![]() |
|
[01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Bliskie Okolice Londynu (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=122) +--- Wątek: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? (/showthread.php?tid=4350) Strony:
1
2
|
[01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Jessie Kelly - 04.01.2025 -...Dobra, to powinno być już wszystko - powiedział, chowając różdżkę i błagając w myślach, żeby nie okazało się, że mama zapomniała wspomnieć o jeszcze jakichś zabezpieczeniach domu. -Mam tylko nadzieję, że skrzat będzie jedynym stworzeniem, które tu mieszka. Jessie, podobnie jak Rita i może Theo, ale ich młodszy brat o tym nie wspominał, pamiętał tylko, że ktoś o imieniu Amelia po prostu istniał. Nie był w stanie przypisać jej twarzy czy dźwięku jej głosu, ani przywołać żadnego wspomnienia z nią związanego. Nie było nic, przez co mógłby powiedzieć “Och, to ta ciocia. Teraz pamiętam”. Niestety, nic. A ponieważ nie pamiętał tej tajemniczej ciotki, oczywiste było, że nie pamiętał również jej rodziców. A może wcale ich nie spotkał? Od jak dawna ich dom stał pusty? Dlaczego stał pusty? Czyżby ci rodzice wyjechali? A może nie żyli? W takim razie, dlaczego ta ciotka nie zaopiekowała się domostwem? Czy skrzat nadal żył? List od matki tkwił złożony w tylnej kieszeni jego spodni i Jessie czasami sięgał po niego, ale go nie wyjmował, jakby po prostu się upewniał, że złożona karta wciąż tam była. Drzwi domostwa zaskrzypiały nieprzyjemnie, kiedy Jessie nacisnął klamkę i pchnął drzwi. Wchodząc do środka, skrzywił się lekko, bo w powietrzu unosiły się drobinki kurzu, a i sam zapach wnętrza nie był najprzyjemniejszy. Nie było może tak źle, by zgiąć się i ozdobić podłogę śniadaniem, ale dom zdecydowanie potrzebował przewietrzenia. I dokładnego posprzątania - Jessie zauważył pustą butelkę, leżącą pod sofą. -Jest… Przytulnie, nie sądzicie? - zawrócił się do rodzeństwa bez entuzjazmu. -Jest tu ktoś?! - zawołał. Jeżeli skrzat domowy nadal tu był, to powinien wiedzieć, że nikt nie próbował się włamać i może mógłby wyjść, skoro już ktoś się pojawił. Nikt im nie odpowiedział, ale na piętrze coś się najpewniej przewróciło, wywołując huk. -Zobaczę, co tam się stało i pootwieram tam okna - jeszcze raz odwrócił się do rodzeństwa. -Możecie zobaczyć, czy ten skrzat nie schował się gdzieś tutaj? Zaklęcia ochronne nie powinny pozwolić nikomu ani niczemu dostać się do środka, jedynie skrzatowi dając swobodę ruchu, ale nigdy nie wiadomo, komu mogło przyjść do głowy, żeby zdjąć zaklęcia i zaszyć się w opuszczonym domu. -Mam nadzieję, że wciąż żyje. - mruknął, wchodząc po schodach na piętro. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Rita Kelly - 05.01.2025 - Nigdy nie wiadomo, kogo lub co można spotkać w takich miejscach. - Rita nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby pojawił się tutaj jakiś duch, akurat je potrafiła wypędzać, jednak inne stworzenia? Nie, zdecydowanie nie. Wolałaby się nie spotykać z nimi twarzą w twarz. Nie wiedziałaby pewnie jak można się ich pozbyć. Nie pamiętała tego domu, tak samo jak nie pamiętała ciotki Amelii. Wiedziała po prostu, że kiedyś istniała. Nie umiała jednak nawet umiejscowić w czasie i przestrzeni tego, kiedy się ostatnio widziały. To musiało więc być bardzo dawno temu. Czy powinna w ogóle pytać, dlaczego Charlotte stwierdziła, że dobrym pomysłem będzie odesłanie ich do domu osoby zupełnie im obcej? Pewnie nie, znając matkę to była jej kolejna fanaberia, na którą odpowiedzi mieli nigdy nie dostać. Mieli się tu wprowadzić, temat nie podlegał dyskusji, skoro starsza Kelly coś sobie postanowiła to tak miało być i już. Bez względu na to, czy im się to podobało, czy nie. Niby nie byli już dziećmi, ale nie sądziła, że kiedykolwiek uda im się uwolnić od wpływu ich matki, najwyraźniej do końca życia będą tańczyli, jak ona im zagra. Pozwoliła swojemu bliźniakowi prowadzić, nie zamierzała wchodzić do środka pierwsza, cóż, jeśli coś na nich wyskoczy to on jako pierwszy oberwie, na pewno potrafił sobie lepiej radzić w takich sytuacjach niż ona. To nie podlegało najmniejszym wątpliwościom. Wszędzie unosił się kurz, można było dostrzec drobinki, które fruwały w powietrzu. Niepewnie podążyła za bratem rozglądając się uważnie wokół. Nie była to może jakaś speluna, ale też nie sądziła, że to miejsce należało do jakichś niesamowitych. Na pewno potrzeba będzie sporo czasu, aby doprowadzić je do względnego porządku. - Czy matka mówiła, że będziemy mieszkać tu sami? Czy zamierza nam towarzyszyć? - W sumie może oderwanie się od niej na jakiś czas wcale nie było takim głupim pomysłem. Nawet jeśli miałaby tutaj mieszkać z braćmi, to mogłaby to jakoś przeboleć. Był to by pierwszy powiew wolności na jaki miała szansę w swoim krótkim życiu. Westchnęła głośno, skoro Jessie zdecydował się pójść na górę, to miała tutaj zostać z Theo, co nie do końca jej się uśmiechało, kto właściwie wiedział, na jaki kolejny bystry pomysł nie wpadnie... Nie miała jednak innego wyjścia, jak rozejrzeć się po pomieszczeniach wraz z nim. - Powinniśmy otworzyć wszystkie okna, może dzięki temu chociaż trochę się uda tu wywietrzyć. - Kurz zaczynał dosyć mocno drażnić jej nozdrza. Nie wytrzyma tutaj zbyt długo, jeśli to się nie zmieni. Nie chciała czekać, po prostu podeszła do pierwszego okna, które zobaczyła i spróbowała je otworzyć. Miała nadzieję, że nie wpadnie na zdechłego skrzata domowego... to nie mógłby być przyjemny widok. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Theo Kelly - 06.01.2025 Theo nie był pewien kim była ciotka Amelia, coś mu w głowie kołatało, że ktoś o takim imieniu chyba poczęstował go dziwnymi babeczkami, które rzucały w jedzącego kremem jeżeli nie był wystarczajaco szybki w ich pochłanianiu. A może to nie była ciotka Amelia? Nie pamiętał imienia tamtej kobiety. Jednak skoro Charlotte twierdziła, że takową posiadali to nie zamierzał jej nie ufać, przecież nie okłamałaby własnych dzieci, prawda? Zdecydowanie, najmłodszy z rodzeństwa nawet nie śmiał podejrzewać matki o jakieś niecne plany. - Mam nadzieję, ze nie byli miłośnikami hodowania niebezpiecznych zwierząt - mruknął pod nosem po słowach siostry. I zatrzymał się na chwilę wodząc spojrzeniem od Rity do jej bliźniaka i z powrotem. - Ale by była chęcą jakby ten skrzat umarł i teraz jako duch dbał o dom, dlatego to wszystko takie pokryte kurzem, bo nie jest w stanie faktycznie sprzątać - powiedział i lekko zachichotał. Sama myśl, skrzata, który po śmierci został duchem i nadal poświęcał się dbaniu o dom, choć nie był tego w stanie robić prawidłowo. Utknął w pętli, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest martwy, jak ten profesor od historii magii w Hogwarcie. Pokiwał głową na boki odpędzając od siebie widok skrzata ducha. - Z tego co zrozumiałem to nie miała do nas dołączyć, skoro po ogarnięciu tego mieszkania mieliśmy wyjeżdżać do Egiptu - zerknął ukradkiem na Jessiego, bo to zdaje się on miał najwięcej informacji na ten temat. Wcale ale to wcale nie czuł się zazdrosny, że to jemu matka powierzyła wszystkie informację, a nie swojemu najmłodszemu dziecku. Definitywnie boczył się o to od momentu, kiedy dostał wiadomość od brata. - Jakby coś cię napadło to krzycz, żebyśmy mogli zdążyć uciec - rzucił jeszcze za wchodzącym do góry Jessiem i pokiwał głową twierdząco siostrze. - Zdecydowanie, jest tu taki zaduch, że można by płaszcze w powietrzu wieszać - oddychało się ciężko, bo faktycznie powietrze było zatęchłe i wypełnione unoszącymi się drobinkami kurzu, aż zakręciło go w nosie. Potarł palcem nos, aby odpędzić od siebie chęć kichnięcia i zaczął otwierać po kolei okna na oścież. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Jessie Kelly - 06.01.2025 Jessie, natomiast, wolałby, żeby żadnego ducha w tym domu nie było. Oczywiście, teraz była tu z nimi Rita, która byłaby w stanie sobie z nim poradzić, więc raczej nie musieliby się martwić o przedłużające się, niechciane towarzystwo zjawy, ale wolałby nie powtarzać sytuacji z sierpnia. Biedny Benji, chyba nabawił się po tym jakiejś traumy i zaczął aż za bardzo uważać, żeby znowu nie strącić jakiejś wazy. Na szczęście udało się go uspokoić, żeby nie bał się wrócić do mieszkania. Mimo niechęci do zjaw, kącik jego ust uniósł się delikatnie na słowa brata. Faktycznie, mogła to być ciekawa sytuacja, chociaż takiemu skrzatowi z pewnością nie byłoby do śmiechu. Biedaczek pałętałby się po tym domu ze świadomością, że nie byłby w stanie wypełnić swoich obowiązków, nieważne, jak bardzo się starał i tego pragnął. Mniej zabawną częścią tej historii był fakt, że w takim wypadku mogliby natknąć się na sztywne, może już nawet rozkładające się, ciało skrzata. -Jesteśmy tu tylko na jedną noc - powiedział. -Nie, mama do nas nie dołączy. Mamy tu tylko trochę ogarnąć, jutro wyjeżdżamy do Egiptu i wracamy do domu - zerknął jeszcze ukradkiem na Theo, bo właściwie spodziewał się, że najmłodszy Kelly będzie się dąsał i obruszał, że mama kazała mu nocować poza domem przed samym wyjazdem. I jeszcze oznajmiła to przez najstarszego z nich, a nie osobiście. Jessie podejrzewał, że Theo przyjmie to najgorzej. Ostatecznie, jego reakcja nie była najgorsza, a wysłanie starszemu bratu misia nawet go rozbawiło. -Gdyby faktycznie chciała nas wykopać z domu, Benji byłby z nami - bo pies został w domu na Horyzontalnej. Nie było sensu ciągać go ze sobą, skoro następnego dnia mieli ruszać do Egiptu i przed tym musieliby jeszcze psiaka odstawić do domu, bo przecież ze sobą go nie zabiorą. Jessie nie zamierzał się łudzić, że Charlotte poświęci psiakowi więcej, niż kilka sekund swojego cennego czasu, które wystarczyły, żeby napełnić mu miski, i może czasami pogłaskać po głowie. Poprosił więc sąsiadkę z wyższego piętra, która była w ich wieku, czy nie byłoby dla niej problemem zabierać Benjiego na spacery, kiedy będzie wychodziła ze swoim pupilem. Dziewczyna nawet nie pytała, dlaczego to Charlotte nie mogła psiaka wyprowadzać i zgodziła się niemal od razu, ledwo Jessie skończył pytanie. Przewrócił oczami na słowa brata, które dotarły do niego jeszcze z dołu. Jak to dobrze było wiedzieć, że jeśli coś ci się stanie, twoje rodzeństwo przybiegnie ci na pomoc. Schody, na szczęście, nie skrzypiały pod jego stopami, ale piętro było bardziej ponure, niż parter. Na ścianach aż za dużo obrazów, pokrytych grubą warstwą kurzu, która niemal zakrywała płótna, ciężkie zasłony na jedynym oknie, spięte po bokach, dzięki czemu na korytarz wpadało światło dzienne, równie ciemny dywan, rozciągnięty przez całą długość podłogi i cztery pary drzwi, które wcale nie zachęcały do otwierania ich. Otworzył to cholerne okno na końcu korytarza, zanim otworzył pierwsze z drzwi i wszedł do niewielkiego pomieszczenia, rozglądając się. Gabinet. Niewielki gabinety z dwoma regałami z książkami, gablotą z jakimiś rzeczami, którym Jasper się nie przyglądał, i biurko, za nim fotel, a na ścianie za nim okno. Coś pod tym biurkiem wydawało dźwięki. Jakieś szuranie, jakby sapanie i czkanie i stukanie. -Halo? - odezwał się, powoli obchodząc biurko. I kiedy nachylił się, by zajrzeć do wnęki pod blatem, coś uderzyło go w czoło. Odskoczył z cichym sykiem. Druga butelka roztrzaskała się o ścianę i zanim Jessie zdążył cokolwiek powiedzieć, niewielka postać wybiegła spod biurka i z pokoju, chwiejąc się, czkając i wrzeszcząc coś niezrozumiali. Pod stopami Jessiego leżała pusta butelka po starym piwie kremowym. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Rita Kelly - 07.01.2025 - Nie jestem pewna, czy skrzaty mogą zostać duchami, Theo. - Ba, wręcz przeciwnie była pewna, że nie. Skrzaty nie były ludźmi, nigdy w życiu nie zdarzyło jej się spotkać skrzaciego ducha, a sporo ich w swoim życiu już widziała. Zreszta bez różnicy, Rita była sobie w stanie poradzić z każdym nie do końca mile widzianym duchem. Akurat ich się nie bała. Gorzej z magicznymi stworzeniami, tutaj była zdecydowanie dużo bardziej sceptycznie nastawiona do nadziania się na jakiekolwiek z nich. Zapewne uciekłaby stąd w podskokach, gdyby cokolwiek chociażby wskazywało na to, że może tu znajdować się jakiekolwiek magiczne zwierzę, czy niemagiczne. W opuszczonych domach w końcu można było spotkać i szczury... Fujka, na samą myśl o gryzoniach dreszcz przeszedł jej po plecach. Musiała skupić się na czymś innym, bo naprawdę była skłonna, aby odpuścić sobie oględziny tego domu. - Czy po Egipcie wracamy do siebie, czy tutaj? - Ogólnie Rita nie do końca rozumiała sam zamysł tego, że mieli tutaj zostać, właściwie po co, skoro miał to być jeden wieczór, jedna noc? O czym nie mówiła im matka, na pewno miała jakiś powód, szkoda, że się nim z nimi nie podzieliła. - Ciotka Amelia chyba znalazła sobie darmową siłę roboczą... - Mruknęła jeszcze pod nosem. Nie do końca uśmiechało jej się sprzątanie czyjegoś domu, z którego mieli się ewakuować już jutro. Właściwie to też nie do końca wyobrażała sobie spędzenie tutaj nocy... Nie uśmiechało jej się spanie w takim syfie. Miała jednak świadomość, że z Charlotte bardzo ciężko było negocjować, nie była pewna, czy w ogóle chciała podejmować próby, bo trwałyby dłużej niż mieli tutaj spędzić. - Fakt, nie zostawiłaby sobie psa. - Jessie w sumie miał rację. Matka od początku powtarzała, że Benji jest tylko i wyłącznie ich problemem, więc to był całkiem niezły argument za tym, co mówił. Jej bliźniak poszedł na piętro, oni zostali na dole. Odetchnęła głęboko świeżym powietrzem, które wpuściła do wnętrza domu, gdy otworzyła pierwsze okno. Może uda im się tutaj w miarę przewietrzyć, nie miała pojęcia, jak inaczej mieliby tu spać, przecież mogli nie przetrwać nocy w tym wszechobecnym kurzu. Ruszyła do kolejnego okna, kiedy z góry dobiegły do nich dźwięki szamotaniny. Może faktycznie nie byli tutaj sami? Wcale by jej to nie zdziwiło. - Jessie, wszystko gra? - Krzyknęła najpierw, bo wolała nie panikować. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Theo Kelly - 11.01.2025 Theo oczywiście zamierzał się dąsać, ale robiąc to wtedy kiedy nie ma matki obok nie dawałoby zamierzonego efektu, bo przecież nie mógłby jej pokazać jak bardzo ubodło go, że wygoniła go z domu i to jeszcze nie przekazała tego osobiście! No ale to musiało poczekać, o ile przez pobyt w Egipcie o tym wszystkim nie zapomni, co też mogłoby się zdarzyć. Zatrzymał się w pół kroku i zerknął na brata. - Ja cały czas myślałem, ze Beni jedzie z nami do Egiptu, nie wiedziałem, ze mama zdoła z nim tyle wytrzymać sama - bo faktycznie nawet przez myśl mu nie przeszło, że zwierzak zostanie tutaj na Wyspach zamiast udać się wraz z nimi na wycieczkę. No ale skoro ich rodzicielka zamierzała się nim zajmować to chyba decyzja już została podjęta. Może nawet o tym wcześniej mówili? W sumie podczas tej podróży raczej będą zajęci i pies tylko by się męczył długą podróżą i zmianą klimatu. Cóż najmłodszy z rodzeństwa nadal zachowywał się dziecinnie, ale na Merlina miał ledwo dziewiętnaście lat, nie oczekiwali chyba od niego, że stanie się smutnym, poważnym dorosłym. Na to chyba nie było nigdy opcji, szczególnie jeśli ktoś zajrzałby do jego szafy i zobaczył jak wiele ma koszulek z dziwnymi nadrukami. I choć to prawda, że jego fascynacja matką sprawiała, że najchętniej widziałby bliźniaki w jej niełasce, to jednak nie porzuciłby ich w potrzebie. Byli jego rodzeństwem i po prawdzie to nie życzył im źle, po prostu żeby mniej absorbowali uwagę Charlotte, aby on mógł mieć jej więcej dla siebie. - Jak mama tu przyjedzie i nie będzie posprzątane to pewnie po Egipcie znowu nas tu wygoni - odpowiedział zdając sobie sprawę, że nie mogą ot tak sobie postanowić zostawić to miejsce w takim stanie w jakim je zastali. No i nie zamierzał zawieść zaufania matki nie wykonując powierzonego mu zadania. Nie trudząc się nawet wyjmowaniem różdżki machnął ręką, aby pozbyć się kurzu na podłodze pod nim - oczywiście, że popisywał się swoimi zdolnościami do rzucania czarów bez konieczności trzymania w dłoni drewnianego patyka. Mógł sobie na to pozwolić skoro byli tu tylko oni. - Może po prostu jeszcze nikt żadnego nie widział, bo nie chcą się pokazywać, bo przecież skrzaty uważają, że najlepszy skrzat to taki, którego nie widać - podjął dalej temat machając ręką jakby otrzepywał się z czegoś, a tak naprawdę pieczołowicie "odkurzał" podłogę z kurzu. Ale przerwał i też popatrzył w górę w oczekiwaniu na odpowiedź brata. Czyżby jednak coś tu się działo? RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Jessie Kelly - 12.01.2025 -Po Egipcie wracamy do domu. Mamy tu tylko posprzątać, nie zamieszkać na stałe. Chociaż po listownej odpowiedzi Rity zaczął się po trochu zastanawiać, czy nie zbliżał się już czas, by szukać własnych czterech kątów. Nie wierzył, żeby właśnie to matka próbowała im zasugerować tą nagłą prośbą i ani trochę nie przeszkadzało mu mieszkanie z rodziną, ale kiedyś przyjdzie pora również na nich. Gdyby Charlotte chciała, żeby jej dzieci zaczęły szukać sobie własnych mieszkań, powiedziałaby im to wprost. To było pewne. -Nie sądzę, żeby zbieranie go było dobrym pomysłem - powiedział, odwracając się do brata. -Nie wiemy, jak zniósłby podróż i zmianę klimatu i z pewnością nie będziemy mieli tyle czasu, by się nim zajmować. A mama da sobie radę z nim przez te kilka dni - dodał z uśmiechem. Poza tym, czy nie byłoby to już nadużycie? Nie zdziwiło go, że Anthony zabierał do Egiptu Ritę, ale zabierał również jego i Theo. Proszenie go, by mogli zabrać ze sobą również psa, mogłoby być nie na miejscu. -Jak znowu coś odstawi, to pewnie tak - wzruszył ramionami na słowa brata, mając w myślach oczywiście artykuł, o którym wspominała mu Electra. -Albo zastanawiają się z Jonathanem, jaki skandal odwalić z zaręczynami tym razem i z jakiegoś powodu nie mogą tego zrobić u niego, ani nigdzie indziej i musiała poprosić nas, żebyśmy zniknęli z mieszkania przed wyjazdem, bo ucieczka do Stanów drugi raz nie zadziała - i z tymi słowami zostawił swoje rodzeństwo na dole, zakładając, że po prostu widzieli już ten artykuł. Nie, w domu nie byli sami, o czym Jessie przekonał się w gabinecie, z którego wybiegło... Coś... Uderzenie w czoło nie zraniło go, chociaż zaczerwienienie z pewnością nie zniknie w ciągu kilku minut. Kląc cicho, wybiegł z gabinetu (pod regałem z książkami zauważył jeszcze dwie puste butelki) i rozejrzał się, w którą stronę pobiegła istota. Oczywiście, że w stronę schodów. Skrzat domowy, ubrany w pozszywane kawałki materiałów różnego rodzaju i koloru, zatrzymał się przed pierwszym schodkiem, mierząc zamglonymi oczami Ritę i Theo, czkając i przyciskając do piersi kolejną butelkę. Przynajmniej wiedzieli, że skrzat nadal żyje. Skrzat przetarł oczy, czknął, pogładził butelkę i stał tak kilka sekund, zanim wrzasnął, wyrzucając ręce w powietrze i z okrzykiem, którym chyba miało być "Ku chwale Pani i Pana", ale wyszedł pijacki bełkot, ruszył do "walki". I jeśli żadne z nich nie zdołałoby go jakkolwiek zatrzymać, skrzat jakże majestatycznie stoczyły się ze schodów. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Rita Kelly - 13.01.2025 Rita działała zupełnie odwrotnie do Theo. Przy matce była oazą spokoju, uśmiechała się uroczo i akceptowała każde jej zdanie. Gdy znajdowali się z dala od niej, wtedy zaczynała swoje wywody. Nie robiła tego, gdy była obok bo nie ma się co oszukiwać, bała się Charlotte jak nikogo innego, co było może nie do końca zdrowe, ale tak już miała. - Pewnie poprosi kogoś, żeby się za nią nim opiekował. Nie sądzę, żeby sama biegała z nim na spacery. Wyobrażacie ją sobie jak chodzi po parku z psem? Proszę was. - Znając Charlotte szkoda by jej było marnować czas na takie sprawy. Zastanawiała się tylko, kogo matka miała zamiar w to jeszcze zaangażować. Wolała jednak nie wypytywać, aby niepotrzebnie się jej nie narażać. Zreszta dała im jasno do zrozumienia, że jeśli zostawią psa to mieli sami o niego dbać, nie sądziła, aby coś się w tej kwestii zmieniło. Ona nigdy nie zmieniała zdania. - Bez sensu byłoby go zabierać z nami, na pewno by to mocno przeżył, nie ma co go męczyć. - Tym bardziej, że czekała ich dość długa droga, do tego na miejscu panowały zupełnie inne warunki niż w Wielkiej Brytanii, dla dobra psa lepiej aby został na miejscu, chociaż, czy na pewno? Musiał zostać sam z ich matką, a to też mogło się różnie skończyć. - Myślisz, że będzie nas sprawdzać? - Cóż, pewnie powinni się tego spodziewać, kto jak kto, ale Charlotte lubiła mieć pewność, że dzieci jej nie zawiodły. Może faktycznie wypadałoby się nieco bardziej zaangażować w to całe sprzątnie, nie, żeby jakoś specjalnie jej się uśmiechało to robić. - Matka będzie się zaręczać z wujkiem Jonathanem? Skąd to wiesz, czy nie mają już tego za sobą? - Nie słyszała jeszcze tych informacji, więc nieco się zdziwiła. Najwyraźniej była tak zajęta pracą, że ignorowała pewne sprawy. Musiała to nadrobić, zresztą wuj nic nie wspominał podczas herbatki na którą ją ostatnio zabrał. Chyba wypadałoby, aby to ich zapytał o rękę matki? Skoro reszta rodziny się do niej nie przyznawała po poprzednim skandalu. - Zawsze może nas zabrać do Australii, to chyba jeszcze dalej? - Cóż, nie widziała nic złego w zmianie kontynentu, chociaż wcale nie było jej tak źle w Wielkiej Brytanii. Zrobiło się głośno. Miała wrażenie, że ktoś, lub coś pędzi na górze. Uniosła wzrok na szczyt schodów, gdy usłyszała, że coś się od nich odbiło. Skrzat, to chyba był skrzat, to musiał być skrzat, bo wyglądał jak skrzat. Wszystko jasne. Uniosła w górę różdżkę, bo wyglądał, jakby chciał ich zaatakować i chyba był nawalony? Po co inaczej byłaby mu ta butelka. No i ruszył w ich stronę. Pisnęła - to była jej pierwsza reakcja, bo nie miała pojęcia na co go stać, a przecież te stworzenia chyba naprawdę były mocno związane ze swoimi miejscami zamieszkania. Cóż, mimo, że trzymała różdżkę uniesioną, to nie rzuciła żadnego zaklęcia, bo była zajęta piszczeniem. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Theo Kelly - 19.01.2025 - To byłby naprawdę ciekawy widok, ale prędzej siedziałaby na ławce i za pomocą różdżki trzymała smycz, aby nie uciekł - zgodził się ze słowami siostry, jakkolwiek nie stawiałby swojej matki na piedestale, tak jednak absolutnie nie widział jej wykonującej pewnych czynności, a jedną z nich było wyprowadzania psa na spacery. Odwrócił głowę od siostry tak szybko, że aż złapał go skurcz w szyi i zasyczał rozcierając ją sobie intensywnie, ale to co przekazał brat było w pewnym stopniu niepokojące i dziwne. Jasne, Charlotte nie zasługiwała na nic innego niż szczęście ,ale czy gdyby teraz się z kimś zaręczyła, nie oznaczałoby to, że miałaby dla nich (niego) mniej czasu. No ale pozbywać się dzieci, żeby ogłaszać zaręczyny? To brzmiało zbyt naciąganie, tak jakby oni mieli je jakoś popsuć czy zniweczyć. Była to jednak rzecz, która nie będzie chciała opuścić jego głowy i będzie go uwierać w umysł przez całą podróż po Egipcie. No pięknie go załatwił Jessie, nawet jeżeli to był tylko żart to teraz nie opuści jego umysłu i będzie wracać jak bumerang. Nie miał jednak czasu na to, aby rozmyślać nad tym dłużej, ponieważ znaleźli strażnika tego miejsca, a raczej kogoś kto miał chyba go strzec. Ale chyba doszli od razu do sedna sprawy, dlaczego skrzat mimo tego, że żywy to tak zaniedbał ten dom. Trudno było sprzątać dom, kiedy zaglądało się do butelki - Theo westchnął tylko obserwując jak z góry stacza się rzeczony skrzat. - To tylko skrzat, przestań piszczeć, czemu musisz zachowywać się jak dziewczy... Dobra możesz piszczeć dalej - mruknął ostatnie słowa już bardziej do siebie, ale ruszył w stronę skrzata unosząc dłoń w górę, gotów rzucić zaklęcie unieruchamiające. - Słuchaj no, to ty dbasz o ten dom? Bo kiepsko ci idzie. Jestem Theo Kelly, ciocia Amelia przysłała nas, żeby sprawdzić jak tutaj się ma sytuacja - zwrócił się do skrzata zbliżając się na tyle, żeby być blisko, ale nie znaleźć się w jego zasięgu. T czego się najbardziej obawiał to nie cios butelką, ale to, że ten pijany skrzat zacznie używać magii, a dobrze wiedział, że domowe skrzaty posiadały wcale nie słabą magię. Dlatego z pierwszym tylko objawem próby czarowania czy dalszego atakowania ich zamierzał po prostu wyczarować liny, który go unieruchomią. RE: [01/09/72, przedmieścia Londynu] Kim, do cholery, jest ciocia Amelia? - Jessie Kelly - 20.01.2025 -Na szczęście jej częścią opieki nad nim byłoby jedynie pilnowanie, żeby miał pełne miski - westchnął cicho, masując sobie kark. -Poprosiłem Claudię, tę sąsiadkę z góry, czy mogłaby zabierać też Benjiego, kiedy będzie wychodziła ze swoim psem. Nawet nie próbował wyobrażać sobie Charlotte na spacerze z ich psem, nawet jeśli podczas "spaceru" miałaby jedynie siedzieć na ławce, machać nóżką i za pomocą magii rzucać mu piłkę. Pytania Rity nie usłyszał, będąc już na szczycie schodów, kiedy je zadała. Czy był zły, że dowiedział się o tych zaręczynach od Electry, która dowiedziała się z gazety? Może trochę, ale tylko dlatego, że Charlotte nie powiedziała im o niczym. Nawet jeśli miał to być tylko jakiś żart, który miał wkurzyć kogoś, kto był obecny na tamtym przyjęciu (może kogoś z rodziny Charlotte, a może jakąś adoratorkę Selwyna), to Charlotte chyba powinna podzielić się tym ze swoimi dziećmi, chociażby po to, żeby dalej śmiać się z min ludzi, albo żeby bliźnięta i Theo nie zdziwili się, kiedy sami natrafiliby na ten artykuł. Jeśli zaś chodziło o samo prawdopodobieństwo ponownych zaręczyn i zamążpójścia Charlotte, to Jessie od dawna brał pod uwagę, że któregoś dnia mogło się to stać. Charlotte wciąż była młoda i piękna, miała dorosłe już (albo wchodzące powoli w dorosłość, jeśli chodzi o Theo) dzieci, więc co stało na przeszkodzie? Nikt nie powinien oczekiwać od niej, że do końca swojego życia będzie utrzymywać status wdowy po Nedzie. Tym, co mieszało w uczuciach Jessiego, był sam "wybranek" jego matki. Oczywiście, Jasper uwielbiał Jonathana - ten człowiek był po prostu cudowny i lepszego ojca chrzestnego nie można było sobie wyobrazić (chociaż Anthony i Morpheus byli ogromną konkurencją), ale w roli ojczyma... Jessie nie potrafił sobie tego wyobrazić. Mieliby wciąż nazywać go "wujem"? Czy wolałoby, żeby nazywali go "tatą"? Czy nie byłoby to jeszcze dziwniejsze? Pijany skrzat domowy, który najpierw zaatakował go butelką, a pognał przez korytarz, skutecznie odwrócił jego uwagę o plotce. Użeranie się ze skrzatem po procentach nie widniało na jego liście Rzeczy do Zrobienia i aż zgrzytnął zębami, kiedy skrzat stoczył się po schodach, pierwotnie z zamiarem zaatakowania jego rodzeństwa, by "bronić" domostwa. Pisk Rity również nie był pożądaną reakcją, ale słowa Theo zirytowały go bardziej. "Jak ty się odzywasz do siostry?' miał ochotę powiedzieć, ale ograniczył się jedynie do grymasu na twarzy. Skrzat usiadł powoli, pochlipując i masując obity nos, podniósł głowę i zamrugał wielkimi oczami, słuchając Theo. Słuchając, ale czy rozumiejąc? -Amelia poprosiła naszą mamę, z którą się przyjaźni, żebyśmy trochę tu przewietrzyli - dodał, schodząc ze schodów. -Tego chyba już ci starczy - mówiąc to, nachylił się nad skrzatem i zabrał mu butelkę, która do połowy była jeszcze wypełniona kremowym piwem. Starym kremowym piwem, sądząc po zapachu. -Wszystko w porządku? - zwrócił się do bliźniaczki. -Nie sprawdziłem jeszcze tamtych pokoi. Wolisz iść ze mną, czy zostać tutaj? |