11.05.2024, 23:13 ✶
– Na dłuższą metę jest zbyt głośny – zgodził się Cathal. Może to był jeden z powodów, dla których nie pozbył się domku matki, chociaż Little Hangleton kojarzyło mu się z dziedzictwem Gauntów, a on miał niewielkie mieszkanie przy Horyzontalnej. Miasto oznaczało nadmiar bodźców: hałasów, obrazów, zapachów. Lubił takie miejsca odwiedzać, bo to była odmiana i zawsze pojawiało się coś nowego. Stałe przebywanie w nich jednak niekiedy przeciążało jego umysł, utrudniało skupienie, w pamięci naznaczonej chorobą zapisywało się zbyt wiele rzeczy.
W tej chwili i Cathal myślał o Ginny, ale prawdopodobnie zupełnie nie tak, jak opleciona fioletem Windermere kobieta by chciała. O ile zawsze miał ją za inteligentną, zabawną, może trochę zbyt dobrą i nie nudną, a Cathal wielu ludzi miał za nudnych i mało interesujących, to w tej chwili zastanawiał się tylko nad tym, w jaki sposób przeprowadzi swoje zdradzieckie plany. Bo w to, że jakieś miała, nie wątpił. I dużą część jego umysłu pochłaniało układanie strategii, jak zareagować, a najlepiej: w jaki sposób temu zapobiec. Wszystko, co mówiła, wszystko, co robiła, przetwarzał teraz po swojemu – co z tego, że zwykle interesowała się różnymi rzeczami, teraz jej zainteresowanie Vesperą musiało wskazywać na coś złego… Gdzieś w głowie tkwiła wciąż myśl o głębokich wodach jeziora, o tym, że gdyby użyć zaklęć, być może nigdy nie znaleziono by jej ciała, ale nie poddał się jej: mimo tego, że Ginewra postanowiła zdradzić, nie chciał mieć na rękach jej krwi.
Ale musiał przeszukać jej namiot. Porozmawiać z innymi członkami ekipy.
Czy powinien zniknąć już tej, czy dopiero następnej nocy? Zbliżał się świt: nie był pewny, czy jeżeli teraz teleportuje się najpierw do Londynu, a potem do Walii, McGonagall nie zorientuje się, że została przejrzana.
– Może kiedyś w to wierzyli i chcieli wierzyć, że zło nie będzie miało do nich przystępu, jeśli sami go nie zaproszą – powiedział. Miał ochotę powiedzieć, że nie wie, że co go to obchodzi, że to mugole, mugole są głupi, ale ugryzł się w język nie tyleż z troski o jej uczucia, ale że przecież nie odezwałby się w ten sposób, gdyby nie domyślił się, że coś jest nie tak. Takie zachowanie mogłoby sprawić, że Guinevere stałaby się ostrożniejsza. A przecież planowała coś złego.
– O tak. Prawdziwy pech – stwierdził, odrobinę ironicznie. Ulysses o niczym nie mówił, a Cathal nie pytał: to była niepisana zmowa milczenia, i chociaż Shafiq domyślał się, co tkwi w tej ciszy, to nie chciał zmuszać przyjaciela, by wypowiadał pewne rzeczy na głos. Ale przynajmniej jedno małżeństwo Vespery skończyło się w sposób, w który Cathalu budził pewne wątpliwości. – Jest Rookwoodówną. Oni nie zawierają małżeństw z miłości.[/b]
Mogło to brzmieć brutalnie, zwłaszcza że mówił o rodzinie przyjaciela. Ale przecież Ulysses też nie poślubiłby dziewczyny, którą pokochał: chodziły już plotki, że ojciec szukał mu żony i omal nie wyswatano go z Malfoyówną, a nawet jeżeli Ulysses lubił Eunice, to Cathal nie widział tu szczerego uczucia.
Dziewczyna z Lithy ze swoim radosnym uśmiechem mignęła w jego życiu i znikła, jak Perseidy przemykające po niebie, rozświetlające je na moment, a potem pozostawiające głębszą ciemność.
Przytrzymał ją, ale puścił dłoń kobiety, ledwo wspomniała o zamachu.
Czy to zamach planowała?
Może naprawdę jej celem nie było tylko sprzedanie informacji o filarach, a wręcz pozbycie się go? Przejęcie w jakiś sposób wykopalisk?
– Chyba jest jeszcze trochę za ciemno na dłuższe spacery – powiedział powściągliwie. – Powinniśmy wracać.
W tej chwili i Cathal myślał o Ginny, ale prawdopodobnie zupełnie nie tak, jak opleciona fioletem Windermere kobieta by chciała. O ile zawsze miał ją za inteligentną, zabawną, może trochę zbyt dobrą i nie nudną, a Cathal wielu ludzi miał za nudnych i mało interesujących, to w tej chwili zastanawiał się tylko nad tym, w jaki sposób przeprowadzi swoje zdradzieckie plany. Bo w to, że jakieś miała, nie wątpił. I dużą część jego umysłu pochłaniało układanie strategii, jak zareagować, a najlepiej: w jaki sposób temu zapobiec. Wszystko, co mówiła, wszystko, co robiła, przetwarzał teraz po swojemu – co z tego, że zwykle interesowała się różnymi rzeczami, teraz jej zainteresowanie Vesperą musiało wskazywać na coś złego… Gdzieś w głowie tkwiła wciąż myśl o głębokich wodach jeziora, o tym, że gdyby użyć zaklęć, być może nigdy nie znaleziono by jej ciała, ale nie poddał się jej: mimo tego, że Ginewra postanowiła zdradzić, nie chciał mieć na rękach jej krwi.
Ale musiał przeszukać jej namiot. Porozmawiać z innymi członkami ekipy.
Czy powinien zniknąć już tej, czy dopiero następnej nocy? Zbliżał się świt: nie był pewny, czy jeżeli teraz teleportuje się najpierw do Londynu, a potem do Walii, McGonagall nie zorientuje się, że została przejrzana.
– Może kiedyś w to wierzyli i chcieli wierzyć, że zło nie będzie miało do nich przystępu, jeśli sami go nie zaproszą – powiedział. Miał ochotę powiedzieć, że nie wie, że co go to obchodzi, że to mugole, mugole są głupi, ale ugryzł się w język nie tyleż z troski o jej uczucia, ale że przecież nie odezwałby się w ten sposób, gdyby nie domyślił się, że coś jest nie tak. Takie zachowanie mogłoby sprawić, że Guinevere stałaby się ostrożniejsza. A przecież planowała coś złego.
– O tak. Prawdziwy pech – stwierdził, odrobinę ironicznie. Ulysses o niczym nie mówił, a Cathal nie pytał: to była niepisana zmowa milczenia, i chociaż Shafiq domyślał się, co tkwi w tej ciszy, to nie chciał zmuszać przyjaciela, by wypowiadał pewne rzeczy na głos. Ale przynajmniej jedno małżeństwo Vespery skończyło się w sposób, w który Cathalu budził pewne wątpliwości. – Jest Rookwoodówną. Oni nie zawierają małżeństw z miłości.[/b]
Mogło to brzmieć brutalnie, zwłaszcza że mówił o rodzinie przyjaciela. Ale przecież Ulysses też nie poślubiłby dziewczyny, którą pokochał: chodziły już plotki, że ojciec szukał mu żony i omal nie wyswatano go z Malfoyówną, a nawet jeżeli Ulysses lubił Eunice, to Cathal nie widział tu szczerego uczucia.
Dziewczyna z Lithy ze swoim radosnym uśmiechem mignęła w jego życiu i znikła, jak Perseidy przemykające po niebie, rozświetlające je na moment, a potem pozostawiające głębszą ciemność.
Przytrzymał ją, ale puścił dłoń kobiety, ledwo wspomniała o zamachu.
Czy to zamach planowała?
Może naprawdę jej celem nie było tylko sprzedanie informacji o filarach, a wręcz pozbycie się go? Przejęcie w jakiś sposób wykopalisk?
– Chyba jest jeszcze trochę za ciemno na dłuższe spacery – powiedział powściągliwie. – Powinniśmy wracać.