19.07.2025, 20:22 ✶
— Może. Ale wiesz przecież, że niełatwo śledzić aurora, a ja naprawdę użyłam wszystkich znanych sposobów na sprawdzenie, kto może za mną chodzić. — Skrzywiła się lekko, bo fakt, że nie umiała znaleźć źródła tego przeczucia, był mocno frustrujący. I tak zdawała sobie sprawę, że pracując jako auror, mogła narobić sobie różnych wrogów, niekoniecznie takich, o których wiedziała. Lecz to nie tłumaczyło tej dziwnej sytuacji i faktu, że najprawdopodobniej obydwie śniły to samo, a do tego mogły współdziałać. — Mam tylko nadzieję, że to nie żadna dziwna klątwa. — Westchnęła cicho i pokręciła głową. Ulica była nadal taka sama, cicha, pusta i szaro-czarno-biała. Zastanawiała się, co się stanie, gdy Hestia nagle się obudzi bądź ktoś ją obudzi? Zniknie i zostawi ją samą? A może nie uda się ich obudzić i obydwie trafią wreszcie na oddział zamknięty w Mungu, pogrążone w wiecznym śnie? Lub, zgodnie z biologią, nie obudzą się i umrą we śnie? Wtedy będą błądzić po tych snach przez wieczność... Aż się wzdrygnęła, gdy jej myśli zeszły na ten niewesoły ton. Nie, ewidentnie nie był to najlepszy pomysł, by skupiać się akurat na czymś takim.
— Wiesz, ja tego szalonego mężczyznę naprawdę widzę po raz pierwszy w życiu. Albo... We śnie? — Zachichotała nerwowo, co jednak nie pomogło na trapiące ją zmartwienia. — Więc niby jak miałby mi ukraść różdżkę? Tym bardziej że jestem pewna, że jak szłam spać, to kładłam ją obok siebie... — Nie dokończyła myśli, ponieważ sceneria nagle się zmieniła. W jednej chwili stawiała kroki na ulicy Pokątnej, w drugiej zmaterializował się przed nią sklep z różdżkami. Stanęła, całkowicie zaskoczona i zamrugała, rozglądając się z niedowierzaniem.
— Mam wrażenie, że wariuję — stwierdziła, również podchodząc do półek z pudełkami. Sięgnęła, za przykładem Hestii, po jedno i także odkryła, że jest puste. Co niby miała zrobić? Znaleźć swoją różdżkę wśród setek tysięcy pudełek? Parsknęła pustym, desperackim śmiechem i ponownie pokręciła głową. Droga wiodła w labirynt regałów i nie zostało im nic innego, jak iść przed siebie. Głównie dlatego, że za plecami miały litą ścianę, bez drzwi i okien.
— Mimo wszystko, cieszę się, że jesteś w tym szaleństwie razem ze mną - rzuciła do przyjaciółki, gdy rozpoczęły marsz w głąb sklepu. Od czasu do czasu sięgała po jakieś pudełko, tylko po to, by okazało się tak samo puste, jak poprzednie. Jej frustracja oraz niezrozumienie tylko rosło. I zmieniło się w złość, gdy skręciły za kolejny regał, a kilkanaście kroków dalej stał szalony mężczyzna z jej różdżką w dłoni! Ba, trzymał ją tak, by obydwie kobiety mogły dokładnie widzieć oraz określić pochodzenie magicznego przedmiotu. A potem zaśmiał się szalenie i zaczął uciekać.
— Wracaj ty złodzieju! — Wrzasnęła i ruszyła w pościg, bo nie miała zamiaru pozwolić, by ktoś taki dotykał swoimi brudnymi palcami coś tak jej drogiego. Miała jednak wrażenie, że porusza się jak mucha w smole i za nic nie jest w stanie dogonić tajemniczego mężczyzny. Do tego dochodziło przeświadczenie, że kręci się w kółko - które pogłębiło się, gdy obydwie zostały same. Wreszcie stanęła i podparła się ciężko dłońmi o kolana, pochylona nieco w przód i ciężko łapała oddech.
— To jakaś karykatura... — rzuciła, ale zaraz to na nią ktoś się rzucił. Mężczyzna skoczył jej na plecy, zdawało się, że prosto z sufitu, znów próbując ją udusić. Tym razem jednak nie zamierzała tak łatwo się poddać i spróbowała uderzyć plecami o regał, żeby przycisnąć mężczyznę i go z siebie zrzucić. A jednak jego ręce były tak zaciśnięte, że czuła, jak paznokcie wbijają jej się w skórę.
![[Obrazek: intro-1648844999.webp]](https://www.slashfilm.com/img/gallery/the-origin-of-twin-peaks-bob-is-very-david-lynch/intro-1648844999.webp)
Zdjęcie poglądowe atakującego mężczyzny
— Wiesz, ja tego szalonego mężczyznę naprawdę widzę po raz pierwszy w życiu. Albo... We śnie? — Zachichotała nerwowo, co jednak nie pomogło na trapiące ją zmartwienia. — Więc niby jak miałby mi ukraść różdżkę? Tym bardziej że jestem pewna, że jak szłam spać, to kładłam ją obok siebie... — Nie dokończyła myśli, ponieważ sceneria nagle się zmieniła. W jednej chwili stawiała kroki na ulicy Pokątnej, w drugiej zmaterializował się przed nią sklep z różdżkami. Stanęła, całkowicie zaskoczona i zamrugała, rozglądając się z niedowierzaniem.
— Mam wrażenie, że wariuję — stwierdziła, również podchodząc do półek z pudełkami. Sięgnęła, za przykładem Hestii, po jedno i także odkryła, że jest puste. Co niby miała zrobić? Znaleźć swoją różdżkę wśród setek tysięcy pudełek? Parsknęła pustym, desperackim śmiechem i ponownie pokręciła głową. Droga wiodła w labirynt regałów i nie zostało im nic innego, jak iść przed siebie. Głównie dlatego, że za plecami miały litą ścianę, bez drzwi i okien.
— Mimo wszystko, cieszę się, że jesteś w tym szaleństwie razem ze mną - rzuciła do przyjaciółki, gdy rozpoczęły marsz w głąb sklepu. Od czasu do czasu sięgała po jakieś pudełko, tylko po to, by okazało się tak samo puste, jak poprzednie. Jej frustracja oraz niezrozumienie tylko rosło. I zmieniło się w złość, gdy skręciły za kolejny regał, a kilkanaście kroków dalej stał szalony mężczyzna z jej różdżką w dłoni! Ba, trzymał ją tak, by obydwie kobiety mogły dokładnie widzieć oraz określić pochodzenie magicznego przedmiotu. A potem zaśmiał się szalenie i zaczął uciekać.
— Wracaj ty złodzieju! — Wrzasnęła i ruszyła w pościg, bo nie miała zamiaru pozwolić, by ktoś taki dotykał swoimi brudnymi palcami coś tak jej drogiego. Miała jednak wrażenie, że porusza się jak mucha w smole i za nic nie jest w stanie dogonić tajemniczego mężczyzny. Do tego dochodziło przeświadczenie, że kręci się w kółko - które pogłębiło się, gdy obydwie zostały same. Wreszcie stanęła i podparła się ciężko dłońmi o kolana, pochylona nieco w przód i ciężko łapała oddech.
— To jakaś karykatura... — rzuciła, ale zaraz to na nią ktoś się rzucił. Mężczyzna skoczył jej na plecy, zdawało się, że prosto z sufitu, znów próbując ją udusić. Tym razem jednak nie zamierzała tak łatwo się poddać i spróbowała uderzyć plecami o regał, żeby przycisnąć mężczyznę i go z siebie zrzucić. A jednak jego ręce były tak zaciśnięte, że czuła, jak paznokcie wbijają jej się w skórę.
![[Obrazek: intro-1648844999.webp]](https://www.slashfilm.com/img/gallery/the-origin-of-twin-peaks-bob-is-very-david-lynch/intro-1648844999.webp)
Zdjęcie poglądowe atakującego mężczyzny