[03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Guinevere McGonagall - 17.04.2024
Szaleństwo Windermere. Należę do wody.
3 sierpnia 1972, poranek
– Cathal & Guinevere –
To miał być miły, kilkudniowy wyjazd. Nell się uparła, a gdy się upierała, to potrafiła wiercić w brzuchu ogromną dziurę, gadając o czymś bez przerwy i wynajdując pretekst przy byle okazji. Guinevere nie miała jednak na ten termin żadnych planów, a skoro Cathal się zgodził, by zrobili sobie tych kilka dni przerwy i wyjechali… to czemu nie? McGonagall zawsze z chęcią odwiedzała nowe dla niej miejsca, a to miał być uroczy wyjazd do jakiegoś mugolskiego ośrodka nad jezioro, w pobliżu którego znajdowały się jakieś ruiny – można więc było nie tylko nacieszyć oczy, ale też duszę.
Nie słyszała wcześniej o Windermere, ani miastach znajdujących się nieopodal. Tak długo jak nie były to żadne magiczne ośrodki, tak nie było powodu, by się o nich uczyć, chociaż może jednak coś tam jej się obiło o największym jeziorze… ale nie było to nazbyt ważne w jej dotychczasowym życiu, to i nie zapadło w odmętach pamięci na długo.
Jezioro robiło wrażenie. Ginny przywykła była do suchości powietrza, do piasku, do niepokoju fal Morza Śródziemnego, w jej rodzinnej Aleksandrii. Od dawna jednak nie przebywała nad wodą, a jeziora to już w ogóle była w jej życiu rzadkość. Nic więc dziwnego, że skoro świt wybrała się na brzeg Windermere, w sukience i szerokiej chuście, którą narzuciła na ramiona, dla ochrony przed chłodem, do którego ciągle się przyzwyczajała. Wiatr, jaki ciągnął od jeziora, był może nie do końca przyjemny, ale wschód słońca w takich okolicznościach był wart grzechu. Wymknęła się z domku, który dzieliła z Nell jeszcze nim łuna rozmalowała czerwień na niebie, a teraz, gdy słońce było coraz wyżej, a spokojne jezioro swoją czernią zmienianą na niebieskość, Ginewra patrząc na ten obrazek, czuła jakiś taki dziwny spokój.
W tej jednej chwili żałowała, że nie wzięła ze sobą ołówka i kartek, by spróbować to jakoś uwiecznić, wrócić znowu do choćby szkicowania – ale zamiast tego, siedziała na trawie mieszającej się z piaskiem, tuż przy brzegu, i obserwowała.
– Nie możesz spać? – zapytała, gdy w swoim pobliżu zobaczyła znajomą sylwetkę. Na chwilę tylko oderwała spojrzenie od horyzontu, by zobaczyć, kto się zbliża, ale zaraz znowu jej oczy skierowane były na taflę wody i powoli wdrapujące się na nieboskłon słońce.
!szaleństwoWindermere
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Pan Losu - 17.04.2024
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: to ideał. Prawdziwy ideał. Jak można było tego nie zobaczyć wcześniej?
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz jak gwałtownie bije twoje serce a w żołądku tańczą ci motyle. To miłość. Całe morze miłości.
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Cathal Shafiq - 17.04.2024
Był zagniewany.
Cathal nie należał do ludzi najspokojniejszych pod słońcem, ale też wcale nie złościł się często i zwykle nie robił tego bez dobrego powodu. Przyjazd do Windermere zaś nie był z jego strony jedynie ulegnięciem kaprysowi Nell - lubił poznawać nowe miejsce, lubił czasem na chwilę oderwać się od pracy, przełamać monotonię, a poza tym choć troszczył się o niewielu ludzi, to wiedział, że Nell ten wypad ucieszy, Ginewrze się spodoba, a Ulyssesa zdawał się ekscytować - ten Ulyssesa, którego tak rzadko coś cieszyło.
I właśnie Ulysses był problemem.
Entuzjazm Shafiqa wobec wyjazdu nad jezioro Windermere opadał nieco, ilekroć rozmawiali z Rookwoodem. Nie widział we własnej złości niczego nienaturalnego, a jednocześnie wiedział (bo pamiętał każdy raz, kiedy o coś na Ulyssesa się złościł i nie było tego wiele), że ta jest czymś nowym. Potrafił dokładnie wskazać moment, w którym opętał go ten gniew – było to ledwo parę godzin po przyjeździe, w chwili, w której rozmawiali o legendach arturiańskich. I Cathal, gdy przestawał patrzeć na Ulyssesa, myślał o tym, że właściwie wcale nie chce się na niego gniewać, a potem denerwował się i tak. A chyba najbardziej złościł go entuzjazm Rookwooda, bo nie powinien być entuzjastyczny wobec tak drobnej wycieczki, powinien pozwalać sobie na podróże i cokolwiek tylko zrobić zechce, a nie oglądać się na swojego despotycznego ojca. Bardzo starał się sam cieszyć tym wyjazdem, jak każdym innym, przechadzkami po okolicy, po wrzosowiskach i nad brzegiem jeziora, po lesie, który miał być lasem Inglewood, planować wyprawę do zamku Carlise, ale ta złość wszystko zatruwała.
Wyszedł na zewnątrz, by przewietrzyć głowę i zapalić.
Podczas tego wyjazdu palił jeszcze więcej niż zwykle.
Papieros w jego dłoni płonął już, jasne światełko w ciemnościach. Gdy dostrzegł sylwetkę Ginewry, ruszył w jej stronę odruchowo, zaciągając się dymem, a potem wypuścił go z ust i spojrzał na toń jeziora.
– Chciałem zapalić – mruknął, na poły tylko szczerze. Nie chciał w tej chwili przebywać w domku, w którym zameldowali się obaj, on i jego przyjaciel. Przebywali już pod jednym dachem, nie raz, i to niekiedy po parę dni, i nigdy dotąd go to nie wkurzało, a teraz? – Wiedziałaś, że ten las to podobno pozostałość po Inglewood? Lesie, w którym miał polować Artur.
Wiedział, że taka ciekawostka się jej spodoba: uwielbiała legendy arturiańskie znacznie bardziej od niego.
!szaleństwoWindermere
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Pan Losu - 17.04.2024
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdradzi cię. Nie ufaj. Nie ufaj. Nie ufaj!
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, że ten zamierza cię zdradzić.
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Guinevere McGonagall - 18.04.2024
Cathal był osobą, która miała raczej krótki lont, wystarczyło zresztą zobaczyć, jak potrafi zadziałać na niego Nell, czy Jamil. Ale, że denerwował go Rookwood? Widać było, że Shafiq jest jakoś bardziej nerwowy, a miał to być przecież miły wyjazd dla relaksu, odpoczynku, oderwania myśli od tego, co spotykane na co dzień – nawet jeśli były tu jakieś ruino-zabytki do obejrzenia, to innego rodzaju, niż oglądali każdego dnia pracując w Walii. A jednak coś było nie tak, ale Ginny nie zamierzała w to ingerować, bo gdyby Cal chciał się tym podzielić, to by się podzielił, nie było sensu na niego naciskać.
Jednak teraz, gdy swoim zwyczajem paląc znalazł się tak blisko niej poczuła się… dziwnie. Może nie, nie dziwnie. Poczuła się inaczej. Jakby wszystko było na swoim miejscu, a nagła realizacja trafiła ją tak nagle i gwałtownie – jak strzała wypuszczona przez Amora, bądź Erosa, zależy kogo pytać. I nie miała pojęcia, jak mogła tego nie zauważyć wcześniej, że Cathal jest po prostu… i d e a l n y.
Serce biło jej gwałtownie i mocno, aż niemal trudno było złapać tchu, w odruchu więc uniosła dłoń i położyła ją sobie na poziomie serca, chcąc to miejsce delikatnie wymasować, ale niewiele to dało. Gin pokiwała więc do Cathala głową w odpowiedzi, że chciał zapalić i po chwili po prostu się uśmiechnęła; łagodnie, miło.
– Nie, nie… Nie wiedziałam – przyznała po chwili i odwróciła znowu spojrzenie od jeziora, by zafiksować je na wysokim mężczyźnie, stojącym teraz tuż obok niej. Coś jej zatrzepotało w żołądku, chyba naprawdę oszalała i uśmiechnęła się do siebie trochę głupkowato, odrobinę opuszczając głowę, bardzo delikatnie zarumieniona. – Myślałam, że ten las byłby bardziej gdzieś w Walii, a nie tutaj – na krótko przeniosła spojrzenie najpierw na jezioro, przed którym siedziała, a później na skraj lasu, który było stąd widać i tam zatrzymała się wzrokiem na chwilę dłużej, nim ponownie popatrzyła na Cathala. – Czy to ten, czy nie ten… Może tym bardziej trzeba sobie zrobić do niego wycieczkę. Co myślisz? – ciekawe czy ich towarzysze byliby chętni połazić po lesie. Dla niej taka forma odpoczynku nadal była całkowicie nowa: w Egipcie nie było jak pochodzić po lesie i pooddychać tak specyficznym powietrzem. Jakakolwiek odpowiedź by nie padła, była pewna, że Cathal podałby tą najlepszą.
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Cathal Shafiq - 19.04.2024
– O ile w ogóle istniał – mruknął Cathal, zaciągając się dymem. Nie patrzył teraz na Guinevere, a gdzieś w ciemność, próbując w mroku dostrzec zarys wyspy, leżącej na środku jeziora: kolejnego miejsca, o którym miejscowi lubili opowiadać rożne legendy. – W przewodniku wspominają nawet, że ta wyspa jakoby miała być Avalonem, ale że takich Avalonów jest najmniej kilka, a nie wierzę, że król Artur spałby spokojnie, gdyby obok deptało tylu turystów, możemy spokojnie założyć, że to tylko opowieść.
A ponieważ przewodnik przyniósł Ulysses, Shafiq wyrzucił niedopałek i wdeptał go w ziemię, nieco mocniej niż by należało. Chociaż teraz, gdy Rookwooda nie było w pobliżu, gniew Cathala powoli opadał, rozpływał się i nagle po zdeptaniu papierosa Shafiq zastanowił się, o co właściwie był na niego taki zły. Nie pomyślał nawet, że ta złość była nienaturalna, jeszcze nie, ale jakoś nie potrafił teraz znaleźć dla niej logicznych przyczyn.
Zwrócił spojrzenie niebieskich oczu na towarzyszącą mu kobietę i mięśnie jego ramion lekko stężały. Zapomniał o Ulyssesie i złości na niego (a może raczej: nie myślał o nich w tej chwili, bo przecież Cathal nie zapominał, wspomnienie każdej gniewnej myśli miało na zawsze już zostać w jego głowie), skupiając się tylko na tej propozycji. Czy ona mówiła o tym, by wpaść tam jutro, czy może chciała iść do tego lasu teraz? W ciemnościach? Z nim? To nie miało żadnego sensu. Nie znali terenu, panował absolutny mrok, nic by nie zobaczyli, za to istniała spora szansa, że wpadną w jakieś krzaki.
Planowała odciągnąć go od kempingu. W środku nocy.
Dlaczego chciała go stąd wyprowadzić?
O ile na początku kwestionował jeszcze do pewnego stopnia swój gniew, pełne jadu myśli, zastanawiał się, ile jest w nich jego, a ile to podszepty Slytherina – których próbował nie słuchać tak długo, jak długo się dało – to teraz przebywał w Wintermere już na tyle długo, że nawet nie przyszło mu do głowy, że ta myśl mogłaby nie pochodzić od niego.
– Teraz? – zapytał Cathal powściągliwie, odrywając wzrok od Ginewry, by spojrzeć na malującą się w oddali ścianę lasu, o tej porze będącą tylko plamą absolutnej czerni. „Teraz?” Chociaż tak naprawdę chciał spytać: „Co ty właściwie knujesz, Ginewro?”
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Guinevere McGonagall - 23.04.2024
– Las? – dopytała i uśmiechnęła się do Cathala, w swoim stylu mrużąc oczy. Nie była pewna czy chodziło mu teraz o las, czy może kwestionował istnienie króla Artura, wyspy Avalon, czy czego dokładnie. – Mmm… Nie sądzę, żeby to było tu, przecież te legendy wywodzą się z Walii, nie z Anglii, to czemu miało to by być właśnie w tym miejscu? – raczej na pewno był to po prostu chwyt marketingowy na turystów, nic wielkiego, ale prawda jest taka, że dzięki temu sama chciałaby odwiedzić tę wyspę – z ciekawości i „co a jeśli?”. Byłaby to nieodżałowana strata, gdyby nie zakosztowali atrakcji, jakie można było w Windermere powziąć. – Coś ciekawego jest w tym przewodniku? Na przykład skąd takie pomysły, że to ma coś wspólnego z królem Arturem? – zagaiła, odwróciwszy spojrzenie w kierunku majaczącej w oddali wyspy, teraz ledwie widocznej, będącej tylko ciemną plamą, niczym większym. – Albo piszą tam co warto obejrzeć, jak się już tutaj wybrało? Mamy dzisiaj cały dzień, może coś byśmy sobie wybrali – to była tylko luźna propozycja, Ginny po porostu chciała, żeby wszyscy dobrze się bawili, skoro już się wyrwali z pracy i mogli przez moment nie być archeologami, poważnymi klątwołamaczami, numerologami, astrologami, twórcami map i tak dalej.
Ale przede wszystkim – chciała spędzić czas z nim. Chciała by na nią spojrzał i dostrzegł, że nie jest po prostu Ginewrą, koleżanką z pracy. Że jest też w niej coś ciekawego, że ma sobą coś do zaoferowania… Bo przecież miała? Czuła, jak jej serce wypełnia miłość, bezgranicznie ciepłe uczucie, wręcz błogie, gdy stał tutaj obok niej, a czując na sobie to mocne, jasne spojrzenie, aż zatrzęsły jej się dłonie, że musiała spleść ze sobą palce i objąć ramionami kolana, by to jakoś zakryć. Serce wręcz biło jej jak oszalałe, chyba nigdy się tak błogo nie czuła, a przynajmniej sobie nie przypominała. Gdyby nie to, że panował półmrok, a skórę miała opaloną, to pewnie byłoby widać na jej policzkach lekkie wypieki.
– Teraz? – powtórzyła za nim zbita z tropu i uniosła spojrzenie wprost na niego, trochę nie rozumiejące tego pytania. – Nie no, czemu? Nell jeszcze śpi, Ulysses chyba też? Poza tym najpierw śniadanie, potem można myśleć co dalej. Bez sensu się gdzieś wybierać jak jeszcze nawet słońce dobrze nie wstało – było na to stanowczo za wcześnie, a ona chciała popatrzeć na wschód słońca. Uwielbiała ten moment w ciągu dnia, a słońce rysujące się na śpiącej tafli jeziora… ciekawe czy zaprałoby jej dech w piersi bardziej niż z powodu Cathala? – A co, chcesz się przejść? – zapytała, bo nie do końca rozumiała jego tok myślowy.
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Cathal Shafiq - 24.04.2024
Zrozumienie uderzyło Cathala nagle.
Guinevere współpracowała z ludźmi, którzy chcieli się dostać do obozu. Dogadała się z nimi. Opowiedziała im o filarach i o przepowiedni – albo zastanawiała się nad tym, czy to zrobić. (Jeśli coś ją powstrzymało, to może sympatia wobec Nell: wszyscy przecież bardziej lubili Nell, ta była absolutną wiedźmą.) Może jeszcze nie podjęła decyzji, skoro ostatnio powstrzymała tamtą kobietę...?
Nie mógł dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Musiał działać spokojnie. Obserwować. Przemyśleć dostępne opcje. Być może rozejrzeć się wcześniej po obozie? Wypytać innych pracowników o to, czy czegoś nie zauważyli?
Myśl, szybka jak mgnienie: czy gdyby wepchnął ją teraz do wody, szybko znaleziono by ciało?
Wsunął dłonie do kieszeni luźnej kurtki, którą narzucił na grzbiet. Odrzucił myśl niemal natychmiast wraz z pojawieniem - jej zniknięcie wzbudziłoby podejrzenia, a poza tym nie wiedział jeszcze, co już zrobiła i dlaczego. Wzdragał się przed zabiciem jej z zimną krwią, bo przecież do niedawna byli współpracownikami i niemal przyjaciółmi.
Gdyby tylko nie postanowiła ich zdradzić.
– Jest mnóstwo miejsc na Wyspach, którym przypisuje się związki z Arturem. To po prostu jedno z nich. Może Artur i jego rycerze polowali kiedyś w tym lesie i historie o tym polowaniu połączyły się z baśniami o Inglewood? Albo przybył tu Gawain?
Lub mugole wszystko sobie wymyślili, jak często się im zdarzało.
Wdech, wydech.
Żałował, że już wypalił tego cholernego papierosa.
Nie ufaj, nie ufaj, nie ufaj…
– Zdaje się, że było tam też coś o kaczkach. Ale to prawdopodobnie zupełnie zwykłe kaczki. Chyba że spojrzymy na nie jak na potomków tych, które pływały tu z Panią Jeziora – oświadczył Cathal. Brzmiał… brzmiał jak zwykle. Starał się brzmieć jak zwykle i nie pokazać, że wreszcie przejrzał jej plany. Czy Nell też się domyślała? Na pewno. Była przecież o tyle lepsza (…kolejne nienaturalne uczucie z Wintermere), a jednak niczego mu nie powiedziała. Czy liczyła, że zdoła przekonać McGonagall do zmiany zdania, czy może wybrała jej stronę?
Rano. Czyli nie chciała wyciągnąć go do lasu, żeby walnąć w głowę i zostawić gdzieś w głębi puszczy – być może wiedziała, że pewnie Ulysses wtedy by go szukał… Co w takim razie knuła? Czemu chciała się z nim przejść? Czy może liczyła, że wyciągnie z niego jakiegoś dodatkowe informacje o filarach? Przecież i tak wiedziała o wiele zbyt wiele.
– Nie, właściwie to nie. Przechadzka po lesie po ciemku jakoś mi się… nie widzi – powiedział, spoglądając na nią. Szukał w jej twarzy, głosie, choćby śladu wyrzutów sumienia albo wahania.
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Guinevere McGonagall - 25.04.2024
Nie miała żadnego, najmniejszego chociaż przebłysku myśli, ze coś jest nie tak. Że miłość, jaką czuła, ta cała adoracja, że uważała Cathala za idealnego, to nie są jej własne przemyślenia i olśnienie. Przecież był przystojny, w jej typie, absolutnie niegłupi i nie pozwalał sobą dyrygować, potrafił być też zabawny kiedy chciał i choć nie wszystko robił bezinteresownie, to jednak troszczył się o tych, których polubił. I chyba ją też lubił…? A na pewno daleka była od jakichkolwiek podejrzeń, że Cathal uważał ją za bezwzględną zdrajczynię, która wystawiła ich wszystkich do wiatru i jak na talerzu komuś innemu, że chciała mu zabrać to wszystko, na co razem tyle pracowali. Nie widziała żadnego cienia, żadnej negatywnej myśli, żadnej przesłanki, że Shafiq chciałby ją utopić w tym jeziorze dla własnego spokoju. Był przecież wspaniały, był ideałem, uosobieniem jej marzeń – nie mógłby tego zrobić, bo niby dlaczego?
– Tak, może, to brzmi prawdopodobnie i na pewno napędza turystykę. Całkiem sporo tutaj gości, nie? Mam wrażenie, że to dość ruchliwe miejsce i w sumie nic dziwnego, ładne widoki, świeże powietrze… Podoba mi się tu, wiesz? Trochę tęsknię za wschodami słońca w Aleksandrii. Słońce wtedy w taki malowniczy sposób wynurza się z wody, ta faluje, granat rysowany jest czerwienią i różem. Jest taki piękny wiersz o spaleniu biblioteki aleksandryjskiej, nie wiem, czy go kiedyś słyszałeś, mugolski. Zawarta jest tu rozległa pamięć wieków minionych, miecze i bohaterowie, lakoniczne symbole algebry, wiedza co sonduje planety rządzące przeznaczeniem – to najbardziej pamiętała, bo najbardziej ją uderzało i dotykało jej zainteresowań. Mugol, który dotykał w swym wierszu rzeczy rządzących też czarodziejskim światem, pisał o alchemii, ziołach, poniekąd o magii…
– Kaczki? A co niesamowitego jest w kaczkach? – zdumiała się widocznie i oderwała spojrzenie od tafli wody, odwracając się do Cathala tak, że aż się podparła jedną ręką trawy, drugą wciąż obejmując swoje kolana. – To na pewno nie są żadne… Na pewno nie muszę ci znowu robić wykładu o inbredzie – wiedziała, że pamięta, rozmawiali o tym już kiedyś. Była przekonana, że zwieźli tu jakieś inne kaczki i teraz robili z nich jakąś dziwną atrakcję? Nie rozumiała tego za bardzo.
Zresztą tego, że Cathal tak się uparł na łażenie po lesie po ciemku, też nie rozumiała i spojrzała na niego z niezrozumieniem właśnie, zamrugała kilka razy, łącząc wątki – ale ewidentnie gdzieś zachodził jakiś błąd.
– Ale czemu po ciemku? Wiem przecież, że nie widzisz w ciemności. Myślałam, że już skończyliśmy temat lasu, że po śniadaniu i żeby porozmawiać z resztą? – powtórzyła, bo może jakoś tego nie załapał? Nie zrozumiał? Przekrzywiła lekko głowę, w swoim zwyczaju, w stronę jednego ramienia. – Myślałam po prostu, że tak ogólnie chcesz się przejść, może brzegiem jeziora, nie wiem, dlatego zapytałam, tak? – wyjaśniła nieco skołowana, nie rozumiejąc, o co chodzi. Czy zrobiła coś nie tak? Powiedziała coś nie w porządku? Serce biło jej jak oszalałe, nie chciała sprawić, że się do niej zrazi, nie on, nie…
RE: [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere - Cathal Shafiq - 25.04.2024
Zdrajczyni.
Czerń oplatała Cathala, oblepiała go jak smoła. Walczył z podszeptami czarnoksiężników przez niemal całe swoje życie: z głosami, rozbrzmiewającymi w głowie, jednym przemawiającym sprzed wieków, i drugim szepcącym z otchłani wiecznie żywych wspomnień. A teraz do tych głosów dołączyły kolejne, których jednak nie potrafił rozróżnić od swojego własnego.
Ginewra cię zdradzi.
Nikt nie potrafi zezłościć cię tak jak Ulysses.
Nell zawsze będzie lepsza od ciebie.
Jego umysł, dusza i serce wypełniały się ciemnością.
– Morze i pustynie Egiptu to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widziałem. To kraina ognia, wody i rozgwieżdżonego nieba – powiedział Cathal, siląc się na spokój. Może było to dziwne stwierdzenie, wszak Egipt był suchą krainą, ale tej krainie życie dawała woda, przepływający przez nią Nil, a na morskim wybrzeżu powstała wspaniała Aleksandria. Wypalone przez słońce i wyjałowione przez wiatry piaskowe wydmy, złote za dnia i srebrzyste nocą, i błyszczące wody Nilu, dwie skrajności, tuż obok siebie. Cathal kochał to na swój sposób, ale kochał i wiele innych miejsc, może właśnie dlatego, że tak bardzo były od siebie różne. – Nie, nigdy nie słyszałem tego wiersza.
Ale jego fragment zapisał się teraz w pamięci Shafiqa: na zawsze. Wraz z tonem głosu Ginewry, jej spojrzeniem i ciemnym kształtem wyspy, znaczącej się na jeziorze.
– Właściwie to był żart. W przewodniku wspominają, że można kupić ziarno i je nakarmić. Nie wydaje mi się to naprawdę wielką atrakcją. – A Cathal złościł się na Ulyssesa za samą sugestię, że mieliby je karmić, chociaż teraz nie był pewien, co go tak zagniewało. Jasne, zupełnie nie interesowało go karmienie kaczek, ale czy to był powód do takiej złości? Nie miało to jednak znaczenia: liczyło się teraz tylko to, że stał u boku zdrajczyni i sądząc po tym, jak zareagowała na jego słowa, chyba zaczęła orientować się, że coś jest nie tak. Nie powinien niczego po sobie pokazać. Nie powinien dopuścić do tego, aby zorientowała się, że ją podejrzewa. Wtedy straci tę odrobinę przewagi, jaką nad nią uzyskał. – Rzeczywiście, sporo to ludzi. Nell usłyszała o tym miejscu na Pokątnej. Widać zaczęło przyciągać czarodziei. Może jednak jest trochę prawdy w legendach o wiedźmach z Inglewood, skoro tak tutaj lgną.
W końcu było mugolskim miejscem wypoczynkowym.
Odetchnął i wyciągnął dłonie z kieszeni, odwracając się ku kobiecie. Przez moment chciał ją spytać, dlaczego postanowiła postąpić tak, jak postąpiła - czy to przez jego kłótnię z Letą o filary i wyjazd tej z powrotem do Egiptu? Czy obiecano jej pieniądze? Nie oczekiwał od ludzi specjalnej lojalności, tej spodziewając się bodaj tylko od Ulyssesa i Nell, ale jednak skoro pracowali razem, powinno jej zależeć przynajmniej na rezultatach prac.
Upomniał się, że powinien zachowywać się normalnie. Nie mogła mieć żadnych podejrzeń.
– W porządku, możemy kawałek się przejść.
|