– Fakt, on chyba zawsze próbuje wszystkich takich drinków. Ale wiesz, uważam, że akurat skrzydła wróżki pasowałyby do twojego stylu – to tak przy okazji rzuciła. Elfy… ceniły sobie piękno, skrzydełka były dla nich ważne, dobierały sobie partnerów i partnerki, szukając tych najbardziej urodziwych, a Christopher na piękno był przecież bardzo wrażliwy. Sam był zresztą niczym ten paw, zawsze dobrze ubrany, zawsze dumny, zawsze piękny. – I czym one mu zawiniły? – facet, oczywiście, że to facet zabrał im te kieszenie – kobieta by tego nie zrobiła, bo kobieta wiedziała, jak bardzo były kobiecie potrzebne. Victoria rozumiała oczywiście, że nie do każdego kroju sukienki kieszenie pasowały i nie upierała się, że muszą być absolutnie wszędzie, ale… od czego była magia? Czy nie dało się ich jakoś wkomponować, zrobić większych niżby wyglądały i tak dalej? Nie oczekiwała odpowiedzi od Christophera, to było bardziej retoryczne westchnięcie.
Nie wiedziała, co mu właśnie chodziło po głowie. Nie znali się jeszcze tak dobrze, by była w stanie przewidzieć, co Chris może myśleć na różne rzeczy. Faktem było, że wychodzili z bardzo równej pozycji – oboje z czystokrwistych, liczących się rodów, byli w podobnym wieku, oboje majętni… Victoria nie szukała bogatego partnera, by polepszyć swój status, w ogóle nie musiała tego robić. Obecnie nikt nawet na niej nie wywierał żadnej presji, bo po wielkiej kłótni z matką, Isabella zajęła się wydawaniem za mąż drugiej swojej córki. Spotykała się z Christopherem, bo… ją zainteresował. Bo jej się podobał. Bo go lubiła. Nie dlatego, że musiała. To, że byli na tak podobnej sobie pozycji nie tworzyło przy tym poczucia, że któreś jest zależne od tego drugiego. Ale mimo to, nie chciała, by myślał o niej źle. Nie chciała, by były pomiędzy nimi niedopowiedzenia i nieporozumienia takie, jakie miała z Saurielem.
– Nie chciałam tego zaryzykować – nie w taki sposób. Bo choć nie miała nic przeciwko wyjściu z bezpiecznej strefy komfortu, to chyba po prostu nie była na to gotowa w takim momencie i przy takiej okazji. I to jeszcze wiedząc, że Christopher nie przepada za szyciem na zamówienie. Owszem, poprosiła go o sukienki dla sióstr, ale sytuacja była wtedy bardzo skrajna i chodziło o siostry, a nie o nią, wiec było jej jakoś prościej. Zwyczajnie nie była gotowa na to ryzyko, że mógłby ją odebrać nie tak, jak było w rzeczywistości. Czy pewność siebie została zachwiana? Och, jeszcze jak. Victoria nie lubiła prosić, nie chciała też Christophera stawiać w tej nieprzyjemnej sytuacji, gdzie on nie chciałby takiej szaty wykonać i jednocześnie głupio by mu było odmówić… Zwyczajnie nie chciała, żeby było z tego powodu niezręcznie. – Ale dobrze… Jeśli byś tak nie pomyślał, to dobrze. Tym bardziej dziękuję, że o mnie pomyślałeś – ale dzięki temu mógł się popisać i zapunktować.
– To w sumie brzmi jak niezła szkoła do nauki? Pożyteczne, bo przynajmniej się to nie zmarnuje – stwierdziła i w końcu przycupnęła na fotelu.