![]() |
|
[05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Wersja do druku +- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl) +-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5) +--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22) +---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18) +---- Wątek: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence (/showthread.php?tid=3023) Strony:
1
2
|
[05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Nikolai Petrov - 01.04.2024 adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic Z targowiska udał się od razu do szpitala. Wciąż nie czuł żadnych dolegliwości, które mogłyby sugerować jakiekolwiek niebezpieczeństwo, ale klątwa nadal była klątwą i nawet on nie był tak niepoważny, by ją bagatelizować. Jeśli klątwa ma zejść sama i wystarczy po prostu poczekać, to on poczeka, ale niech powie o tym ktoś, kto się na tym zna. On się nie znał, Vladimir także, więc stryja nie miał zamiaru nawet informować o całym tym zajściu. Nie da mu powodu do radochy. Przeklęta laleczka wciąż tkwiła w kieszeni, szczerząc się upiornie w ciemnościach materiału i czekając na osąd. Wyrzucić? Czy podarować temu chłopakowi, którego na targu spotkał? Właściwie jak niby miał zamiar go znaleźć? Przecież nie będzie latał po całym Londynie czy całej Anglii, szukając faceta, którego zobaczył pierwszy raz w życiu. Nawet nie spytał go o imię. W czasie teleportacji jego skóra znów zmieniła kolor. Zamiast żywego turkusu, jego dłonie, ramiona, a gdy spojrzał w swoje odbicie i na chwilę podniósł koszulkę, również jego brzuch i twarz, pokryły się delikatną, wiosenną lawendą. Po dokładniejszym przyjrzeniu się zauważył, że jego oczy również nabrały innej barwy - trawiasta zieleń ustąpiła miejsca złocistej żółci. Przynajmniej włosy zachowały swoją barwę. O Klinice Świętego Munga stryj niewiele mi mówił. Zawsze pojawiał się "ważniejszy" temat do rozmowy, ale Kół dowiedział się od Vladimira, w jaki sposób do owej kliniki miał się dostać. Odnalazł nieciekawie wyglądający dom handlowy, odnalazł manekina i powiedział powoli, po co przykazał, bo nie był pewien, czy manekin będzie w stanie go zrozumieć z jego akcentem. Ale manekin kiwnął głową, Nikolai przeszedł przez szybę i od razu podszedł do recepcji. Ludzi przed nim nie było mało, ale nie nazwałbym tego tłumem. Jakaś mała dziewczynka podbiegła do niego, schyliła się, żeby zajrzeć mu pod kaptur i zawołała głośno, rozbawiona. Zaraz przybiegła jej matka i, rzucając Nikolaiowi ostre spojrzenie, zabrała córkę. Nikolai przewrócił oczami i grzecznie czekał na swoją kolej. Chłopak, który siedział przy recepcji, omal nie zakrztusił się własną śliną, gdy usłyszał, czemu dzieciak zawraca im głowę. Nikolaiowi drgnęła brew. A może to dlatego, że musiał trzy razy powtórzyć swoje nazwisko? -Nie udław się - mruknął, kiedy wreszcie mógł odejść od recepcjonisty, przejść na piętro, na którym znajdował się gabinet do Urazów pozaklęciowych i tam poczekać na uzdrowiciela. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Florence Bulstrode - 02.04.2024 Krótki opis przypadku oraz podstawowe dane Nikolaia - brew Florence zadrgała, gdy Bulstrode zerkając na nie zorientowała się, że karta pacjenta nie jest pełna i dopiero dopisek o obcokrajowcu sprawił, że nie zaczęła snuć planów mordu na osobach odpowiedzialnych za te braki – dotarły do gabinetu uzdrowicielki na chwilę przed chłopakiem. Został zaproszony do środka po tym, jak pomieszczenie opuściły asystentka i poprzednia pacjenta: kobieta w średnim wieku, która wchodząc chwilę wcześniej do gabinetu miała na czole kilka niewielkich muchomorków. Muchomory znikły, ale sądząc po cierpiętniczej minie, wizyta nie należała do tych przyjemnych. Gabinet od innych w klinice różnił się tylko jednym. Był absolutnie, sterylnie czysty. Ściany, w niektórych pomieszczeniach odrapane, tutaj wyglądały na przemalowane stosunkowo niedawno (zrobiła to sama Florence, kilka miesięcy temu, nie mogąc znieść tych wszystkich pęknięć w farnie), podłogę bez wątpienia regularnie szorowano za pomocą jakichś zaklęć, i nawet papiery oraz przybory do pisania na biurku były ułożone bardzo równo, w pudełkach i przegródkach. - Pan Petrov. Proszę siadać - zarządziła Florence na jego widok, podnosząc się zza biurka i wskazując mu kozetkę. Była kobietą po trzydziestce, średniego wzrostu, o bladej twarzy, jasnych, chłodnych oczach i kasztanowych włosach, zebranych w bardzo ciasny warkocz. Odziana w szatę uzdrowicielki, idealnie czystą i potraktowaną zapewne zaklęciem prostującym, poruszała się nieśpiesznie. Zmierzyła Nikolaia spojrzeniem od stóp do głów: powód jego wizyty był raczej jasny... Przed podjęciem terapii najlepiej było uzupełnić wszystkie dane pacjenta, w pierwszej kolejności magomedyczka chciała jednak upewnić się, że stan Petrova nie jest na tyle poważny, by wymagał pilnej interwencji. - Jakieś inne problemy poza tym najbardziej oczywistym? - spytała od razu przechodząc do rzeczy. Kolory na jego szyi i dłoniach od razu rzucały się w oczy, ale nie mogła wykluczyć, że były zaledwie efektem ubocznym jakiejś znacznie poważniejszej przypadłości. Głos miała bardzo spokojny, a ton rzeczowy. - Jak do tego doszło? Istniało co najmniej kilka sposobów, na które można było zafundować sobie zmianę barw. W większość zaangażowane byłyby eliksiry, ale wtedy nie posłano by go na to piętro. Florence wyciągnęła więc różdżkę i wyszeptała zaklęcie, mające pokazać ślady magii, które osiadły na chłopaku. Jeżeli miała rację, co do możliwej przyczyny, to pył wyczarowany przez zaklęcie powinien skoncentrować się wokół jego rąk... RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Nikolai Petrov - 03.04.2024 Na wezwanie do gabinetu uzdrowicielki, do której posłał go rozbawiony recepcjonista, nie musiał czekać długo. Niedługo po tym, jak dotarł do poczekalni, z gabinetu wyszły dwie osoby - asystentka uzdrowicielki oraz kobieta w średnim wieku z wykrzywioną w grymasie twarzą. No cóż, niektóre metody leczenia nie należały do najprzyjemniejszych (odrastanie kości, brrr), ale miały w końcu pomagać, a nie sprawiać przyjemność, jak to mówili niektórzy. Zaraz potem Nikolai usłyszał swoje nazwisko i wszedł do gabinetu, chyląc głowę uzdrowicielce na powitanie. Gabinet był o wiele czystszy, niż chłopak się spodziewał. I nie chodziło tylko o porządek w formie startego kurzu, równo ustawionych książek czy czystych firanek, jeżeli takie zdobiłyby pomieszczenie. Gabinet był sterylnie czysty (czy powinno to dziwić, skoro był to gabinet uzdrowiciela?), z pewnością za pomocą magii, aż człowiek mógł poczuć, że jest jedynym śmieciem, zalegającym w tym pomieszczeniu i niszczącym całą jego czystość. Nikolai poruszył się nerwowo, potarł swoje ramię i usiadł na wskazanej przez kobietę kozetce. Opuścił głowę i kątem oka zerknął na kozetkę, czy ta przypadkiem nie zmieniała koloru przez jego dotyk. -Yhm... Nie... Poza tym wszystko jest w porządku... A-ale zmienia kolor - nie był pewien, czy cokolwiek zmieni to w diagnozie i ewentualnym sposobie leczenia, ale wiedział, że przed uzdrowicielami nie należało zatajać nic, co wiązało się ze swoją zdrowotną przypadłością. Wyciągnął więc ramię, podciągnął rękaw bluzki, zacisnął palce dookoła gołego nadgarstka i przeciągnął dłonią po połowie długości swojego przedramienia, naciskając palcami na skórę. W tym miejscu delikatna barwa lawendy nabrała intensywności i zmieszała się z równie intensywnym różem, a gdy padło na nie światło, zmiana zaczęła się delikatnie błyszczeć, jakby ktoś posypał skórę chłopaka brokatem. Trwało to może trzy sekundy, nim skóra wróciła do poprzedniego, jasnego koloru. -Kupiłem na targu lalkę - na razie jej nie wyciągał. -To była jedna z lalek, które kolekcjonowała babusza, której zmarło się niedawno. Jej krewni postanowili sprzedać jej kolekcję. Nie wiedziałem, że coś było z nią nie tak. Wziąłem ją i chwilę potem byłem już zielony... Po deportacji skóra zmieniła kolor na fioletowy - to również mogło być istotne. Na razie miał do powiedzenia tylko tyle, a jeżeli pojawią się kolejne pytania, odpowie również na nie. Na widok różdżki zmarszczył brwi, ale nie powiedział nic. Uzdrowicielka na pewno wiedziała, co robi, więc nie powinien jej kwestionować. Nie był tylko pewien, co niby miał znaczyć ten pył, który otoczył jego ręce. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Florence Bulstrode - 04.04.2024 - Ach. Tak. To wiele wyjaśnia - powiedziała Florence, opuszczając różdżkę. Pył, który z niej spłynął, zawirował na moment wokół dłoni chłopaka, a potem znikł. I słowa Nikolaia, i efekt zaklęcia wskazywały dość jednoznacznie na przypadłość, z którą na jego szczęście już miała do czynienia. Wyglądało na to, że na rynek musiało trafić sporo przeklętych przedmiotów, a chociaż byly to przekleństwa mało niebezpieczne, to na pewno uciążliwe. Gdyby ta "babuszka" już nie była martwa, Florence za kilka minut pisałaby do Patricka, że tę kobietę ktoś powinien aresztować. - To klątwa - poinformowała spokojnie. Klątwy miały to do siebie, że w przeciwieństwie do zwykłej magii mogły być trwałe, a do ich przełamania konieczny był klątwołamacz. Jak informowała jednak tabliczka na drzwiach, Florence Bulstrode klątwołamaczką była. I najwyraźniej albo należała do osób bardzo stoickich, albo nie uważała, że stan Nikolaia jest poważny, bo twarz nawet jej nie drgnęła, gdy dokonywała diagnozy. - Nie jest groźna dla zdrowia, przed zastosowaniem terapii uzupełnimy więc pańskie dane. Proszę niczego nie dotykać, a ręce położyć na tym. Klątwy tego typu mogą przenieść się przez dotyk - poinformowała, machając różdżką ponownie i na kolana chłopaka opadła ściereczka. Zniknie oczywiście za kilka minut, ale to powinno wystarczyć. Florence schowała różdżkę do kieszeni szaty i skierowała się z powrotem za biurko. Alergie, historia chorób, zła reakcja na eliksiry, zwiększone zapotrzebowanie na mikstury, waga i wzrost, tego podobne dane bywały kluczowe przy leczeniu, a że Petrov był w Mungu pierwszy raz, jego karta pacjenta świeciła pustkami. Co gdyby trafił tu na przykład nieprzytomny i musieliby ryzykować, wdrażając terapię bez podstawowych danych? Uporządkowany umysł Florence nie mógł znieść takiego stanu rzeczy. - Miejsce zamieszkania, data urodzenia i wzrost poproszę... - zażądziła tonem nie znoszącym sprzeciwu, sięgając po pióro. - Alergie? Zwiększone zapotrzebowanie na eliksiry? Nietypowe reakcje ma jakieś specyfiki? Choroby przewlekłe? - dopytywała dalej, każde kolejne pytanie zadając dopiero, kiedy padła odpowiedź na poprzednie. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Nikolai Petrov - 04.04.2024 Nietrudno było się domyślić, że zmiana koloru skóry była spowodowana klątwą, nałożoną na laleczkę, więc na usłyszaną diagnozę pokiwał jedynie głową i grzecznie położył dłonie na ścierce, która pojawiła się na jego kolanach. Nie jest groźna dla zdrowia, tak? Czyli nie umrze. Dobrze wiedzieć. Przynajmniej jedno zmartwienie mniej, bo wizja ewentualnego pochówku, kiedy wyglądało się, jakby się wypadło z tęczy, nie wyglądała już tak dobrze, jak wcześniej. Przynajmniej będzie mógł spełnić obietnicę i oddać laleczkę tamtemu chłopakowi... O ile znowu go spotka. Ta klątwa mogła przenosić się przez dotyk? A to ciekawe. Jeżeli była to prawda, to może tamten chłopak również zmieni kolor, skoro gołymi rękoma dotykał jego ramienia? Z drugiej strony, powinien był się tego domyślić. -Dolina Godryka. 17 stycznia 1953 rok. Metr siedemdziesiąt sześć - odpowiadał powoli, pytanie po pytaniu, cały czas wpatrując się w swoje dłonie, które zmieniały kolor w miejscach, na które naciskał palcem. -Alergia na sierść pufków. Eliksir Słodkiego Snu podawany raz na tydzień. Poza bezsennością nie choruję na nic. Brak nietypowych reakcji na cokolwiek, poza sierścią pufków. Jego historia leczenia mogła być tak samo czysta, jak karta pacjenta, bo rzadko chorował na cokolwiek. Czy powinien wspomnieć też o swoim uzależnieniu od papierosów? Hm... Uzdrowicielka nie zadała pytania o to, więc może nie było to tak istotne? -Myśli Pani, że klątwa działa tylko raz, czy może zarazić więcej osób? Mam tę laleczkę ze sobą, gdyby była potrzebna - wskazał na kieszeń swojej bluzki, w której przeklęta laleczka po prostu sobie leżała i czekała na swoje kolejne pięć minut. -Jeśli ktoś znowu jej dotknie, też zmieni kolor? - skoro Florence Bulstrode była klątwołamaczką i uzdrowicielką z pewnością nieraz spotkała się z taką lub tą konkretnie klątwą, to może mogłaby mu udzielić odpowiedzi na te pytania. Skoro klątwa nie stanowiła zagrożenia, poza dziwnym wyglądem, to może jednak rozejrzy się za taką jeszcze raz, albo zamówi, jeżeli znajdzie kogoś, kto taką klątwę by dla niego przygotował? Wysłałby do Rosji, ale nie dla Pyotra (chyba za dużo rzeczy chciał mu wysyłać), ale dla bliźniaków. Już za dwa lata miały rozpocząć swoją magiczną edukację i skończy się dla nich beztroskie dzieciństwo. Taka klątwa, którą bez większego problemu można złamać u klątwołamacza, mogłaby być dla nich świetną rozrywką. Z pewnością byliby zadowoleni. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Florence Bulstrode - 04.04.2024 Odnotowywała wszystkie informacje, swoim starannym charakterem pisma – przeczącym wszystkim stereotypom o paskudnie piszących lekarzach. Eliksir Słodkiego Snu przyjmowany raz w tygodniu wymagał ostrożności z niektórymi specyfikami, a sierść pufków była składnikiem przynajmniej kilku mikstur: na szczęście żadna z nich nie była niezbędna w przypadku łamania klątwy. – Żeby mieć pewność w tym względzie, będę musiała sprawdzić samą lalkę, panie Petrov – odpowiedziała Florence, dopiero chwilę po tym, jak zadał swoje pytanie, bo była zajęta uzupełnianiem ostatniej rubryki: z opisem przypadku, z jakim pojawił się tego dnia. Gdyby miała zgadywać, powiedziałaby, że lalka wciąż mogła „zarażać” kolorami, nie zamierzała jednak wydawać osądu na wyrost. To że tak było w przypadku innego przedmiotu, prawdopodobnie z kolekcji tej samej kobiety, na który Florence się natknęła, nie oznaczało, że na tym nie mogła ciążyć podobna, ale mimo wszystko inna klątwa. – Niewykluczone, że będę musiała przełamać również klątwą ciążącą na niej. Najpierw jednak zajmiemy się panem – poinformowała, podnosząc się z miejsca. Była nieświadoma, jakie plany snuł Nikolai odnośnie wysyłania przeklętej zabaweczki w rodzinne strony: gdyby się nimi podzielił, z całą pewnością nie omieszkałaby ze zjadliwą uprzejmością poinformować go, że jest idiotą (rzecz jasna nie takimi słowy), skoro planuje wysyłki międzynarodowe przedmiotów, na których ciążyło przekleństwo. Cóż, Florence Bulstrode bywała miękka, ale tylko wobec własnej rodziny i najbliższych przyjaciół. Wobec innych bywała chłodna lub złośliwa. Bulstrode podeszła do jednej z szafek, a gdy ją otworzyła, ukazały się półki, zastawione pudełkami, ustawionymi tak równo, że można by podejrzewać, że ktoś uporządkowywał je z centymetrem w rękach. Florence wyjęła jedną z nich, a z tej z kolei – wydobyła świeczkę. Rzecz jasna nie taką zwykłą, a posiadającą magiczne właściwości. Łamanie niektórych klątw wymagało odpowiednich komponentów. Chwilę później świeczka została umieszczona na specjalnym stojaku i odpalona zaklęciem. – Proszę się przez chwilę nie ruszać. Unieść nieco dłonie. Gdyby poczuł pan pieczenie albo zawroty głowy, natychmiast mnie poinformować – wyliczyła Bulstrode, a potem machnęła różdżką, raz i drugi, a dym ze świeczki, posłuszny zaklęciu, skierował się we wskazaną różdżką stronę: czyli ku Nikolaiowi. Otoczył jego dłonie, a Florence wyszeptała inkantację. Magia niewerbalna z pewnością była przydatna, przy łamaniu klątw uzdrowicielka wolała jednak stawiać na precyzję, a wypowiedzenie zaklęcia na głos niekiedy pomagało. Dym poruszał się, przemykał między palcami, oplótł nadgarstki. Ziołowy zapach wwiercał się w nozdrza, a choć cichy głos Florence docierał do uszu, to nie mówiła dość głośno, aby chłopak mógł usłyszeć inkantację. Ledwo minutę później kolejne machnięcie różdżki zlikwidowało dym i wygasiło świecę: a skóra Nikolaia odzyskała normalny kolor. – Proszę pokazać dłonie – zarządziła magomedyczka, podchodząc bliżej. Z kieszeni fartucha wydobyła rękawiczki. – Laleczka jest w kieszeni? Niech pan jej nie dotyka, wyjmę ją zaklęciem. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Nikolai Petrov - 05.04.2024 Czy Nikolai był idiotą? Och, oczywiście, że nie. Absolutnie i będzie się o to wykłucał, jeżeli ktoś kiedykolwiek nazwałby go tak prosto w oczy. Bywał natomiast złośliwy, gdy chodziło o jego brata i ojca i gdy pojawiała się okazja, która możnaby wykorzystać do zrobienia im psikusa, logiczne myślenie było często zagłuszane przez tego diabełka, który pojawia się na ramieniu i kusi, by zrobić coś szalonego i zakazanego. I gdyby powiedział o swoich planach kobiecie i został w "uprzejmy" sposób zwyzywałaby go od idiotów, oczywiście by się bronił, Le szybko dotarłoby do niego, że klątwołamaczka miała rację i międzynarodowe wysyłki przeklętych przedmiotów były po prostu przejawem głupoty. Oczywiście, zawsze mógł też poszukać jakiego sklepu z magicznymi słodyczami i popytać o coś, co wywpływało pożądany efekt. Chyba również nic nie wyjdzie z oddania laleczki chłopakowi z targowiska. Usiadł prosto, ale nie na tyle prosto, by od trzymania tej samej pozycji dłużej nie rozbolały go plecy, i uniósł dłonie. Zgodnie z poleceniem nie ruszał się. Nie pojawiły się również ani pieczenie ani zawroty głowy, więc po prostu milczał, obserwując pracę kobiety. Szkoda tylko, że nie słyszał inkantacji. Zawsze było to przydatne. To wszystko trwało krótko, może minutę, i naturalny, jasny kolor zaczął wracać na jego dłonie. Zieleń czy inny kolor nie były w sumie takie złe, dopóki nie robiły krzywdy, ale miło było znów zobaczyć swój naturalny kolor. Zgodnie z poleceniem wyciągnął obie ręce i pokazał ich wewnętrzną część, zaraz potem obracając je. -Tak - odpowiedział na pytanie po chwili. -Jest w prawej kieszeni - wskazał wspomnianą kieszeń, wciąż trzymając uniesione ręce i nie dotykając już niczego. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Florence Bulstrode - 05.04.2024 Florence Bulstrode bywała w swoich osądach zbyt surowa, w opiniach zbyt ostra, a w słowach niekoniecznie przebierała. Nie była szczególnie chamska, ale już złośliwa bywała (choć dobierała przy tych złośliwościach słowa niezmiernie starannie) i na pewno nie dało się jej uznać za najmilszą osobę pod słońcem: przynajmniej póki nie było się bliską rodziną albo jednym z najbliższych przyjaciół. Na całe szczęście nie umiała czytać w... ...zaraz. W myślach nie, w intencjach już owszem: ale na szczęście nie próbowała akurat sprawdzić, co planował jej pacjent. - Klątwa została zdjęta - zapowiedziała, po przyjrzeniu się dłoniom chłopaka. - Gdyby kolory wróciły lub pojawiły się jakieś efekty uboczne, proszę znów się zgłosić, ale wszystko powinno być w porządku. Rozumiem, że nie odczuwa pan żadnego pieczenia, swędzenia czy bólu? - upewniła się jeszcze, unosząc wzrok znad jego rąk i przypatrując się mu przez moment tak uważnie, jakby podejrzewała, że z jakichś powodów postanowił zataić dolegliwości bólowe. Potem znów poruszyła różdżką, tym razem uciekając się do prostego, translokacyjnego zaklęcia. Laleczka uniosła się z kieszeni Nikolaia i zawirowała w powietrzu, nad głową Florence, która przyjrzała się jej z podobną uwagą, jaką poświęcała wcześniej swojemu pacjentowi. Z różdżki ponownie uniósł się pył, który oblepił laleczkę tak, jak wcześniej dłonie młodzieńca i zaraz znikł. - Bez wątpienia wciąż przeklęta - powiedziała Bulstrode i podniosła się z miejsca, lewitując ze sobą laleczkę. Ruszyła wprost do szafek, i po chwili przedmiot wylądował w przezroczystym pojemniku, wyjętym z gabloty. - Na szczęście klątwa nie jest zbyt silna – dodała rzeczowo. – Mogę ją przełamać. Życzy pan sobie zachować tę lalkę? Po prawdzie Florence najchętniej nie łamałaby na razie przekleństwa, a zbadała laleczkę i ciążącą na niej magię, a także dokładnie poznała zasady, którymi rządziła się ta klątwa. Zwłaszcza, że miała złe przeczucia, co do tego, że takich przedmiotów mogło trafić na rynek znacznie więcej. Lalka nie wyglądała zaś na szczególnie cenną. Nawet jednak jeżeli była warta zaledwie parę knutów, to Bulstrode nie mogła po prostu jej sobie przywłaszczyć, jeśli Nikolai zamierzał zachować do niedawna przeklęty przedmiot. (Do niedawna, bo Florence nie zamierzała mu go wydać, póki klątwa nie zostanie złamana. O tym nie było mowy. Uzdrowicielka nie planowała ryzykować, że jutro trafią do niej kolejne ofiary podobnego przekleństwa.) RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Nikolai Petrov - 06.04.2024 -Dziękuję - powiedział i pochylił głowę, gdy kobieta oznajmiła koniec z kolorowym "problemem", który, tak prawdę mówiąc, aż tak problematyczny nie był. Gdyby klątwa nie zagrażała zdrowiu i życiu nawet po jakimś czasie, to w sumie nie byłaby taka zła. Klątwa klatwą, ale może taka krótka... Odmiana... Taka niewinna zmiana barw mogłaby zrobić dla społeczeństwa coś dobrego? Wyjąć kije z kilku tyłków? Kto wie? Może tego typu klątwy, jeżeli udałoby się je w pełni kontrolować, nie musiały być czymś strasznym? No ale to nie on ustalał zasady, a ponieważ nie był "u siebie", nie powinien również kwestionować prawa, obowiązującego w kraju. Tak, planował wysłać laleczkę z klątwą do Rosji, do swojego ojca lub rodzeństwa, ale nietrudno było domyślić się, że Ministerstwo, a także sama Florance, natychmiast wybiliby mu ten pomysł z głowy. Musiał się więc nacieszyć obrazami ze swojej wyobraźni. Na pierwsze pytanie odpowiedział bez słów, potrząsając głową, patrząc na kobietę tak intensywnie, jak ona przyglądała się jemu. Nie kłamał. Po prostu nie czuł żadnych dolegliwości. Czuł się tak samo, jak dzisiejszego poranka i przez kilka następnych godzin, zanim felerna ozdoba trafiła w jego ręce. Skupiony, obserwował ruchy różdżki Florance, jej twarz i w końcu samą laleczkę, która otoczył taki sam pył, jaki wcześniej osiadł się na jego rękach. Na chwilę się ucieszył, że klątwa wciąż działała - mógł dotrzymać obietnicy - ale po drugiej wypowiedzi Florance jego entuzjazm opadł. -Tak, chcę - odpowiedział po chwili na pytanie o laleczkę. Nie wątpił, że Florance mogła złamać klątwę i że to zrobi, nawet gdyby zaczął protestować. Była w końcu klątwołamaczką, a klątwy powinny być łamane. I nawet gdyby znalazł najbardziej logiczny na świecie argument, dlaczego laleczka miałaby zostać u niego z klątwą, miał przeczucie, że i tak wyszedłby z pustymi rękoma. Mimo to chciał te laleczkę zachować. Zawsze była to jakaś pamiątka dziwnego, a w przyszłości może i śmiesznego, zdarzenia. Może będzie również nauczką, by wyciągać od sprzedawcy wszystkie informacje o kupowanym przedmiocie. RE: [05.07.1972] Wszystkie barwy tęczy II | Nikolai & Florence - Florence Bulstrode - 07.04.2024 Klątwy nie bywały niewinne. Przynajmniej nie zdaniem Florence Bulstrode. Nawet ta odrobina kolorów mogła w istocie na dłuższą metę być groźna – doprowadzić do problemów ze skórą, pogłębić się, zarażać kolejne osoby. Stanowiła też zagrożenie dla społeczeństwa czarodziejów sama w sobie, bo osoba spontanicznie zmieniająca barwy, musiała zwrócić uwagę mugoli tym fenomenem. Między innymi dlatego uzdrowicielka była trochę rozczarowana odpowiedzią Nikolaia, bo nie mogła w pełni zbadać, na ile złośliwa będzie ta klątwa, nie dała jednak tego nijak po sobie poznać. Jej twarz pozostała tak samo spokojna, niemalże wypłukana ze wszystkich emocji, jak na początku jego wizyty. Położyła pojemnik na biurku i ponownie odpaliła świecę, tym razem ruchem różdżki kierując dym tak, by wypełnił przezroczyste pudełeczko i skoncentrował się wokół laleczki. Następnie jej nadgarstek poruszył się, gdy wprawiała różdżkę w ruch, wykonując kilka dość skomplikowanych gestów. Łamała już podobną klątwę, spoczywającą na przedmiocie z kolekcji Philipa Notta, cała procedura przebiegła więc szybko i bez problemów – a Florence utwierdziła się w przekonaniu, że prawdopodobnie obie rzeczy pochodziły z kolekcji tej samej osoby. A przynajmniej rzucono na nie tę samą klątwę. – Czy pamięta pan, jak nazywała się czarownica, do której miała pierwotnie należeć ta lalka? – zapytała uzdrowicielka, kiedy świeca wypaliła się ostatecznie, a dym został usunięty. Florence za pomocą zaklęcia posłała resztki wosku do pojemnika na odpady, a potem kolejnym czarem oczyściła użytą podstawkę. Laleczka, posłuszna jej woli, po raz drugi tego dnia uniosła się w powietrze i znów została potraktowana złocistym pyłem: teraz jednak ten nie przylgnął do niej tak, jak wcześniej. To oznaczało, że zostały na niej ślady używanej wcześniej magii, ale nie było już klątwy. Florence pozwoliła więc zabawce opaść na kozetkę obok Nikolaia, a sama na wszelki wypadek kolejnym czarem oczyściła jeszcze pudełko, w którym wcześniej umieściła przeklęty przedmiot. – Klątwa została zdjęta, lalki można dotykać bez obawy. Proszę przez najbliższą dobę na wszelki wypadek uważnie obserwować dłonie. W razie wystąpienia swędzenia lub łuszczenia skóry, przepiszę maść. Gdyby pojawiły się jakieś plamy albo inne efekty uboczne, konieczna będzie kolejna wizyta – oświadczyła, wracając za biurko. Zdjęła rękawiczki, które założyła wcześniej i sięgnęła po pióro, aby wypisać na kawałku pergaminu nazwę maści. |