![[Obrazek: imgproxy.php?id=0op3Nbb.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=0op3Nbb.png)
Henry & Hestia
I wonder why
Yesterday you told me 'bout the blue, blue sky
And all that I can see
Is just a yellow lemon tree
Wyszli z kurortu wczesnym rankiem, gdy większość wycieczkowiczów jeszcze spała. Henry cieszył się niezmiernie, że z Hannibalem mieli oddzielne pokoje w apartamencie, bo chyba nawet udało się go nie obudzić. Bardzo się starał nie hałasować, gdy wkładał na siebie kwiecistą, jasnoniebieską koszulę, lekką bluzę, i spodenki do kolan. Spojrzał na siebie w lustrze. Spojrzał krytycznie na roztrzepane po spaniu loczki. Zależało mu, żeby jednak dobrze się układały. Rozczesał je na mokro, choć starał się, by zanadto nie przylizać sobie włosów. Głupio by wyszło, gdyby wyglądał niespontanicznie. Umył zęby, spryskał dezodorantem. Uznał, że wygląda nawet nieźle i nie śmierdzi. To było szczególnie ważne tego ranka. Chodziło przecież o proces artystyczny. Tym samym zabrał ze sobą aparat i przekradł się do wyjścia z pokoju
Heniowi nigdy nie przeszkadzało wczesne wstawanie. Nawet gdyby był bardzo zaspany, wschodzące słońce powitało jego oczy pomarańczowymi promieniami. Śródziemnomorskie, wilgotne powietrze wypełniło mu płuca. Pokierował się tam, gdzie się umówili, koło ścieżynki prowadzącej ponoć do sadu. Umówili się wczoraj, dość spontanicznie. Usłyszeli, że sad pomarańczowy najpiękniej wyglądał o świcie. Już wcześniej w kinie o tym rozmawiali, żeby połączyć siły. Fotografia i rysunek starająca się uchwycić ten sam obiekt. W Londynie nie byłoby czasu ani na tyle pięknych miejsc, by to zrobić, a tutaj... wszystko zapierało dech w piersi.
I wtedy, kiedy Henry zobaczył na ścieżce Hestię, poczuł, że na chwilę stracił oddech. Promienie słońca prześwitywały pomiędzy drzewami, barwiły świat na jasnopomarańczowo. Zielone trawy, liście, kamienista ścieżka, niskie murki, które mógł zostawić po sobie albo cesarz, albo wieśniak. To było jednak tylko tło. Wszyscy wiedzieli, że na dobrym obrazie czy zdjęciu liczyła się właśnie ona, główna postać. Skąpana w słońcu, rozświetlona niemal.
Henry uśmiechnął się do niej mimowolnie. Pomachał ręką na przywitanie.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.