• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Little Whinging [29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora

[29/09/1972] Fur the love of god | Benjy, Nora
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#11
06.10.2026, 19:19  ✶  
Nora wiedziała, co robiła, to było więcej, niż mogłem powiedzieć o sobie w ostatnich tygodniach, więc przynajmniej oddelegowywałem sprawy w dużo bardziej kompetentne ręce. Miała rację, oczywiście, trudno było się z nią nie zgodzić, nawet jeśli nie miałem zwyczaju roztrząsać własnych decyzji pod kątem tego, czy były wystarczająco szlachetne. Sam również nie wiedziałem, czy złapane przeze mnie zwierzęta przeżyłyby najbliższe miesiące na własną łapę, znalazłem je bowiem w miejscu, które już pod koniec września nie nadawało się specjalnie do życia, więc perspektywa kolejnych miesięcy była dość oczywista - Little Hangleton nie należało do najprzyjemniejszych zakątków Wielkiej Brytanii, nawet przy dobrej pogodzie, nocą temperatura spadała tam znacznie szybciej niż w mieście, wilgoć wchodziła dosłownie wszędzie, trawa robiła się ciężka i zimna od rosy, po zmroku zaś wszystko, co żyło, musiało radzić sobie nie tylko z tym, co widoczne i naturalne - kocięta mogły jeszcze przez jakiś czas dawać sobie radę przy matce, lecz nie miałem ochoty sprawdzać, jak długo, szczególnie kiedy termometry zaczynały wskazywać coraz niższe odnotowania, jedzenie stawało się trudniejsze do znalezienia, a miejsca, w których można było się schronić, przestawały być choć trochę przyjazne. Nie potrzebowałem dodatkowego powodu, żeby uznać, że powinienem je stamtąd zabrać - to było właściwie wszystko, co miałem do powiedzenia - nie potrzebowałem pochwał za decyzję, której dokonanie zajęło mi może kilkadziesiąt sekund, zobaczyłem koty, zobaczyłem warunki, w których żyły, więc postanowiłem coś z tym zrobić, nie było w tym wielkiej filozofii. Wtedy liczyło się dla mnie przede wszystkim to, żeby zabrać całą gromadę w bezpieczne miejsce, dopiero później dotarło do mnie, że właściwie nie miałem pojęcia, co lub raczej kogo dokładnie znalazłem…
Teraz Nora zaczęła mi to wszystko porządkować, więc słuchałem uważnie, chociaż im więcej mówiła, tym mniej podobała mi się sytuacja - kuguchary, nie zwykłe koty, bardziej dzikie, wierne, potencjalnie obronne, wspaniali kompani, kiedy już uznały kogoś za swojego - brzmiało to niemal sympatycznie, dopóki nie przypomniałem sobie, że jeden z nich znajdował się już pod opieką Prue, czyli osoby, której nie mogłem teraz nawet spokojnie zobaczyć bez poczucia, że wszystko we mnie zaczyna reagować w sposób, którego żadne z nas zdecydowanie nie potrzebowało. Zamarłem na moment w kompletnym milczeniu, patrząc z uwagą na Figg, nie powiedziałem nic, tylko zacisnąłem szczękę i spojrzałem na pręgowanego kocura, który odpowiedział mi cichym sykiem poprzedzonym niezbyt przyjacielskim miauknięciem, więc łypnąłem na niego z ponurą miną i znowu powróciłem do najważniejszej części rozmowy.
- Załatwię to. Nie musisz się maltwiś. - Nie zamierzałem zbyt długo analizować towarzyszącego mi przekonania, że sama myśl o napisaniu choćby krótkiej wiadomości, co dopiero o spotkaniu w cztery oczy, sprawiała mi więcej trudności, niż chciałbym kiedykolwiek przyznać - mogłem wejść do przeklętej krypty, rozbroić zabezpieczenia, stanąć w szranki z czymś, co od stu lat próbowało zabić każdego, kto przekroczył próg, lecz kilka prostych zdań do osoby, z którą jeszcze niedawno dzieliłem codzienność, nagle wydawało się zadaniem wymagającym znacznie większej odwagi. „Absurdalne. Żenujące wręcz.” Mimo wszystko zamierzałem to zrobić, ponieważ tym razem nie chodziło o mnie, chodziło o młodocianego półkuguchara, który nie miał pojęcia, że znalazł się w samym środku rozpadu kilku cudzych spraw, oraz o kobietę, która z nim została - nie zamierzałem pozwolić, żeby moje zaniechania miały wpływ na jeszcze głębsze pogorszenie sytuacji, bo sam ją wywołałem.
Przygryzłem policzek od środka, próbując stłumić złość na siebie i patrząc na matkę oraz jej dwóch synów, jeden z kocurów wystawił łapę przez krawędź kartonu, po czym natychmiast ją cofnął, kiedy matka trąciła go pyskiem.
- Weśmy je do ślodka. Zanim któlyś s nich uzna, że mgła jest ciekawsza od azylu i postanowi zapolowaś na śniadanie. - Podniosłem karton i ostrożnie zerknąłem jeszcze raz do środka. Matka patrzyła na mnie spokojnie, chociaż jej uszy pozostawały lekko odchylone, pręgowany kociak miauczał cicho, jego brat siedział pod ścianą kartonu i obserwował wszystko z podejrzliwością, której pozazdrościłby mu niejeden dorosły czarodziej.
- Dbajcie o siebie. - Powiedziałem pod nosem, gdy wreszcie wnieśliśmy nowych lokatorów do ich tymczasowego domu, choć brzmiało to idiotycznie, skoro właśnie przekazywałem je pod opiekę Figgów. - Ja załatwię tę dlugą splawę. - „Ta druga sprawa” brzmiała żenująco, ale nie chciałem wnikać w detale, zwłaszcza na głos. - Nie powinno byś s tym ploblemu. - Dodałem głośniej, tym razem kierując słowa do Eleonory, po czym oddelegowałem się, dziękując jej i wrzucając datek do puszki przed bramą.
„Oczywiście, że będzie”, pomyślałem chwilę później, kiedy sięgałem po papierosa, bo w moim życiu ostatnio wszystko, co miało być proste, kończyło się dokładnie odwrotnie.

Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4278), Nora Figg (2072), Pan Losu (29)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa