20.04.2024, 20:28 ✶
Wprawdzie nie protestowałby jakoś szczególnie, gdyby Penny zarządziła mimo wszystko natychmiastowy powrót do Londynu, jednak… nieco dłuższej wizycie w Little Hangleton też nie zamierzał się sprzeciwiać. Mimo wszystko darzył przecież tę okolicę jakimś sentymentem – choć może niekoniecznie dotyczyło to dosłownie najbliższej okolicy, jaką póki co stanowiło jedynie różnej maści mniej lub bardziej użyteczne zielsko. W tej sytuacji dość łatwo mógł dojść do wniosku, że ewentualny piknik z kanapkami w roli głównej mogli sobie jeszcze chwilowo odpuścić.
– Może jednak później, wolę jeszcze trochę pożyć – z uśmiechem odpowiedział na jej pytanie, w tym samym czasie odwracając się, żeby wolnym krokiem ruszyć z powrotem w stronę tej nieco bardziej cywilizowanej części wioski. Ostatecznie jednak nie zdążył zrobić nawet kilku kroków, gdy zaalarmowały go kolejne słowa Penny. W jednej chwili zwrócił się ponownie w jej stronę, dla pewności zerkając jeszcze dookoła. Nietrudno jednak było zauważyć, że nie działo się absolutnie nic niezwykłego, niespotykanego, czy jakkolwiek niepokojącego. Nawet, jeśli niepokojącym powinien wydać się sam fakt, że tym razem – tak dla odmiany – to Weasley widziała coś, czego najwyraźniej zauważyć nie mógł nikt inny.
– Jadłaś te swoje kanapki? Czy jakieś halucynacje to tylko od siedzenia na słońcu? – zerknął kontrolnie na przyjaciółkę, na ten moment odpuszczając sobie dopytywanie, co właściwie miałaby przed chwilą zobaczyć. Tym bardziej, że sama uznała przecież, że nie było to zbyt istotne. A skoro tak… najlepiej było to potraktować dokładnie tak, jak wszystko inne, co mogłoby budzić jakiś niepokój i skłaniać do ewentualnych przemyśleć. Zignorować.
– Możemy przejść się po wiosce. W końcu… jakby popytać wystarczająco dużą liczbę osób, pewnie okazałoby się, że dosłownie wszędzie tutaj znajdzie się coś ciekawego – co do czego najwyraźniej nie do końca przekonany był sam Terry, co po raz kolejny dość łatwo można było wychwycić pomiędzy poszczególnymi słowami. – Chyba, że wolisz od razu zajrzeć na cmentarz czy w inne równie urocze miejsce, o którym słyszy się chyba najwięcej…
Do tego chyba też nie był raczej jakoś szczególnie przekonany, jednak tym razem raczej nie powinno być wątpliwości, że zdążył już powrócić do właściwego sobie żartobliwego tonu. Tego, który zdecydowanie daleki był od sugerowania, że rzeczywiście miałby chcieć odwiedzać wspomniany cmentarz.
– Może jednak później, wolę jeszcze trochę pożyć – z uśmiechem odpowiedział na jej pytanie, w tym samym czasie odwracając się, żeby wolnym krokiem ruszyć z powrotem w stronę tej nieco bardziej cywilizowanej części wioski. Ostatecznie jednak nie zdążył zrobić nawet kilku kroków, gdy zaalarmowały go kolejne słowa Penny. W jednej chwili zwrócił się ponownie w jej stronę, dla pewności zerkając jeszcze dookoła. Nietrudno jednak było zauważyć, że nie działo się absolutnie nic niezwykłego, niespotykanego, czy jakkolwiek niepokojącego. Nawet, jeśli niepokojącym powinien wydać się sam fakt, że tym razem – tak dla odmiany – to Weasley widziała coś, czego najwyraźniej zauważyć nie mógł nikt inny.
– Jadłaś te swoje kanapki? Czy jakieś halucynacje to tylko od siedzenia na słońcu? – zerknął kontrolnie na przyjaciółkę, na ten moment odpuszczając sobie dopytywanie, co właściwie miałaby przed chwilą zobaczyć. Tym bardziej, że sama uznała przecież, że nie było to zbyt istotne. A skoro tak… najlepiej było to potraktować dokładnie tak, jak wszystko inne, co mogłoby budzić jakiś niepokój i skłaniać do ewentualnych przemyśleć. Zignorować.
– Możemy przejść się po wiosce. W końcu… jakby popytać wystarczająco dużą liczbę osób, pewnie okazałoby się, że dosłownie wszędzie tutaj znajdzie się coś ciekawego – co do czego najwyraźniej nie do końca przekonany był sam Terry, co po raz kolejny dość łatwo można było wychwycić pomiędzy poszczególnymi słowami. – Chyba, że wolisz od razu zajrzeć na cmentarz czy w inne równie urocze miejsce, o którym słyszy się chyba najwięcej…
Do tego chyba też nie był raczej jakoś szczególnie przekonany, jednak tym razem raczej nie powinno być wątpliwości, że zdążył już powrócić do właściwego sobie żartobliwego tonu. Tego, który zdecydowanie daleki był od sugerowania, że rzeczywiście miałby chcieć odwiedzać wspomniany cmentarz.