30.03.2024, 21:32 ✶
Mógłby jej pewnie wyjaśnić, że jak najbardziej, pokrzywa – w przeciwieństwie do ostu – stanowiła całkiem użyteczny składnik niektórych eliksirów. W związku z tym sugerowanie jej, by zajęła się poszukiwaniem tegoż właśnie zielska nie do końca było tylko czystą złośliwością z jego strony. Albo próbą zajęcia jej czymś kompletnie bezsensownym. Jeśli tylko pominęło się mało znaczący szczegół, że akurat pokrzywę można byłoby znaleźć absolutnie wszędzie i że wcale nie trzeba było fatygować się po nią aż do Little Hangleton. Gdyby się uparł, prawdopodobnie znalazłby tę roślinę choćby i w okolicach sklepu. Choć może jednak zrywanie jej w tamtym miejscu lepiej byłoby sobie odpuścić – mając na uwadze wszelkie mniej lub bardziej podejrzane i ohydne płyny, jakimi mogłaby być regularnie podlewana.
I chociaż kolejne pytanie zadane przez Penny wciąż było całkiem kuszące, Trelawney tym razem postanowił sobie odpuścić i ograniczyć jedynie do posłania jej spojrzenia, które z łatwością można było zinterpretować jako nieme pytanie, czy aby na pewno miała zamiar to kontynuować. Bo przecież owszem, jak na uczynnego przyjaciela przystało, niewątpliwie bardzo chętnie mógłby wyjaśnić jej również jak dokładnie wyglądała rzeczona koniczyna. Zamiast jednak brnąć w to dalej, wygodniej było jednak przystać na pomysł dziewczyny. Zwłaszcza, jeśli cała ta wyprawa faktycznie miała okazać się jakkolwiek owocna.
– Jak już oblezą cię mrówki, pamiętaj o tym, żeby ratować przed nimi przynajmniej te kanapki. Albo je przed kanapkami… – wypowiedziane słowa miały być najpewniej niczym innym, jak po prostu zawoalowaną zgodą na jej sugestię. Tym bardziej, że po nich wcale nie zamierzał jakkolwiek zwlekać, rzeczywiście zajmując się tym, po co się tutaj wybrał. Dłuższą chwilę – wystarczającą najpewniej do przebrnięcia przynajmniej przez kilka rozdziałów książki – zajęło mu poszukiwanie poszczególnych roślin. Przy okazji tego zajęcia zdążył też oddalić się nieco od miejsca, które wybrała sobie Penny – dostatecznie, by zorientować się, że niemal całkiem zniknęła mu z oczu pośród wysokiej trawy. Na szczęście przez swój kolor włosów stanowiła mimo wszystko całkiem niezły punkt orientacyjny, toteż wypatrzenie jej po krótkiej chwili nie stanowiło większego problemu.
– Czyli jednak nic cię ani nie zżarło, ani nie porwało – odezwał się, kiedy już był ponownie na tyle blisko, żeby bez większego problemu mogła go usłyszeć. – Wracamy? Czy jednak zdążyłaś już poczuć jakąś więź z naturą i zamierzasz zacząć zapuszczać tu korzenie?
Bez większego przekonania rozejrzał się dookoła, nie będąc raczej przekonanym co do tego, by w tym konkretnym miejscu pozostawać dłużej niż faktycznie było to konieczne. A skoro w przewieszona przez ramię torba wypchana była już wszelkiej maści zielskiem, śmiało można było chyba uznać, że jakakolwiek konieczność właśnie ustała. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostawało więc co najwyżej to, czy Penny miała zamiar wracać prosto do Londynu, czy może jednak wolałaby rozejrzeć się jeszcze po wiosce.
I chociaż kolejne pytanie zadane przez Penny wciąż było całkiem kuszące, Trelawney tym razem postanowił sobie odpuścić i ograniczyć jedynie do posłania jej spojrzenia, które z łatwością można było zinterpretować jako nieme pytanie, czy aby na pewno miała zamiar to kontynuować. Bo przecież owszem, jak na uczynnego przyjaciela przystało, niewątpliwie bardzo chętnie mógłby wyjaśnić jej również jak dokładnie wyglądała rzeczona koniczyna. Zamiast jednak brnąć w to dalej, wygodniej było jednak przystać na pomysł dziewczyny. Zwłaszcza, jeśli cała ta wyprawa faktycznie miała okazać się jakkolwiek owocna.
– Jak już oblezą cię mrówki, pamiętaj o tym, żeby ratować przed nimi przynajmniej te kanapki. Albo je przed kanapkami… – wypowiedziane słowa miały być najpewniej niczym innym, jak po prostu zawoalowaną zgodą na jej sugestię. Tym bardziej, że po nich wcale nie zamierzał jakkolwiek zwlekać, rzeczywiście zajmując się tym, po co się tutaj wybrał. Dłuższą chwilę – wystarczającą najpewniej do przebrnięcia przynajmniej przez kilka rozdziałów książki – zajęło mu poszukiwanie poszczególnych roślin. Przy okazji tego zajęcia zdążył też oddalić się nieco od miejsca, które wybrała sobie Penny – dostatecznie, by zorientować się, że niemal całkiem zniknęła mu z oczu pośród wysokiej trawy. Na szczęście przez swój kolor włosów stanowiła mimo wszystko całkiem niezły punkt orientacyjny, toteż wypatrzenie jej po krótkiej chwili nie stanowiło większego problemu.
– Czyli jednak nic cię ani nie zżarło, ani nie porwało – odezwał się, kiedy już był ponownie na tyle blisko, żeby bez większego problemu mogła go usłyszeć. – Wracamy? Czy jednak zdążyłaś już poczuć jakąś więź z naturą i zamierzasz zacząć zapuszczać tu korzenie?
Bez większego przekonania rozejrzał się dookoła, nie będąc raczej przekonanym co do tego, by w tym konkretnym miejscu pozostawać dłużej niż faktycznie było to konieczne. A skoro w przewieszona przez ramię torba wypchana była już wszelkiej maści zielskiem, śmiało można było chyba uznać, że jakakolwiek konieczność właśnie ustała. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostawało więc co najwyżej to, czy Penny miała zamiar wracać prosto do Londynu, czy może jednak wolałaby rozejrzeć się jeszcze po wiosce.