Atreus z pewnym zafascynowaniem przyglądał się Diotimie Lupin, bo ta wydawała się nie przejawiać przesadnie wielu emocji. Czy w ogóle jakieś przejawiała? Oto było właściwe pytanie, bo biorąc pod uwagę ich interakcję, prawdziwe uniesienia wydawała się przeżywać kiedy mogła wypełnić w spokoju rubryczki formularzy dotyczących denatów. Jednocześnie, podczas całej tej wymiany zdań, która nie dotyczyła jego, uśmiechał się grzecznie, wodząc spojrzeniem od jednej, do drugiej kobiety. A potem padło magiczne słowo - głowa. Fascynujące to było, że pani Lupin z miejsca wiedziała o co w ogóle się rozchodzi, nawet jeśli drzwi do gabinetu otworzyła dopiero przed paroma chwilami. Nie był pewien jak tego dokonała, biorąc pod uwagę że on i Victoria wcale się nie obijali z pojawieniem w Krematorium, ale był pełen podziwu do jej umiejętności czytania dokumentacji. I zachowywania kamiennej twarzy wiedząc, że dosłownie to była sama głowa. Ciała brak.
Podążyli za kobietą do biura, a Atreus rozejrzał się po pomieszczeniu nieco leniwie. Nic nadzwyczajnego; biurko, zdjęcia rodziny, kominek. Świeżutka kawa. Papierowy samolocik złożył się za dotknięciem różdżki i poleciał, niosąc ze sobą notatkę, a Bulstrode zerknął na Victorię nieco znacząco, kiedy Lupinowa zajęła się woreczkiem na proszek Fiuu. Czaruj, mówiło jego spojrzenie, ale mimowolnie przypomniał sobie to jak Brenna próbowała kogoś czarować w jego ciele i mimowolnie wzdrygnął się, jakby przeszedł go dreszcz.
— Tak jak powiedziała auror Lestrange — śmiesznie mu się to mówiło, bo zwykle albo wołał ją po samym nazwisku, albo przekręcał specjalnie jej imię. — Goni nas nieco czas. Dlatego pojawiliśmy się tak wcześnie, a przez to kontakt z panią Moody był utrudniony. Człowiek pomyślałby, że minęło już tyle czasu od tragedii Spalonej Nocy, ale wciąż wszyscy mamy ręce pełne roboty i żonglujemy, niestety, grafikiem. Nasza szefowa też. Wiecznie zabiegana — westchnął smutno.