- Spokojnie, będę ich dzielnie bronić. - zapewniła, nie precyzując przy tym kogo konkretnie zamierzała bronić. Krwiożerczych kanapek czy może raczej niewinnych mrówek, które tego niezwykle groźnego spotkania mogłyby nie przeżyć? Pozostawało mieć nadzieje, że Penny dokona w tym przypadku prawidłowego wyboru.
Znalazła sobie odpowiednie miejsce, w odpowiedniej odległości, korzystając z cienia, który kiedy usiadła, zapewniły jej tutejsze krzewy. Pewnie dużo wygodniej byłoby oprzeć się o jakieś drzewo, ale jak to się mawia? Na bezrybiu i rak ryba. Nie zamierzała zbyt wiele narzekać. Korzystała z tego, co znajdywało się na wyciągnięcie ręki. Z książką w ręku, nawet nie zauważyła jak szybko mijały kolejne minuty. Jej uwagę od przygód głównej bohaterki, czarownicy z przypadku, odciągnął dopiero głos powracającego Terrance'a. Zanim cokolwiek odpowiedziała, dała mu gestem znać, żeby jeszcze sekundę poczekał. Może dwie lub trzy. Musiała dobrnąć do końca strony.
- Próbowało, ale ponoć okazałam się ciężko strawna. - wreszcie padło z jej ust.
Odłożyła książkę do torby, przez moment spoglądając na znajdujące się w niej kanapki. Sama jeszcze głodna co prawda nie była, przynajmniej nie jakoś bardziej, ale może Trelawney wyraziłby nimi zainteresowanie? Tak, tak. Czasami zdarzało jej się myśleć również o innych. Czasami można było u Penny zaobserwować ludzkie odruchy.
- Chcesz teraz zjeść kanapki? - zadała pytanie, raczej za rzecz oczywistą uznając, że do Londynu jeszcze nie wrócą. Skoro znaleźli się w okolicy Little Hangleton, to szkoda byłoby tej okazji nie wykorzystać. Na temat miejscowości krążyło zbyt wiele, barwnych opowieści. Takich, które aż chciało się sprawdzić. Nawet na własnej skórze.
Niezależnie od tego co Terry odpowiedział, Penny podniosła się z dotychczasowego miejsca. Zarzucając torbę na ramie, zahaczyła ręką o jeden z pobliskich krzewów. I pewnie by nawet nie zwróciła na ten szczegół uwagi, gdyby nie ten dziwny pyłek; gdyby nie to uczucie kręcenia w nosie. Aż kichnęła, zaskoczona tym, co właśnie miało miejsce. Zarazem jeszcze nieświadoma tego, co miało ją dopaść już za chwilę. Za krótki moment. Bo przecież nie wiedziała. Bo przecież kompletnie się na tym nie znała.
- Widziałeś to? - zapytała tylko, lekko marszcząc brwi. Bo przecież taki pyłek nie był czymś całkiem zwyczajnym. To nie tak, że coś takiego wydzielała co druga roślina. Ewentualnie może co trzecia... albo czwarta. Zaraz po tym zaczęła pocierać odsłonięte ramiona. Niby lato, ale jej nagle zaczęło się robić zimno. Czyżby pogoda miała się zmienić? Było przecież tak słonecznie. Tak ładnie! - Zresztą... nieważne? Od czego byśmy zaczęli? Jakieś ciekawe miejsca? - zapytała, w myślach zadając sobie jednak zupełnie inne pytanie. Być może nawet dużo ważniejsze? Brzmiące dokładnie w ten sposób: dlaczego nie zabrałam swetra? Bo przecież każdy wie, że pod koniec czerwca, sweter to nadal podstawa.