Moda była dla niego czymś, przy czym trzeba było zachować ostrożność, by nie wykroczyć za bardzo poza obowiązujące wzorce tego, co uważano za popularne, ale jednocześnie poza tę granicę do pewnego stopnia czasem się wychylać. Oryginalność, niepowtarzalność, budowanie nowych trendów: po co kopiować coś, co już istnieje?
– Czekaj, niech sprawdzę… – powiedział, pochylając się lekko i spoglądając jej z namysłem do oczu. – Myślę, że pasuje doskonale – ocenił w końcu, po chwili się odsuwając.
– Mało imponujący. Angielskie zamki mają dużo więcej ducha i ciekawszą architekturę. Mnóstwo ludzi, głównie mugole, a i jak się okazało, w istocie Vlad nigdy prawdopodobnie na nim nie mieszkał. Ot zamek odpowiada opisowi z jakiejś mugolskiej książki – wyliczył Christopher przyczyny swojego rozczarowania. Na wyspach, jego zdaniem przynajmniej, było o wiele więcej ciekawych zamków czy ruin, daleko przerastających ten w Rumunii. – Prawdziwe wampiry chyba rzadko odpowiadają swojemu legendarnemu wizerunkowi. A w tej kolekcji bardziej chodziło o opowieści i znaczenia, jakie przydają im ludzie, niż o realizm – przyznał Christopher bez większych oporów. Spotkał kiedyś jedną wampirzycę i zdawała się mu szalenie mało imponująca. Plotki o Rookwoodzie też słyszał, i nawet przeszło mu przez myśl, że może głupio palnął, ale był trochę podchmielony, i nie przejął się tym jakoś szczególnie.
– Nie, nie często. Mam wrażenie, że często robią takie rzeczy głównie bohaterowie książek – powiedział, może nawet z odrobiną żalu, że życie nie mogło wyglądać jak w księgach. – Zostałem w pracowni. Normalnie wybrałbym się na sabat, bo zawsze lubiłem Lithę, ale po Beltane uznałem, że nie mam ochoty sprawdzić, jak będzie wyglądać zabawa tym razem. I myślę… że powtórzyłbym to chętnie, ale patrząc po Mabon, nie wrócą szybko czasy radosnych sabatów. Ty byłaś w Stonehange?
Muzyka umilkła, zatrzymali się na mokrym chodniku. Włosy Chrisa lepiły się mu do czoła i policzków, ale chwilowo zupełnie się tym nie przejmował.