– Przez cały miesiąc? – upewniła się i wytężyła wzrok, ale nie dostrzegła nigdzie żadnej spadającej gwiazdy, więc zaraz znowu spoglądała na Cathala. – To musi być piękny widok, zwłaszcza z dala od Londynu – to było jedyne wielkie miasto, jakie w Anglii tak na dobrą sprawę znała. Pewnie na terenie wykopalisk będzie to dobrze widać, dlatego już zaczęła planować, żeby w miarę dobrej pogody nie zapomnieć pooglądać nocnego nieba.
Ginewra nie miała bladego pojęcia, że coś jest nie tak, że zachowanie Shafiqa nie wynika jedynie z jego choroby (która, swoją drogą, była bardzo fascynująca), a dlatego, że tak jak ona uświadomiła sobie swoje uczucia do niego, tak on zaczął ją podejrzewać o najgorsze. A przecież własnoręcznie złapała „włamywacza” podszywającego się pod Nell i to jej propozycją było, że podzieli się wspomnieniem, na wypadek, gdyby coś jej w trakcie umknęło. Nie miała absolutnie żadnych intencji, by sabotować wykopaliska, ani by cokolwiek sobie przywłaszczyć – ją interesowała w tym wypadku tylko wiedza, historia, a nie, by zrzucić Cala z miejsca przy światłach reflektorów, skoro te były skierowane na niego, jako kierownika tej grupy. Wszystko szło na jego konto, a Ginewra nie zamierzała w to ingerować, nie czuła zazdrości, nie czuła, że potrzebuje się wybić. Była naukowcem, nie materiałem na celebrytkę.
– Najbardziej mnie zdziwiło, że w ogóle wiedzą, że wampiry istnieją – ogólnie jej obcowanie z mugolami było dość wywrotowe. Nic do nich nie miała, nawet czasami lubiła z nimi rozmawiać, ale jednak to nie było to. Co innego, gdy można było z nimi jawnie porozmawiać o magii, jak na ognisku pod koniec maja… – Chyba, że to też jest jakieś „podobno” i tylko niektórzy sobie zdają sprawę? – zastanowiła się nad tym, żeby ostatecznie wzruszyć ramionami. Mugole byli po prostu dziwni, nie lubiła za to, gdy pakowali im się w prace na wykopaliskach, więcej było z tego kłopotów niż pożytku. – Ach… no tak. Nie pomyślałam o tym. Chyba to morze nie jest w Anglii zbyt ciepłe, co? – nie to co w Egipcie, gdzie wejście do niego było prawdziwą przyjemnością. – Jakoś Szkocja mnie nigdy tak nie pociągała, nie wiem dlaczego. To chyba przez to wyobrażenie facetów w spódniczkach w kratę i z tym śmiesznym instrumentem – zamachała kilka razy rękoma, żeby ów instrument zobrazować. To nie był zupełnie jej klimat i świat, wydawał się jej być cokolwiek dziwacznym, rubasznym i obscenicznym. Jej myśli pobiegły zupełnie innym torem; nie myślała więc o klifach, tylko o nieogolonych nogach wystających zza spódnicy.
– Mmmm…. Chyba tylko mi się coś obiło? – zastanowiła się i zmarszczyła brwi. – Trzecie wesele? – zdumiała się bardzo widocznie. – Nie sądziłam, że Anglicy są aż tak otwarci, że nikt nie ma z tym problemu. Zawsze myślałam, bez urazy, że rody czystej krwi parują ze sobą członków niezależnie od ich preferencji czy tego, czy się sobie podobają i się lubią i że nie chcą słyszeć o żadnych rozwodach, a na pewno nie o trzecim małżeństwie i to jeszcze kobiety – to ją autentycznie zaskoczyło, bo miała ich za ogromnych sztywniaków. Zresztą z tą opinią nie bardzo się kryła, zwłaszcza w Egipcie. – Ale skoro tak, to mamy czas dzisiaj i jutro jeszcze tylko. Mam już kilka pomysłów, ale ciekawe co będą chcieli robić Nell i Ulysses. A co ty byś chciał? – zagaiła i obróciła głowę, żeby się w Shafiqa wpatrzyć. Oszukiwała, oczywiście, że tak, bo w takich warunkach znacznie bardziej polegała na kocim wzroku, niż ludzkim, ale i tak… Cal pochłaniał teraz całą jej uwagę i skupienie, że nie zauważyła nawet grubej gałęzi na wpół wtopionej w piasek i potknęła się o nią jak przedszkolak, po czym straciła równowagę i poleciała do przodu. – Cholera – stęknęła jeszcze tylko.
Aktywność fizyczna
Akcja nieudana