• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Swansea [26.10.72, późny ranek] Co trzymało mrok w ryzach?

[26.10.72, późny ranek] Co trzymało mrok w ryzach?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
07.10.2026, 08:29  ✶  
– Myślę, że sekret tego, co nam tam podają, jest jednym z najbardziej strzeżonych w ministerstwie i wyjście go na jaw mogłoby wywołać bunt. Czasem lepiej nie wiedzieć – stwierdziła Brenna. Zresztą, jeśli szło o gliniarzy, to miała wrażenie, że mają specyficzne organizmy, napędzane często paskudną kawą, pączkami i papierosami. Sama przynajmniej temu ostatniemu nałogowi jeszcze się opierała. – Hm… nie jestem pewna, jak to ująć, ale chodzi o to, że jeśli dobrze rozumiem, kiedyś to się zdarzało i uważano właściwie za normalne. A potem przestało. Aż do teraz, po tym, co narobił Voldemort – westchnęła cicho, odchylając się nieco na krześle. Chciała wypytać o parę rzeczy i może zdobyć trochę więcej informacji o kimś wciągniętym do sieci, kogo właściwie nikt z nich – poza Jonathanem, bo zakładała, że z nim musi znać się dobrze – nie znał. A dostała kolejne dane, które prawdopodobnie były ważne, ale z którymi nie była jeszcze pewna, co zrobić. Czy specjaliści z Departamentu Tajemnic nie dotarli do tych informacji? Nic im nie dały? Zignorowali je albo ukryli wyniki, jak to mieli w zwyczaju?
Zanotowała w każdym razie i hasła Izrael, Egipt oraz drzewo do góry nogami, na boku notatek o kopalni. Może warto było poprosić o pogrzebanie w tym głębiej, jeśli przetrwają jakoś Samhain. Bo w tej chwili, obawiała się, zwyczajnie zabraknie na to czasu.
– Dobra, to wiele rzeczy może wyjaśniać – dodała, krótko odnotowując resztę informacji. Bo z tego co mówiła Guinevere, było to trudne, ale nie niemożliwe, a jeśli szło o śmierciożerców, to oni nie mieli oporów przy stosowaniu paskudnej magii, eksperymentach, a Voldemort mógł wybrać się na przykład na jakąś randkę w mroku kopalni i świetle jakieś latarni, by wydobyć z nich artefakt, skoro kazał wykraść kamienie. Wprawdzie nie znała jego zamiłowania do kolekcjonerstwa i zakładała, że raczej nie interesowało go dekorowanie salonu, ale już moce magiczne… – Zobaczymy, co da się z tym zrobić. A jeżeli przypomniałabyś sobie coś o tych odwróconych drzewach albo wpadła na coś, z czym… nie do końca chcesz iść do ministerstwa z jakichś powodów, a wymaga uwagi, możesz uderzyć do mnie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#12
08.10.2026, 11:16  ✶  

– Chyba mam pewne pojęcie… – powiedziała i upiła jeszcze trochę kawy. – Dużo wody, trochę koloru i mało smaku – skwitowała, ale nie mówiła o tej kawie, która piła teraz, tylko o tej potencjalnej z Ministerstwa. – Tak, żeby trzeba było wypić jej dużo, żeby poczuć cokolwiek – uśmiechnęła się lekko zaczepnie do Brenny.  – Tak, coś w tym rodzaju. To znaczy… nie wiem, czy uważali to za coś absolutnie normalnego, pewnie nie do końca, ale obecnie stan naszej wiedzy pozwala podważać takie rzeczy, mamy też więcej narzędzi by badać różne dziwne zjawiska i anomalie, a kiedyś… po prostu przyjmowano to jako coś, co ma miejsce. I przypisywano temu różne mistyczne cechy – i to nie tak, że Guinevere obecnie by ich nie przypisała, ale podejście obecnie było zupełnie inne: ludzie wiedzieli, że to nie jest normalne. Że to coś wartego zanotowana i przynajmniej niektórzy chcieli to zjawisko zrozumieć i wyjaśnić. – Trudno mi powiedzieć, jak często takie zjawiska występowały, bo to, na co się natknęłam to jedynie wzmianki, że to miało miejsce. Nikt się nie zastanawiał ani dlaczego, ani jak, ani kiedy… po prostu było – wolała to wyjaśnić dokładniej, żeby nie było niepotrzebnego nieporozumienia, bo nie chciała szerzyć dezinformacji. – A co to ma wspólnego z Voldemortem? – zapytała uprzejmie, bo nie była pewna w którym momencie w tym równaniu pojawił się ten czarnoksiężnik. To znaczy pojawił się teraz, ale Ginny nie miała za dużej wiedzy o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Anglii. – To znaczy oprócz tego, że słońce i księżyc było widoczne jednocześnie w maju? – a to faktycznie było po ataku Voldemorta i po wzmiankach, że jacyś ludzie znaleźli się w Limbo, ale to nie była w żadnym wypadku jej dziedzina specjalizacji, ani nie była do końca pewna czy należy to łączyć z Voldemortem.

– Przychodzi mi też do głowy, że taki artefakt mógłby paść łupem jakiegoś handlarza i być chętnie odsprzedany na czarnym rynku – dodała, zerkając do góry nogami na notatki Brenny, zastanawiając się, czy przypadkiem nie rzuci jej tutaj za dużo na raz i czy starczy jej miejsca na te wszystkie rzeczy i czy się w tym nie pogubi.

A potem lekko uniosła jedną brew, a na jej ustach widać było cały czas jakiś czający się uśmieszek. – A czy przypadkiem nie pracujesz w ministerstwie? – tak jej się przynajmniej wydawało, chociaż mogła się mylić. Więc czy gdyby było coś, czego nie chciałaby zgłosić ministerstwu… to czy pójście z tym do Brenny trochę by tym jednak nie było? Czy to znowu był jakiś test? Jak to dziwne spotkanie z Jonathanrm i Anthonym, co do którego w ogóle nie wiedziała że będzie w trzy osoby i przez moment już myślała, że ma jakiś bajzel w papierach (chociaż wiedziała, że nie ma, bo tego dopilnowała).

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
12.10.2026, 08:19  ✶  
– Wszystkie dziwności zaczęły się od ataku podczas Beltane. Na miejscu rozpętało się niebieskie tornado, ale to też nie wszystko. Od tamtej pory w lesie zagnieździły się widma, w Dolinie ludzie zaczęli widywać… dziwne rzeczy, jakby przebłyski czegoś, co działo się… gdzieś indziej? Słońce i księżyc jednocześnie na niebie, śnieg, a potem jeszcze zaczęły szaleć rośliny. Dodając dwa do dwóch ośmielam się stwierdzić, że to on zamieszał tak bardzo, że zaczęło to szaleć - wyliczyła Brenna. Jeśli szło o nią, to może czasem była mało obiektywna i obwiniała Voldemorta o zbyt wiele rzeczy, ale w tym wypadku naprawdę uważała, że ma ku temu mocne przesłanki.
Kiwnęła głową, z pewnym zamyśleniem. Handlarz. W porządku, jeśli szło o tę sprawę, dowodów na to, że to śmierciożercy nie mieli, poza tym, że osoby zainteresowane sytuacją straciły zdrowe zmysły i zachowywały się tak, jakby Spalona Noc odcisnęła na nich swoje piętno. Nie mogli wykluczać żadnej wersji, ale istniała szansa, że dowiedzą się więcej, jeżeli uda się naprawić strzaskane umysły mężczyzn.
– Pracuję – przyznała bez oporów. – I dlatego wiem, że czasem brakuje dowodów, żeby ktoś mógł pójść do Ministerstwa. Albo pewne rzeczy rozbijają się o brak ludzi lub o to, że ktoś boi się, że trafi w Ministerstwie na nieodpowiednią osobę… dlaczego więc po godzinach nie miałabym czasem sprawdzić jakieś plotki albo pomóc komuś lepiej zabezpieczyć mieszkanie? – spytała. Posłała Guinevere uśmiech i sięgnęła po filiżankę, by wypić ostatni łyk kawy. – Albo zainteresować się miejscową legendą.
Cóż, jej wydział raczej by tego nie sprawdzał, a ona już wiedziała, co się stanie, jeśli przekaże to Departamentowi Tajemnic. Nic.
– Będę musiała lecieć. Dziękuję za konsultację. Dam znać, jeżeli uda się ustalić coś więcej.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
12.10.2026, 17:49  ✶  

– Rzeczywiście pasuje do obrazka dziwności – zgodziła się z nią, lekko marszcząc brwi, gdy Brenna wymieniła już te wszystkie rzeczy, jakie od maja nękały Dolinę Godryka. No proszę, nawet śnieg się załapał, a to tym bardziej się pokrywało z rzeczami, jakie czytała kiedyś. I skoro czas zgadzał się z sabatem Beltane, to kim była Guinevere, by nie wierzyć w to, co kładziono jej przed oczami? Nie była niedowiarkiem, którego trzeba było przekonać naocznie, który musiał doświadczyć, nim uwierzy. Były sprawy na tej ziemi takie, których istnienia nie było sensu zaprzeczać, choć się ich nie widziało. I nie uważała, by Brenna ją w tej materii okłamywała.

– Mhmm, masz zatem ciekawe hobby – odparła jej, uśmiechając się uprzejmie. Praca, a po pracy… też praca, tylko hobbystycznie. Tak to w tym momencie widziała. Klasyczny przykład pracoholizmu… W pewnym sensie. – To jak to było z tymi kilkoma dniami w sierpniu na wyjazd? – oczywiście, że pamiętała, co się do niej mówiło. I jeśli Brenna sądziła, że zdołała nabrać uzdrowicielkę, to właśnie miała jasny dowód na to, że tego nie kupiła.

– Mam nadzieję, że cokolwiek pomogłam albo rozjaśniłam – odpowiedziała jej i tym razem posłała całkowicie ciepły uśmiech, po czym sięgnęła po swoją filiżankę, by ją opróżnić. – Na mnie też już pora.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2616), Guinevere McGonagall (3113)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa