23.01.2026, 00:46 ✶
Jemioła wisiała nad stołem, będąc smętnym świadectwem tego, że zwyczajnie została zapomniana. Wisiała przyczepiona do żyrandola i na etapie Larisa odnosiła wrażenie, że chociażby oddech był w stanie oberwać z niej zasuszone liście i owoce. Czasem je zbierała, nagle jakoś wyraźniej zwracając uwagę na białawe kulki rozsypane na dywanie i panelach. Z listkami było trochę częściej, bo mniej wyraziste wtapiały się momentami w ciemne drewno podłóg i dopiero chrzęst pod stopami przypominał o ich nieproszonym istnieniu. Zbierała je, jedne i drugie, z taką samą pieczołowitością i chowała do niewielkiego puzderka - samej nie wiedzieć czemu - a potem przeznaczała je ogniu, kiedy palił się w kominku. Teraz jednak, kiedy spoglądała ku górze, nie myślała o swojej dziwnej tendencji, a o Mykewie. Mężu, który teraz znajdował się poza zasięgiem jej rąk, a którego i tak szukała myślami, sprowokowana zwykłą symboliką i zwykłą chęcią, żeby złożyć na jego ustach pocałunek i zniknąć w jego ramionach.
Koniec sesji