![]() |
|
[15.10.72] perfekcyjna pani domu - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Anglia (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=6) +--- Dział: Little Hangleton (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=24) +--- Wątek: [15.10.72] perfekcyjna pani domu (/showthread.php?tid=5636) |
[15.10.72] perfekcyjna pani domu - Larisa Gregorovitch - 20.01.2026 Nigdy nie była wprawną kucharką. Ba, siedzenie w kuchni wcale nie należało do umiejętności, które jej matka zaliczała do tych które powinna opanować. Tym zawsze zajmowali się Quirrelowie, pracujący w ich posiadłości, albo i skrzaty domowe, które były na każde skinienie palcem. Teraz była sama, zamknięta w ciszy posiadłości, a jej największym wrogiem była przygotowywana pieczeń. Pachniała... dobrze. To akurat potrafiła rozpoznać - odpowiedni zapach złożonych w całość składników i przypraw, które spoczywały teraz w brytfance i czekały na to aż wsunie blachę do piekarnika. Ten nagrzał się wreszcie, a Larisa bardzo cicho i powoli umieściła mięso w środku, licząc na to że wszystko nie okaże się absolutną klapą. // rzemiosło ◉◉◉○○ na gotowanie [roll=Z] Przodek nie mógł przyjść jej z pomocą podczas tak trywialnych czynności jak gotowanie, ale dzisiejszego dnia nie było ku temu potrzeby. Niedługo rozszedł się intensywny, przyjemny zapach, który zwiastował gotowość pieczeni, którą zazwyczaj jadało się co prawda na święta, ale nikt nie mówił że nie można było zrobić to i bez okazji. Wyjęła więc mięso z piekarnika, dała mu chwilę odetchnąć, a w końcu nałożyła sobie porcję i zjadła. RE: [15.10.72] perfekcyjna pani domu - Larisa Gregorovitch - 23.01.2026 Jemioła wisiała nad stołem, będąc smętnym świadectwem tego, że zwyczajnie została zapomniana. Wisiała przyczepiona do żyrandola i na etapie Larisa odnosiła wrażenie, że chociażby oddech był w stanie oberwać z niej zasuszone liście i owoce. Czasem je zbierała, nagle jakoś wyraźniej zwracając uwagę na białawe kulki rozsypane na dywanie i panelach. Z listkami było trochę częściej, bo mniej wyraziste wtapiały się momentami w ciemne drewno podłóg i dopiero chrzęst pod stopami przypominał o ich nieproszonym istnieniu. Zbierała je, jedne i drugie, z taką samą pieczołowitością i chowała do niewielkiego puzderka - samej nie wiedzieć czemu - a potem przeznaczała je ogniu, kiedy palił się w kominku. Teraz jednak, kiedy spoglądała ku górze, nie myślała o swojej dziwnej tendencji, a o Mykewie. Mężu, który teraz znajdował się poza zasięgiem jej rąk, a którego i tak szukała myślami, sprowokowana zwykłą symboliką i zwykłą chęcią, żeby złożyć na jego ustach pocałunek i zniknąć w jego ramionach. Koniec sesji
|