• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[08.09.72, Spalona Noc] Przez Łąki Asfodelowe | Deidre i Septima

[08.09.72, Spalona Noc] Przez Łąki Asfodelowe | Deidre i Septima
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#1
02.06.2026, 17:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.06.2026, 17:43 przez Septima Ollivander.)  
Spalona Noc, późny wieczór

Nie potrafiła przywołać momentu, w którym znalazła się pod Mungiem, ułożona bokiem na kojąco chłodnym kamieniu; pamięć rozsypała się wcześniej i zostawiła po sobie tylko niewyraźny osad niepoukładanych migawek. Być może doczołgała się tu sama. Być może ktoś zostawił ją na schodach i ruszył gdzieś przed siebie, ku wrotom piekielnym, niczym mara nocna, która zstąpiła do tego świata tylko na krótką chwilę. W tamtym momencie nie miało to większego znaczenia; rzeczywistość i tak zdążyła już się zwęzić do kilku najprostszych czynności – prób oddychania, nie uduszenia się od ciężaru zapadających się od kaszlu płuc, no i utrzymania otwartych oczu, tak aby nikt nie uznał jej za stratę nie wartą ratunku.
„U Ollivanderów poszły tylko szyby” rzucił niedawno w pośpiechu auror, którego błagalnie wyprosiła o rekonstrukcję jego drogi przez Pokątną. „Nikogo stamtąd nie musieli ratować.”
Miała wrażenie jakby ktoś przeciągnął jej przez żuchwę gruby postronek płaczu, który zaległ głęboko w gardle, nasiąkając mdłościami i strachem. Ojciec był wtedy w domu, może nawet z Samem. Dobytek ich życia ocalał, ale co z innymi? Co z całym jej londyńskim światem, w którym się urodziła, wychowała i który był jej częścią tak samo ważną, jak była jej prawa ręka? Co z jej przyjaciółmi? Co z gniazdem gołąbków, które pielęgnowała latem?
Leżąc na schodach słyszała jedynie niekończący się ruch – dziesiątki kroków uderzających o kamień w rytmie pozbawionym melodii, podeszwy ciężkie, podeszwy szybkie i podeszwy ludzi, którzy jeszcze wierzyli, że zdążą. Drzwi Munga, na wylot otwarte, przepuszczały przez wnętrze kolejne ciała i kolejne fragmenty cudzego nieszczęścia.
Była pewna, że jeśli interesowano się pechowcami na schodach, to ona nie była priorytetem. Lewa ręka piekła przy każdym ruchu, nieprzyjemnie gorąca i napięta. Materiał płaszcza przykleił się miejscami do skóry, a kiedy spróbowała go odsunąć, odkryła pod nim nieregularne zaczerwienienia i kilka cienkich rozcięć, z których sączyła się krew zmieszana z drobnym pyłem. Szkło musiało uderzyć ją również w policzek albo skroń – czuła coś lepkiego przy linii szczęki i nie była pewna, czy to pot, czy krew.
Ale żyła.
Dym zdążył osiąść w jej oczach niczym podstępny kożuch, żywcem zdjęty z martwej owcy. W płucach zaś zalągła się trucizna, która przy każdym oddechu rozpełzała się po wnętrzu klatki piersiowej cienkimi, gorącymi odnogami.
Ale żyła.
Przymknęła powieki.
Z jakiegoś powodu ten mleczny dym osiadający na rzęsach i rozcierający rysy świata przypomniał jej tamten dzień w Dolinie Kadiszy – środek dnia, zlepione od potu palce i Lamis stojącą naprzeciwko niej z nieodgadnionym spokojem na twarzy. Pamiętała moment, w którym kuzynka zarzuciła jej na głowę biały welon o zapachu kadzidła i wody różanej; cienki materiał, prawie przezroczysty, a mimo to zmieniał wszystko – światło stawało się łagodniejsze, kontury mniej ostre, ludzie dalsi.
Wtedy czuła się nieswojo.
Teraz, leżąc na schodach Munga z gardłem suchym jak pustynny piach i ranami pechowych rykoszetów, pomyślała z dziwną epifanią w myślach, że ten obraz wygląda niemal tak samo.
Tylko tamten welon wydawał się mieć moc namaszczenia.
Ten cuchnął śmiercią i zniszczeniem.


Kocham drewno i duże bicepsy.
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#2
09.06.2026, 11:24  ✶  

Na tym etapie szata magimedyka z Munga przestała być czystym, wykrochmalonym mudnudrem, zakładanym na wełnianą spódnice i koszulę.  Jak każdy jeden pracownik szpitala, odzienie Deirdre wyglądało jak makabryczna malowanka trzylatka, tylko zamiast farb dano mu popiół i krew. Kilka odcisków palców na ramionach, ktoś proszący o pomoc, może szukający wsparcia, a może potrząsający łodygą medyczki w agresji wywołanej bezsilnością. Malfoyówna już nie pamiętała.

Skończyła właśnie podawać eliksir wiggenowy, gdy podzeszedł do niej jej prowadzący.

— Malfoy, przenieś się do sekcji Uruz, Sprout potrzebuje wsparcia.

Kobieta przygarnęła, umyła ręce kolejny raz, czując, że miejscami prawie całkowicie zszorowała naskórek. Ale były czyste. Miękkie pantofle niemal nie robiły żadnego dźwięku, a na pewno ginął on całkowicie w harmidrze głosów, krzyków, stukania fiolek z eliksirami i rozmów. Przetruchtała z zadyszką do części Uruz, a tam Sprout wskazał jej średnio zaludniony korytarz rannych oczekujących na pomoc i malutkie krzesełko, gdzie mogła ich opatrzeć.

Szybko przeskanowała obecnych, szukając najbardziej poszkodowanych i jej blade oczy trafiły na dziewczynę z urazem głowy. Musiała być mniej więcej w tym samym wieku, co ona. Deirdre odgarnęła z twarzy kosmyki, które wyplątały się z ciasnego koka, ułożyła zręcznie narzędzia po swojemu i podeszła do poszkodowanej.

— Magimedyczka Deirdre Malfoy. Jak masz na imię? Co ci… um… dolega? Przeprowadze cię do badania.

Głos Deirdre był trochę ochrypły od dymu oraz ciągłego powtarzania tej samej formułki. Kobieta wzięła pod rękę drugą i pomogła jej przejść do stacji medycznej.



I can feel the light shine on my face
sedulous
Ambition tearing out the heart of you
Carving lines into you
Dripping down the sides of you
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
różdżkarz/snycerz/badacz
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku niekoniecznie brzydka, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji, więc jeśli zauważysz, że w miejscu publicznym wygląda zaskakująco dobrze, to znaczy, że palce maczały w tym osoby trzecie. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#3
15.06.2026, 23:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2026, 23:29 przez Septima Ollivander.)  
Nie była pewna ile czasu minęło od momentu, w którym osunęła się na schody, do chwili gdy znalazła się już wewnątrz rozchełstanego od paniki i gwaru budynku. Samo przejście pomiędzy jednym a drugim urwało jej się z pamięci; została po nim tylko nieprzyjemna świadomość, że ktoś prowadził ją pod ramię. Mężczyzna miał dłonie mokre od potu. Przynajmniej miała nadzieję, że był to wyłącznie pot.
Dopiero kiedy dotarła do niej kakofonia szpitalnych hałasów — ciężkie kroki, nerwowo podniesione głosy, szczękanie metalu i  szczególnie krewki pośpiechu, który nie pozostawiał miejsca na grzeczność — poczuła nieprzyjemny ucisk pod mostkiem.
Nie powinna tu być. Zajmowała miejsce komuś, kto naprawdę potrzebował opieki. Przecież ktoś miał pewnie mniej odłamków. Więcej krwi. Mniej oddechu.
Ale zanim zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję, stanęła przed nią ona.
— L-lorraine?
Wyszeptała pod nosem, na tyle cicho, że najprawdopodobniej nikt inny nie wyłapał tego co prześlizgnęło się pomiędzy rozedrganymi wargami. Lorraine nie była tak wysoka, Lorraine nie pracowała w szpitalu, acz widząc poświatę anielskiej, jasnej plamy, od razu pomyślała o pięknej Malfoyównie.
— Septima, Ollivander — wychrypiała uzdrowicielce i skinęła głową odruchowo, bo najwyraźniej nawet sytuacja kryzysowa nie była wystarczającym argumentem, żeby porzucić dobre maniery.
— Pękła szyba. Byłam wtedy w budynku. — odpowiedziała po chwili i zmarszczyła lekko brwi, próbując poskładać własne ciało i obrażenia w logiczną formułę — dostałam odłamkami i upadłam. Chyba… straciłam na chwilę przytomność. Może na kilka sekund.
Nie była pewna czy świadomość odcięła ją od urazu głowy czy od szoku wybuchu. Zależało jej na przedstawieniu wszystkich faktów rzeczowo i uważnie, tak aby uzdrowicielka sama wyłuskała słuszne wnioski.
— Lewa ręka… — poruszyła nią ostrożnie i od razu pożałowała tej decyzji. — boli bardziej powierzchownie niż głęboko, ale jest bardzo gorąca i materiał przykleił się do skóry. Nie wiem czy to oparzenie czy tylko podrażnienie od temperatury.
Przełknęła ślinę, próbując nawilżyć gardło zdarte od kaszlu.
— Mam też kilka rozcięć. Twarz dostała ułamkami, coś lepkiego spływało mi przy szczęce, ale nie sprawdzałam.. I…— zawahała się — i… trochę dymu. —
Zawiesiła głos na dobre, niepewna jak ująć kolejne słowa.
— Kaszlę tak jak wszyscy dookoła. Ciężko mi też złapać pełny oddech i… — urwała, marszcząc brwi mocniej — płuca nie bolą konkretnie, bardziej mam wrażenie jakby ktoś obłożył je mokrym filcem. Ale zawsze miałam z nimi problem.
Spojrzała w kierunku pani uzdrowiciel z odrobinę mniejszą pewności siebie.
— Nie widzę dobrze na oczy. Pieką, zakładam że od dymu. Chyba nie szkła— wtedy wyłaby z bólu, a nie po prostu skrzeczała jak rozdrażniona żaba — nie chcę nikomu zabierać tu miejsca. Prosiłabym tylko o dezynfekcję i zabezpieczenie ran.


Kocham drewno i duże bicepsy.
doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#4
20.09.2026, 13:16  ✶  

Magimedyczka zapamiętała wszystkie obrażenia, jakie wymieniła młoda kobieta. Wzięła cały jej ciężar na swoje ciało i po kilku wdechach przyzwyczajania się do dodatkowego ciężaru, pomogła przejść Septimie kilka stopni do krzesełka, a następnie delikatnie posadziła ją na krzesełku. Przejrzała swoje dostępne narzędzia i eliksiry na stanowisku.

— Dobrze, Septimo, czy… czy po uderzeniu wymiotowałaś? — zapytała. — Patrz proszę na moją różdżkę, będzie świecić się — powinformowała kobietę, przytrzymując jej podbródek delikatnie w miejscu i błyskając zaklęciem światła po jej oczach, aby zobaczyć reakcje źrenic. Tutaj wszystko było prawidłowo, obie źrenice zmniejszyły się równomiernie w obu gałkach. Wykonała jeszcze kilka badań na wstrząśnienie mózgu, ale zdawało się, że największe zdezorientowanie wynika z faktu, że panna Ollivander jest niedotleniona przez wdychanie dymu, może miała szok pourazowy. Wyjęła jedną z fiolek i szklaną pipetę i nabrała specyfiku do aplikatora.

— Zakropię pani teraz oczy. Odciągnę dolną powiekę w dół. Proszę starać się nie mrugać i zamknąć oko, gdy padnie w nie krople. Proszę odchylić głowę delikatnie. — Sama położyła nasadę dłoni i mały palec, na jej czole, delikatnie kierując wzrok Septimy ku sufitowi. W tej samej ręce trzymała pipetę. Medycy musieli nauczyć się żyć z tym, że mieli tylko dwie ręce, chociaż Deirdre marzyła o dodatkowej parze bardzo często. Gdyby jej eksperymenty się powiodły, mogłaby sobie takie sprawić, myślała. Należałoby usunąć kilka żeber i transmutować je w dodatkowe łopatki. Takie ręce miałyby ograniczoną mobilność, przez brak obojczyków, ale wystarczyłyby do przytrzymywania pacjentów w pozycji.

W końcu odciągnęła dolne powieki pacjentki, jedna po drogiej, aplikując eliksir czyszczący powiekę oka z zanieczyszczeń. Lek był nieco kleisty.

— Za chwilę wywoła łzy, aby oczyścić całą spojówkę — wyjaśniła. Aplikowała ten lek czasami, gdy widziała, że ktoś potrzebuje ulgi w płaczu, ale nie może sobie na to pozwolić. Oczywiście tylko odpowiednim osobom, pod pretekstem wymyślonym na bieżąco. Teraz jednak było to bardzo potrzebne nie tylko dla emocji Septimy. Podała jej też kubek z wodą, który postawił jakiś student, roznoszący je pacjentom. Włożyła go w dłonie Ollivanderówny, żeby nie musiała otwierać oczu. — Woda.
[a]Przyjrzała się ranie na boku twarzy, która ciągnęła się szarpanymi pęknięciami przez cały bok kobiety. Wyjęła jodynę, pincetę oraz świeże gazy i nerkę do odkładania szkła. Założyła też na oczy mosiężne gogle z soczewkami powiększającymi i usiadła na małym taboreciku obok pacjentki. Dopasowała przybliżenie. To było coś, co lubiła robić, chociaż zwykle były to jakieś małe ząbki zwierzęcia lub jego igły. Tylko ona i setka drobnych ciał obcych do wyciągnięcia.

— To będzie bolało, ale nie mogę podać pani jeszcze środku przeciwbólowego, jeśli podczas wyciągania poczuje pani wzmożony ból, proszę od razu mówić. — Z pozoru mały kawałek mógł być długi i sięgać jakiejś ważnej żyły, a a ostatnie czego potrzebowała, to pryskającej fontanny krwi i pacjentki przechodzącej ze stanu stabilnego i względnie dobrego do ryzyka zagrożenia życia.


@Septima Ollivander


I can feel the light shine on my face
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Deirdre Malfoy (702), Septima Ollivander (923)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa