-Tak, powinny - odpowiedział bliźniaczce z lekkim westchnieniem. -I, podejrzewam, że wcześniej bardziej przykładał się do swojej pracy, inaczej ten dom wyglądałby o wiele gorzej.
Wyciągnął różdżkę i zatoczył ramieniem okrąg, następnie podszedł do okna i otworzył je na oścież, podczas gdy magia ścierała kurze, zamiatała pajęczyny i ustawiała książki i inne ozdobniki, poprzewracane i poprzestawiane z jakiegokolwiek powodu. Zaciągając się głęboko świeżym powietrzem, oparł ręce o parapet i wychylił się, przesuwając wzrokiem po ulicy, żyjącej własnym życiem.
-To byłoby okrutne z jej strony - spojrzał przez ramię na siostrę. -Nie wiemy, co stało się z rodzicami ciotki, więc nie wiemy, dlaczego go tu zostawili. Theo miał rację, pewnie zapijał tęsknotę. Ciotka mogła zapewnić mu jakieś towarzystwo albo oddać go komuś, komu mógłby służyć.
Przygryzł dolną wargę, bo już zaczynały napływać do jego głowy myśli, że podczas spacerów z Benjim może mógłby tu wpadać i chociaż przez chwilę dotrzymać mu towarzystwa. Zaklął cicho i zmierzwił sobie włosy. O tym to powinna pomyśleć ciotka Amelia, a nie oni - to nie im służył ten skrzat, więc nie na nich spoczywała odpowiedzialność za niego.
-Pozdrów ją ode mnie, jeśli będziesz do niej pisać. Chyba bardziej, niż to podobieństwo, zaniepokoiła mnie reakcja Jonathana - przyznał, odwracając się przodem do siostry i krzyżując ręce na piersi. -Niby mówił, że to przez to, że tamten mężczyzna jest... nie jest przychylny mieszaniu krwi, ale... Może w tym momencie wymyślam, ale mam wrażenie, że to nie o to chodzi, a dobrze wiemy, jak bardzo mama i wujkowie lubią nie mówić nam wszystkiego - jak na przykład tego, co stało się w Mediolanie między Charlotte i Jonathanem.
Oczywiście, oni również nie opowiadali reszcie rodziny o wszystkim, co im się przydarzyło. Jessie wciąż nie powiedział nikomu, poza Jonathanem (który też nie dowiedział się od niego), o swoim lipcowym spotkaniu z wampirem.
-Francuzem? - uniósł brew na słowa Theo. -Czekaj... "Też"? Spotkałeś go? Kiedy?