13.04.2026, 14:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2026, 14:40 przez Anthony Shafiq.)
—30/10/1972—
Anglia, Brighton
Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
![[Obrazek: imgproxy.php?id=2MMbgBh.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2MMbgBh.png)
To fling my arms wide
In some place of the sun,
To whirl and to dance
Till the white day is done.
Then rest at cool evening
Beneath a tall tree
While night comes on gently,
Dark like me—
That is my dream!
![[Obrazek: imgproxy.php?id=2MMbgBh.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2MMbgBh.png)
To fling my arms wide
In some place of the sun,
To whirl and to dance
Till the white day is done.
Then rest at cool evening
Beneath a tall tree
While night comes on gently,
Dark like me—
That is my dream!
Nie dało się umknąć przed czasem.
Oboje byli zmęczeni jawą, oboje strudzeni wyzwaniami, które rzucał im pod nogi los. Oboje też, gdy przychodził zmierzch grawitowali ku sobie, by spróbować chociaż tej nocy zmrużyć oczy, mimo natłoku myśli, planów i obaw, strategii, które trzeba było omówić, konfliktów, które trzeba było zażegnać.
Tego wieczoru Anthony podał Jonathanowi inną fiolkę. Ciężkie błękitne szkło odbijało ich twarze, eliksir w środku ogrzewał się niespiesznie otulony dwoma parami dłoni. W pokoju unosił się już duszny zapach kadzidła usypiającego, otulających ich mdlistym bursztynowym zapachem, przywodzącym na myśl ciepło pustynnych piasków.
– Dostałem je z Egiptu. Ponoć kadzidło i mikstura połączone razem gwarantują dwanaście godzin snu, jednak... – zawahał się na moment i tak mówiąc spokojnie i miarowo, nie chcąc spać i jednocześnie będąc w pełni świadomym, że spać musieli. Ciało nie miało jak się zregenerować, myśli odpocząć, uciec od trwającej wojny i ciężaru zadań. – ...jest pewien skutek, nazwijmy go ubocznym. Ponoć barwność snów przeżytych za sprawą tego specyfiku znacząco... znacząco wzrasta. – Odchrząknął zmieszany. Z każdą przyjemnością szła cena, a ceną przyjemności, które współdzielił z Jonathanem był fakt, że kiedyś się kończyły. Zawsze zbyt szybko. – Twórca tych ekskluzywnych specyfików, gwarantuje, że nie zaciśnie się nam na gardle pętla koszmarów, ale... sam rozumiesz, mam pewną obawę. – Nie był pewien czy dobrze zrozumiał dołączony opis działania. Normalnie, gdy przychodziły noce nękających go mar, wystarczyło rozbudzić się lekko i poczuć miarowy oddech i bicie serca ukochanego. Teraz jednak - jak zrozumiał arabską adnotację - nie byłoby takiej możliwości. Sen nieprzerwany był gwarantem.
– Jeśli chcesz... możemy zażyć to co zwykle – zaproponował niepewnie, w cichości współdzielonej sypialni wytracając butę na rzecz wszechogarniającej troskliwości, podgrzewanej tylko ciepłem zmęczonych zatroskanych oczu Jonathana. Chciał ofiarować mu sen, ale nie zamierzał nie uprzedzać go o możliwych konsekwencjach. Dom był odpowiednio zabezpieczony, możliwi goście oddelegowani, skrzaty stały na straży spokojności ich ciał. – Cóż decydujesz miły? Wzniesiemy modły do wiernego aptekarza? Jego lek zadziała szybko. Tak więc z pocałunkiem Zaśniemy. – parafrazował, pozwalając sobie na lekki kokieteryjny ton, gdy uzyskawszy zgodę zdjął zabezpieczający specyfik lak i wypił swoją część jako pierwszy.
Oboje byli zmęczeni jawą, oboje strudzeni wyzwaniami, które rzucał im pod nogi los. Oboje też, gdy przychodził zmierzch grawitowali ku sobie, by spróbować chociaż tej nocy zmrużyć oczy, mimo natłoku myśli, planów i obaw, strategii, które trzeba było omówić, konfliktów, które trzeba było zażegnać.
Tego wieczoru Anthony podał Jonathanowi inną fiolkę. Ciężkie błękitne szkło odbijało ich twarze, eliksir w środku ogrzewał się niespiesznie otulony dwoma parami dłoni. W pokoju unosił się już duszny zapach kadzidła usypiającego, otulających ich mdlistym bursztynowym zapachem, przywodzącym na myśl ciepło pustynnych piasków.
– Dostałem je z Egiptu. Ponoć kadzidło i mikstura połączone razem gwarantują dwanaście godzin snu, jednak... – zawahał się na moment i tak mówiąc spokojnie i miarowo, nie chcąc spać i jednocześnie będąc w pełni świadomym, że spać musieli. Ciało nie miało jak się zregenerować, myśli odpocząć, uciec od trwającej wojny i ciężaru zadań. – ...jest pewien skutek, nazwijmy go ubocznym. Ponoć barwność snów przeżytych za sprawą tego specyfiku znacząco... znacząco wzrasta. – Odchrząknął zmieszany. Z każdą przyjemnością szła cena, a ceną przyjemności, które współdzielił z Jonathanem był fakt, że kiedyś się kończyły. Zawsze zbyt szybko. – Twórca tych ekskluzywnych specyfików, gwarantuje, że nie zaciśnie się nam na gardle pętla koszmarów, ale... sam rozumiesz, mam pewną obawę. – Nie był pewien czy dobrze zrozumiał dołączony opis działania. Normalnie, gdy przychodziły noce nękających go mar, wystarczyło rozbudzić się lekko i poczuć miarowy oddech i bicie serca ukochanego. Teraz jednak - jak zrozumiał arabską adnotację - nie byłoby takiej możliwości. Sen nieprzerwany był gwarantem.
– Jeśli chcesz... możemy zażyć to co zwykle – zaproponował niepewnie, w cichości współdzielonej sypialni wytracając butę na rzecz wszechogarniającej troskliwości, podgrzewanej tylko ciepłem zmęczonych zatroskanych oczu Jonathana. Chciał ofiarować mu sen, ale nie zamierzał nie uprzedzać go o możliwych konsekwencjach. Dom był odpowiednio zabezpieczony, możliwi goście oddelegowani, skrzaty stały na straży spokojności ich ciał. – Cóż decydujesz miły? Wzniesiemy modły do wiernego aptekarza? Jego lek zadziała szybko. Tak więc z pocałunkiem Zaśniemy. – parafrazował, pozwalając sobie na lekki kokieteryjny ton, gdy uzyskawszy zgodę zdjął zabezpieczający specyfik lak i wypił swoją część jako pierwszy.
![[Obrazek: imgproxy.php?id=NBppFjP.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=NBppFjP.png)