• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[noc 18.10.72] Deszczowa piosenka

[noc 18.10.72] Deszczowa piosenka
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#11
04.05.2026, 10:15  ✶  
– Nie wiem – przyznał, jakoś odruchowo, bo tak naprawdę… czy zależało mu na takiej opinii? Na pewno lubił być rozpoznawalny, zwłaszcza wśród osób bogatych i zainteresowanych modą. Chris po prostu nie chciałby… być nikim. Nie bez powodu trafił do Slytherinu: napędzały go po trochu pogoń za własnymi pragnieniami, po trochu jednak ogromna ambicja. Ale chyba niekoniecznie musiał cieszyć się sławą ekscentrycznego artysty, aby być zadowolonym. – Wtedy, oczywiście, nie założę go nigdy więcej i gdy wszyscy będą paradować w pawich piórach, ja będę pokazywać się w czerni.
Moda była dla niego czymś, przy czym trzeba było zachować ostrożność, by nie wykroczyć za bardzo poza obowiązujące wzorce tego, co uważano za popularne, ale jednocześnie poza tę granicę do pewnego stopnia czasem się wychylać. Oryginalność, niepowtarzalność, budowanie nowych trendów: po co kopiować coś, co już istnieje?
– Czekaj, niech sprawdzę… – powiedział, pochylając się lekko i spoglądając jej z namysłem do oczu. – Myślę, że pasuje doskonale – ocenił w końcu, po chwili się odsuwając.
– Mało imponujący. Angielskie zamki mają dużo więcej ducha i ciekawszą architekturę. Mnóstwo ludzi, głównie mugole, a i jak się okazało, w istocie Vlad nigdy prawdopodobnie na nim nie mieszkał. Ot zamek odpowiada opisowi z jakiejś mugolskiej książki – wyliczył Christopher przyczyny swojego rozczarowania. Na wyspach, jego zdaniem przynajmniej, było o wiele więcej ciekawych zamków czy ruin, daleko przerastających ten w Rumunii. – Prawdziwe wampiry chyba rzadko odpowiadają swojemu legendarnemu wizerunkowi. A w tej kolekcji bardziej chodziło o opowieści i znaczenia, jakie przydają im ludzie, niż o realizm – przyznał Christopher bez większych oporów. Spotkał kiedyś jedną wampirzycę i zdawała się mu szalenie mało imponująca. Plotki o Rookwoodzie też słyszał, i nawet przeszło mu przez myśl, że może głupio palnął, ale był trochę podchmielony, i nie przejął się tym jakoś szczególnie.
– Nie, nie często. Mam wrażenie, że często robią takie rzeczy głównie bohaterowie książek – powiedział, może nawet z odrobiną żalu, że życie nie mogło wyglądać jak w księgach. – Zostałem w pracowni. Normalnie wybrałbym się na sabat, bo zawsze lubiłem Lithę, ale po Beltane uznałem, że nie mam ochoty sprawdzić, jak będzie wyglądać zabawa tym razem. I myślę… że powtórzyłbym to chętnie, ale patrząc po Mabon, nie wrócą szybko czasy radosnych sabatów. Ty byłaś w Stonehange?
Muzyka umilkła, zatrzymali się na mokrym chodniku. Włosy Chrisa lepiły się mu do czoła i policzków, ale chwilowo zupełnie się tym nie przejmował.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#12
04.05.2026, 23:14  ✶  

Nie wróżyła mu bycia nikim. Pochodził z rodziny, która znana była chyba na cały magiczny świat z wyznaczania modowych trendów i zdolnych projektantów, a tak się właściwie składało, że moda była nieodłączną rzeczą każdej cywilizacji. Projektanci mody często zyskiwali ogrom sławy, a jeśli zdanie Victorii mogło tutaj coś znaczyć, to nie mogłaby powiedzieć, że suknie, jakie posiadała w swojej szafie, a które wyszły z pomysłu Christophera, były nieudane. Zwykle o czymś mówiły, podkreślały to, co podkreślać miały, ukrywały to, co powinno być ukryte. Podobał jej się styl, w którym szył i to, co wymyślał i sądziła, że nie jest jedyną osobą, która uważa, że to, co tworzył, jest dobre i nie chodziło o to, jak bardzo to wszystko było limitowane czy niedostępne. Czy ktoś taki, kto cały czas pracuje na tę reputację, mógł być nikim?

Cóż, a jeśli pragnął rozgłosu bardziej plotkarskiego, to właśnie kręcił się w odpowiednim towarzystwie. Nie dlatego, że z Victorii była plotkara, a dlatego, że również była znana, a ludzie z jakiegoś powodu interesowali się życiem prywatnym znanych osób. A znana osoba plus znana osoba – wiadomo.

– Czerń to nieprzemijająca klasyka – odparła, a uśmieszek jej nie znikał z twarzy, bo chyba Chris już zauważył, że Victoria jakiś czas temu bardzo się z czernią polubiła (a nawet mu o tym mówiła, gdy spotkała się z nim przymierzyć suknie do pokazu, który z wiadomych powodów odbyć się nie mógł) i nosiła ją często, od czasu do czasu przełamując to jakimś kolorem, ale nie dało się ukryć, że w czerni było jej niezwykle do twarzy i nie chodziło wcale o to, że miała ciemnobrązowe oczy i włosy tak ciemne, że niemal czarne.

Był blisko, wręcz bardzo blisko, gdy się pochylił i spojrzał w oczy, jakby potraktował to jak pewnego rodzaju wyzwanie. I po części Victoria również tak to potraktowała, bo nie odwróciła wzroku i wytrzymała to badawcze spojrzenie, po którym zawyrokował, że z ekscentrycznością byłoby jej do twarzy.

– Przede wszystkim wampir wampirowi nierówny. Bardzo się od siebie różnią – więc nic dziwnego, że nie pasowały do legendarnego wizerunku, skoro na jednego działało srebro, na innego zupełnie nie, jeden potrzebował wyraźnego zaproszenia, żeby przejść przez próg domu, a inny mógł to kompletnie zignorować. Mogła się zgodzić, ze angielskie zamki miały w sobie dużo ducha. No i nie były oblegane przez mugoli aż w takiej ilości – może dlatego, że były zabezpieczane magią, jak jeden taki, który odwiedziła w sierpniu z wampirem… – Mam na to pewną teorię, ale nie wiem, czy chciałbyś o tym słuchać – teorię o tym, dlaczego te wampiry były tak różne i tak bardzo niepasujące do niczego, że mogłeś wziąć do ręki dwie książki o wampirach i przeczytać dwa zupełnie różne od siebie opisy, a potem spotkać takiego na ulicy i uznać, ze w sumie to nic się nie zgadza. Nie chciała Christophera zanudzać swoim naukowym paplaniem, no bo w sumie co go to mogło obchodzić? – Wybrnąłeś z tego? W sensie z inspiracyjnego impasu – kto wie jak dawno temu to było. Miała zresztą wrażenie, że nawet mroczne, czarne róże w ogrodzie Lestrange bardziej by pasowały do wampirzego klimatu niż zamek, w którym odbijało się echo setek mugolskich stóp.

– Teraz chyba jesteśmy bohaterami takiej książki – skoro tak tańczyli w tym deszczu, póki muzyka grała, przemoczeni już do suchej nitki. Victoria czuła, jak włosy przyklejają się jej do twarzy, deszcz zacinał w oczy, krople skapywały jej na rzęsy i nos, ale to nic, nic. Chwilo trwaj. Rozumiała za to, dlaczego nie wybrał się tym razem na Lithę, chociaż z tego co słyszała, była to całkiem udana zabawa – to znaczy do czasu aż arcykapłanka nie próbowała czegoś tam zrobić na polanie. – Nie byłam. Z rana mieliśmy pilne wezwanie z pracy i jak skończyliśmy to nie byłam w nastroju na zabawę – po pierwsze była wykończona fizycznie tym, co miało miejsce na Perle Morza. A po drugie – miała wtedy naprawdę parszywy czas prywatnie, to wtedy Sauriel złamał jej serce po raz pierwszy, i zwyczajnie nie miała ochoty na zabawę. Poza tym… po Beltane jakoś… To było za szybko. Świętowała dopiero w Lammas. I Mabon też nie ominęła, chociaż było wtedy jak było… – Kto wie… Ludzie jednak potrzebują nadziei – i potrzebują wierzyć, że się ułoży. Bała się tego, co może się wydarzyć w Samhain… ale Yule? Czy ktokolwiek ośmieliłby się popsuć Yule?

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#13
05.05.2026, 13:15  ✶  
Bycie biednym, chorym, po prostu niedostrzeganym, nieważnym: to było coś, czego Rosier gdyby miał się zastanowić, pewnie by się obawiał. Choroby i starości nikt nie mógł uniknąć i czekały właściwie każdego, acz o tym nie myślał za wiele traktując to jako daleką przyszłość. Za to na pewno nie chciał znikać w tłumie. Niestety lub stety, należał do tych osób, dla których to, by inni ich dostrzegali, miało znaczenie – choć przynajmniej niezbyt obchodziło go czy mówią dobrze, czy źle. Wystarczyło, że mówili.
– To prawda, choć świat byłby bardzo nudny, gdyby wszyscy nosili tylko ją – zgodził się, a kąciki ust uniosły się lekko w uśmiechu, gdy patrzyli sobie przez moment w oczy z tak niewielkiej odległości, zanim się wreszcie wyprostował. – Jeżeli masz ochotę się nią podzielić, chętnie posłucham. Pytanie, czy na pewno chcesz opowiadać ją teraz moknąc czy wolałabyś zrobić to przy innej okazji? – spytał, sięgając ku jej przemoczonym włosom i odsuwając je z twarzy. A potem uniósł głowę, spoglądając ku chmurom, a krople deszczu rozbiły się mu o twarz. Oboje byli już zupełnie przemoczeni, a nawet jeśli Victorii zawsze było zimno, podejrzewał, że bycie mokrym wciąż mogło nie być zbyt przyjemne, no i pewnie niekoniecznie było tak, że nie mogła się rozchorować, jeśli ciało zostanie wystawione na ekstremalne temperatury.
– Oczywiście, że tak – zapewnił, jak przystało na kogoś, kto w sumie do pewnego stopnia był jeśli nie primadonną urodzoną, to z pewnością na taką wychowaną. – Strój był czerwony z czarnymi akcentami, bo sama czerń zdawała mi się tu zbyt oczywista, a czerwień to barwa krwi. Podczas pokazuje prezentowała ją wampirza modelka. Nie było łatwo taką znaleźć – dodał, a potem zaoferował po prostu Victorii ramię, bo taniec się już skończył, a oni stali na środku tej ulicy, w strugach deszczu: chyba powinni ruszyć do tego punktu Fiuu.
– Jakby się tak zastanowić, to chociaż jestem pewien, że jest sporo powieści o aurorach, to poza Demon ubiera się u Rosierów, nie przypominam sobie żadnej, w której pojawialiby się projektanci mody. Uważam, że to skandaliczne niedopatrzenie – stwierdził żartobliwie. Miała trochę racji: muzyka w deszczu, tańczenie w ulewie, było jak scena z jakiejś książki albo najmniej musicalu, i tylko brakowało, aby tak jak na balu Lestrangów nagle poczuł ochotę do śpiewania i jeszcze może dla dodatkowego efektu wymachiwania parasolem na prawo i lewo. Albo wskakiwania na pobliskie lampy. Okazał się jednak umiar, bo niestety nie był aż tak utalentowanym tancerzem czy muzykiem. – To jedna z tych ciemniejszych stron tej pracy? Robota podczas sabatów.
Pracowała w Beltane, potem w Lithę, i pewnie nie ona jedna. I najwyraźniej w obu przypadkach źle się to skończyło.
– Chcesz opowiedzieć o tym wezwaniu? – zapytał jeszcze, i nawet nie przejął się, że wdepnął w kałużę, choć miał bardzo drogie i nowe buty. A co tam, kupi sobie nowe. A w sumie to nawet nie kupi, tylko zdejmie z półki w Domu Mody Rosierów lub sam jakieś zaprojektuje i każe sobie uszyć. – Być może, ale sam nie wiem, czy będę umiał dobrze się bawić, rozglądając za kimś w szlafroku, kto wypadnie na mnie zza rogu.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#14
05.05.2026, 20:49  ✶  

Biedny, chory i niedostrzegalny – to były te rzeczy, które raczej Christopherowi nie groziły. Co musiałoby się stać, by on czy reszta Rosierów stracili wszystkie swoje pieniądze? A mając te pieniądze, mieli więcej możliwości w razie jakiegoś wypadku czy choroby – czyli rzeczy, których przewidzieć się zbytnio nie dało. Niedostrzegalny… czy ktoś charyzmatyczny, charakterny i charakterystyczny jak on mógł w ogóle liczyć na to, by być niedostrzegalnym? Póki co z wyczuciem przedstawiał się socjecie, nie był znany jako skandalista, czy ktoś niestabilny. W szkole znała przynajmniej z widzenia sporo osób, a teraz części z nich nie pamiętała nawet z imienia czy do jakiego domu chodzili, minęło w końcu dobre dziewięć lat, odkąd skończyła szkołę, ale Chris do tych bezimiennych nie należał. Jego i o nim przecież pamiętała.

– Dlatego dla jednych róże, a dla innych czerń – stwierdziła, doskonale wiedząc, że i jej róż by pasował, ale niekoniecznie byłby to jej pierwszy wybór. – Deszcz mi nie przeszkadza. Pytanie, czy ty chcesz moknąć – właściwie to już byli strasznie mokrzy i trochę więcej deszczu by tego stanu nie zmieniło. Victoria zaś… była przyzwyczajona i nie była zrobiona z cukru, nie groziło jej więc rozpuszczenie w wodzie. W innym wypadku nic by po niej nie pozostało, gdy w sierpniu musiała pływać w jeziorze Windermere i to niemało, bo za trytonami i to pod wodą. – To nie jest długa teoria – dodała, pozwalając dotknąć swoich włosów, twarzy, gdy Rosier bardzo delikatnie odsunął jej mokre kosmyki i nawet się wtedy leciuteńko uśmiechnęła. – Tak w skrócie wydaje mi się, że to się odnosi do źródła ich powstania. Że stworzyć wampira można na dwa różne sposoby i ten wampirzy, powiedzmy, że gen – a bardziej wirus – albo się przenosi, albo tworzy całkowicie od zera i przez to, że wampir może wcale nie mieć wampirzego przodka, myślę, że to jest miejsce, w którym dochodzi do tak ogromnych różnić pomiędzy poszczególnymi wampirami – nie miała pojęcia, czy nie powiedziała tego zbyt skomplikowanie, ale starała się być po prostu zwięzła, żeby się nie rozwodzić niepotrzebnie.

– Czerwień zdecydowanie pasuje do wyobrażeń o wampirach – przyznała, myśląc właśnie o tej krwi. I koronki. Z jakiegoś powodu jak myślała o wampirzycy, to miała przed oczami koronki. – Nie pogryzła cię? – zażartowała sobie, bo wcale nie uważała, że każdy wampir jest tak niecywilizowany, by rzucać się na każdego jak leci. No i mogła zapytać, a Chris się zgodzić.

Przyjęła jego ramię i chyba żadne nie miało zamiaru się kłopotać z wyczarowywaniem kolejnego parasola, gdy ponownie ruszyli w drogę.

– Ludzie chyba lubią myśleć o pracy aurora jako o takim wiesz… marzeniu. Pościgi, wybuchy, ryzyko, niebezpieczeństwo, władza, walka dobra ze złem, bla bla… – tylko jakoś nikt nie pisał potem o stresie pourazowym, o problemach psychicznych, o uszczerbku na zdrowiu, a nawet i życiu… Tak to sobie wszystko wyobrażała, dlaczego mogły powstawać powieści o aurorach, a o projektantach mody nie aż tak wiele. – Ale ja wolałabym czytać o projektantach mody – nawet jeśli miałoby to być tylko w tle. Żywota aurora miała aż nadto na co dzień i sama żyła trochę życiem jak bohaterka książki, która weszła do Limbo by powstrzymać złego czarnoksiężnika przed skrzywdzeniem niewinnej kobiety.

– Tak i nie. Znamy wcześniej grafik jeśli trzeba obstawić jakąś większą imprezę. Podczas Beltane faktycznie pracowałam, pilnowałam sabatu… – ze skutkiem takim jak widać. – Ale nie miałam być na patrolu podczas Lithy. W czasie Lammas czy Mabon nie pracowałam na przykład – i normalnie takie święta pilnowali brygadziści, ale odkąd ujawnił się Voldemort… to wrzucano kilku aurorów. Chociaż, jak pokazało Beltane, to nadal było za mało. – Zwykle jak komuś zależy żeby nie pracować w dane święto, to jakoś się wymieniamy tak, żeby każdy był zadowolony – bo nie każdy świętował, nie każdy to chciał i tak dalej.

– Tylko jeśli chcesz posłuchać – odparła, również nie przejmując się tymi wszystkimi kałużami. Wyschnie w domu, od czego były czary? – Tamtego dnia dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kilkorga dzieci i o ponownym pojawieniu się statku widmo, Perły Morza, więc, naturalnie, założenie było takie, że dzieciaki mogły chcieć zbadać ten cholerny statek… No a tam dowiedzieliśmy się dokładnie dlaczego statek widmo był statkiem widmo. Znaleźliśmy… odpowiedź gdzie zniknęły na przestrzeni lat inne osoby i co z nich zostało. To bardzo smutna historia, tym bardziej, że mogliśmy skończyć tak samo, na szczęście finał jest pozytywny. A te dzieciaki wcale tam nie zaginęły – opowiedziała to bardzo ogólnikowo, nie chcąc straszyć Chrisa tym, co działo się na Perle Morza. – Ten statek wysysał w ludzi siły, bardzo dosłownie, dlatego… No nie byłam później w kondycji do zabawy na sabacie. Zresztą… niespecjalnie miałam na to ochotę, biorąc pod uwagę Beltane, sam rozumiesz – wydawało jej się, że akurat tę niechęć rozumiał każdy, kto pamiętał, co jej jest i w jaki sposób do tego doszło. – Może oni właśnie tego chcą? Żebyśmy żyli w strachu, nie znali dnia ani godziny. Ale co to za życie… Tym bardziej, że mamy je jedno – chyba sama była lekko zdumiona swoimi słowami, ale nie widziała fałszu w tym rozumowaniu.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#15
06.05.2026, 14:47  ✶  
– Nie sądzę, żeby odrobina deszczu teraz wiele zmieniła – odparł Chris, jakby za echem jej myśli. I tak był przemoknięty, i na pewno po powrocie planował gorącą kąpiel, herbatę, łóżko i może nawet łyk tego paskudnego eliksiru pieprzowego, ot aby być pewnym, że jutro nie wstanie chory. – Chodzi ci o… o te dodatkowe cechy? Jak odbijanie się w lustrach? Bo chyba nie o charakter? – dopytał, bo akurat o wampirach to wiedział niewiele: głównie właśnie tyle, ile opowiadano o legendach i baśniach. Z wieloma też nie miał bliższych kontaktów, bo ciężko za takie uznać minięcie jakiegoś na balu czy właśnie na wybiegu. Victoria, biorąc pod uwagę, że z jednym była zaręczona i ogółem przyroda była ewidentnie jej konikiem, na pewno miała na ten temat więcej informacji niż on.
– Na całe szczęście nie, inaczej trzeba by jej załatwić kaganiec – oświadczył lekko. – Trzymałem się raczej z daleka. Blondynka, nie mój typ – dodał jeszcze, może odrobinę żartobliwie. Podarował sobie wspomnienie, że „poza tym martwa”, bo to byłaby uwaga co najmniej niestosowna w tych okolicznościach.
Po prawdzie zresztą jedyną blondynką, z którą się umawiał, była chyba Cressida Avery, której wielka fryzura śniła mu się po nocach, i nie chodziło o sny miłe, a z gatunku tych koszmarnych, i zazwyczaj bardziej podobały mu się kobiety ciemnowłose. Może trochę dlatego, że on i większość najbliższych krewnych była blondynami, a zdecydowanie nie chciałby się oglądać za kimś, kto kojarzy się mu z siostrą?
– Albo chodzi o możliwości fabularne. Nawet w romansach pewnie przyda się tło, takie jak konieczność uratowania cnej niewiasty przed złym czarnoksiężnikiem – stwierdził. Sam chyba nie widział w tym wiele romantyzmu, ale może dlatego, że po prostu nigdy go nie ciągnęło do takich rzeczy jak departament przestrzegania prawa, a i paru chłopców ze Slytherinu tam pracowało. Christopher mógł tylko przewracać oczami na myśl o tym, że o, taki Stanley albo taki Atreus mieliby zostać bohaterami powieści romantycznej: w końcu pamiętał różne rzeczy z Pokoju Wspólnego z dormitorium, które skutecznie psuły mu ewentualne wyobrażenia. – Ale ludzie mogliby być zdziwieni, jak krwiożerczy bywa czasem świat mody – dorzucił jeszcze, parskając z pewnym rozbawieniem, ale tu też wbrew pozorom mówił całkiem szczerze. Może w świecie czarodziejskim działało to na trochę… mniejszą skalę niż w mugolskim, konkurencja była jednak wciąż ostra, wymagania wobec modelek ogromne, a żeby zajść faktycznie wysoko trzeba było posiadać znacznie więcej niż wygląd i pracować jak dziki osioł.
– To nie wręcz gorzej? Mieliście nie mieć dyżuru, a ostatecznie zostaliście tam ściągnięci w święto.
Przystanął, już prawie przed wejściem do punktu Fiuu: nie otwierał drzwi, spoglądając na Victorię i słuchając o Perle Morza. Chyba nie spodziewał się czegoś aż tak dramatycznego: zaginione dzieci, statek widmo, wysysanie sił. Pomyślał znów o pytaniu, które już jej zadał jakiś czas temu – czy ona naprawdę lubiła tę pracę? Nie był pewien, co powiedzieć, ale słowa pocieszenia nie wydawały się tu potrzebne, skoro od tego czasu minęło ładnych parę miesięcy.
– Tak, mogę sobie wyobrazić, że po wizycie na statku widmo miałbym ochotę tylko na pójście się przespać – stwierdził w końcu. – Myślę, że masz rację, Victorio. Problem polega na tym, że już się im udało – podsumował, nietypowo dla siebie filozoficznie, zanim otworzył przed nią drzwi.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#16
06.05.2026, 22:48  ✶  

– Tak, o to dokładnie. Informacje w książkach są ze sobą sprzeczne i potrafią się zupełnie nie pokrywać z prawdą. A charakter… No tu już różnie bywa. Mam wrażenie, że te starsze wampiry, te, które mają na karku kilka wieków, trochę bardziej się wpisują w te wszystkie legendy – może to kwestia ich wychowania, czasów, w których byli żywi, a w których jakoś „zastygali” – nie wiedziała, bo miała styczność z tylko jednym starym wampirem… No dobrze, z dwoma, ale nie wiedziała, że ten drugi jest równie stary, jeśli nie starszy. W każdym razie jej obserwacje na tym polu były niekompletne i nie czuła się, póki co, na siłach, by taką tezę wypowiedzieć na głos. Nie traktowała wampirów inaczej niż kogokolwiek innego.

– Nie? – zdumienie w słowach Victorii było raczej spore, bo miała przed oczami choćby właśnie Cressidę, pomijając to, że niekoniecznie od razu miała na myśli romans z wampirzą modelką. Ale blondynki nie były jego typem? To była dla Victorii nowość, bo zdążyła sobie wbić do głowy, że w oczach facetów (a na pewno niektórych), blondynki to było to. – Myślałam, że lubisz blondynki – stwierdziła, jak jej się wydawało, lekko, ale w jej głowie, z wiadomych powodów, lekkie to wcale nie było. To znaczy: to chyba dobrze, powinno jej ulżyć, a jakoś w tej konkretnej chwili tej ulgi nie czuła, gdy przypomniała sobie o tych wszystkich swoich niepokojach i strachach. Bo jeśli chodziło o jej typ… Lubiła wysokich facetów, to na pewno.

– Hahaha, nie wiem, nie bardzo czytam takie książki… – nawet trochę o tym rozmawiali i to bodaj nawet niejeden raz. – Biedne te cne niewiasty ratowane z rąk czarnoksiężników, nikt ich nigdy niczego nie nauczył w szkole? – możliwości fabularne były i w przypadku projektantów mody, tak jej się przynajmniej wydawało. – No i co z paniczami w opresji? – w ich świecie może i nie było równości na linii czystości krwi, ale chociaż była ta płciowa i nikogo nie dziwiło, że kobieta jest aurorem czy Ministrem Magii. – Myślę sobie, że to mógłby być całkiem niezły temat, projektant mody na tropie zagadek do rozwiązania w miejscach aktualnych pokazów i w tle ten krwiożerczy świat mody, ileż można czytać o tych aurorach – i nawet puściłaby do niego oko, ale w warunkach, w których co chwila czuła zacinające krople na twarzy, nie miałoby to żadnego efektu.

– Nie patrzę na to, czy to lepiej czy gorzej. Czy gdybyś był po drugiej stronie, nie czułbyś się spokojniej, wiedząc, że będzie ktoś, kto będzie przynajmniej próbował ci pomóc? – a i tak Victoria starała się grubą kreską oddzielać swoje prywatne życie od pracy i nie interweniowała, kiedy absolutnie nie musiała, gdy była poza godzinami pracy. – Nawet w swoim czasie wolnym – uśmiechnęła się do niego łagodnie, bo Victoria się z akurat tym stanem rzeczy pogodziła. Tak, pytał ją, czy naprawdę to lubiła i wtedy nie odpowiedziała mu do końca wprost – bo to, co lubiła najbardziej na świecie, rzeczywiście nie było pracą aurora, ale… nie czuła się na tym stanowisku źle. A na pewno nie czuła się źle, gdy nie myślała o tym, jak beznadziejna jest i jak bardzo do niczego się nie nadaje z tą swoją niedziałającą oklumencją. Mieli świat w kryzysie i trzeba było pomóc, bez głębokiego zastanawiania się.

– Po części na pewno tak. Od nas tylko zależy, czy będziemy im pozwalać na to, by dalej kontrolowali nasze życia, czy nie – stali tak, przed tymi drzwiami, a Victoria, przemoczona do suchej nitki, zerkała na Chistophera, czując, że to wino z niej chyba wyparowuje. – Nie zgadzam się, żeby zabrali nam całą radość – dodała nieco ciszej.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#17
08.05.2026, 10:17  ✶  
– Może to jak z czarodziejami. Nie każdy ma talent do tego samego – stwierdził po prostu. Nigdy nie znał się specjalnie na wampirach, interesowały go dosłownie przez moment, gdy miał przygotować suknię inspirowaną akurat baśnią o wampirze królowej i zdecydowanie nie wiedział o ich tyle, co Victoria. Może mu teraz przyszło przez głowę, że mogło w tych zainteresowaniach chodzić o Sauriela: i że może dalej nie mogła się z niego wyleczyć. Ale póki co przynajmniej nie dręczyło go to jakoś szczególnie mocno. W końcu ledwo co powiedziała, że to zamknięta sprawa, to z nim była tu tej nocy, a Rosier zwyczajnie był zbyt pewnym siebie człowiekiem na to, aby gryźć się takimi myślami jakoś bardzo mocno.
– Co? Dlaczego? – zdziwił się szczerze Christopher, a dopiero potem przyszła mu do głowy Avery. – Przez Cressidę? Pragnę przypomnieć, że spotykanie z nią uważam za największy błąd mojego życia. To był… chwilowy przypływ niepoczytalności – zapewnił.
Z jego perspektywy było oczywiste, że podobają się mu ciemnowłose. Przecież zaprosił ją na randkę. I ogłosił całkiem publicznie, że mu się podoba. Nie wspominając o tym, że nigdy nie miał większych problemów z dawaniem jej komplementów. Nie przyszłoby mu zwyczajnie do głowy, że Victoria może mieć kompleksy na punkcie swojego wyglądu albo czuć się niepewnie z powodu jakichś blondynek, które kiedyś kręciły się przy Saurielu.
– Nie czytuję akurat takich książek zbyt często, może więc nie mam tu racji, ale nie mogę sobie przypomnieć żadnej z paniczem w opresji – przyznał Christopher. Aż się nad tym na moment zamyślił i postanowił sobie, że pójdzie do księgarni lub biblioteki, poszukać czegoś konkretnie takiego. Nie żeby było tak, że mu zależało na przeczytaniu właśnie takiej pozycji, po prostu z czystej ciekawości, wywołanej tą rozmową. – Może powinienem ufundować specjalne stypendium dla jakiegoś młodego autora na napisanie dokładnie czegoś takiego, o projektancie mody na tropie zagadek – rzucił. Chyba żartował. A może nie? Chris nie krył przecież, że łatwo poddaje się zachciankom, i że jest człowiekiem, który lubi robić dokładnie to, na co akurat ma ochotę. Pieniądze i dość liberalna w swoim podejściu wobec dzieci rodzina pozwalały mu na realizację kaprysów. Pewnie mógłby zrealizować i taki.
– Pewnie tak – przyznał z pewnym zastanowieniem. Ba, podczas Spalonej Nocy wkurzał się w pierwszym rzędzie na śmierciożerców, ale w drugim na Ministerstwo, które zamiast działać bardziej zdecydowanie, zdawało się tylko im coraz bardziej ulegać. A potem kończyło się to chmurą dymu, która omal go nie zabiła. Ale punkt widzenia Christophera w pewnych sprawach zależał od miejsca siedzenia. – Też się z tym nie zgadzam. Pytanie, czy nasza zgoda albo jej brak cokolwiek zmieni – westchnął w końcu i wszedł do punktu Fiuu.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#18
08.05.2026, 21:09  ✶  

– Tak, ale oni nadal oprócz tego są czarodziejami – nie tracili magicznych zdolności po przebudzeniu jako wampir. Zresztą podobnie było chyba z ghoulami. Magia sprawiała, że ożywali po śmierci, ale ta ich nie opuszczała… To też nie tak, że Victoria była jakąś wielką ekspertką od wampirów, ale prawdą było, że sporo o nich czytała, pytała i myślała. I Christopher miał rację: przez Sauriela, ale to nie dlatego, że na coś liczyła, a po prostu znajomość z nim była dla niej katalizatorem, by zainteresować się tematem. I powodem, dla którego zaczęła swoje eliksirowe eksperymenty, choć pracowała nad nimi nie tylko dla Rookwooda, testowała je również z młodym Yaxleyem i nie uważała, by swoją pracę powinna całkowicie zamknąć w szufladzie. Można powiedzieć, że Sauriel otworzył jej oczy na problem pewnej części społeczeństwa. I nie chodziło o żadne porywy serca. A na pewno już nie.

Było prawdą, że Chris nigdy nie miał problemu komplementami, jakie kierował w jej stronę. Gdzieś w głębi duszy czuła, że na pewien sposób musiała mu się podobać, skoro też zresztą szył dla niej sukienki, a przecież nie robił tego dla każdej kobiety. Wiedziała, że to, co powiedział wczorajszego dnia w Domu Mody, również wiele mówiło. Ale wiedziała też, że będzie potrzebowała trochę czasu, nim uda jej się wyjść z tej niskiej samooceny, bo Rookwoodowi udało się jedno: sprawił, że Victoria w siebie zwątpiła na kilku polach. Racjonalne argumenty jednak nie zawsze od razu docierały do człowieka.

– Mhm, myślałam, że przynajmniej w jakimś tam stopniu była w twoim typie. Wiem, że potem wyszło szydło z worka, więc spokojnie – bo i po prawdzie to go nie winiła za to, że umawiał się z wariatką. Ludzie się poznawali i po pewnym czasie wychodziło, czy do siebie pasują, czy nie, a tu ewidentnie zaiskrzyło na początku, ale ogień nie był zbyt mocny, a w końcu okazało się, co się okazało. Victoria myślała zwyczajnie, że Cressida przykuła jego uwagę chociażby urodą. Jakiś pierwszy bodziec musiał być. Ale skoro mówił, że nie – to znaczyło, że może jednak chodziło o co innego. Lestrange nie zamierzała go o to wypytywać, ten temat – znowu – wyszedł przypadkiem.

Ale może… Może powinna w końcu stanąć przed lustrem i weź spojrzeć i przekonać się, że nie była taka beznadziejna, za jaką się uważała?

– Właśnie mi też się nie wydaje, żeby ktoś o takich pisał, ale może…? – Victoria nie miała czasu na takie książki. Takie: znaczy nie naukowe. Ostatnia, jaką przeczytała, to był właśnie ten Demon, który ubiera się od Rosierów kupiony w Wenecji, a wcześniej… Cóż, wcześniej to był Władca Pierścieni. Mugolska książka, którą pożyczyła od Sauriela… i która ciągle była gdzieś w jej domu. Miała mu ją oddać, a potem kamienica gdzie mieszkał spłonęła i te książki już tak zostały. – Przyznaj, że to całkiem niezły pomysł – ten projektant mody, w tle pokazy i to całe piekiełko świata mody i modelingu, a na pierwszym planie tajemnice i zagadki, które może i mógłby rozwiązać ktoś inny, ale główny bohater ma jakieś niebywałe szczęście się w takowe pakować i pomysły jak je rozwikłać. – Może być odświeżający w tym gąszczu książek o aurorach i ich perypetiach.

Weszła do punktu, gdy Christopher otworzył drzwi i dość odruchowo przetarła czoło i policzki, chcąc się pozbyć choć odrobiny wody.

– Coś zmieni na pewno. Tak uważam – odpowiedziała mu po tej chwili i uśmiechnęła się do Chrisa. – Dziękuję za przemiły wieczór – dodała zaraz i odwróciła się do niego. – Naprawdę dobrze się bawiłam – i to pomimo tego, jak się to spotkanie rozpoczęło i jakie było jego podłoże: konieczność porozmawiania po wczoraj i tematów, jakie im się wywiązały. Ale Victoria musiała przyznać, że dobrze jej się z Christopherem rozmawiało. Że dobrze się przy nim czuła. Nie czuła niezręczności. No i zaliczyli już drugi taniec w dość niestandardowym miejscu. – Dobrej nocy, panie Rosier – lekko zmrużyła oczy, po czym wrzuciła garść proszku do ognia.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (3684), Victoria Lestrange (5225)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa