• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both?

[01.10.1972] To be, or not to be... can I opt out of both?
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
01.09.2026, 11:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2026, 21:58 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Bajarz II

Jakimś cudem udało im się opóźnić mieszkanie Prudence. Stało się tak po drugiej butelce wina, którą wypiły z Cressidą, kilku ckliwych myślach, którymi podzieliła się z nią Prue, oraz bardzo intensywnym wygłaskaniu kota, który nadal nie miał imienia. Najważniejsze - jej przyjaciółka faktycznie zdążyła się wysuszyć nim ponownie znalazła się na zewnątrz, więc misja zakończyła się sukcesem. Zanim wyszły z mieszkania Bletchley przy ulicy Horyzontalnej kobieta pokazała jej swoją kolekcję parasolek, co również nieco opóźniło ich wyjście. Prue miała sentyment do ich zbierania, nie były to jednak zwykłe parasolki, tylko najbardziej urocze z możliwych. Tak więc przemierzały teraz Aleję Horyzontalną każda ze swoją, wyjątkową parasolką, która miała chronić je od deszczu. Prudence wybrała tę z nietoperzymi uszami, Cressida - białą, która wyglądała jak duch z każdej malowanki dla dzieci.

Spacer do Dziupli zajął im dłużej niż powinien - wiatr wyjątkowo się nasilił, chociaż może niekoniecznie, te dwie butelki wina, które w siebie wlały powodowały, że chodniki wydawały się być szersze niż zazwyczaj. Dotarły jednak w końcu do baru, nieco spóźnione, ale chyba nikt nie powinien tego zauważyć.

Weszły do środka, Prue rozejrzała się po pomieszczeniu, była zdziwiona, że znajdowało się tu tak wiele osób. Najwyraźniej wiele osób zamierzało dyskutować o równych prawach czarodziejów, goblinów i charłaków, albo byli to po prostu normalni klienci, którzy postanowili spędzić w Dziupli ten deszczowy wieczór.

- Nie spodziewałam się takich tłumów. - Chciała powiedzieć to całkiem dyskretnie do ucha swojej przyjaciółki, nie do końca jednak jej się to udało - przez co kilka osób zwróciło na nie uwagę. Ups. - Jest wolny stolik! - Odparła również ze sporym entuzjazmem, bo nawet na to nie liczyła, postanowiła ruszyć w jego kierunku, żeby przypadkiem ktoś nie sprzątnął im ich go sprzed nosa. Była bardzo bliska celu, kiedy się o coś potknęła, to znaczy o kogoś potknęła - myślała, że to krzesło, a to jednak był goblin. - Przepraszam. - Nie czekała na jego reakcję, była bardzo zdeterminowana, aby dotrzeć do celu, ciągnęła przy tym Cressidę za rękę, żeby nie daj Merlinie nie zgubić jej w tym tłumie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
01.09.2026, 16:01  ✶  
Nie wiedziałam nawet, w którym momencie przestałam kontrolować godzinę, pamiętałam natomiast bardzo dokładnie, że gdy wreszcie spojrzałam na zegarek, wydałam z siebie przerwany czknięciem dźwięk świadczący o tym, iż bardzo gwałtownie zdałam sobie sprawę z upływu czasu - nasz plan punktualnego pojawienia się w „Dziupli” właśnie umarł śmiercią, no, cóż… Powolną i nieszczególnie tragiczną, ponieważ żadna z nas raczej nie żałowała wspólnych chwil spędzonych w czterech ścianach - ja nie poderwałam się od razu na równe nogi, gdyż nie dopiłam jeszcze reszty naprawdę przepysznego wina, Prue również nie wyglądała na szczególnie przejętą, co było chyba największym dowodem na to, że obie potrzebowałyśmy tego wieczoru bardziej, niż początkowo sądziłyśmy. Kiedy zdecydowałyśmy się opuścić mieszkanie, bez pośpiechu stanęłam przed szafą koleżanki w przedpokoju i przez kilka dobrych chwil nie mogłam zdecydować, którą parasolkę wybrać, ponieważ wszystkie były tak absurdalnie urocze, że miałam ochotę zabrać ze sobą co najmniej trzy. Ostatecznie padło na białą przypominającą ducha, nie zamierzałam nawet próbować tłumaczyć, dlaczego właśnie ta przypadła mi do gustu, w zestawieniu z nietoperzymi uszami na parasolce Prudence wyglądałyśmy zresztą tak, jakbyśmy wybierały się nie na poważny wiec dotyczący praw różnych grup społecznych, lecz na dziecięce przedstawienie, co po prostu wyjątkowo mnie urzekło.
Wychodząc na zewnątrz, praktycznie od razu rozłożyłam parasolkę i przez moment byłam autentycznie dumna z jej solidnej konstrukcji, pierwszy podmuch wiatru poderwał ją jednak tak mocno, że musiałam złapać rączkę obiema rękami, solidnie naprężając przedramiona.
- Dobrze, rozumiem. To będzie wojna. - Spojrzałam z wyrzutem w niebo, po czym ruszyłam dalej, zbliżając się do przyjaciółki, aby odrobinę zaradzić temu problemowi - wiatr wciskał deszcz pod parasolkę z każdej możliwej strony, lecz przynajmniej tym razem miałam jakieś zabezpieczenie, co prawda po dwóch kieliszkach wina chodnik wydawał się odrobinę bardziej nieprzyjazny niż wcześniej, ale byłam absolutnie przekonana, że odpowiadała za to przede wszystkim jesienna zawierucha, która zmieniła kierunek i zaczęła dmuchać nam prosto w twarze. Nie miałam żadnych innych teorii, po prostu aura pogodowa usiłowała utrudnić nam wyprawę podejmowaną przez nas w słusznej sprawie, szłyśmy więc trochę wolniej, niż planowałyśmy, lawirując między kałużami i ludźmi spieszącymi do domów po skończonym dniu pracy, ale ostatecznie jakoś dotarłyśmy na miejsce.
Spodziewałam się kilku osób, może kilkunastu, tymczasem już po wejściu musiałam zatrzymać się na moment, żeby nie wpaść na kogoś stojącego tuż przed drzwiami - w środku było naprawdę sporo ludzi, nie wiedziałam, ilu z nich faktycznie przyszło tutaj z powodu praw goblinów i charłaków, a ilu po prostu szukało schronienia przed deszczem, lecz atmosfera zdecydowanie nie przypominała małego, kameralnego spotkania.
- Ja też nie. - Odpowiedziałam cicho, lecz widząc, że kilka osób i tak odwróciło głowy w naszą stronę, natychmiast zakryłam usta dłonią, żeby nie parsknąć śmiechem, gdyż z jakiegoś powodu wszystko to wydało mi się całkiem zabawne. - Idź, idź, zanim ktoś go zajmie. - Oczywiście moje słowa były zupełnie zbędne, bo Prue znalazła się już kilka kroków przede mną i pociągnęła mnie za rękę. Sama też przyspieszyłam kroku, choć szybko okazało się, że w zatłoczonym lokalu była to decyzja wymagająca większej zręczności, niż posiadałam tego wieczoru, miałam jednak nadzieję, że stan upojenia nieco usprawiedliwiał mój brak wyczucia, chociaż rozsądek podpowiadał mi, że winny oddech i szkliste oczy były raczej kiepską linią obrony. Byłam nawet gotowa pozwolić jej holować mnie za sobą przez całe pomieszczenie, bo chyba czuła się nieco bardziej skoordynowana ode mnie, kiedy nagle zobaczyłam, że potknęła się o coś znajdującego się przy ziemi - zrobiłam krok w jej stronę, lecz wtedy dotarło do mnie, że owym „czymś” wcale nie było „coś”. To był goblin… Przez sekundę patrzyłam bezmyślnie wprost na niego, potem zerknęłam na Prudence, po czym uniosłam brwi.
- Przepraszam. - Powtórzyłam szybko po przyjaciółce, chociaż ona już pociągnęła mnie dalej. - Naprawdę przepraszamy, nic się nie stało, prawda? - W przelocie zerknęłam jeszcze na stwora, po czym pozwoliłam się pociągnąć w stronę stolika. - Będziemy musiały pilnować, żeby nie zabrał nam parasolek, bo przecież przy tej pogodzie każdy taki kolekcjoner chce mieć coś tak wartościowego. - Nie była to szczególnie subtelna uwaga, szczególnie że goblin znajdował się nadal wystarczająco blisko, żeby bez trudu ją usłyszeć, jednak dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że właśnie powiedziałam coś wyjątkowo głupiego w miejscu, w którym miałyśmy słuchać prelegentów mówiących o równych prawach. Spojrzałam na Prue z miną osoby, która właśnie zdała sobie sprawę z własnego nietaktu, po czym wzruszyłam ramionami, moje poczucie dyskrecji po dwóch butelkach wina najwyraźniej pozostawiało sporo do życzenia. Kilka osób spojrzało w naszą stronę, więc natychmiast uśmiechnęłam się do nich niewinnie. - Upsik. - Czknęłam.

Bard:  @Benjy Fenwick 
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
01.09.2026, 20:09  ✶  

Można było założyć, że w Dziupli jest sporo osób kiedy tylko znalazła się na horyzoncie. Przed wejściem stał spory tłum, ludzie, czy gobliny ustawiały się w większych grupkach i toczyły zawzięte dyskusje. To było zaskakujące - przynajmniej dla Prue, której wydawało się, iż sprawa jak ta mogła poczekać, bo przecież ostatnio spłonęła niemalże cała stolica, naprawdę mieli się czym zajmować. Najwyraźniej była nieco odosobniona w swoich poglądach, bo sporo osób postanowiło pojawić się na wiecu. Nie do końca to do niej przemawiało. Skoro przez tyle lat wszystko działało odpowiednio tak jak kiedyś zostało poukładane, to w ogóle po co było to zmieniać?

Zostawiły za sobą te grupki, które powoli się formowały i weszły do środka, gdzie było jeszcze więcej osób. Zadziwiające, że też naprawdę obecni tu nie mieli czegoś ciekawszego do roboty.

- Ale chciałaś tu przyjść, to znaczy, że miałaś jednak jakieś… jakieś oczekiwania? - Odwróciła się jeszcze i wbiła swoje przeszywające spojrzenie w przyjaciółkę. Zapomniała ją zapytać o to dlaczego w ogóle chciała tutaj przyjść, czy była jakąś popleczniczką goblinów i charłaków? Zmrużyła jedno oko i patrzyła w nią bardzo intensywnie, jakby to miało jej się pomóc tego dowiedzieć.

- Pędzę, nikt nam go nie zajmie. - Prudence potrafiła być zawzięta, więc bardzo zgrabnie lawirowała między stolikami, ludźmi, a krasnalami… to znaczy goblinami ciągnąć przy tym jeszcze za sobą Cressidę, aby przypadkiem jej nie zgubić. To było bojowe zadanie, ale odnajdywała się w nim wcale nie tak najgorzej. Potknęła się o jednego z goblinów, rzuciła nawet to przepraszam, po czym dodała jeszcze - Nie zauważyłam go. - W sumie to rzuciła w eter, pewnie miało dotrzeć tylko do jej przyjaciółki, ale ponownie kilka spojrzeń skierowało się w ich stronę. Nie była specjalnie subtelna, nie robiła tego oczywiście specjalnie, po prostu była lekko wstawiona, przez co trochę mniej ostrożna niż zazwyczaj.

- Tak, musimy ich pilnować są zbyt cenne, żeby ktoś postanowił je sobie przywłaszczyć. - Bardzo dobrze, że ona o tym wspomniała. Musiały mieć na uwadze to, że byli tutaj różni ludzie, no i różne stwory, gobliny słynęły ze swojej pazerności - kto wie, być może wśród obecnych tutaj znajdował się jakiś pasjonat parasolek? Nie zamierzała mu oddać swoich, były zbyt cenne.

Prudence nie wydawała się przejmować jakoś specjalnie tym, jak zabrzmiały słowa jej przyjaciółki. Być może nie była zbyt delikatna, jednak tamci powinni być przecież do tego przyzwyczajeni, nie byli ludźmi, tylko krasnalami, to znaczy goblinami, nie powinni oczekiwać, że ludzie będą ignorować różnice, jakie ich dzieliły. No życie, powinni się do tego przystosować. Tak wyglądał świat, mniejszości musiały się dostosowywać do reszty.

Rozsiadła się wygodnie na krześle, wcześniej zdjęła swój płaszcz i powiesiła go na oparciu, wolała mieć wszystkie swoje rzeczy przy sobie. - Pilnuj też portfela, dużo tutaj niskich osób, można nie zauważyć, kiedy znajdują się obok. - Postanowiła wspomnieć i o tym, gdyby Cressida przypadkiem się zapomniała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
01.09.2026, 20:53  ✶  
Od razu było widać, że „Dziupla” nie zamierzała tego wieczoru świecić pustkami, zrobiło to na mnie spore wrażenie, jeszcze zanim weszłyśmy do środka - już z daleka ostrzegłam tłum stojący przed wejściem, porozdzielany na mniejsze grupki, w których zebrani obok siebie ludzie oraz gobliny zawzięcie o czymś dyskutowali, i poczułam się wielce zainteresowana, jakkolwiek by to nie brzmiało w kontekście malutkich stworków, których dotyczył temat spotkania.
- Jakie oczekiwania? - Powtórzyłam, unosząc brwi. - Oczywiście, że jakieś miałam. Gdybym nie miała, nie wyciągałabym cię z domu w taką pogodę. - Zerknęłam po zatłoczonym wnętrzu, przekroczywszy próg lokalu. - Chciałam zobaczyć, o co właściwie chodzi. To chyba wystarczający powód, prawda? - Odparłam, po czym nachyliłam się trochę bliżej, by nie musieć się z nikim przekrzykiwać. Jej intensywne spojrzenie sprawiło, że przez chwilę patrzyłam wprost na nią, starając się nie sprawiać wrażenia przyłapanej na czymś podejrzanym.
- Nie patrz tak na mnie, bo jeszcze zacznę się zastanawiać, czy powinnam przyznać się do jakiegoś wielkiego sekretu. Francis może i był brzydki, ale nie gustuję w półgoblinach, ani nic takiego. To by była przesada. - Zachichotałam, po czym ruszyłam za nią w stronę stolika, najwyraźniej uznała zdobycie miejsca za zadanie wymagające pełnego zaangażowania, więc nie pozostawało mi nic innego, niż dać się jej przez ten tłum przeciągnąć za rękę. Zerknęłam jeszcze na potrąconego mężczyznę, po czym szybciutko ruszyłam dalej.
- Pree, on był całkiem duży, jak na swój rozmiar. Jak mogłaś go nie zauważyć? - Zasłoniłam usta dłonią, żeby nie wybuchnąć śmiechem, szczególnie że kilka osób znów się na nas obejrzało, oczywiście,  wypowiedziałam to dokładnie w chwili, w której obie zdążyłyśmy już zwrócić na siebie uwagę, więc moja reakcja była spóźniona o dobrych kilka minut. Zdjęłam płaszcz i przewiesiłam go przez oparcie, po czym odstawiłam parasolkę tak, żeby nie przeszkadzała nikomu przechodzącemu obok, ale jednocześnie, by nikt mi jej nie ukradł - byłam już wystarczająco ululana, żeby nie zastanawiać się nad tym, jak absurdalnie poważnie traktowałyśmy kwestię przedmiotów osobistych w miejscu, w którym ludzie mieli za chwilę debatować o prawach całych grup społecznych. Zajęłam miejsce przy stoliku, po czym natychmiast sprawdziłam, czy portfel rzeczywiście znajdował się tam, gdzie powinien.
- O Merlinie, masz rację. Przy takim tłumie mogłabym nawet nie zauważyć, że ktoś mikry sięga mi do kieszeni. - Przysunęłam torbę bliżej siebie i położyłam ją na kolanach. - Myślisz, że wyglądamy na bogate? - Wbrew pozorom, nie było to pytanie podyktowane próżnością, lecz najprawdziwszą obawą o naszą własność - w końcu, kto tam wiedział, na jakiej kieszonkowcy wybierali swoje ofiary, zwłaszcza ci innej rasy.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
01.09.2026, 21:16  ✶  

- Nie wiem jakie, właśnie dlatego pytam. - Postanowiła to nieco sprostować, bo najwyraźniej się źle wyraziła, czy coś. Nie najłatwiej było jej się dogadać z przyjaciółką w tym całym tłumie, zwłaszcza, gdy miała wrażenie, że wszyscy wokół ich podsłuchują. Nie miała pojęcia dlaczego tak się w nie wpatrywali, przecież naprawdę starały się być grzeczne. Po prostu niefortunnie powiedziały kilka słów - każdemu przecież mogło się zdarzyć coś podobnego.

- W sumie fakt, jestem niemądra, gdybyś nie miała jakiś oczekiwań, to nie chciałabyś tu przyjść. - Kiwnęła głową, bo to co mówiła Cressida miało sens, bardzo dużo sensu, że też jeszcze sekundę temu tego nie wiedziała. - Tak, tak, to bardzo dobry powód, chociaż mnie samej to nie przekonało, gdybyś nie wyciągnęła mnie z domu to bym tu nie przyszła, chociaż też dostałam to zaproszenie. - Policzki Prue były różne, najprawdopodobniej od wina, które wcześniej wypiły, oczy nieco jej się szkliły, ale starała się spoglądać prosto w oczy przyjaciółki, mimo, że w tym stanie to wcale nie było takim prostym zadaniem.

- Jeśli masz jakiś, to wiesz, że ze mną będzie bezpieczny. - Nie spodziewała się, że jej spojrzenie może powodować wyznawanie tajemnic, to było dla niej nowością, może powinna przetestować to jeszcze na kimś innym? Będzie na pewno miała to na uwadze. - Fakt, był brzydki, a do tego nie potrafił trzymać kutasa w spodniach. - Nie sądziła, że musiała stwierdzać fakt, ale skoro sama Cressida zaczęła ten temat, to go pociągnęła. - Dobrze, to nie tak, że bym Cię oceniała, czy coś, wiesz najważniejsze jest to, żebyś była szczęśliwa, ale zasługujesz na faceta, który będzie sięgał do stołu… - Nie miała nic złego na myśli, po prostu naprawdę zależało jej na tym, aby przyjaciółka znalazła sobie kogoś odpowiedniego, może nie teraz, a kiedyś, bo każdy zasługiwał na szczęście u boku kogoś komu na nim zależało.

- Jak był duży, nie sięgał mi nawet do uda, a ja sama nie jestem szczególnie wysoka… - Jeśli on był duży jak na jego rozmiar… to coś tutaj było nie tak. Nie, żeby znała się specjalnie na rozmiarach goblinów, raczej ich unikała, to znaczy kiedy musiała to pozwalała sobie na interakcje z nimi, jednak starała się, aby działo się to jak najrzadziej. Miały dziwne zęby, do tego te oczy… nie potrafiła ignorować ich wyglądu tak po prostu.

- Nom, a szkoda by było, aby ktoś postanowił skorzystać z okazji, towarzystwo nie jest do końca przewidywalne, gobliny, charłaki? - Nachyliła się nad stołem, aby szepnąć kolejne słowa Cressidzie do ucha. - Myślę, że dzisiaj, tutaj istnieje dużo większe prawdopodobieństwo kradzieży niż normalnie, dużo tutaj typów spod ciemnej gwiazdy. - Nie miała najwyraźniej najlepszego zdania o osobach, które miały uczestniczyć w tym wiecu. Wyprostowała się w końcu. - Patrząc na to, kto nas otacza to tak, wyglądamy na bogate, dzisiaj, tutaj, normalnie gdzieś indziej pewnie nie. - No, ale sytuacja była wyjątkowa.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
01.09.2026, 22:26  ✶  
Przechyliłam lekko głowę, próbując przebić się wzrokiem przez tłum i jednocześnie nie zgubić wątku rozmowy, bo po dwóch butelkach wina oraz całym tym zamieszaniu z parasolkami targanymi wiatrem z deszczem moja zdolność do prowadzenia kilku procesów myślowych naraz wyraźnie ucierpiała.
- Aa—ach. - Rzuciłam, teraz już bez zawahania. - To w takim razie nie jesteś głuptasem. Po prostu chciałam zobaczyć, co się tutaj wydarzy. Nie mam przygotowanej listy oczekiwań, nie przychodzę z przemową i nie zamierzam nikogo przekonywać do żadnej wielkiej ideologii. Chciałam się trochę rozerwać, zobaczyć, o co tyle zamieszania, może posłuchać kilku ciekawych rzeczy. Poza tym skoro już dostałyśmy zaproszenia, to grzechem byłoby nie sprawdzić, czy rzeczywiście będzie tak interesująco, jak obiecano. - Nie przejmowałam się specjalnie tym, że kilka osób zerkało w naszą stronę, bo przecież nie zamierzałam nagle zmienić sposobu mówienia tylko dlatego, że ktoś miał za dobre - lub za duże i zbyt spiczaste - uszy, wręcz przeciwnie, im bardziej próbowałam zachowywać się naturalnie, tym mocniej wychodziło mi mówienie dokładnie tego, co akurat przyszło mi do głowy. Ciekawiło mnie samo wydarzenie, ludzie, którzy się na nim pojawili, atmosfera i to, co właściwie zamierzali osiągnąć, poza tym Prue wyglądała dziś na tak przybitą, że samo wyciągnięcie jej z mieszkania uznałam za wystarczający sukces. Właściwie cała moja logika opierała się właśnie na tym, że skoro coś wydawało mi się interesujące, to należało tego spróbować, co prawda, nie zawsze był to najlepszy sposób podejmowania decyzji, lecz przynajmniej rzadko kiedy prowadził do nudnych wniosków.
- Czyli mam rozumieć, że wykonałam dzisiaj pożyteczną pracę społeczną. - Roześmiałam się i poklepałam ją lekko po ramieniu. - Proszę bardzo. Uratowałam cię przed spędzeniem kolejnego wieczoru w domu i dostarczyłam ci rozrywki. Możesz mi za to kiedyś kupić ciastko. - Przez chwilę przyglądałam się jej twarzy, zauważając zaróżowione policzki i lekko szkliste oczy, sama też pewnie wyglądałam podobnie, czułam przyjemne rozluźnienie, przez które wszystko wydawało się trochę bardziej kolorowe niż zazwyczaj, więc nie zamierzałam udawać, że właśnie prowadziłyśmy najbardziej trzeźwą rozmowę w Londynie.
- Nie mam żadnego, ale gdybym miała, na pewno powiedziałabym ci pierwszej. - Nachyliłam się ku niej z konspiracyjnym uśmiechem, jednocześnie stawiając kilka chwiejnych kroków. - Musisz jednak przyznać, że perspektywa posiadania takiego sekretu jest całkiem kusząca. - Spojrzałam jej prosto w oczy i przez chwilę próbowałam utrzymać poważną minę, lecz szybko poległam. - Oczywiście, o ile to nie goblin. - Zerknęłam na najbliższe grono, w którym rzeczywiście znajdowało się kilku goblinów, po czym wróciłam wzrokiem do Prue, skrzywiwszy się teatralnie, nie zamierzałam udawać, że jej komentarze mnie nie bawiły, właściwie po winie bawiło mnie dzisiaj zdecydowanie zbyt wiele rzeczy.
Nie miałam szczególnie dużo doświadczenia w kontaktach z goblinami, przynajmniej poza bankiem, więc nie zamierzałam udawać, że ich rozmiar był dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Wygląd tych stworów zawsze wydawał mi się trochę osobliwy, a zęby w ich paszczach zdecydowanie nie pomagały mi w pozbyciu się tego wrażenia. Nie znałam ich zwyczajów, nie znałam ich środowiska, nie wiedziałam nawet, jakie rzeczy uznawały za uprzejme, więc zdecydowanie wolałam obserwować je z pewnego dystansu.
- Właściwie wystarczy mi, żeby mężczyzna potrafił przejść obok stołu bez sprawdzania, co na nim leży. - Nie zamierzałam jej tłumaczyć, że moje doświadczenia z odpowiednimi mężczyznami były wystarczająco skomplikowane, żeby nie ufać żadnym prostym kryteriom, bo doskonale zdawała sobie z tego sprawę, niestety. Francis zdecydowanie nie był człowiekiem, którego można było opisać jako „konwencjonalnie atrakcyjnego” i szczególnie oszczędnego w zainteresowaniu cudzymi talerzami, wręcz przeciwnie, miał tę nieszczęśliwą skłonność do sięgania do zdecydowanie zbyt wielu z nich, co z czasem przestało być nawet przykre i frustrujące, a stało się po prostu nieakceptowalne. Problem polegał na tym, że nie rozumiał, iż nie każdy stół, do którego dało się sięgnąć przy jego wzroście, powinien był być dostępny dla wszystkich.
- Chociaż przyznam, że nie miałabym nic przeciwko komuś, kto przynajmniej potrafi dosięgnąć do górnej półki bez wspinania się na krzesło. - Uśmiechnęłam się do niej i ruszyłam dalej za rękę, wciąż lawirując między ludźmi, co chyba wyjaśniało, dlaczego prawie zdeptałyśmy kogoś, kto jednym nie był…
- Nie sięgał ci do uda? - Spojrzałam na Prue z autentycznym niedowierzaniem, po czym zerknęłam w stronę goblina, który nadal znajdował się niedaleko nas, zmierzywszy go - bardzo dosłownie - wzrokiem. Miała rację, ale… Jaaaak?! - Jesteś pewna, że to ten sam? - Spytałam, bo ja już nie byłam. - Poza tym po dwóch butelkach wina wszystko wygląda na trochę większe… - Byłam pewna, iż na jakimś etapie życia raczej każda z nas już się o tym przekonała.
W końcu dotarłyśmy do wolnego stolika, Prue pierwsza zajęła miejsce, więc usiadłam naprzeciwko niej i oparłam się wygodnie o oparcie krzesła, dopiero wtedy pozwoliłam sobie odetchnąć i rozejrzałam się po zatłoczonej sali, poprawiwszy torbę na kolanach. Słowa o tym, że otaczało nas niekoniecznie przewidywalne grono, i że według lokalnych standardów rzeczywiście wyglądałyśmy na bogate, sprawiły, że zerknęłam najpierw na nią, potem na własne ubranie, przełknąłszy ślinę.
- Charłaki to nie, ale gobliny podobno potrafią wyczuć złoto z nawet drugiego końca ulicy… - Mruknęłam, zupełnie nie przejąwszy się tym, że siedziałyśmy w barze, na wiecu poświęconym równym prawom, otoczone przedstawicielami grup, o których właśnie mówiłyśmy z pewnym lekceważeniem, jednocześnie ściskając własne rzeczy, żeby przypadkiem ktoś nam ich nie zabrał. Wokół nas było zdecydowanie za dużo różnych elementów, zdecydowanie zbyt wiele głosów i zdecydowanie za dużo spojrzeń, które miałam ochotę odwzajemnić jeszcze bardziej bezczelnym patrzeniem w ich kierunku, skoro już wszyscy tak bardzo interesowali się naszą obecnością, nie zamierzałam jednak przejmować się tym, że ktoś słuchał, bo skoro przyszliśmy tutaj wszyscy rozmawiać, to chyba nikt nie powinien być szczególnie zaskoczony, że dwie kobiety również miały własne opinie.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
02.09.2026, 21:40  ✶  

- Co racja to racja, czasem warto wyjść z domu i zobaczyć, co dzieje się między ludźmi. - No i goblinami, ale o tych nie wspomniała, co mogło zostać odebrane, jakby traktowała ich jak osobników gorszego sortu. Tak, jak wspominała Cressida mogło tu być całkiem interesująco, zwłaszcza, że towarzystwo było nieprzewidywalne, całkiem skutecznie odciągało to myśli Prue od tego, co ostatnio działo się w jej życiu. Zawiesiła na moment swój wzrok na żyrandolu, przez co odpłynęła na chwilę. Przed jej oczami pojawiły się obrazy z książek, wróciła do tego, co kiedyś przerabiali na historii magii. Bunty goblinów - te istoty nie należały raczej do łagodnych negocjatorów, gdy coś im się nie podobało to próbowali osiągnąć to siłą, ciekawe, czy i tutaj mogło się to tak skończyć. Czy mieliby taką czelność, aby teraz, gdy Londyn niemalże spłonął próbować podobnych manewrów? Nie wątpiła w to, że pewnie tak. Mrugnęła, pokręciła też głową, żeby na nowo odnaleźć się w rzeczywistości. Przyjaciółka musiała wybaczyć jej to chwilowe rozproszenie.

- Bardzo pożyteczną pracę społeczną, to znaczy nie wiem, czy społeczeństwo faktycznie cieszy się z tego, że wyszłam z domu, ale niech będzie. - Spróbowała się nawet uśmiechnąć, ale trochę jej to nie wyszło. - Dostaniesz ciastko, a nawet dwa. - Już Prue na pewno sobie to zapamięta, pewnie podeśle jej do pracy, nie ma nic przyjemniejszego od jedzenia ciastka w kostnicy, mało kto mógł to zrozumieć, ale miała pewność, że Cressida na pewno to doceni.

- Cieszy mnie to, będę więc czekać, aż się to zmieni. - Niby nie interesowały ją plotki, ale w sumie to co działo się u jej przyjaciółki mogło być naprawdę interesujące, nie brała jeńców, żyła pełnią życia, więc pewnie niedługo sprzeda jej jakieś tajemnice. - Nie goblin, ani nie wilkołak, te są jeszcze gorsze. - Nie mogła pominąć znienawidzonych przez siebie przeklętych. - Jak dla mnie wszystkie wilkołaki powinni zostać klasyfikowane jako magiczne stworzenia, ale to chyba dyskusja na kolejny wiec, być może powinnam sama taki zorganizować. - Natchnęło ją, bo był to dość ważny problem. Bletchley naprawdę nie znosiła wilkołaków i chętnie utrudniłaby im życie.

- Powinnaś mieć większe wymagania, zasługujesz na to. - Być może nie miała najlepszych doświadczeń z mężczyznami, jednak nie zmieniało to faktu, że zasługiwała na prawdziwy diament wśród płci przeciwnej, bo była wyjątkowa, szkoda, że jeszcze nikt nie zdał sobie z tego sprawy. Prue nie wątpiła w to, że jeśli tak się stanie, to będzie zapatrzony w Cressidę jak w obrazek i zechce jej uchylić nieba.

- To jest spory atut, chociaż żeby nie był też za wysoki, bo wiesz co mówią, wysoki jak brzoza, a głupi jak koza. - Nie, żeby był to przytyk do jakiejś konkretnej osoby, nie, gdzie tam, wcale, a wcale, wcale nie brzmiała jakby miała z kimś podobnym jakieś doświadczenie.

- Mówię Ci, że nie, w ogóle, co to ma być, one mają oczy na poziomie naszych tyłków, no trochę pod nimi, to nie zmienia jednak faktu, że mogą sobie patrzeć dowoli. - Dopiero teraz to do niej dotarło, że tak właściwie mogły sobie spoglądać na nie kiedy tylko chciały. Dobrze, że zdążyły już usiąść i nie musiały się tym martwić.

- Nie jestem pewna, bo jak dla mnie one wszystkie wyglądają tak samo. - Przygryzła dolną wargę, spojrzała jeszcze na grupę goblinów, która siedziała niedaleko co tylko potwierdziło jej słowa. Jak dla niej nie dało się ich od siebie odróżnić, a przecież była całkiem bystra.

- Tak, wino niestety potrafi mocno zakrzywiać rzeczywistość, najlepiej, gdy na trzeźwo nie trzeba tego weryfikować, bo przychodzi straszne rozczarowanie. - Najwyraźniej miały podobne doświadczenie jeśli o to chodzi, takie już było życie.

- Serio? Musimy więc uważać nie tylko na krasnale, ale też na ludzi, bo każdy tutaj może być charłakiem? - Robiło się niebezpiecznie, a one spożyły wystarczającą ilość alkoholu, aby zaczęło szumieć im w głowie. Niedobrze, naprawdę niedobrze.

Ktoś wyszedł przed bar, jednak nie było go widać z ich stolika, musiał to być jeden z goblinów. Zaczął mówić coś o ich prawach. - Powinni podstawić mu krzesło… - Szepnęła jeszcze do Cressidy.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
02.09.2026, 22:56  ✶  
Pokiwałam głową z zadowoleniem, bo właśnie o to mi chodziło od samego początku, nie przeszkadzało mi nawet, że Prue wyglądała na trochę rozkojarzoną - widziałam, jak na moment zawiesiła wzrok gdzieś nad moją głową, więc pozwoliłam jej spokojnie wrócić do rzeczywistości, zamiast od razu zasypywać ją kolejnymi słowami - sama zresztą zaczynałam się dobrze bawić, ponieważ im dłużej znajdowałyśmy się w tym miejscu, tym więcej interesujących rzeczy miało potencjał wydarzyć się wokół. Tłum był ogromny, atmosfera robiła się coraz gęstsza, a temat wiecu najwyraźniej budził w ludziach znacznie więcej emocji, niż mogłabym przypuszczać. Nie zamierzałam udawać, że przyszłam tutaj z gotowym stanowiskiem, ale z każdą minutą coraz bardziej cieszyłam się, że jednak wyciągnęłam przyjaciółkę z mieszkania, nawet na deszcz i w jesienną zawieruchę. Zaśmiałam się - teoretycznie planowałam zrobić to tylko pod nosem, ale w praktyce wyszło mi trochę głośniej niż zamierzałam - widząc tę próbę uśmiechu, która wyszła jej trochę krzywo.
- Dwa? Pree, jesteś cudowna. - Nie zamierzałam nawet pytać o to, gdzie i kiedy mogłaby mi je dać, liczyło się to, iż zdecydowanie ich chciałam - nie miałam nawet nic przeciwko dziwnym miejscom na jedzenie, nie po tylu latach przyzwyczajania się do luksusu, jakim czasem potrafiła być przerwa sama w sobie. Uniosłam brwi i uśmiechnęłam się znacząco, rozpromieniłam się na kilka sekund, po czym natychmiast spoważniałam, kiedy wspomniała o wilkołakach.
- Czekaj, wilkołaki też? - Spojrzałam na nią z lekkim niedowierzaniem, zawiesiłam głos, po czym energicznie pokiwałam głową na myśl o organizacji wiecu lub najlepiej pikiety przeciwko tym tam, o których powiedziała, bo może byłam tolerancyjna, ale nie aż tak, by chcieć akceptować dzikie bestie na salonach. - Jeśli rzeczywiście go zorganizujesz, koniecznie mnie zaproś. Tylko wcześniej powiedz mi, czy mam przynieść transparent. Mogę zrobić bardzo ładny. - Zawahałam się po tych słowach. - Albo adekwatnie brzydki. W końcu mowa o wilkołakach. - Z tymi również nie chciałam się spoufalać, co sprawiało, że lista moich towarzyskich wymagań coraz bardziej się wydłużała, no, może jednak nie byłam aż tak tolerancyjna w kwestii wyboru znajomych, ale tych nielicznych zdecydowanie nie żałowałam. Prudence była najlepsza! Przez moment patrzyłam na nią, po czym uśmiechnęłam się z rozczuleniem.
- Wiem, wiem, powinnam mieć wysokie oczekiwania. - Przytaknęłam, kiedy zaczęła zapewniać mnie, że zasługiwałam na kogoś odpowiedniego. - Tylko najwyraźniej właściwi mężczyźni potrzebują trochę więcej czasu, żeby się zorientować. - Najważniejsze, żeby idealny kandydat tym razem nie był przekonany, że cały świat został stworzony po to, żeby spełniać jego zachcianki, gdyż zbyt wielu kręcących się przy mnie facetów zdecydowanie należało do ludzi, którzy mieli niewiele powodów, żeby uważać się za najważniejszą osobę w pomieszczeniu, ale dostatecznie rozdmuchane ego, aby mieć się za przyszłych brytyjskich Ministrów Magii. - Chociaż właściwie… Masz rację, kochana. Nie chcę faceta, który będzie wyższy ode mnie o trzy głowy. Bałabym się, że przy każdym przytuleniu zniknę mu gdzieś pod brodą. - Zawahałam się. - Właściwie boję się też takich bardzo brodatych. Nie wiem dlaczego, ale zawsze wyglądają, jakby mieszkali pod mostem i mogli mieć tam między włosami coś obrzydliwego. Okruszki ze śniadania, takie tam. Całkowicie łysy też budzi moje obawy, bo nigdy nie wiadomo, gdzie mu się kończy twarz. - Zmarszczyłam nos, nie zamierzałam jednak rozwijać tego tematu, bo w tej chwili znacznie ciekawsze było obserwowanie narastającego tłumu wokół nas. - W każdym razie, dobrze, będę miała standardy. Chociaż po moich dotychczasowych doświadczeniach zaczynam podejrzewać, że znalezienie odpowiedniego człowieka może być zadaniem wymagającym większej ilości czasu niż zdobycie mieszkania w Londynie. - Nie zamierzałam jednak się tym przejmować na zapas, ani ponownie wracać do Francisa, samo wspomnienie o nim wystarczało, żebym poczuła lekkie ukłucie irytacji, więc znacznie bardziej odpowiadało mi przekonanie, że gdzieś tam czekał na mnie człowiek, który nie będzie próbował korzystać z każdej nadarzającej się okazji do sięgania po cudze melony i inne takie, a jeśli już o tym była mowa…
- Przestań, fuj, teraz już będę o tym myśleć za każdym razem, kiedy jakiś przejdzie obok. - Roześmiałam się, może odrobinkę niezręcznie, lecz rzeczywiście zaczęłam zerkać na mijające nas gobliny z nieco większą ostrożnością. - Chociaż wolałabym nie wiedzieć, gdzie dokładnie patrzą… -  Rzuciłam przelotne spojrzenie na grupę siedzącą niedaleko - zrobiło mi się w związku z tym trochę niewygodnie - spojrzałam na nią, potem mimowolnie znowu na stwory obok i jakoś natychmiast wróciłam wzrokiem do Prue, po czym przechyliłam głowę.
- Ten po lewej ma… Nos. Ten po prawej też ma nos. Ten trzeci również. Właściwie to nawet nochal. - Westchnęłam teatralnie. - To będzie trudniejsze, niż myślałam. - Oczywiście nie zamierzałam naprawdę studiować ich twarzy, lecz sama świadomość, że Prue również miała z tym problem była dla mnie odrobinę pocieszająca, o reszcie nie musiałam myśleć - całe szczęście, że nie potrzebowałyśmy mieć z nimi do czynienia bardziej, niż to było konieczne, bo z kim, jak z kim, z niektórymi istotami naprawdę nie było mi po drodze się integrować, nawet jeśli przyszłam tu z otwartą głową. Mogły chcieć walczyć o swoje prawa, zasługiwały nawet na to, by je mieć, jednak to nie sprawiało, iż nie czułam się w ich obecności jakaś taka… Bardziej czujna - naprawdę trudno było mi całkiem wyluzować, co może wychodziło mi na dobre, znając moje skłonności do bratania się z różnymi ludźmi po alkoholu.
Uśmiechnęłam się znacząco.
- No, ale właściwie to bardzo przydatna właściwość, kiedy rzeczywistość sama w sobie nie jest szczególnie zachwycająca. - Przechyliłam głowę i rozejrzałam się po lokalu. - Chociaż może lepiej rzeczywiście nie sprawdzać jutro, jak wyglądały osoby, które dzisiaj wydają nam się interesujące. Chyba najlepiej będzie po prostu mieć oczy dookoła głowy i nie dać się ochujać? - Przez chwilę zastanawiałam się nad tym, po czym wzruszyłam ramionami, zwłaszcza że tego wieczoru sama byłam znacznie bardziej zainteresowana tym, co miało się wydarzyć, niż tym, kto dokładnie siedział przy sąsiednim stoliku.
Wreszcie dostrzegłam ruch w okolicach głównej części lokalu - ktoś wyszedł przed bar i po chwili odezwał się z miejsca, którego nie widziałyśmy dokładnie z naszego stolika, słowa o prawach goblinów dotarły do nas mimo gwaru, więc spojrzałam na Prue, kiedy ta skomentowała potrzebę podstawienia mówcy krzesła.
- Rzeczywiście, wtedy wszyscy mieliby znacznie lepszy widok. - Zerknęłam w tamtą stronę, próbując dostrzec, kto przemawiał. - Albo gorszy, zależy, jak patrzeć, bo za ładni to oni nie są… No, ale skoro zaprosili ich tutaj, powinni przynajmniej zapewnić im odpowiednie warunki do przemawiania. - Co prawda nie wiedziałam, kto to wszystko organizował, ale w to już nie wnikałam. - Następnym razem wybierzmy coś mniej… Edukacyjnego. Nie wiem, kolację, teatr, wyścigi hipogryfów. - Dodałam, bo chyba nie byłam już wystarczająco przekonana, czy dobre intencje wystarczały, byśmy były tu dzisiaj całkowicie spokojne i bezpieczne, trudno było wyrokować…
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#9
02.09.2026, 23:44  ✶  
Kilka chwil po tym, jak goblin zaczął przemawiać, nagle rozległ się gwałtowny hałas, który przeciął gwar „Dziupli” tak skutecznie, że rozmowy przy stolikach zaczęły urywać się jedna po drugiej. Coś huknęło gdzieś przy przejściu na zaplecze, kilka krzeseł przesunęło się po podłodze, z nieprzyjemnym zgrzytem, a potem ponad rozmowami wszystkich obecnych przebił się donośny głos przypominający syrenę portową. Nie zdążyłaś nawet dobrze zorientować się, co właściwie się stało, kiedy jakiś mężczyzna wypadł spomiędzy ludzi. Wysoki, brodaty, łysy - a jakże - człowiek, który jeszcze przed chwilą znajdował się gdzieś na obrzeżach sali, teraz znalazł się znacznie bliżej przemawiającego goblina i zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto zamierzał pozwolić mu dokończyć. Właściciel „Dziupli”, bo nie było chyba innego rozsądnego wyjaśnienia dla tej pewności siebie, był wściekły, nie próbował nawet zachować pozorów uprzejmości, najwyraźniej przez ostatnie kilka minut zbierał w sobie całą możliwą cierpliwość aż wreszcie po prostu nie wytrzymał.
- Mówiłem, że żadnego wiecu nie będzie! Mówiłem to wyraźnie! Nikogo tutaj nie zapraszałem! - Wskazał gwałtownie w stronę zgromadzonych, a jego głos ponownie poniósł się po całym lokalu, odbijając się od ścian. Deszcz zacinający za drzwiami najwyraźniej nie robił na nim najmniejszego wrażenia, bo kiedy ktoś obok spróbował wspomnieć o fatalnej pogodzie i o tym, że ludzie musieli gdzieś się schronić, znajdując sobie zajęcie na przeczekanie, którym równie dobrze mogła być konstruktywna rozmowa, gość znowu tylko machnął łapą, jeszcze bardziej podnosząc głos. - Mam gdzieś, czy na zewnątrz leje, wieje czy zaraz, kurwa, spadnie na nas całe niebo. To jest bar, kurwa, bar! Nie, kurwa, schronisko dla ludzi, którzy szukają sobie nory do osrania! Nie zapraszałem was tutaj, nie wynajmowałem wam lokalu i nie mam zamiaru patrzeć, jak robicie sobie z mojego lokalu trybunę polityczną. Chcecie dyskutować, idźcie sobie na ulicę i dyskutujcie do rana. Tutaj mają być zwyczajni klienci, rozumiecie? Zwyczajni! Tacy, którzy, kurwa, żrą i płacą! - Ostatnie słowa niemal wypluł, coraz bardziej zionąc nienawiścią, czemu nie pomogło to, iż sekundę później ktoś z tłumu odpowiedział mu równie podniesionym głosem. Wystarczyła jedna zaczepka, jeden gwałtowny ruch i nagle napięcie, które wisiało w powietrzu, pękło - jakiś człowiek przewrócił krzesło, gdzieś roztrzaskała się szklanka, kilka osób zaczęło krzyczeć - między stolikami natychmiast zrobiło się zamieszanie, nie było już mowy o spokojnym wysłuchaniu przemówienia, większa część zebranego towarzystwa zaczęła odsuwać się od centrum awantury, przepychając się w stronę wyjścia, niektórzy chwytali swoje płaszcze, inni próbowali zabrać ze sobą rzeczy pozostawione na stolikach. Rozróba rozprzestrzeniała się błyskawicznie, a wraz z nią przez salę przechodziła coraz wyraźniejsza fala paniki, kilka osób ruszyło do drzwi niemal biegiem, kolejne podążyły za nimi, najwyraźniej uznając, że wieczór w „Dziupli” właśnie przestał być wydarzeniem, na którym warto zostawać. Zanim zdążyłaś dokładnie zorientować się, kto z kim się kłócił i o co, większość „normalnych” ludzi wycofała się z sali, zostawiając za sobą gobliny z ich krótkimi nogami, przewrócone krzesła, rozlane napoje i narastający chaos.
Nie zdążyłaś nawet porządnie ocenić, w którą stronę najlepiej się wycofać, kiedy właściciel „Dziupli” dostrzegł przy jednym ze stolików właśnie ciebie, najwyraźniej w całym tym chaosie twoja obecność wyjątkowo rzuciła mu się w oczy, bo gwałtownie odwrócił się w twoją stronę i ruszył przez salę, odsuwając po drodze jakieś krzesło kopnięciem.
- Ty! Tak, do ciebie mówię! - Wydarł się, wskazując cię palcem. - Myślisz, że co ty tutaj, kurwa, robisz? - Nie czekał na odpowiedź, najwyraźniej zbyt mocno buzowała w nim złość, żeby pozwolić komukolwiek wtrącić chociaż jedno słowo. - Chcesz sobie dyskutować o goblinach, charłakach czy innych wielkich problemach tego zasranego świata, to wypierdalaj na ulicę i dyskutuj pod deszczem. Tutaj są moi klienci. - Wskazał ręką na ludzi, którzy właśnie próbowali przecisnąć się do wyjścia, po czym prychnął ze złością. - Normalni ludzie przyszli napić się piwa, zjeść coś i mieć święty spokój, a wy urządzacie mi tutaj cyrk, drzecie mordy i robicie burdel na pół lokalu. - Zrobił krok bliżej, wyraźnie próbując przekrzyczeć cały chaos. - I nie obchodzi mnie, kurwa, kto was tu zaprosił. Ja tego nie zrobiłem! Nie prosiłem się o tę bandę sępów, darmozjadów i pierdolonych mędrców, którzy najwyraźniej uznali, że mogą sobie wejść do mojego lokalu i przejąć go na cały wieczór. - Ktoś z drugiego końca sali krzyknął coś w jego stronę, przez co właściciel odwrócił głowę, rzucił tamtemu krótkie, pełne furii spojrzenie i zaraz znów skierował uwagę na ciebie. - A ty siedzisz tutaj i jeszcze się patrzysz, jakby to wszystko było cholernie zabawne. Nie jest. Wypierdalaj stąd, zanim naprawdę stracę cierpliwość. - W tym samym momencie za jego plecami przewróciło się kolejne krzesło, ktoś zaklął, a z tłumu dobiegł następny krzyk, właściciel zacisnął szczękę, najwyraźniej mając już serdecznie dość całego tego wieczoru. - Wszyscy wynocha! Mam gdzieś, czy pada, czy nie. Nie będę wam tu robił schroniska, pierdolonej sali obrad ani miejsca na wasze polityczne przedstawienia. Koniec. Wypierdalać! - Z każdym kolejnym słowem coraz więcej osób kierowało się ku drzwiom, cała sytuacja zaczynała przypominać znacznie większą awanturę, niż ktokolwiek mógł przewidzieć jeszcze kilka minut wcześniej.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#10
03.09.2026, 08:06  ✶  

- Wilkołaki przede wszystkim, ich nie lubię najbardziej. - Powiedziała jeszcze bez najmniejszego wahania w głosie, jakby co najmniej raz w tygodniu robiła jakiś ranking ludzi, których najbardziej nie lubi. Do wilkołaków miała wyjątkowe uprzedzenia z racji na to, co się kiedyś wydarzyło. Jako, że minęło już kilka lat to w sumie pewnie powoli niektórzy o tym zapominali.

- Oczywiście, że Cię uprzedzę, będę potrzebowała wsparcia. - Nie mogłaby zorganizować czegoś podobnego bez świadomości, że w tłumie jest choć jedna przychylna jej osoba. Zresztą pomysł wydawał się być całkiem interesujący tylko dlatego, że wypiły wcześniej dwa wina, Prudence bez alkoholu nie miała raczej chęci na podobne dyskusje, wolała pozostawić swoją opinię dla siebie. Tak było bezpieczniej.

- Prawda, albo zapomniałby o Twoim istnieniu i gdzieś zniknął, pewnie przez to, że Cię nie zauważał, zdecydowanie nie warto zawracać sobie głowy takimi wysokimi. - Podobało jej się to, że Cressida zdecydowanie rozumiała jej tok myślenia, a że była dobrą przyjaciółką to nauczona swoim własnym doświadczeniem wolała jej tego odradzić, nawet nie musiała jej jakoś specjalnie długo namawiać. Bardzo szybko zrozumiała, że Ci wysocy to nie było to. - Powinnaś znaleźć jakiś złoty środek, łysy nie, zbyt włochaty też nie, nie za wysoki, nie za niski, najlepiej byłoby wyliczyć jakąś średnią, czy coś. - Prue lubiła liczby, więc typowo dla siebie wyszła z inicjatywą, aby przeprowadzić odpowiednie badania.

- Dobrze, że wprowadzasz zmiany, standardy są potrzebne, najlepiej wysokie, ale cieszy mnie to, że zaczniesz od jakichkolwiek, to już duży sukces. - Nie, żeby coś, ale Francis był argumentem za tym, że wcześniej ich nie posiadała.

- Na szczęście nie musimy spotykać ich na co dzień, no prawie, ale nie chodzę zbyt często do Gringotta, myślisz, że one wszystkie mieszkają w jednej norze? - Nigdy jakoś specjalnie nie interesowała się tym, jak wyglądało życie rodzinne goblinów, zresztą tak właściwie, czy było jej to do czegoś potrzebne? No nie, zdecydowanie nie.

- Niby tak, ale chyba wolę szarą rzeczywistość od takiej przeinaczonej, przynajmniej później nie przychodzi rozczarowanie. - Jasne, przez chwilę mogło być kolorowo, ale prędzej, czy później wszystko wracało do normalności.

- To bardzo dobry pomysł, nie możemy dać się ochujać, ani wychujać. - Pokiwała jeszcze głową, wyciągnęły naprawdę doskonałe wnioski. Przekleństwa padły z jej ust bardzo lekko, chociaż zazwyczaj nie używała takiego języka, to również było potwierdzeniem na to, że alkohol rozplątywał jej język.

- Kolacja w sumie by wystarczyła. - Prudence nie była specjalnie wymagająca, nie potrzebowała wiele do szczęścia, tutaj czuła się trochę nieswojo, bo wokół było bardzo dużo osób, a ona nie przepadała za tłumami. Przebywanie w Dziupli ułatwiał fakt, że była nieco podchmielona, ale tak, czy siak zdecydowanie wolałaby być gdzieś indziej.


Ledwie goblin zaczął mówić, gdzieś w tle zaczęło się robić bardzo głośno. Coś huknęło, aż się wyprostowała. Powinny spodziewać się tego, że nie będzie tutaj zbyt spokojnie, oj powinny. Nie były to tematy o których dyskutowano łagodnie.

- O, popatrz - łysy, czyli znowu nie w Twoim typie. - Mruknęła cicho do Cressidy, gdy zobaczyła wkurwionego mężczyznę, który wyszedł gdzieś z zaplecze. Pewnie był właścicielem, albo kimś takim, nie dało się nie zauważyć, że nie podoba mu się to zgromadzenie, miał wkurwa w oczach, no i dość szybko zaczął o tym mówić.

Najwyraźniej ten cały wiec nie został z nikim przedyskutowany, nie mieli zgody, aby go tu zorganizować. Robiło się coraz ciekawiej… a przynajmniej do momentu, w którym tamten postanowił spojrzeć właśnie na nią, przeszywał ją wzrokiem, jeszcze nim pokazał na Prue palcem wiedziała, że mówi właśnie do niej. Nie miała pojęcia dlaczego, nie wyróżniała się specjalnie z tłumu… chociaż w sumie ustaliły już z Cressidą, że akurat w tym towarzystwie nieco rzucały się w oczy i można je było uznać za bogate. Poczuła się nieswojo, nie znosiła znajdować się w centrum zainteresowania. Nie zdążyła mrugnąć, ani nic odpowiedzieć, starała się być poważna przeniosła wzrok na przyjaciółkę. - No to chyba wypierdalamy. - Zdecydowanie wolała nie sprawdzać, jak zareagowałby ten typ, gdyby tego nie zrobiły.


Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (4025), Prudence Fenwick (2629)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa