Czy Nikolai był idiotą? Och, oczywiście, że nie. Absolutnie i będzie się o to wykłucał, jeżeli ktoś kiedykolwiek nazwałby go tak prosto w oczy.
Bywał natomiast złośliwy, gdy chodziło o jego brata i ojca i gdy pojawiała się okazja, która możnaby wykorzystać do zrobienia im psikusa, logiczne myślenie było często zagłuszane przez tego diabełka, który pojawia się na ramieniu i kusi, by zrobić coś szalonego i zakazanego. I gdyby powiedział o swoich planach kobiecie i został w "uprzejmy" sposób zwyzywałaby go od idiotów, oczywiście by się bronił, Le szybko dotarłoby do niego, że klątwołamaczka miała rację i międzynarodowe wysyłki przeklętych przedmiotów były po prostu przejawem głupoty.
Oczywiście, zawsze mógł też poszukać jakiego sklepu z magicznymi słodyczami i popytać o coś, co wywpływało pożądany efekt.
Chyba również nic nie wyjdzie z oddania laleczki chłopakowi z targowiska.
Usiadł prosto, ale nie na tyle prosto, by od trzymania tej samej pozycji dłużej nie rozbolały go plecy, i uniósł dłonie. Zgodnie z poleceniem nie ruszał się. Nie pojawiły się również ani pieczenie ani zawroty głowy, więc po prostu milczał, obserwując pracę kobiety. Szkoda tylko, że nie słyszał inkantacji. Zawsze było to przydatne.
To wszystko trwało krótko, może minutę, i naturalny, jasny kolor zaczął wracać na jego dłonie. Zieleń czy inny kolor nie były w sumie takie złe, dopóki nie robiły krzywdy, ale miło było znów zobaczyć swój naturalny kolor.
Zgodnie z poleceniem wyciągnął obie ręce i pokazał ich wewnętrzną część, zaraz potem obracając je.
-Tak - odpowiedział na pytanie po chwili. -Jest w prawej kieszeni - wskazał wspomnianą kieszeń, wciąż trzymając uniesione ręce i nie dotykając już niczego.