Secrets of London
[20/10/1972] Krematorium - Wersja do druku

+- Secrets of London (https://secretsoflondon.pl)
+-- Dział: Greater London (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Dział: Niemagiczny Londyn (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=22)
+---- Dział: Klinika magicznych chorób i urazów (https://secretsoflondon.pl/forumdisplay.php?fid=18)
+---- Wątek: [20/10/1972] Krematorium (/showthread.php?tid=6394)

Strony: 1 2


[20/10/1972] Krematorium - Bran Krwiopijca - 12.09.2026

Krematorium znajduje się na samym końcu długiego korytarza na parterze Świętego Munga. Można dostać się do niego dwojgiem drzwi.

Jedne drzwi prowadzą do ładnej recepcji i biur, gdzie przyjmujemy pogrążonych w żałobie członków rodzin zmarłych pacjentów. Oferujemy kilka rodzajów stosu ciałopalnego w wybranym przez państwa miejscu (czy mogę zainteresować państwa katalogiem licencjonowanych przez Ministerstwo Magii punktów plenerowych do ustawiania stosów?). Stos ciałopalny to jednak koszt. Dla tych, którzy pieniędzy na podobny rytuał nie mają, na miejscu oferujemy piece. Skromnie, cicho, krótko, ale z poszanowaniem godności.

Drugie drzwi krematorium są mniej piękne i przeznaczone dla personelu. Tędy wwozimy to, co godności ludzkiej nie posiada (bądź nie posiada już). Zakrwawione waciki, odcięte palce cieślów, urwane nogi, bezimienne szczątki i to, co nam Koroner przyśle. Wszystko do pieca. Piece nie działają całą dobę, odpadom medycznym już się nigdzie nie spieszy, wystarcza pracownikom spalarni klasyczna zmiana 9-5.

Po ocenie czasu odbioru odpadów z Ministerstwa, które się tego dnia przedłużyło (cholerny młody i ten samoskładający się wózek!), macie powody przypuszczać, że szczątki, których tropem podążacie, nie dojechały w godzinach działania pieców i będą czekać w Świętym Mungu do rana.

Gdy pojawiacie się rano pod krematorium, na drzwiach dla petentów wciąż wisi tabliczka zamknięte, ale zbliża się godzina otwarcia. Pracownica biura, a więc osoba, która obsługuje klientów i dokumenty, będzie tutaj za nieco pond pół godziny. Ta kobieta ma dostęp do szczegółowej informacji, lecz jako że jest czarownicą kompetentną i odpowiedzialną za funkcjonowanie tego miejsca, może być nie tak łatwo przekonać ją, żeby tak po prostu wszystko wam wyśpiewała, skoro wchodzicie tu bez nakazów, bez uprzedzenia, bez upoważnienia od przełożonych.

Część dla klientów jest zamknięta na cztery spusty, lecz co jakiś czas przez drzwi dla personelu tenże personel sanitarno-porządkowy zwozi do spalarni wózki z zużytymi opatrunkami, skontaminowanymi klątwą przedmiotami i wszystkim innym, czego nie można bezpiecznie wyrzucić na kubły za szpitalem. Zagadanie do takiej sprzątaczki czy woźnego…? Jest szansa, że będą mniej ostrożni i w ciemno zaufają legitymacji, wprowadzając was drzwiami dla pracowników.


zadanie od mistrza gry
Możecie wybrać bezpieczną ścieżkę: dogadać się z jakąś niezbyt ostrożną i nieobeznaną z prawem sprzątaczką. Dostaniecie wtedy po dwie próby rzutu na charyzmę na głowę. Jeśli nie uda się wam jej przekonać, mieliście gigantycznego pecha, ale poza tym nie ma konsekwencji. Jeśli się uda, ta osoba zaprowadzi was do głowy, ale nie będzie wam umiała niczego powiedzieć.

Próba dogadania się z pracownicą krematorium jest nieco bardziej ryzykowna. Domyślnie zaproponuję wam dwa podejścia do oczarowania jej charyzmą (dwa łącznie, nieważne kto rzuci). Możecie też wyjść dodatkowo z własnym pomysłem wykorzystania waszych przewag i statystyk do uzyskania jakichś bonusów. Ta kobieta może nie tylko wskazać wam głowę, ale i ma dostęp do dokumentów oraz odpowie na wasze pytania (jeśli będzie znała odpowiedź; nie wie niczego o śledztwie, ale koroner musiał przekazać do krematorium pewien pakiet informacji o tym, co właściwie dostają, aby poprawnie i bezpiecznie to zutylizowano). Porażka grozi tym, że pani skontaktuje się z Biurem, prosząc o dodatkowe wyjaśnienia, a wtedy Harper zorientuje się, że węszycie za czymś i będzie przyglądać się wam uważniej, nawet jeśli uda wam się wiarygodnie wytłumaczyć.

Jeśli potrzebujecie, żeby postaci się naradziły, albo chcecie zrobić sobie dłuższy wstęp, możecie tu same pisać, ile dusza zapragnie, ale otagujcie mnie, gdy postaci zdecydują się na którąś z dróg i podejmiecie działanie. Poprowadzę NPC.

Nadajcie sesji datę fabularną i mi ją zgłoście. Wstępnie jako gracze macie na domknięcie tego wątku czas do 15 listopada.
@Atreus Bulstrode @Victoria Lestrange



RE: [20/10/1972] Krematorium - Victoria Lestrange - 15.09.2026

Odkąd Atreus przekazał jej te wszystkie nie-takie-plotki o głowie, Victoria nie do końca umiała przestać o tym myśleć. To znaczy przestawała na tę chwilę, kiedy pewien konkretny ktoś absorbował jej myśli, ale gdy znowu była sama, to jakoś mimowolnie do tego powracała. Nie była przekonana, czy wiązanie tej sprawy ze Stanleyem jest odpowiednim krokiem, nie spinały jej się ze sobą do końca daty i to, że z gabinetu Moody wyszedł sam, przez nikogo nie ścigany, a list gończy pojawił się dopiero następnego dnia. Gdyby był tak mocno podejrzany, czy sama szefowa biura aurorów pozwoliłaby mu tamtego dnia wyjść? Nie zmieniało to faktu, że jakoś wszystko wokół tej sprawy było jakieś mętne, a sam Borgin już od jakiegoś czasu dawał Victorii do myślenia, ale z zupełnie innego powodu niż głowa, o której dowiedziała się raptem tydzień temu.

Głowa, która nie była żadną głupią plotką powtarzaną sobie w kuluarach. Szczęście to czy nie (albo raczej: zależy dla kogo), ale Atreus natknął się na tę pilnie strzeżoną dokumentacje, a raczej jej część, gdzie brakowało jednego bardzo ważnego podpisiku, co ruszyło całą tę machinę konspiracji i ładowania się do krematorium bez nakazu i poleceń służbowych po coś, co już teraz nie było częścią materiału dowodowego. A to znaczyło, że poruszali się po bardzo szarej strefie, ale Victoria miała jeszcze jednego asa w rękawie: mianowicie dyrektorką szpitala była jej własna babcia i pracowało tutaj sporo członków jej rodziny, w tym ojciec… być może dlatego Atreus przedstawił jej ten pomysł i poprosił, żeby udała się z nim o poranku do Munga. Tego, bo istniała duża szansa, że to ostatni moment, żeby w ogóle dowiedzieć się czegokolwiek o rzeczonej głowie i tak pilnie strzeżonej tajemnicy.

Przybyli przed dziewiątą rano. Specjalnie tak wcześnie, żeby jeszcze zdążyć się rozeznać w obecnej sytuacji i ewentualnie skorygować ten tylko odrobinę szalony plan. O tej godzinie nie było tutaj wiele osób, a dokładniej byli tutaj sami (nic dziwnego, krematorium jeszcze nie zaczęło działać…), ale wystarczyło, by się zorientowali w tym, że albo wejdą drzwiami, albo oknem – znaczy się albo przez recepcję, albo… tymi drugimi drzwiami, którymi ciągle ktoś wchodził i wychodził, ale to był personel, który zajmował się porządkiem, a przynajmniej tak wyszło z tego, gdy Victoria przyglądała się jednej kobiecie, która właśnie znikała jakąś plamę z ławki.

– Czyli co, czekamy na dziewiątą? – upewniła się, raz jeszcze patrząc na kartkę z napisem „zamknięte”.




RE: [20/10/1972] Krematorium - Atreus Bulstrode - 15.09.2026

Jakie to trzeba było mieć szczęście, żeby całkiem przypadkiem trafić na ekipę z Munga, która przyjechała odbierać odpady? Bulstrode miał sprawę, a czekanie, cóż, nigdy nie należało do jego ulubionych zajęć. Kiedy natomiast facet zagaił do niego i wcisnął dokumenty, ten uniósł nieco brwi ku górze, ale pokiwał głową, bo w sumie okej, niech mu już będzie. Numer sprawy przekonał go natomiast, że kiedy tylko zniknie z oczu kurierów, będzie iść do biura strasznie powoli, przeglądając chociażby pobieżnie dokumentację, którą właśnie dostał do ręki. Nic, co wzbudziłoby czyjekolwiek podejrzenia, szczególnie że wszystko było w jak najlepszym porządku, kiedy dotarł do gabinetu Moody i powiedział, że jakieś gamonie proszą o podpis u Koronera. Podsunął jej dokumenty, ona machnęła parafkę, a te zostały oddane panom którym wózek nie stawał.

Czy Atreus wziął ze sobą Victorię dlatego, że jej rodzina pracowała w Mungu? Nie. Ale dobrze że przynajmniej jedno z nich pamiętało o tej ważnej kwestii. Może faktycznie mogło się to okazać idealnym faktem, który otworzy im jakieś drzwi, a może będzie z tego jakaś fenomenalna wymówka, kiedy wszystko posypie im się w rękach.

W świętym Mungu znaleźli się wcześnie rano i spojrzenie na plakietkę wystarczyło, by Atreus westchnął ciężko. Mogli niby zainteresować się sprzątaczkami, ale w jego głowie należało isć z miejsca do kogoś, z kogo dało się wyciągnąć jak najwięcej informacji. Zatem trzeba było czekać na panią z okienka.

— Na dziewiątą, nie ma się co roztrząsać — pokiwał głową, bo dobrze było wiedzieć, że w tej sprawie się zgadzali. — Mam szczerą nadzieję, że obejdzie się bez większych problemów, bo przysięgam że jak ktoś się przyczepi… — to on nie zdzierży. Cała sprawa była niczym tańczenie po polu minowym, a jego zdaniem to w ogóle nie powinno tak wyglądać. Tajemnica, jaką objęta była cała sprawa, jego zdaniem tylko utrudniała prowadzenie śledztwa i wyłuskanie z niego czegokolwiek sensownego. Sama wiedza o tym, za co konkretnie Borgin był poszukiwany (i chodzi tutaj o konkretną dokumentację w biurze aurorów, a nie domysły), byłaby już całkiem przyjemnym krokiem.




RE: [20/10/1972] Krematorium - Victoria Lestrange - 16.09.2026

Diagnoza Victorii była następująca: Bulstrode był urodzony w czepku. Nie był to bodaj pierwszy raz, kiedy miał zwyczajnie szczęście się na coś natknąć i zostać wciągnięty w splot wydarzeń… jasne, mógł to zignorować, ale jego ciekawość, zamiłowanie do ploteczek i węszenie przy sprawie, która mogła mieć coś wspólnego z jego przyjacielem (czy nadal nimi byli jednak…?), doprowadziła ich do tego właśnie momentu.

Victoria usiadła sobie na ławeczce, założyła nogę na nogę i zapatrzyła się na drzwi, układając sobie w głowie plan działania. Zawsze tak robiła, nawet jeśli potem z tego planu nic nie wychodziło: po prostu czuła się nieco pewniej, gdy miała jakiś punkt zaczepienia i mogła się do czegoś odnieść, nawet jeśli tylko podświadomie.

– W najgorszym razie powołamy się na moją rodzinę. Nie sądzę, że babcia miałaby coś bardzo przeciwko… – tym bardziej, że głowa nie była już materiałem dowodowym, a czymś, co należało zutylizować, w pełni należącym już teraz do szpitala św. Munga, co więc stało na przeszkodzie, by dwójka aurorów sobie na to zerknęła…? Może byłoby prościej, gdyby Victoria do babci napisała, albo wybrała się do dyrektorki osobiście, natomiast gonił ich trochę czas i obawiali się, że mogą z tym zwyczajnie nie zdążyć, więc niczym te psy, którymi tak chętnie nazywano funkcjonariuszy – i tych zwykłych, jak brygadzistów, i specjalnych jak oni – warowali teraz pod drzwiami do krematorium. Victoria trochę odruchowo spojrzała na zegarek na nadgarstku i kiwnęła do siebie głową. – Powinniśmy zdążyć. Nie odpalają chyba pieców przed czasem – stwierdziła i zamachała nóżką, gdy tak siedziała i czekała. Na szczęście nie powinni tutaj spędzić na czekaniu nie wiadomo ile czasu, o ile nie będzie żadnego opóźnienia.




RE: [20/10/1972] Krematorium - Atreus Bulstrode - 18.09.2026

Można było mówić, że był w czepku urodzony i pewnie była to poniekąd prawda. Zdarzało mu się natrafiać na rzeczy, które okazywały się przydatne i to całkiem przypadkiem. Nie zmieniało to jednak, że posiadał także dość istotną cechę charakteru, która sprawiała że z tych okoliczności korzystał – był wścibski. Chyba każdy kto wybierał sobie rolę funkcjonariusza, czy to w biurze brygady uderzeniowej, czy to tym aurorów, musiał być chociaż odrobinę wścibski. Chcieć gonić tajemnicę i ploteczki, węszyć dookoła i szukać powiazań między pozornie przypadkowymi elementami układanki. Jemu samemu sprawiało to satysfakcję i może w ten sposób przejawiały się w nim geny Bulstrode'ów – to w ten sposób spełniał rodzinne powołanie by zajmować się tajemnicami.

Przysiadł obok niej na ławeczce, skoro postanowili sobie poczekać. On, w przeciwieństwie do niej, nie organizował sobie w głowie całego planu działania. To chyba był ten moment, kiedy myślało się o niczym, przynajmniej kiedy nie przypomniał sobie, że za parę dni czekał go wyjazd do Lozanny, który wydawał mu się wypadać w jednym z gorszych momentów. Tu krematorium, tam dziwne zachowanie Harper, gdzie indziej dom Falco Ketterigde'a. Wszystko piętrzyło się akurat przed tym jak musiało go nie być parę dni w kraju.

Złapał się na tym, że pierwszym jego odruchem było prowadzenie tej rozmowy w głowie. Niestety, Victoria nie umiała posługiwać się falami, a rozmawianie o tym na głos… no niby kto miałby ich podsłuchać?

— Można i tak, ale ty to będziesz robiła, bo ja jeszcze pokręcę imiona, czy coś — mruknął. Nie był pewien, czy w ogóle musieli ich używać, ale cóż. To była jej rodzina, pomysł, więc i jej odpowiedzialność. O.

W końcu wskazówka zegara dobiła do godziny oznajmiającej moment przyjścia osoby odpowiedzialnej za działanie krematorium. Okienko otworzyło się, pani stanęła i gotowa była przyjmować petentów. Tak się okazało, że pierwszymi w kolejce byli aurorzy.

— Dzień dobry — Atreus uśmiechną się do pani, jednym z tych najładniejszych ze swoich uśmiechów. — Jesteśmy z biura aurorów, Atreus Bulstrode i Victoria Lestrange — wyjął odznakę i pokazał ją elegancko pani. Nie było co się kryć, bo istniała mała szansa na to, że pozostaliby anonimowi. — Jesteśmy tutaj w sprawie przesłanego do państwa materiału dowodowego. Wiem, wiem, teoretycznie nie jest to już materiał dowodowy, skoro został przesłany do Krematorium, ale wygląda pani na niezwykle wyrozumiałą osobę, więc na pewno pani zrozumie, ze niektóre sprawy, w szczególności te tragiczne, potrafią zasypać nowymi informacjami w najmniej odpowiednim momencie. W związku z tym, dostaliśmy polecenie by zweryfikować nowo otrzymane informacje, wraz z dowodem i informacjami od koronera. Obiecuję, że uwiniemy się z tym szybciutko — był bardzo grzecznym i miłym aurorem, który nie starał się jej narzucać, ale jednocześnie widać było że sprawa jest pilna, a jednocześnie że gdyby nie te rozkazy z góry, to przecież nie zawracałby jej głowy, prawda?


// charyzma ◉◉◉○○ na przekonanie pani w okienku
[roll=Z]



RE: [20/10/1972] Krematorium - Bran Krwiopijca - 21.09.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uEux6kr.png[/inny avek]Trudno orzec, do jakiego okna podszedł pan Bulstrode, jako że drzwi, które wybrał, prowadziły przecież na ładną recepcję. Nie było to pomieszczenie duże, ot, niewielki przedsionek. Ta salka recepcyjna przeznaczona była dla rodzin oczekujących na kremację: mogli napić się tutaj herbaty i porozmawiać w ciszy przed ceremonią lub obejrzeć ofertę urn zamkniętych w szklanych gablotach. Po wejściu funkcjonariusze nie zastali, co oczywiste, żadnego żałobnika, lecz drzwi przylegającego do recepcji biura obsługi były uchylone. Gdy tylko przebywająca tam pracownica usłyszała, że ktoś wszedł, wyszła do aurorów.
Była to niska, starsza czarownica w eleganckiej, nienagannie wyprasowanej szacie i butach na niewielkim obcasie. Mimo wieku trzymała się prosto i z twarzy trudno powiedzieć, czy rzeczywiście była tak wyrozumiała, za jaką ją wziął Atreus. Istnieje duża szansa, że się w swojej ocenie omylił.
— Diotima Lupin. W czym mogę państwu pomóc? — Przedstawiając się, kobieta obojgu aurorów uścisnęła po męsku dłoń. Już na pierwszy rzut oka wiele w jej obejściu można było dostrzec z maniery właściwej raczej panom.
Pani wysłuchała z uwagą tego, co Atreus miał jej do powiedzenia, lecz jej reakcja nie zdradzała bynajmniej oznak tego, żeby miała się przychylić tak po prostu do jego prośby.
— Panie Bulstrode, pod żadnym pozorem szybciuko. Pośpiech to zły doradca — zauważyła rzeczowym tonem pani Lupin. — Polecenia od pani Moody, tak? Coś zadziałamy. Wszystko załatwimy, jak należy. — Co groziło tym, że nie odbędzie się to na słowo honoru.
Po tym pouczeniu pani Lupin zwróciła się do towarzyszącej Atreusowi aurorki z mniejszą surowością:
— Victoria Lestrange? Wnuczka Dorindy, nie mylę się? — Wypowiadała imię dyrektorki Munga z szacunkiem. Można było się domyślać, że panie pozostają w przynajmniej poprawnych stosunkach.


RE: [20/10/1972] Krematorium - Victoria Lestrange - 23.09.2026

Kiedy więc na tabliczce na drzwiach napis zmienił się na „otwarte”, nie czekali aż jeszcze trochę czasu upłynie i po prostu przeszli przez drzwi, zamykając je za sobą starannie, bo nie była to sprawa dla postronnych uszu.

I ona przedstawiła swoją odznakę oraz uścisnęła kobiecie dłoń. Po czym uśmiechnęła się lekko, pozwalając Atreusowi mówić. Pomyślała sobie tylko, że oby to słodzenie Buldstrode'a pomogło, bo być może było w tym nieco za dużo cukru (a wtedy łatwo też znaleźć łyżkę dziegciu w tej beczce miodu…). Victoria miała zupełnie inny sposób rozmowy z ludźmi, bardziej dosadny, stąd też milczała, żeby tu niczego nie popsuć Atreusowi w jego próbie oczarowania pani.

– Zgadza się – przytaknęła na pytanie Diotimy i uśmiechnęła się lekko, bo z babcią zawsze miała dobre stosunki. Wnuczka Dorodny, córka Alexandra, który również tutaj pracował i był wykładowcą. Było tu jeszcze trochę innych członków jej rodziny. – Gdyby inaczej potoczyły się pewne rzeczy, to pewnie bym tutaj pracowała, swego czasu babcia bardzo chciała, żebym poszła na studia uzdrowicielskie – Lestrange postanowiła uchylić tego rąbka jej prywatnej relacji z babcią, to zresztą nie była żadna tajemnica. Victoria zupełnie inaczej jednak pokierowała swoim życiem, robiąc być może na przelot wszystkim członkom rodziny, którzy byli zainteresowani jej karierą zawodową po szkole: bo nie chciała wybierać stron. – Przepraszamy, że zjawiamy się tak nagle. Gdyby było więcej czasu, to załatwilibyśmy to inaczej, ale bardzo się baliśmy, że nie zdążymy przed spaleniem materiału – Victoria skrzywiła się lekko, bo mówili tutaj o głowie bez reszty ciała, co nigdy nie było… miłym widokiem. – Ile mamy czasu? Chodzi rzecz jasna o tę nieszczęsną głowę – jakby pani Lupin już się tego nie domyśliła… a Victoria zakładała, że owszem.




RE: [20/10/1972] Krematorium - Atreus Bulstrode - 05.10.2026

Przywitał się z Lupinową, podając jej na przywitanie rękę. Sprawiała wrażenie sztywnej i chętnie do przestrzegania regulaminowych formułek, co w sumie niewiele zmieniało w tym, jak miał zamiar podejść do tematu.

— Może być dłużej, jeśli nie szybciutko — wzruszył ramionami, uśmiechając się do Diotimy grzecznie. — Czas jednak… cóż, tego nigdy wydaje się nie być dostatecznie dużo — mruknął jeszcze, zanim kobieta zwróciła uwagę na Victorię. Musiały się z dyrektorką szpitala całkiem lubić, skoro imię poleciało im z miejsca nad głowami, jakby to była koleżanka od rozmowach przy herbatce. Już widział, jak te dwie rozsiadają się po godzinach pracy, by omówić wszelkie bolączki związane z sytuacjami wyniknięty podczas dnia pracy. Potem zerknął przelotnie na Victorię, bo niby wiedział że lubiła maczać palce w eliksirach, ale jakoś nie był w stanie wyobrazić jej sobie w roli uzdrowicielki. Może zanadto już mu wpasowała do roli poważnej pani auror, którą okazjonalnie żarła gęś w pośladki. Słysząc jej słowa, pokiwał tylko głową, potwierdzając że tak tak, przepraszają i oczywiście, bardzo się obawiali ze nie zdążą. No i tak, proszę pani Lupin, chodziło o głowę.




RE: [20/10/1972] Krematorium - Bran Krwiopijca - 07.10.2026

[inny avek]https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=uEux6kr.png[/inny avek]To, co wypowiedź Victorii wywołała na twarzy pani Lupin, nie było pełnym uśmiechem, ale twarz kobiety przybrała nieco łagodniejszy, wyrozumialszy wyraz.
— Jeśli odziedziczyła pani talenty po rodzinie, nie dziwię się wcale, że babcia panią próbowała tutaj skierować. Ale i auror to zawód z powołania. Sądzę, że Dorinda wciąż ma powody czuć dumę.
Choć Diotima nie wchodziła zbyt głęboko w tematy osobiste i odpowiedź była grzecznościowa raczej niż poufała, to usłyszenie o szanowanych w szpitalu nazwiskach zaskarbiło Victorii przychylność kierowniczki krematorium.

— Głowa. — Drgnęły subtelnie mięśnie wokół oczu Lupinowej, gdy próbowała skojarzyć, o co może chodzić. Potwierdzało się przypuszczenie, że w Świętym Mungu nie miano pojęcia o tym, z jak dużą sprawą wiążą się te szczątki. — Tak, mamy ją — odpowiedziała po chwili, skojarzywszy temat. — Z naszej strony czas nie jest problemem. Od razu wystosuję notatkę i nikt głowy nie tknie do momentu wyjaśnienia sprawy, bez obaw. Proszę za mną.
Kobieta udała się do swojego biura. W tym pomieszczeniu nie przyjmowano raczej klientów, o czym świadczył fakt, że na jednej ze ścian w wysokich, otwartych szafach stały całe tomiszcza dokumentacji. Na biurku kierowniczki parowała świeża aromatyczna kawa, a tuż obok filiżanki stały zdjęcia Diotimy z rodziną. Na ścianie naprzeciw biurka znajdował się kominek.

Zgodnie ze swoją deklaracją Diotima Lupin zapisała na karteczce zwięzłą notatkę, a następnie stuknięciem różdżki złożyła ją w papierowego ptaka, który pomknął w głąb krematorium. Wyglądąło na to, że czarownica traktuje sprawę bardzo poważnie i jest jak najbardziej chętna do współpracy z Biurem Aurorów.
— Rozumiem, że nie zdążyliście załatwić nakazu? — Lupinowa wzięła się pod boki. — Nie szkodzi. Moody jest w biurze? Połączymy się z Ministerstwem i szybko zweryfikujemy temat.
Diotima podeszła do kominka i sięgnęła po woreczek z proszkiem Fiuu, aby spróbować podjąć rozmowę przez sieć. Rozwiązawszy troczki, wypowiedziała pod nosem nieme przekleństwo. Woreczek był pusty. Czarownica odwróciła się w stronę drzwi, jakby oceniała, ile korytarzy i drzwi będzie musiała pokonać, aby pożyczyć od kogoś w szpitalu proszek. Później znów spojrzała na was.
— Jak bardzo pilnie potrzebujecie zobaczyć tę głowę? — zapytała kontrolnie, wyraźnie wciąż ważąc w głowie za i przeciw.
Jej spojrzenie skupiło się na Victorii.

Ze względu na opisaną relację z dyrektorką św. Munga Victoria wzbudza w tym miejscu zaufanie i może dodać do swojego rzutu bonus +5.



RE: [20/10/1972] Krematorium - Victoria Lestrange - 09.10.2026

Victoria uśmiechnęła się lekko, bo owszem, odziedziczyła talent, ale przede wszystkim zamiłowanie do warzenia eliksirów, niekoniecznie ciągnęło ją do uzdrowicielstwa. Diotima jednak nie mogła się bardziej pomylić w kwestii powołania do autorstwa, bo niewiele to miało z tym wspólnego – Victoria długo nie mogła zdecydować się, co robić w życiu, a u aurorów wylądowała trochę… przypadkiem. I jej się spodobało.

Obserwowała reakcję kobiety na słowo „głowa” i wyglądało na to, że w krematorium nie wiąże się to z takimi emocjami jak w biurze aurorów.

– Świetnie – Victoria lekko odetchnęła z ulgą, gdy pani Lupin w końcu skojarzyła sprawę i potwierdziła, że jeszcze nie poszła do utylizacji i że w ogóle wszystko można jeszcze wstrzymać. Tak też trafili do jej biura i wtedy właśnie Victorię tknęło, że być może to nie jest po prostu pracownica krematorium, a kierowniczka? To mogło jednocześnie być pomocne i generować problemy, zdecydowanie trzeba było do sprawy podejść umiejętnie, a Victorii wydawało się, że kobieta jest bardziej chętna do rozmowy z nią, a nie Atreusem.

– Nie zdążyliśmy – gdyby zdążyli, to rozmowa wyglądałaby zupełnie inaczej… pomijając, że o nakazie nie mogło być mowy, bo robili to za plecami szefowej i gonił ich tutaj czas. Cieszyła się też przy tym, że przeszła cały trening potrzebny do opanowania oklumencji i potrafiła zapanować nad swoimi emocjami, bo gdy usłyszała o połączeniu się z Miodu, to w innych warunkach zrobiłoby jej się gorąco. Ale szczęście najwyraźniej im sprzyjało – bo proszku fiuu nie było. – Szczerze mówiąc, to bardzo nam się spieszy. Potrzebujemy spojrzeć na materiał dowodowy, żeby potwierdzić kilka rzeczy. Mieliśmy nadzieję, że zdążymy, bo łatwiej to zrobić, póki nie został jeszcze zniszczony – wyjaśniła. – Natomiast jeśli chodzi o kontakt z panią Moody, to trochę loteria. Trudno ją złapać w biurze nawet nam… – i to nie było kłamstwo, bo złapanie Harper Moody w biurze było problematyczne nawet przed Spaloną Nocą (i być może dało się tylko, jeśli sama tego chciała i Victoria doświadczyła to na własnej skórze, gdy szefowa poprosiła ją pilnie do siebie, a gdy tylko wyszła i inny auror chciał z nią porozmawiać, to okazało się, że jej gabinet jest już pusty), a co dopiero teraz. – Jestem pewna, że babcia nie będzie miała nic przeciwko temu, że spojrzymy na ten materiał przed jego utylizacją – dodała jeszcze.


// Charyzma ◉◉○○○ +5
[roll=N+5]