• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Lamezia Terme 13.10.72] And all that I can see is just another lemon tree

[Lamezia Terme 13.10.72] And all that I can see is just another lemon tree
paperboy
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#1
26.04.2026, 19:16  ✶  
[Obrazek: imgproxy.php?id=0op3Nbb.png]
Lamezia Terme, 13.10.1972
Henry & Hestia
I wonder how
I wonder why
Yesterday you told me 'bout the blue, blue sky
And all that I can see
Is just a yellow lemon tree

Wyszli z kurortu wczesnym rankiem, gdy większość wycieczkowiczów jeszcze spała. Henry cieszył się niezmiernie, że z Hannibalem mieli oddzielne pokoje w apartamencie, bo chyba nawet udało się go nie obudzić. Bardzo się starał nie hałasować, gdy wkładał na siebie kwiecistą, jasnoniebieską koszulę, lekką bluzę, i spodenki do kolan. Spojrzał na siebie w lustrze. Spojrzał krytycznie na roztrzepane po spaniu loczki. Zależało mu, żeby jednak dobrze się układały. Rozczesał je na mokro, choć starał się, by zanadto nie przylizać sobie włosów. Głupio by wyszło, gdyby wyglądał niespontanicznie. Umył zęby, spryskał dezodorantem. Uznał, że wygląda nawet nieźle i nie śmierdzi. To było szczególnie ważne tego ranka. Chodziło przecież o proces artystyczny. Tym samym zabrał ze sobą aparat i przekradł się do wyjścia z pokoju


Heniowi nigdy nie przeszkadzało wczesne wstawanie. Nawet gdyby był bardzo zaspany, wschodzące słońce powitało jego oczy pomarańczowymi promieniami. Śródziemnomorskie, wilgotne powietrze wypełniło mu płuca. Pokierował się tam, gdzie się umówili, koło ścieżynki prowadzącej ponoć do sadu. Umówili się wczoraj, dość spontanicznie. Usłyszeli, że sad pomarańczowy najpiękniej wyglądał o świcie. Już wcześniej w kinie o tym rozmawiali, żeby połączyć siły. Fotografia i rysunek starająca się uchwycić ten sam obiekt. W Londynie nie byłoby czasu ani na tyle pięknych miejsc, by to zrobić, a tutaj... wszystko zapierało dech w piersi.

I wtedy, kiedy Henry zobaczył na ścieżce Hestię, poczuł, że na chwilę stracił oddech. Promienie słońca prześwitywały pomiędzy drzewami, barwiły świat na jasnopomarańczowo. Zielone trawy, liście, kamienista ścieżka, niskie murki, które mógł zostawić po sobie albo cesarz, albo wieśniak. To było jednak tylko tło. Wszyscy wiedzieli, że na dobrym obrazie czy zdjęciu liczyła się właśnie ona, główna postać. Skąpana w słońcu, rozświetlona niemal.

Henry uśmiechnął się do niej mimowolnie. Pomachał ręką na przywitanie.


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#2
11.05.2026, 21:45  ✶  
Pomarańcze paradoksalnie nie były wcale aż tak łatwe do narysowania. Oczywiście kształt był dość prosty, ale to nie kształt stanowił tutaj niej wyzwanie, a to w jaki sposób powinna uchwycić te cudowne widoki i towarzyszący im nastrój na zwykłej kartce papieru. Bo to co działo się tutaj o poranku było tak urzekające, że nie dało się tego niemal opisać słowami. Ten zapach! Te krajobrazy! To poranne słońce, złociście odbijające się od cytrusów. Żadna pocztówka, ani tym bardziej żaden jej rysunek nie był w stanie tego opisać i kobieta naprawdę nie rozumiała, jaki sens miało powiedzenie jak z obrazka. Wszystko było niesamowite i po cichu liczyła, że Henry sam zgodzi się z nią, jak trudno było uwiecznić coś takiego, nawet jeśli była pewna, że Lockhart i tak by sobie poradził z tym zadaniem.

Zauważyła przyjaciela z żenującym jak na jej profesję opóźnieniem, zapatrzona w jedno z pobliskich drzew, gdy próbowała zdecydować się jak ugryźć rysunki. Jednak, gdy w końcu go dostrzegła, rozpromieniła się jeszcze bardziej.
– Hej. I jak tam na razie? – spytała wesoło podchodząc do drugiego czarodzieja. Teraz na wyjeździe uznała, że wejdzie w tryb wakacyjny i nieco zaszaleje ze swoim wyglądem. Obecnie więc miała na sobie niebieską, bawełnianą spódnicę w kwiecisty wzór i różową bluzkę, a lewą rękę, poza prostym zegarkiem, udekorowała również bransoletką w stokrotki. Nie chciała się bawić w żadne kosmetyki na rzęsach (bo też zapomniała spakować swoją jedyną maskarę) więc po prostu przedłużyła je i nieco przyciemniła swoimi metamorfomagicznymi zdolnościami. Na usta natomiast nałożyła trochę błyszczyku, kupionego tuż przed wyjazdem na przecenie, który chociaż w teorii był bezbarwny, to zawierał w sobie tyle perlistych drobinek, że młoda Bletchley powoli wkręcała się że jej usta lśnią teraz mocniej, niż kula disco, co oczywiście nie było nawet bliskie prawdy.

Hestia podeszła jeszcze bliżej Henry'ego i w jakimś pierwszym głupim odruchu, chciała go objąć, co może nie byłoby bardzo głupie, gdyby nie to, że pod pachą miała swój szkicownik i przybory do rysowania, które w tym samym momencie upadły na ziemię. Ręcę czarownicy zawisły więc na chwilę w powietrzu, w połowie drogi do Lockharta i szybko cofnęły się aby posprzątać ten bałagan.
paperboy
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#3
12.05.2026, 20:28  ✶  
Henry, który jeszcze nigdy w życiu nie był za granicą, opisy krajobrazu śródziemnomorskiego znał tylko z książek. I tak jednak wyobraźnia i czarno-białe zdjęcia nie potrafiły oddać tego, co widział na tej wycieczce. Było tak wspaniale ciepło, słońce sprawiało, że niebo przybierało barwę głębokiego błękitu, a morze szumiało turkusem. Na wyraziście zielonych drzewach o gładkich liściach wisiały pomarańcze, które aż prosiły się o zerwanie. W powietrzu poruszanym lekkim wietrzykiem unosił się ich zapach.

Chłopak podbiegł truchtem do Hestii, która w tej rozwianej spódnicy i ze swoimi orzechowymi oczami, wyglądała niemal jak Włoszka. Henio zauważył, że jej usta lekko lśniły w słońcu. Szybko jednak odwrócił od nich wzrok. Cieszył się, że widzi przyjaciółkę w takim wydaniu. Wyluzowaną, wakacyjną, ze wszystkimi przyborami do szkicowania w rękach. Zasługiwała na to, na chwilę odpoczynku w tym raju na ziemi. Lockhart przypomniał sobie chwile przed wschodem słońca po Spalonej Nocy. Gdy siedzieli w jego mieszkaniu obolali i zmarnowani. Cieszył się, że tamto już minęło.

— W porządku. Choć przyznam, że doskonale mi się tu spało — uśmiechnął się do niej promiennie.

Zaraz jednak rzeczy Hesi wymknęły się jej z rąk, gdy próbowała uściskać go na powitanie. Henry natychmiast przykucnął, by pomóc jej je pozbierać. Zgarnął już dwa ołówki, które upadły bliżej niego, gdy nagle, przy trzecim, jego dłoń zderzyła się z ręką dziewczyny. Chłopak cofnął się, podobnie jak wtedy, przy popcornie. Jego policzki ni stąd, ni zowąd oblał lekki rumieniec. Wymamrotał przeprosiny i gdy wszystko udało się pozbierać, podniósł się z powrotem na równe nogi.

— Mam nadzieję, że nic się nie połamało — rzekł, wręczając Hestii ołówki. — Choć chyba złamanym da się coś jeszcze narysować, prawda? Jakby mi spadł aparat, to byłby koniec. Wiesz w ogóle, że ostatnio mi go zalało? W Dunwich. Potem musiałem pół dnia siedzieć i go reperować.

Skierował kroki w głąb sadu.

— A jak tam u ciebie? Zdążyłaś już coś narysować?


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#4
18.05.2026, 17:16  ✶  
Tym razem Hestia była zbyt skupiona na podnoszeniu rzeczy ziemi, aby zorientować się, że ponownie dotknęła dłoni Henry'ego. Właściwie to zauważyła to w momencie, w którym czarodziej zabrał swoją rękę i chociaż zapewnie istniało milion innych wytłumaczeń tej sytuacji, jakiś chochlik w głowie Hestii mamrotał jej złośliwie prosto do mózgu, że może po prostu przez tę pogodę ma strasznie spocone dłonie.
– Tak, łóżka są tutaj bardzo wygodne – mruknęła, przypominając sobie, że w kinie sama cofnęła swoją dłoń, a przecież dużo można byłoby powiedzieć o dłoniach Henry'ego, ale nie to że są spocone. Na przykład narysować je w momencie, w którym pracowały nad swoim aparatem fotograficznym, chociaż to była zapewne bardzo głupia myśl. – Nie, wszystko w porządku. Myślę, że te kredki przeżyły gorsze rzeczy – powiedziała teraz z kolei dochodząc do wniosku, że ten błyszczyk na ustach musiał wyglądać strasznie głupio. – Jeszcze nic nie rysowałam. Szczerze? Nawet nie wiem od czego zacząć. Tu wszystko wygląda naprawdę pięknie, a nie chcę też spędzić całego czasu tylko na rysowaniu, ale na pewno wszystko w porządku z tym aparatem? Jak to się zalał?
paperboy
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#5
24.05.2026, 10:42  ✶  
Poszli wzdłuż niskiego murku, ścieżką otaczającą sad. Henry żałował, że nie mógł po prostu zabrać sobie jednej z pomarańczy. Wiedział jednak, że te same potem dostanie na śniadanie w hotelu. Nie ma to jak luksus…

– Zacznijmy może od spaceru. Rozeznamy się po okolicy i wtedy będziemy wiedzieli, co warto narysować lub czemu można zrobić zdjęcie – zasugerował.

Henry przypomniał sobie, że właściwie mało opowiadał Hestii o Dunwich. Artykuł wciąż pozostawał w przygotowaniu przez to, że dopiero niedawno dostał odpowiedź od aurorów. Jako, że sprawa okazała się poważniejsza niż się wcześniej zdawało, pozwolono mu trochę dłużej popracować nad reportażem. Całe szczęście, po przeprowadzonym samodzielnie śledztwie, nikt nie pokusił się, by zabrać  mu ten temat i opatrzyć własnym nazwiskiem.

– Teraz tak, udało się go naprawić. Ale zalał się, bo wpadłem razem z nim do morza. No i miałem go podczas wielkiej ulewy. I wisiał na mojej szyi, gdy walczyłem z morską wiedźmą. Nie sam, oczywiście, ale razem z… innymi osobami. Miałem wsparcie. Gdyby nie one, to bym na pewno nie przeżył – powiedział to tonem, jakby opowiadał historyjkę z pracy. A może zabrzmiał na sztucznie wyluzowanego? – Wysłałem list do biura aurorów na ten temat. Prorok beztrosko wysłał mnie do Dunwich, a ja byłem strasznie zadowolony, że wreszcie mam własne dziennikarskie śledztwo. Przyjechałem więc tam i sprawa okazała się o wiele grubsza niż myślałem. Nawiedzone domy, latarnie widmo… No i morska wiedźma, która na pewno nie była człowiekiem. Kiedy ją pokonaliśmy, morze wyrzuciło nas po prostu na brzeg. Wszyscy przeżyli, nikt z nas nie ucierpiał, najedliśmy się strachu, ale… uratowaliśmy to miasteczko. Zdjęliśmy klątwę. Myślę, że zrobiliśmy dla świata coś dobrego. Też tak masz jako brygadzistka? Że są te momenty, dla których warto przetrwać każdy trud? Byle zobaczyć, że miało się jakiś pozytywny wpływ na świat.

Otoczenie zupełnie nie pasowało do wspomnień o Dunwich. Tamto mroczne, nawiedzone miasteczko było całkowitym przeciwieństwem włoskiej idylli, po której przyszło się im przechadzać. Spojrzał na Hestię. Słońce ładnie padało na jej policzki,  rozświetlało brązowe oczy. Gdyby tylko jego aparat potrafił uchwycić kolory, mógłby zrobić jej zdjęcie. Oczywiście za pełną zgodą. Niektórzy nie lubili być fotografowani, oko aparatu ich onieśmielało. Henry sam zdecydowanie wolał stać za aparatem niż przed nim. Ale jednocześnie żałowałby, gdyby nie mógł zrobić czasem zdjęcia przyjaciółce, zachować nawet kilku chwil na kliszy.


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#6
30.05.2026, 16:26  ✶  
Hestia przystanęła zaskoczona, bo historia Henry'ego stawała się coraz bardziej niesamowita. Morska wiedźma. Latarnia. Morze. Klątwa! Na Merlina, Henry zrobił coś tak bohaterskiego, a mówił o tym tak jakby nie należało go za to chwalić.
– Myślę że… – powiedziała próbując zebrać myśli. Nawet nie zauważyła, że pod wpływem tej historii tęczówki jej oczu zaczęły mienić się niczym w kalejdoskopie najróżniejszych emocji. Czuła… Sama nie wiedziała co czuła. Chyba po prostu była pod wielkim wrażeniem tego co zrobił Henry. Nieświadomie zacisnęła pięść po czym od razu ją rozluźniła,  podświadomie próbując oczyścić myśli z tej dziwnej gorączki nienazwanych uczuć, która właśnie ją ogarnęła.
– Merlinie kiedy to było? Uratowaliście miasteczko. Zdjęliście klątwę. Musimy… Powinieneś to jakoś uczcić. Chyba że już to uczciliście. Nie, naprawdę Henry to coś serio godnego podziwu. Bez urazy, ale wiele osób szybko by uciekło.
Zamilkła ma chwilę, gdy zdała sobie sprawę, że chyba nie powinna zachęcać cywili do takich akcji.
– I nie zrozum mnie źle, ucieczka to też dobre rozwiązanie. Absolutnie nie mówię abyś nigdy nie uciekał, w końcu smutno by było gdybym… Gdybyśmy cię stracili. Mówię tylko, że… – Nagle zabrakło jej słów. – Czasem jesteś bardziej wow niż zwykle i mam nadzieję, że o tym wiesz.
paperboy
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#7
03.06.2026, 09:49  ✶  
Nie spodziewał się, że ta cała przygoda w Dunwich zrobi na Hestii takie wrażenie. Przez moment nawet poczuł się dumny. Było z czego. A i samo to, że go skomplementowała, sprawiało, że robiło się mu wyjątkowo miło. Może dlatego, że jej zdanie było dla niego najzwyczajniej ważne. Jednak jednocześnie nie był pewny, czy jego wkład w uratowanie Dunwich był znowu taki wielki. Przecież nie zrobiłby tego bez Brynji i Ceolsige.

Jego policzki pokrył rumieniec. Nie potrafił przyjmować komplementów. Instynktownie chwycił za aparat wiszący na jego szyi. Czasami, kiedy się stresował, zdarzało się mu przekręcać obiektyw w jedną czy drugą stronę.

– Żebyś widziała, jak wtedy mi szło czarowanie. Połowa zaklęć to była kompletna porażka – zaśmiał się. – Nie byłbym wow, gdyby nie było wow osób obok mnie. Brynji i Ceolsige Burke. Ale to chyba normalne. Nie ma osób samowystarczalnych. A też myślałem wtedy o ucieczce. Ale rzeczy działy się tak szybko, że nie było na to czasu. Klątwa uwięziła Brynję i musiałem ją ratować.

Coś poruszyło się w nim na słowa Hestii o tym, że ktoś mógłby być smutny, gdyby zginął w Dunwich czy gdziekolwiek indziej. Był taki czas, gdy myślał, że już nie istniały takie osoby. Że jakby nagle coś mu się stało, nikt by mu nie pomógł.

– Ale… ale dziękuję – zawahał się na chwilę, po czym spojrzał na Hestię. – Po powrocie z Dunwich byliśmy w jednej cukierni na Horyzontalnej. Możemy kiedyś tam się wybrać – wypowiedział te słowa trochę zbyt szybko i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, jak one zabrzmiały. – Oczywiście jeśli byś miała ochotę.

Drzewa pomarańczowe szumiały dookoła nich, kurz ze ścieżki unosił się lekko przy każdym kroku. W oddali Henry zobaczył swego rodzaju punkt widokowy. Ławeczkę położoną na małym wzgórzu, otoczoną roślinnością i, co najważniejsze, pustą.

– To wygląda na dobre miejsce, żeby coś naszkicować, nie wydaje ci się? – wskazał w tamtą stronę.


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#8
15.06.2026, 20:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2026, 18:21 przez Hestia Bletchley.)  
– Hej, ale nie umniejszaj sobie. To normalne że każdy się trochę boi, lub że nie wszystkie zaklęcia wychodzą – powiedziała, a potem zmarszczyła nieznacznie brwi, bo czy przypadkiem ona sama nie wyrzucała sobie podobnych rzeczy? Czy przypadkiem Atreus nie oznajmił jej, że chce ją przyjąć do ekipy ściągającej Śmierciożerców, a jej pierwszą myślą nie było to że chyba się nie nadawała, bo popełniła kiedyś przy Bulstrode błąd? Błąd, który jak się okazało nie był nawet aż tak istotny, bo Atreus nawet o tym nie wspomniał? Hm… Możlie, ale jednak zdecydowanie łatwiej było wygarniać takie rzeczy Henry'emu, bo w tym wypadku, w przeciwieństwie do niej samej, Hestia nie miała żadnych wątpliwości,  Lockhart zasłuż sobie na pochwały, zwłaszcza że nawet nie był kimś kto czarną magią zwalczał zawodowo. – I jeszcze była tam Brynja? Ale naprawdę. To brzmi… Niesamowicie. Nie sama sytuacja, a to jak dobrze sobie z nią poradziliście. Szkoda tylko, że to na was to spadło. I jasne. Chętnie się przejdę do kawiarni.
Czy nie powiedziała tego z zbyt dużym wyluzowaniem? A może z za małym? Nie chciała przecież, aby Henry sobie pomyślał… Sama nie wiedziała czego, ale czegoś tak niezręcznego co na pewno upokorzy ją w jego oczach. Nie, na pewno nie. Wszystko było dobrze.

Przeniosła wzrok na wskazany przez Henry'ego widok i z uśmiechem skinęła głową.
– Wygląda dobrze. Wiesz, pomyślałam o takim efekcie pół na pół. Że na przykład część pracy będzie fotografią, a część moim rysunkiem – powiedziała, gdy podeszli do ławki i na Merlina, wszystko z tego miejsca wyglądało na jeszcze bardziej urokliwe. Spojrzała na drugiego czarodzieja. – Hej Henry… A gdybyśmy… A gdybyś zrobił zdjęcie tej ławki, a ja potem… Dorysowała na niej ciebie? Ciebie i cytrusy oczywiście. Albo same cytrusy jeśli wolisz.
paperboy
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#9
26.06.2026, 09:48  ✶  
Jakże trudno było sobie nie umniejszać, skoro to zawsze wady zapamiętywało się bardziej niż zalety. Dotychczas Henry widział się jako porażkę. Niezdane egzaminy, niedostanie się na dziennikarskie praktyki, ogólne poczucie beznadziei – dotychczas to go kompletnie przytłaczało. Blokowało. Teraz w tej ścianie tworzyły się pęknięcia. Nagle czuł dumę z własnych osiągnięć. Zaczynał wierzyć, że jest zdolny do czegoś więcej niż tylko pstrykanie fotek.

– Ta sytuacja była dość niesamowita, ale raczej nie chciałbym powtórzyć tej przygody. Chociaż… od tego poczucia, że zrobiło się coś dobrego, że komuś się pomogło, można się uzależnić – powiedział pół-żartem. Uśmiechnął się, gdy Hestia zgodziła się spotkać w kawiarni. Serce zabiło mu nieznacznie szybciej. – Ale zapamiętam to sobie. Zgadamy się po powrocie do Londynu.

Skierował spojrzenie na ławkę. Słońce oświetlało ją w sposób lepszy niż w profesjonalnym studio fotograficznym. Tylko ta głupia czarno-biała klisza… Nie wiedział, czemu wciąż żaden czarodziej jeszcze nie odkrył sposobu na uchwycenie kolorów na zdjęciach.

– Świetny pomysł! Tylko, że jeśli chcesz rysować mnie, muszę najpierw zrobić zdjęcie tobie na ławce – zaproponował. – Wtedy z jednej strony będziesz ty ze zdjęcia, a z drugiej narysowany ja. Tak jakbyśmy byli w dwóch równoległych rzeczywistościach. Kompletny odlot, jeśli sobie o tym pomyślisz, nie? No i to doskonała pamiątka. Jesteśmy przecież na darmowych wakacjach.

Podszedł bliżej do ławeczki. Z tyłu owoce obrastały bujnie gałęzie cytrusowych drzew. Henry miał nadzieję, że nikomu nie spadnie na głowę żadna pomarańcza. Wskazał na miejsce po prawej stronie.

– Możesz usiąść tutaj. Nie musisz jakoś specjalnie pozować, po prostu… zachowuj się tak, jakby mnie nie było. Albo jakbym był obok i coś do ciebie mówił. Najlepiej coś wesołego, miłego – wyjaśnił jej niczym jednej z gwiazd, którym czasem musiał robić zdjęcia.


Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#10
07.07.2026, 23:31  ✶  
– Pamiętaj też, że zawsze możesz po prostu pomóc komuś w mniej niebezpieczny sposób – powiedziała jeszcze, a potem uśmiechnęła się, bo wyjście na jakieś dobre ciasto i herbatę z Henrym brzmiało jak idealny sposób na rozpogodzenie swojego nastroju po powrocie do deszczowej Anglii.
Hestia spojrzała z pewną niepewnością w stronę ławki. Gdy przedstawiła mu swoją wizję, nie planowała sama znaleźć się na zdjęciu, ale nie chciała teraz odmawiąć Henry'emu, zwłaszcza że doskonale wiedziała, że to nie był wcale tak wieli problem. To znaczy, ta logiczna część jej mózgu to wiedziała, ta bardziej emocjonalna natomiast zaczynała się tym wszystkim głupio przejmować.
– To… Bardzo dobry pomysł– powiedziała szczerze i po chwili zawahania usiadła we wskazanym miejscu, nieco bokiem tak jakby rzeczywiście prowadziła rozmowę z kimś obok. – Tak jest dobrze? – spytała, unosząc lekko usta, udając że się śmieje. Po cichu zastanawiała się jednak, czy ten głupi błyszczyk nie świecił się za bardzo i nie wyjdzie głupio na zdjęciach. I czy jej strój nie był jednak kiczowaty. I czy nie powinna jednak jeszcze bardziej przyciemnić swoich rzęs. A może ust? Ugh… Jeszcze chwila, a przez te rozkminy zacznie zmieniać kolor paznokci, lub włosów, a wtedy to dopiero będzie. Wzięła głęboki wdech i spróbowała się nieco rozluźnić. Nie chciała przecież źle wyjść na tym zdjęciu, bo… Bo tkwiła w niej pewna nieśmiała myśl, że bardzo lubiła gdy Henry uważał, że nadawała się do bycia na jego zdjęciach.
— To mugolski czy magiczny aparat? – zapytała jeszcze, na chwilę zerkając w jego stronę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Henry Lockhart (2434), Hestia Bletchley (1745)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa