ruszyła w dół ulicy, nadal się rozglądając. Poczucie, że ktoś ich śledzi, tylko się nasiliło, ale nie mogła nikogo zlokalizować. – I wiesz, cały dzień dzisiaj miałam poczucie, że ktoś za mną chodzi. Ale nikogo nie przyłapałam, a próbowałam chyba wszystkich możliwych sztuczek.


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Hestia Bletchley - 03.07.2025

Nie. Nie ma – zgodziła się Hestia, bo przecież wszystko bylo tutaj mniej lub bardziej nie tak. Czarno-biały krajobraz. Opustoszałe ulice. No i ten napastnik. — Może to ktoś, kto z jakiegoś powodu ma żal do aurorów? Ktoś aresztował kiedyś jego brata, lub żonę? Może nawet ty? – To przecież nie było znowu aż takie niespotykane. Rodziny przestępców z pewnością miały wiele myśli wobec tych, którzy "niesprawidliwie" kogoś zatrzymały, nawet jeśli wszystkie dowody były niepodważalne. Tego typu ludzie zazwyczaj jedynie klęli na przedstawicieli prawa, ale mogło być różnie.

Ruszyły w dół ulicy, a Hestia coraz bardziej nic nie rozumiała.
Czyli pewnie jest to jakoś ze sobą powiązane – mruknęła. – To znaczy, po prostu to byłby bardzo dziwny zbieg okoliczności. Dziwne też, że nie masz różdżki. Może on ci ją zabrał i... Oh...

Paradoksalnie cokolwiek się teraz działo i gdziekolwiek się teraz znajdowały, coś musiało wyczuć, że mówiły o różdżkach i zrobiło im pewnego psikusa.

Hestia nie wiedziała jak to się stało. Przeszły jedynie kilka, może kilkanaście kroków, ale nagle... Znalazły się w sklepie z rożdżkami. A przynajmniej tak jej się wydawało, bo chociaż pomieszczenie miało ladę dokładnie taką samą jak u Ollivanderów, a za nią ciągnęły się szafki wypełnione rózdzkami to... Te szafki ciągnęły się i ciągnęły i ciągnęły i ciągnęły, towarząc przed nimi dziwny labirynt który nie miał końca. Hestia podeszła do jednej z szafek i wyjęła przypadkowe pudełko z różdżką. Otworzyła. Puste.
No dobrze. To wygląda jak sen. Ale... Sama nie wiem.


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Cassandra Cavendish - 19.07.2025

— Może. Ale wiesz przecież, że niełatwo śledzić aurora, a ja naprawdę użyłam wszystkich znanych sposobów na sprawdzenie, kto może za mną chodzić. — Skrzywiła się lekko, bo fakt, że nie umiała znaleźć źródła tego przeczucia, był mocno frustrujący. I tak zdawała sobie sprawę, że pracując jako auror, mogła narobić sobie różnych wrogów, niekoniecznie takich, o których wiedziała. Lecz to nie tłumaczyło tej dziwnej sytuacji i faktu, że najprawdopodobniej obydwie śniły to samo, a do tego mogły współdziałać. — Mam tylko nadzieję, że to nie żadna dziwna klątwa. — Westchnęła cicho i pokręciła głową. Ulica była nadal taka sama, cicha, pusta i szaro-czarno-biała. Zastanawiała się, co się stanie, gdy Hestia nagle się obudzi bądź ktoś ją obudzi? Zniknie i zostawi ją samą? A może nie uda się ich obudzić i obydwie trafią wreszcie na oddział zamknięty w Mungu, pogrążone w wiecznym śnie? Lub, zgodnie z biologią, nie obudzą się i umrą we śnie? Wtedy będą błądzić po tych snach przez wieczność... Aż się wzdrygnęła, gdy jej myśli zeszły na ten niewesoły ton. Nie, ewidentnie nie był to najlepszy pomysł, by skupiać się akurat na czymś takim.

— Wiesz, ja tego szalonego mężczyznę naprawdę widzę po raz pierwszy w życiu. Albo... We śnie? — Zachichotała nerwowo, co jednak nie pomogło na trapiące ją zmartwienia. — Więc niby jak miałby mi ukraść różdżkę? Tym bardziej że jestem pewna, że jak szłam spać, to kładłam ją obok siebie... — Nie dokończyła myśli, ponieważ sceneria nagle się zmieniła. W jednej chwili stawiała kroki na ulicy Pokątnej, w drugiej zmaterializował się przed nią sklep z różdżkami. Stanęła, całkowicie zaskoczona i zamrugała, rozglądając się z niedowierzaniem.
— Mam wrażenie, że wariuję — stwierdziła, również podchodząc do półek z pudełkami. Sięgnęła, za przykładem Hestii, po jedno i także odkryła, że jest puste. Co niby miała zrobić? Znaleźć swoją różdżkę wśród setek tysięcy pudełek? Parsknęła pustym, desperackim śmiechem i ponownie pokręciła głową. Droga wiodła w labirynt regałów i nie zostało im nic innego, jak iść przed siebie. Głównie dlatego, że za plecami miały litą ścianę, bez drzwi i okien.

— Mimo wszystko, cieszę się, że jesteś w tym szaleństwie razem ze mną - rzuciła do przyjaciółki, gdy rozpoczęły marsz w głąb sklepu. Od czasu do czasu sięgała po jakieś pudełko, tylko po to, by okazało się tak samo puste, jak poprzednie. Jej frustracja oraz niezrozumienie tylko rosło. I zmieniło się w złość, gdy skręciły za kolejny regał, a kilkanaście kroków dalej stał szalony mężczyzna z jej różdżką w dłoni! Ba, trzymał ją tak, by obydwie kobiety mogły dokładnie widzieć oraz określić pochodzenie magicznego przedmiotu. A potem zaśmiał się szalenie i zaczął uciekać.

— Wracaj ty złodzieju! — Wrzasnęła i ruszyła w pościg, bo nie miała zamiaru pozwolić, by ktoś taki dotykał swoimi brudnymi palcami coś tak jej drogiego. Miała jednak wrażenie, że porusza się jak mucha w smole i za nic nie jest w stanie dogonić tajemniczego mężczyzny. Do tego dochodziło przeświadczenie, że kręci się w kółko - które pogłębiło się, gdy obydwie zostały same. Wreszcie stanęła i podparła się ciężko dłońmi o kolana, pochylona nieco w przód i ciężko łapała oddech.
— To jakaś karykatura... — rzuciła, ale zaraz to na nią ktoś się rzucił. Mężczyzna skoczył jej na plecy, zdawało się, że prosto z sufitu, znów próbując ją udusić. Tym razem jednak nie zamierzała tak łatwo się poddać i spróbowała uderzyć plecami o regał, żeby przycisnąć mężczyznę i go z siebie zrzucić. A jednak jego ręce były tak zaciśnięte, że czuła, jak paznokcie wbijają jej się w skórę.

[Obrazek: intro-1648844999.webp]
Zdjęcie poglądowe atakującego mężczyzny


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Hestia Bletchley - 08.08.2025

Hestia skrzywiła się nieco. Gdyby to rzeczywiście była jakaś klątwa... To brzmiała na naprawdę mało przyjemną klątwę. Z drugiej strony chyba lepsza już była klątwa, niż jakię zmasowany atak czarnoksiężników, prawda?
To może po prostu nie przeszła tutaj z tobą? – nieśmiało zasugerowała w sprawie różdżki. Ale zaraz...Przecież też nie miała różdżki w ręku gdy zasypiała. To znaczy, była obok, ale nie trzymała jej w ręki. Czemu więc ona ją miała?  Może... Może to jednak był jej sen, a nie Cassandry? Albo po prostu jakąś dziwna magiczna rzeczywistość? Zostały zamknięte w przeklętym pomieszczeniu? A co jeśli popełniły jakieś przestępstwo, o którym nie pamiętały, i za karę zostały tu zamknięte? Przecież nie chciała być kryminalistką. Ugh... Nie lubiła takich sytuacji. – I chyba nie wariujesz. To znaczy... Ja widzę to samo, a nawet jak wariują dwie osoby, to raczej nie widzą dokładnie tego samego, nie?
Nie miała pojęcia. Nie była magipsychiatrą. Nie znała się na szaleństwie.
Niestety nawet w miejscu takim jak dziwny korytarz pełen pustych pudełek po różdżkach, nie miała szansy na dalsze zastanawianie się nad tym zagadnieniem, bo....
Znowu go zobaczyły.
Teraz, gdy stał tu tak po prostu z różdżką Cassandry w dłoni, Hestię przebiegł dreszcz po plecach. Mężczyzna wyglądał jak koszmar. Nie była w stanie wyjaśnić co konkretnie tak ją w nim przerażało. Jakby się nad tym zastanowić to wyglądał jak normalny człowiek. Nos, oczy, usta... Wszystko było na miejscu, a jednak ten uśmiech... Tak, to ten uśmiech sprawiał, że czuła tak wielki niepokój.
No, uśmiech i fakt, że ponownie postanowił zaatakować Cassandrę.
Cavendish rzuciła się w pogoń za złodziejem różdżki i Hestia oczywiście od razu podążyła jej śladami. To był jednak wolny bieg. Taki jak... No właśnie w w śnie, kiedy z jakiegoś powodu śniący umysł nie chce, aby się gdzieś dobiegło.
Widziałaś ten uśmiech? – spytała zatrzymując się nieco bardziej z tyłu i wtedy oczywiście doszło do ataku.
Hestia rzuciła się na mężczyznę, próbując odciągnąć go od Cassandry. Uderzyli w regał. Regał dalej stał w swoim miejscu, był zdecydowanie bardzo porządny, ale... Czemu miała wrażenie, że do jej uszu, gdzieś z oddali, dochodzą dźwięki, upadających szafek? Zupełnie jakby uruchomiło się dziwne meblowe domino i zmierzało w ich stronę. Hestia jeszcze mocniej zacisnęła palce na karykaturze, aby wyswobodzić przyjaciółkę.


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Cassandra Cavendish - 15.11.2025

- Nie wiem. Nigdy nie wariowałam. Chyba. - Może to właśnie był ten pierwszy raz? Ale tak od razu z kimś? To wydawało jej się już całkowicie niepasujące do czegokolwiek, nawet do wariactwa. I chętnie by się zastanawiała nieco dłużej nad tym faktem, ale niestety, musiała skupić się na tej nowej rzeczywistości, w której obydwie się znalazły. Czy też raczej, na osobniku, który zdawał się być częścią tego dziwnego snu lub wymiaru, a który wyglądał jak żywcem wyjęty z jakiegoś koszmaru. Ewidentnie ktoś tu był szalony i to zdecydowanie nie była ani ona, ani Hestia. O tak, dziwny mężczyzna, chociaż wyglądał jak człowiek, był dziwny i wcale by się nie zdziwiła, gdyby się okazało, że jednak człowiekiem nie jest. A ten uśmiech... Gdyby nie to, że jej strach miał już konkretny wygląd, to z pewnością obecna mina nieznajomego znalazłaby się na pierwszym miejscu rzeczy, w które mógłby zmienić się bogin, by ją skutecznie przerazić. I jeszcze ośmielał się macać jej różdżkę.

Tak, puściły jej nerwy, ale naprawdę miała dość tego, w czym się znalazła. Chciała się stąd jak najszybciej wydostać, a podejrzewała, że bez różdżki całkowicie jej się to nie uda. Podejrzewała też, że musi jakoś unicestwić szalonego mężczyznę, a do tego również była jej różdżka bardzo potrzebna. Może i znała się nieco na mugolskiej walce, to jednak mężczyzna okazywał się zbyt silny, by mogła go pokonać własnymi rękoma. Nie wiedziała nawet, czy z pomocą Hestii to także będzie możliwe. I co się z nimi stanie, gdy jednak im się nie uda? Utkną tu na zawsze? Miała szczerą nadzieję, że nie.

Syknęła z bólu, gdy nastąpił atak. Mężczyzna uczepił się jej pleców, jak jakiś karykaturalny pająk i coraz mocniej zaciskał swoje kończyny na jej ciele. Czuła, jak jego paznokcie wbijają się w jej ciało, z pewnością pozostawiając okropne ślady. Uderzenie o regał niewiele dało, w zasadzie, to nie zmieniło kompletnie niczego. Z daleka tylko, powoli, zaczął docierać do niej głuchy hałas, jakby kolejne wielkie kostki domina uderzały o siebie. Ale to przecież nie miało żadnego sensu, przecież wyraźnie czuła, że regał za jej plecami stoi twardo i stabilnie, a przecież musiałby przewrócić się jako pierwszy, by pociągnąć za sobą inne. Przez chwilę trwała w bezruchu, a to kosztowało ją kolejną ranę - mężczyzna ugryzł ją w ramię, na tyle mocno, że zaskoczona aż krzyknęła.

- Weź... się... odczep...! - Z każdym słowem ponownie uderzała w regał, ignorując fakt, że i na niej te uderzenia odbijały się dość boleśnie. Naprawdę jednak miała dość i chciała się przede wszystkim uwolnić, w czym również starała się pomóc Hestia. Mężczyzna jednak zdawał się nie zwracać żadnej uwagi na drugą kobietę, chociaż jej działania skutecznie przeszkadzały mu w osiągnięciu celu. Dopiero przy trzecim uderzeniu regał zachwiał się lekko, a kilkanaście pudełek spadło, obijając się o całą trójkę. Największe jednak zamieszanie dopiero się pojawiło. Głuche łupnięcia były coraz bliżej, aż wreszcie można było dostrzec, że kolejne regały faktycznie się walą, uderzając w kolejne i zasypując wszystko tonami pudełek. Mężczyzna na jej plecach roześmiał się szaleńczo i zniknął, zostawiając je same w walącym się pokoju.

- Hestia! - Złapała przyjaciółkę i przyciągnęła do siebie, próbując ją osłonić przed wszystkimi regałami, które właśnie miały się na nie zwalić. Znów zostały obsypane pudełkami, które boleśnie obijały się o ich ciała, ale gdy tylko przechylający się regał zaczął rzucać coraz większy cień, mogły poczuć, jak wszystko znów się oddala, cichnie i rozmazuje. A po krótkiej chwili znalazły się w sklepie ze sprzętem do Quidditcha. I o ile tutaj, jeszcze, wszystko wyglądało normalnie, to znów panowała tutaj cisza, która aż kłuła w uszy. Chociaż nie, ewidentnie nie było żadnych drzwi, a krajobraz ulicy Pokątnej za oknami był mocno niewyraźny.
- No nie... - Westchnęła ciężko, całkowicie bezradnie siadając na podłodze. - Ja naprawdę mam już dość - dodała, odchylając fragment bluzki, by spojrzeć na ugryzienie. Było głębokie, miejscami nawet lekko krwawiło i cholernie bolało. A różdżki jak nie odzyskała, tak nie odzyskała. - Jak myślisz, wydostaniemy się stąd wreszcie? Czy może znów trafimy na tego świra? - Podniosła spojrzenie na Hestię, mając nadzieję, że przyjaciółka jakoś się trzyma. I chyba nic poważnego jej nie było.


RE: [jesień 1972, sen, Cassandra & Hestia] Gdy zamkniesz oczy - Hestia Bletchley - 06.02.2026

Teoretycznie rzeczywiście udało jej się uwolnić Cassandrę od tego paskudnego napastnika. Teoretycznie. W końcu ciężko jest mówić o całkowitym uratowaniu kogoś, gdy przy okazji uderzyło się w regały, które kolejno zaczęły się wywracać.
Hestia spojrzała na lecący na nie mebel. I już myślała, że to był koniec. Już myślała, że umarą w tak głupi sposób, niewiadomo nawet, czy we śnie, czy na jawie kiedy... Atak regału nie nastąpił. Hestia rozejrzała się po otoczeniu. Były w kolejnym sklepie. Bletchley westchnęła cicho i usiadła obok przyjaciółki.
Nic ci nie jest? – spytała, próbując zlokalizować miejsce, gdzie ten potworny typ ugryzł jej przyjaciółkę. Uśmiechnęła się słabo. – Na pewno stąd wyjdziemy – powiedziała bez większego przekonania. – W końcu jakoś tu weszłyśmy, prawda? A więc jest wejście. A skoro jest wejście to musi być i wyjście, nie?

Tak podpowiadał jej rozsądek, tylko czy rozsądek miał tutaj w ogóle coś do gadania? Hestia westchnęła cicho I ponownie rozejrzała się po pomieszczeniu w samą porę, aby...
Uważaj! – krzyknęła, przewracając swoim ciałem Cassandrę na ziemię. Coś odbiło się od ściany, mniej więcej w tym miejscu, gdzie chwilę wcześniej znajdowała się głowa aurorki, po czym upadło na ziemię. Hestia wyprostowała się, zerknęła na przedmiot i... Zrobiło jej się niedobrze. Był to kafel, ale piłka zdecydowanie różniła się od tej którą tak doskonale pamiętała ze swoich szkolnych czasów jako obrończyni w puchońskiej drużynie Quidditcha. Przedmiot powiem był cały naszpikowany igłami. Normalne uderzenie już wyrządziłoby Cassandrze krzywdę, ale uderzenie w dodatku z ostrymi przedmiotami? Nawet nie chciała o tym myśleć. Spojrzała z miejsca, z którego nadleciał przedmiot, idealnie aby zobaczyć znikającą w dziwnej ciemności rękę paskudnego mężczyzny.
Co robimy? – spytała szeptem.