• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Edynburg jesień 1972, 29 września, edynburg

jesień 1972, 29 września, edynburg
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#1
15.02.2026, 17:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2026, 23:46 przez Peregrinus Trelawney.)  
Peregrinus łatwo zakochał się w marzeniu Dolohova i oddał w pełni obsesji stworzenia akademii, jakby myśl była jego własna. Satysfakcją było patrzeć, jak fragmenty ich indywidualnych starań stopniowo zszywają się w projekt, który nabierał pierwszych wyraźniejszych kształtów. I Trelawney był tam od początku: wlany w sam fundament instytutu, sunął palcami po każdej dokładanej cegiełce, nawet jeśli nie on ją wmurowywał. Do Praw Czasu przyszedł, gdy od dawna już funkcjonowały. Teraz miał szansę od samego początku uczestniczyć w stwarzaniu projektu Vasilija Dolohova — projektu większego niż ten zakład, który wydawał się zacisznym kątem w porównaniu do gmachu, w którym mieli zebrać dziesiątki specjalistów i setki studentów.
Peregrinus był zakochany w projekcie, lecz w pierwszej kolejności zakochany w mężczyźnie, który stał za nim — bo to czułość dla tego jednego mężczyzny, chęć wspierania go oraz uczestniczenia w jego marzeniu sprawiła, że tak szybko i tak bezwzględnie się w to zaangażował. Nawet mimo horrorów Spalonej Nocy, mógł powiedzieć, że był to jeden z najlepszych okresów jego życia — miał u boku towarzysza, z którym dzielił plan i serce. Po latach ponurego zawieszenia, wreszcie zmierzał gdzieś i z kimś, i sam dziwił się, ile dodało mu to sił.
Tego popołudnia mieli rozstawać się właśnie w drzwiach biblioteki Praw Czasu, gdzie ostatnie intensywne godziny spędzili, planując i dyskutując kolejne tematy wokół instytutu. Obaj mieli na ten dzień jeszcze po kilka zadań, nad którymi mieli pracować oddzielnie, lecz — zamiast iść w swoją stronę — Peregrin podążył za Vakelem. Po twarzy błądził mu słabo skrywany uśmiech, który wróż próbował odgonić, patrząc na boki, na tapetę w korytarzu i na wszystko, co po drodze między gabinetem Dolohova a biblioteką. Pozostał przy tym tajemniczo cichy — w ten sposób, o którym Vasilij wiedzieć już mógł, że prędzej czy później cisza zostanie przerwana i objaśniona. I tak też się stało:
— Wygląda na to, że weekend znalazł cię dziś wcześniej, drogi — zauważył, gdy Vakel dotarł do swojego gabinetu. Sam Peregrinus zatrzymał się w progu oparty o futrynę drzwi, nie kryjąc dłużej zadowolenia.
Cokolwiek miał na ten dzień w agendzie Vasilij — elementy programu nauczania? listy do badaczy, których myślał zatrudnić? rozdział statutu akademii? — to czekało już na niego na biurku dopięte na ostatni guzik.
Nic w Dolohovie nie pociągało Peregrinusa tak mocno jak intelekt, a oglądanie owoców pracy wykonanej za tym biurkiem w gabinecie pozwalało wejrzeć w to, jak jasnowidz myśli i planuje. Lecz jakże przyjemnie od czasu do czasu pobyć wyłącznym punktem zainteresowania wybitnego umysłu — zazdrośnie wykraść go od wszystkich wielce zajmujących tajemnic akademickich i mieć tylko dla siebie na piątkowe popołudnie.

!BINGO B1


źródło?
objawiono mi to we śnie
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
15.02.2026, 17:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 17:40 przez Eutierria. Powód edycji: Niezręczna literówka. )  
Walentynkowe Bingo
adres pola: B1
wariant: 1
typ: zdarzenie

Zimna i deszczowa, brytyjska jesień stała się dla was pretekstem do poszukiwania piękna tam, gdzie inni zdają się go nie dostrzegać. Któregoś wieczoru wracaliście wspólnie ze spotkania i księżyc wydawał się tego dnia tak niezwykle piękny, że oczarował was i nie chciał z tego czaru wypuścić. Nawet kiedy zaszedł za deszczowymi chmurami, wy nie chcieliście iść spać. Czuliście potrzebę tańczenia tak długo i ile sił w nogach. Tej nocy nic nie mogło was zatrzymać: chwilo trwaj!
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#3
21.02.2026, 01:07  ✶  
Kiedy nazywałeś się Vasilij Dolohov, jedno życie przestawało być wystarczającym na wykorzystanie drzemiącego w tobie potencjału twórczego. Starzenie się coraz mocniej go przerażało, a nie potrafił przestać patrzeć w przyszłość – każda myśl nosząca w sobie znamiona geniuszu, gryzła go też w kark wizją rychłej śmierci, która utnie cały ten kreatywny sztorm niosący go przez lata. Nie mógł, nie chciał i nie potrafił tak po prostu się zatrzymać – bo musiał zrealizować tak wiele rzeczy, nim będzie gotów odejść.

Geniuszy jego pokroju kojarzono z tym, że niekoniecznie przywiązywali się do innych na stałe. Czymże była miłość w obliczu tego wszystkiego – ledwie pyłkiem w ogromie ludzkich uczuć i emocji. Spotkał ludzi podobnych sobie i tak łatwo było im ugrzęznąć w zaspokajaniu potrzeby bliskości przypadkowymi spotkaniami i cielesnością. Bo taka bliskość nie zobowiązywała ich do niczego. Nie musieli poświęcać tak cennego czasu zmartwionej rodzinie, odpowiadać na niewygodne pytania, ani robić niczego, czego tak naprawdę robić nie chcieli, aby utrzymać szczątki czegoś, co ktoś odważny mógłby kiedyś nazwać związkiem.

Dolohov do takich osób nie należał. Oczywiście – opinia publiczna łykała historie o wyrozumiałej i kochającej Annaleigh Lestrange muszącej dzielić się wspaniałym mężem z resztą świata, ale ten teatrzyk już u podstaw był kłamstwem. Kłamstwem zawierającym w sobie ziarno prawdy, ale wciąż kłamstwem. Prawda – to ziarno wcześniej wspomniane kiełkowało pod postacią Peregrinusa Trelawneya, na widok którego serce Dolohova drżało coraz intensywniej, bo raz za razem zauważał skupienie w oczach kochanka, kiedy ten badał wzrokiem kolejne story projektów, artykułów i dokumentów wypluwane przez celebrytę w twórczym szale. Oczywiście, że nie on jedyny podziwiał to, co wychodziło spod pióra jednego z największych jasnowidzów swoich czasów, ale on jedyny jak dotąd z taką lekkością dotrzymywał mu kroku i robił to w tak wielu aspektach. A prawda była taka, że chociaż Dolohov bardzo miłości pragnął, wcale łatwy do kochania ani do gonienia nie był.

Zatrzymany w progu, wpierw wyjrzał Peregrinusowi przez ramię.

Czy mógłby przekartkować stos leżących tam dokumentów? Tak. Ale nie musiał, bo był ostatnią osobą w Londynie, jaką można było posądzić o niedomyślność lub głupotę. I mógłby teraz powiedzieć, zgodnie z prawdą, że dodatkowy czas wypada wykorzystać na przyspieszenie pracy zaplanowanej na przyszłe tygodnie, ale oprócz spostrzegawczości życie obdarzyło go czymś jeszcze – wyczuciem sytuacji. Przeniósł więc spojrzenie z blatu dębowego biurka na oczy Peregrinusa, utrzymując kontakt wzrokowy przez kilka pasm niesfornej grzywki.

– Kalendarz mam pusty? – Zapytał wyjątkowo swobodnie, jakby nie zauważał narastającej wokół elektryczności. Brzmiało to dokładnie tak, jak powinno brzmieć pytanie szefa upewniającego się, że wszystko zostało zrobione, ale w relacji z Vasilijem nabierało to zupełnie innego znaczenia. Pytał niebezpośrednio: zrobiłeś to bo coś zaplanowałeś, czy chcesz, żebym się tobą zajął? Bo chociaż uwielbiał być rozpieszczany podarunkami i niespodziankami, potrafił równie dobrze zorganizować coś sam, nawet kiedy było to tak spontaniczne jak dzisiaj.

@Peregrinus Trelawney


with all due respect, which is none
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#4
16.03.2026, 17:59  ✶  
Peregrinus również, rzecz jasna, byłby w stanie wskazać szereg pożytecznych, produktywnych zadań, które mogły wypełnić tę stworzoną przez niego lukę, lecz nie o to tego wieczora chodziło. Chodziło o to, żeby wyjść bez poczucia winy. Na co dzień łańcuch pracy zdawał się nie mieć kresu — zawsze coś było niedokończone, przesunięte na kolejny dzień, coś wymagało kolejnej rundy korekt, coś wypadło niespodziewanie. Rzadko kończyli dzień z poczuciem, że zrobili wszystko to, co znajdowało się na liście zadań, która była przecież każdego dnia ambitna. Peregrinus odchodził wtedy od biurka z uczuciem niespełnienia — nie z wyrzutem, ale nawracającym przekonaniem, że mógł wypracować więcej.
Dziś mieli z czystym sumieniem zostawić za sobą Prawa Czasu wraz z ich wyzwaniami.
— Nie do końca pusty. Czeka na nas rezerwacja w Edynburgu. Kolacja, którą reklamują jako doświadczenie zetknięcia tradycyjnej kuchni z nowoczesnością. Kolacja z treścią, można by powiedzieć. Wydało mi się interesującą ciekawostką.
Menu degustacyjne — bogaci ludzie lubią podobnież takie rzeczy.
Magiczna restauracja, w której zarezerwował im wieczór Peregrinus, była niewielka, ale elegancka i mogła poszczycić się najwyższym poziomem zarówno kuchni, jak i obsługi. Menu, dostępne również w opcji wegetariańskiej, prowadziło gości przez meandry czarodziejskiej historii kulinarnej stanowiącej dla szefa kuchni inspirację w tworzeniu tych malutkich, ale jakże artystycznych porcji nowoczesnych dań. Uczta dla wszystkich zmysłów, dzieła sztuki na talerzu, a do tego odpowiednio dobrane alkohole. Każde danie poprzedzone było krótkim wprowadzeniem — o historii, składnikach, zawartości talerza. W pewnym momencie zjawił się przy ich stoliku sam szef kuchni, stary mistrz, który pokazywał księgi, z jakich korzysta, i opowiadał, jak te wodorosty na talerzach szanownych państwa czerpali podczas letniej pełni księżyca z niewielkiego jeziorka ubogacanego tajemniczymi wydzielinami najstarszej kelpii w Szkocji. Mimo że kolacja miała bogatą narrację, to obsługa nie narzucała się i pozostawiała odpowiednio dużo przestrzeni dla gości.
Mogli więc wszyscy czworo rozmawiać swobodnie.
Czworo, ponieważ ledwo Vakel oraz Peregrinus usiedli przy stoliku, ledwo umoczyli usta w kieliszkach, jeszcze nim podano pierwsze danie, wyłowił ich z drugiego końca sali pewien jakże towarzyski dziadziuś, stary mistrz astronomii, autor bardzo długiej listy publikacji o ruchach ciał niebieskich. W towarzystwie równie towarzyskiej żony.
O, panowie jesteście pierwszy raz? Wspaniale. A widzicie, my już trzeci. Który pakiet? Świetna decyzja. Tylko poczekajcie na te trufle… Jak już pana tutaj złapałem, panie Dolohov, zamierzałem wysłać panu list o tym ostatnim artykule. Bo widzi pan…
Peregrinus zachował kamienną twarz, gdy stary astronom poprosił obsługę o przeniesienie ich do stolika dla czworga, lecz w głębi duszy skręciło go ze złości. Jakże mierziło Trelawneya, gdy jego plany zmieniały się niespodziewanie — kto mógł przewidzieć! Doprawdy, nie spieszyło mu się poznawać pani astronomowej, choć starał się tego nie dać po sobie poznać nieuprzejmością. Z początku brał udział w rozmowie, lecz szybko stał się towarzystwem zmęczony i małomówny.
— Jedzenie było dobre — westchnął ciężko wróżbita, gdy po wyjściu ze zburzonej randki udali się już we dwóch na krótki spacer między kopce i łagodne, zadrzewione pagórki tworzące krajobraz za miastem. Szli ustronną, wysypaną kamieniem ścieżką dla spacerowiczów, która o tej porze nie była gęsto uczęszczana.


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#5
30.03.2026, 11:25  ✶  
Dolohov, zgodnie z oczekiwaniami, zrozumiał rolę jaką miał dziś przyjąć doskonale. Jego twarz momentalnie rozświetliła się, a sztuczny uśmiech utrzymywany już podświadomie, zmiękczył się i nabrał innej barwy, przewidzianej właściwie tylko dla mieszkańców i bywalców tego miejsca. Sztuczność powróciła dokładnie w momencie, w którym Peregrinus zaczął się wyciszać, a spostrzegawczy i znający go już bardzo dobrze Dolohov zrozumiał, że chociaż zależało mu na tym wieczorze i postarał się do tego stopnia, żeby wybierać miasto, do którego trzeba było dojechać koleją (zapewne po to, żeby zmienić otoczenie i oddalić się od hucznej i pełnej ludzi stolicy jak tylko mogli), ostatecznie nie wydawał się być tym nim usatysfakcjonowany. Rozczarowanie, chociaż było ważną i nieuniknioną częścią życia, bolało kiedy widziałeś je w duszy kogoś, na kogo szczęściu ci zależało, więc i starszy z wieszczy poczuł zirytowanie z jego perspektywy całkiem ciekawą rozmową. Nie mógł dać tego po sobie poznać i obie pary rozstały się w zgodzie przypieczętowanej uściskami dłoni i obietnicami rychłego spotkania się na konferencji w Bristolu, ale kiedy znaleźli się na pustej od oczu i uszu osób postronnych trasie, nie darował sobie podzielenia się myślą, co mu podczas tej kolacji utkwiła w głowie i nie chciała jej opuścić. Drażniła go od dobrych kilku godzin jak kamień w bucie na trasie, gdzie ciężko było przysiąść i go wyciągnąć.

Trochę bał się tej prawdy, ale nigdy jeszcze nie próbował zbudować bliskiej relacji na ukrywaniu czegoś przed sobą i wciąż wydawało mu się, że obrane podejście należało do tych dobrych.

Objął Peregrinusa ręką. Wpierw ułożył mu dłoń na barku, później zjechał nią po ramieniu niżej, żeby ułożyć palce w pasie. Gest bliskości nie mógł być szczególnie długi i wkrótce powróci do trzymania jej w kieszeni marynarki, ale póki nie widział tu żywej duszy, zaznaczał swoją obecność z należytą sobie intensywnością.

– Ja... – zaczął spokojnie, głosem cichym, nie niosącym się daleko, ale bardzo zrozumiałym. Dolohov dobrze panował nad tym, co i w jaki sposób mówił. Zawahanie dostrzegalne w tonie było więc jednocześnie czymś szczerym i czymś, co świadomie dopuścił pomiędzy nich. Może w pewnym sensie prawdziwy Dolohov już nie istniał. Istniała już tylko jakaś świadomość zmieniająca mu przybierane maski. Wiedział, że nie musiał tłumaczyć mu tego, dlaczego rozmowa z tym starym naukowcem była dla niego ważna. Peregrinus przecież jego pracę znał i rozumiał, ale czy na pewno rozumiał wszystko za tym idące? Jak postrzegał wyrzeczenia, które stały się częścią życia najbardziej znanego jasnowidza Anglii, kiedy nagle zaczęły oddziaływać w taki sposób na jego własne życie i emocje? Miał tak wiele pytań, którymi mógł budować sobie drogę do ostatecznego, a jednak to je zadał jako pierwsze. – Jestem człowiekiem ciężkim do kochania? – Szczerze mówiąc nie oczekiwał konkretnej odpowiedzi. Uznał po prostu, że z punktu, który niektórzy uznaliby jako ostateczny, on uczyni punkt wyjściowy. – Wielu ludzi goni za takim życiem i uważa je za największy obiekt pożądania. Zazdroszczono mi nazwiska, ojca, matki, rodzeństwa, wpływów, nauczycieli, startu w przyszłość, kariery zawodowej – machnął wolną ręką – nawet się temu nie dziwię, bo gazety i plotki zawsze dekorowały takie historie w diamenty, miłość za miłością, cuda wianki... Ale ty nigdy nie wydawałeś mi się kimś, kto by tego chciał, nawet kiedy idziemy obok siebie, ramię w ramię. Więc mnie to zastanawia – jestem ciężki do kochania? Dla ciebie? W jakie miejsca wychodzisz kiedy nie jesteśmy razem? – Z rodziną, przyjaciółmi. Miał ich przecież wiele. Byli to ludzie, którzy nigdy nie zaistnieli w uniwersum Praw Czasu – w nich przecież wszystko kręciło się wokół Dolohova.

@Peregrinus Trelawney


with all due respect, which is none
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#6
20.04.2026, 22:15  ✶  
Vasilij nawigował rozmowy i interakcje z ludźmi z naturalnością, która dla Peregrinusa była niedosięgniona. Słuchanie Dolohova było dla niego jak obserwowanie swego rodzaju spektaklu. Vakel czynił konwersację czymś więcej niż przyjemną wymianą zdań, podnosił jej poziom i sprawiał, że z ciekawością czekało się tego, jak charyzmatyczny celebryta zareaguje na słowa drugiej strony. A również tematy, które podczas kolacji poruszali, nie były przecież jego asystentowi przykre.
Lecz to nie było to, czego Trelawney szukał tego wieczora.
Obecność tylu ludzi — mimo że było ich ledwo czworo przy stole — bardzo szybko Trelawneya obciążała. Nie cieszył go ten czas, bo musiał podejmować aktywny wysiłek, żeby być w tym spotkaniu obecnym. Nie płynął przez rozmowę, a raczej wynurzał się w niej od czasu do czasu, głównie wtedy, gdy Vakel wspomniał o nim, o jakimś fragmencie jego badań czy projektu, który był przede wszystkim Peregrinusa odpowiedzialnością, przez co to on szczegółowiej umiał się o nim wypowiedzieć. To było dla niego… jak praca. Praca, którą lubił, bo funkcjonował u boku Dolohova od lat, lecz wciąż praca, która wymagała wysiłku. To spotkanie nie stawało się pracą przez fakt, że dyskusja krążyła wokół ciał niebieskich i instytutu, lecz przez to, że wróż musiał rozmawiać o tych rzeczach w grupie. Peregrinus Trelawney się w szerszym gronie obcych na ogół nie bawił najlepiej. Wszystko kosztowało go starania: nadążanie za perspektywami kilku osób, układanie w głowie właściwych słów, torowanie sobie drogi do głosu, pilnowanie własnej prezencji.
Jakże inaczej wyglądałby ten wieczór, gdyby siedział wyłącznie z Dolohovem. W rozmowach we dwoje cisza, ta przestrzeń na jego głos, zawsze gdzieś się pojawiała, nawet gdy czarodziej spędzał czas z tak rozgadanymi osobami jak Vakel Dolohov.

Nie zdarzało im się często okazywać sobie bliskości poza zamkniętymi drzwiami, więc bycie objętym tak po prostu podczas spaceru było dla Peregrinusa wciąż czymś świeżym w tej relacji. Czymś, co wymagało uważnej dyskrecji, a jednak było zbyt miłe, aby mógł zareagować inaczej, niż przysunięciem się do Dolohova o pół kroku bliżej. Odwrócił na ukochanego głowę, patrząc przez chwilę, jak blask księżyca oświetla delikatnym blaskiem jego twarz, po czym — wysłuchawszy pytania — znów utkwił wzrok w drodze przed sobą. Czynił to jednak, aby lepiej się skupić, nie z powodu jakiejkolwiek niezręczności. Nauczył się bowiem czuć komfortowo w szczerej rozmowie, nawet jeśli dotykała ona pytań trudnych. Wszystko to, odkąd przekonał się, że wypowiedzenie pewnych rzeczy na głos nie zawali samo z siebie tego, co było między nimi.
Ów przesadnie skryty człowiek zaczynał oswajać się z wypowiadaniem swoich myśli.
— Czy cokolwiek o nas mogło być kiedykolwiek proste? — zaczął powoli, lecz nie ważył słów z aptekarską precyzją, jak to zwykł robić. Był przy Vakelu każdego dnia coraz bardziej swobodny.
Zastanawiał się tymczasem nad tym, czy to Vakel był ciężki do kochania, czy też on, Peregrinus, ciężki do… życia. Zawsze stojący gdzieś z boku; ktoś, kogo trzeba było często pociągnąć do świata, inaczej zaszyłby się w swoim kącie. Również sama w sobie tajemnica otaczająca ich relację była ograniczeniem. Czy więc celebryctwo wiele zmieniało sytuację, kiedy i tak musieli się kryć? Nie mogliby w tej restauracji złapać się za ręce nad stołem; musieliby pilnować, aby mimiką nie zdradzić zbyt wiele, nie patrzeć sobie zbyt głęboko w oczy.
— Kochać cię przyszło mi bardzo prosto. Nie sądzę, aby to, że zawsze ciągnie się za tobą sława i praca, wiele dla nas zmieniało. — Brzmiał w tym bardzo szczerze. Być może wpływ na jego postrzeganie sprawy miało to, że ich związek był wciąż w wielu obszarach odkrywaniem, nie rutyną, w której każdy zgrzyt powielany był przez długie miesiące znoszenia danej niedogodności. W tamtej chwili Peregrinus nie widział statusu Dolohova i jego konsekwencji jako wielkiego wyrzeczenia. — Nie przeszkadza mi, że ze sobą możemy być tylko w Prawach Czasu. Zwykle to właśnie robię ze znajomymi: siedzimy w czyimś domu. Gramy często w gry. Ludzie wciąż mi w grach ufają, więc zdaje się, że nawet z trzecim okiem moja twarz budzi zaufanie. — Uśmiechnął się, wspominając swoje drobne oszustwa. — Z kuzynką, Millile, układaliśmy niedawno trójwymiarowy model schodów hogwardzkich. Gdy wpada Basilius, zawsze na stół idą karty i nie stawiamy z nich wcale tarota. Czasami wychodzimy do miejsc w Londynie, ale… zdaje się, że najlepiej odpoczywam w kameralnych okolicznościach.


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#7
04.05.2026, 22:17  ✶  
– Tak – odpowiedział na pytanie, które być może wcale na tę odpowiedź nie czekało, a jednak Dolohov uznał to za na tyle istotne, aby wciąć się Trelawneyowi w wypowiedź. – Nasze rozmowy. – I tyle wystarczyło.

Nie chodziło tu nawet o to, jak dobrze słuchało mu się jego głosu, ani o to, w jaki sposób oboje pięknie dobierali słowa. Nie chodziło o flow, nie chodziło o zbliżoną wiedzę pozwalającą na podejmowanie tematów, których zwyczajnie nie mógł podjąć z innymi, bo zbyt szybko coś co miało być dialogiem zamieniało się w wykład. Każda relacja Dolohova opierała się w mniejszym lub większym stopniu na fałszu. Każda, absolutnie każda, z wyjątkiem tej jednej. Czuł się w niej wręcz nagi. Peregrinus wiedział aż za dużo – wiedział o jego nerwowości, wiedział o jego obsesjach, o jego żonie, o Morpheusie. On wiedział o wszystkim! Widział każdą szklaneczkę ginu, każdą wyrzucaną do kosza paczkę papierosów. Obserwował uważnie sukcesy, porażki i rozczarowania. Pozostawało kwestią czasu, aż dowie się o tym, jak naprawdę wyglądało dzieciństwo w smutnej posiadłości w Little Hangleton. To było przerażające i w jakiś sposób wzbudzało w nim lęki, ale jednocześnie było bardzo, ale to bardzo… proste. Człowiek będący spełnieniem jego marzeń peszył się właśnie objęty kościstą ręką chodzącej ruiny, jaką był Dolohov, a starzejący się prorok potrafił zastanawiać się tylko nad jednym – czy on w ogóle wiedział, jak bardzo jego szef pragnął mieć obok siebie kogoś, komu mógłby minimalnie zaufać? Czy on wiedział, jak bardzo był w tej relacji czczony? Od lata rzadko pojawiało się coś, czym nie chciał się z nim podzielić.

To prawdopodobnie największe błogosławieństwo dla wszechświata, że Peregrinus nie okazał się być kimś moralnie złym. Uzależnienie od drugiego człowieka, kiedy ten ciągnie cię w dół jest niebezpieczne. Dolohov natomiast nie zrujnowałby swoim upadkiem jedynie swojego życia – razem ze sobą pociągnąłby wielu.

– W takim razie styl życia, jaki prowadzą znani homoseksualiści chroni twój komfort – zauważył dość sprawnie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Nie krył lekkiego rozbawienia. – Mając na uwadze jak bardzo lubię zewnętrzny połysk, nogi odpadłyby ci po drugim przyjęciu, na którym byś mi towarzyszył. Zawsze frustrowało mnie to, że stoisz w tłumie i patrzysz się, kiedy ja próbuję nie pomylić kroków. – Wypuścił szybciej powietrze. – Nie chodzi mi o to, że cię chcę zamęczyć. Po prostu... – Zatrzymał się nagle. Ich wędrówka zaprowadziła ich w pobliże stawu. Vakel nie wpatrywał się jednak w wodę, tylko w swojego partnera. Nie ściągnął z niego ręki. – Moje małżeństwo i cała jego otoczka jest oczywiście fałszem, ale nie jest kłamstwem to, że to właśnie takiego życia zawsze pragnąłem. Kiedy byłem dzieckiem, naiwnie marzyłem o publicznych, romantycznych gestach i deklaracjach na ślubnym kobiercu. Takich nie będących bzdurami wyssanymi z palca. To nie jest... Nie interpretuj tego jako mojego nieszczęścia. Właściwie to bardzo podoba mi się to, że na przekór wszystkiemu, mogę stać tu z tobą i wpatrywać się w to, jak światło księżyca otula ci twarz. – Jego uśmiech się pogłębił.

W świecie, w którym mógłby żyć w taki sposób, w jaki zaplanował sobie przed osiągnięciem dojrzałości, tak naprawdę nigdy by się nie spotkali. A nawet jeśli – z pewnością nie wiązałaby ich tego typu relacja.


with all due respect, which is none
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#8
11.05.2026, 21:02  ✶  
Ich rozmowy w tej formie, w jakiej odbywały się teraz, były czymś, do czego Peregrinus musiał dojrzewać. Tyle czasu w przeszłości spędził na dokładnym obmyślaniu każdego słowa prywtanej rozmowy, jaka się między nimi wywiąże. Tylu słów, które chciał wtedy wypowiedzieć, nie wypowiedział. Gdy jednak pokonali tę ówczesną barierę, słowa same zaczęły z niego wypływać — w tym Dolohov miał rację, że odkąd zbliżyli się do siebie, nic nie było tak proste, jak mówienie. Trelawney czuł się przy nim już nie tylko dobrze, ale i w pełni swobodnie.
Skinął więc tylko z uśmiechem głową, i było w tym uśmiechu wiele cichego szczęścia, że sprawy ułożyły się w ten sposób. Nie czuł potrzeby mówić nic więcej — to zgrabnie ujęte podsumowanie rzeczywiście wystarczało.
Peregrinus miał ludzi, którym ufał i z którymi był szczery. Nigdy mu tego tak naprawdę nie brakowało. Nie miał natomiast nikogo, kto by go dostrzegał w ten sposób, w jaki czynił to Dolohov. Partner umiał przeczytać jego najdrobniejszy gest, wyczuć subtelną zmianę nastroju czy maskowany dyskomfort. I skłonić go, żeby się z tym zmierzył. Trelawney w innych swoich przyjaźniach bez żalu pomijał pewne obszary siebie. Nie czyniło to tych relacji wybrakowanymi czy mniej wartościowymi. Takie już były, i dobrze wróżowi zawsze było z tym, że nikt nie ma go całego, że przed każdym ze znajomych może się ukryć w jakiejś niedostępnej im sferze życia. Jedną z tych sfer był Vasilij Dolohov — Peregrinus nikomu nie powiedział o naturze łączącej ich relacji, nikt nie mógł do tej jego miłości na razie dotrzeć.
Vakel Dolohov zaś był pierwszym, który mógł dotrzeć wszędzie.
Obaj jasnowidzowie mieli wciąż zakryte pola na swoich życiorysach, lecz drogi do nich stały otworem i czekały, aż któryś z nich natknie się na jedną z tych ciemnych plam przeszłości.

W przeciwieństwie do wizji Vakela miłość, jaką zawsze wyobrażał sobie Peregrin, nie zawierała świateł reflektorów ani wielkiego rozmachu. Chciał swoją miłością dać komuś szczęście i oparcie, radość dnia codziennego.
A dziś dzień również był przecież dniem codziennym.
— Nie stanę z tobą nigdy w tym zewnętrznym blasku — przyznał. — Zdaje się, że to jedyny blask, jaki będzie nam dany. — Uniósł wymownie wzrok na księżyc, który obmywał teraz ich oboje cichym nocnym światłem. — Najszersze grono, przed jakim kiedykolwiek razem wystąpimy, to te gwiazdy. Ale wiesz, może i na tych przyjęciach przez chwilę zdołałbym za tobą nadążyć. Wbrew pozorom, nie mylę kroków aż tak, Vasiliju. — Nie uciekł spod ramienia Vakela, lecz obrócił się przodem do niego; zapraszająco wyciągnął dłoń ku jego dłoni, czekając, czy Dolohov ją ujmie. — Zatańczysz ze mną chociaż przed tą publicznością?

@Vakel Dolohov


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#9
21.05.2026, 07:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2026, 07:33 przez Vakel Dolohov.)  
Ciężko było śnić lekko i dobrze w świecie tak pełnym ponurych scenariuszy, kiedy ci ich druga osoba, nawet mimo pieszczotliwych wyznań i miłosnych deklaracji nie mogła strzepać z ramion tak, jak się dało zmyć brud i popiół z fasady Horyzontalnej 14. W takich momentach Dolohov spodziewał się po sobie dużej dramaturgii ukrytej za delikatnym uśmiechem, zza którego nikt niczego dostrzec nie potrafił, bo się zdążył nauczyć tak dobrego maskowania, żeby on sam przestał widzieć na własne oczy jakże smutnym był człowiekiem.

Ale teraz nie musiał niczego udawać. Tak mu się przynajmniej wydawało.

To miejsce świeciło pustką – nic mu też głowy nie męczyło, bo tak – ich wspólne rozmowy stawały się powoli czymś więcej, niż wymianą słów i myśli. Trudno było zaprzeczyć temu, że Peregrinus był mężczyzną mądrym, a jego mądrość błyszczała mu niczym w większości oszlifowany już diament – to czyniło go godnym partnerem każdej właściwie dyskusji jakiej mogliby się podjąć, jako partnerzy i jako tęgie głowy stojące wobec siebie w jakiejś opozycji, ale nie o to do końca mu chodziło, kiedy myślał o rozpalaniu go słowem. Chodziło o te chwile, kiedy Peregrinus coś mówił, a jemu nagle wydawało się, że dusza może się stopić i pierwszy raz nie brzmiało to tak, jakby samego siebie oddawał w ręce szaleństwa, skąd nie było już drogi, z której dało się zawrócić. Dusza mogła się przy nim stopić i nie oznaczało to nagle zagubienia na ścieżce realiów ani utraty żadnego z obranych wcześniej celów…

Oznaczało to zrozumienie. Łagodność spojrzenia kierującego się ku niebu i drżenie serca, kiedy Peregrinus wracał nim do jego oczu i nie mógł nie zastanawiać się, czy tak jak ten księżyc posiadał w sercu młodszego wieszcza cechy boskości.

Dostrzegał, jak pusta to była skorupa? Że pod tą fasadą wielkiego, potężnego uczonego znajdował się człowiek, po prostu człowiek – z całym tym swoim paskudztwem, ogromem wad, obrzydliwymi myślami, błędami, stosem cierpienia, tchórzostwem… Nienawidził tak o sobie mówić i myśleć, a jednak chociaż jedna osoba, przy której nie musiał udawać bycia ideału z odpowiedziami na wszystkie pytania i… nie musiał czuć się tak, jakby musiał wyrywać sobie uwagę i szacunek z rąk kogoś, dla kogo był wskazówką na niebie, a nie czymś codziennym, czymś… co było tak po prostu i znajdowało się obok, a nie nad głowami wszystkich.

Kiedyś jego blask zblednie. Kiedyś się zestarzeje. Kiedyś te wszystkie twarze wpatrujące się w niego od lat znikną – co mu wtedy zostanie?

Dolohov ujął jego dłoń, ale na twarz wypełzło mu coś innego niż wcześniejsza zaduma. Zaczepny uśmiech, rzadki do ujrzenia, kiedy był w swoich działaniach bardziej szczery niż nieszczery.

– Chociaż tą? Peregrinusie, to niebo jest mi bliższe niż większość rodziny. Zdążyłem już obiecać, że uczynię cię jego częścią.

Spróbował nadać tej scenie rytmu. Poprowadzić ich ruchy tak, żeby wraz z nimi w głowie pojawiła się muzyka, za którą mogliby podążyć. Prawda była jednak taka, że i on wybitnym tancerzem z pewnością nie był. Wszystko co robił podczas przyjęć składało się na minimum udawania, że wie co robi i szklaneczkę ginu. Połączył ich więc na moment szereg koślawych kroków, przy końcu nieco pospiesznych i panicznych, bo to Dolohov pierwszy ten rytm zgubił, a zaraz po tym skradł mu pocałunek, po którym gwałtownie odsunął się na krok, przenosząc spojrzenie na taflę wody. Wiedział, że nie musiał nic mówić, bo Trelawney czuł to samo.

Minęło ledwie kilka sekund, a na szlaku porzuconym za ich plecami pojawiła się gromada mugolskich nastolatków robiących spore zamieszanie. Żaden z nich nie zaczepił dwójki starszych mężczyzn wpatrujących się w wodę, ale oczywistym też było, że nikt nie uznał ich za ciekawych i wartych skomentowania właśnie przez ten krok dystansu.

– Wydaje mi się – zaczął, kiedy śmiechy z tła przycichły – że nastaną jeszcze kiedyś w Brytanii czasy, kiedy to nie będzie miało znaczenia. Ktoś odkopie nasze zdjęcia i będzie się śmiał z naiwności ludzi zeszłego wieku. – Dmuchnął sobie w grzywkę, żeby odsłonić oczy.


with all due respect, which is none
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#10
21.05.2026, 07:33  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: B2
wariant: 2
typ: prompt

Języki miłości.

„Jaki jest twój język miłości?”

Uśmiechnięta Saoirse Spencer-Moon uśmiecha się do was z okładki „Czarownicy” reklamując ich najnowszy quiz. Zaczyna się niewinnie – kilka pytań, dużo śmiechu, drobne docinki. Robicie go razem, podczytując sobie odpowiedzi przez ramię. Może jedno z was potrzebuje słów, a drugie czynów? Może ktoś czuje się kochany przez dotyk, a ktoś inny przez wspólnie spędzony czas? Czy potraktujecie to jako zabawną ciekawostkę, czy jako coś, co wymaga rozmowy?

PS. Dla ubarwienia możecie najpierw wykonać test.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (169), Peregrinus Trelawney (2515), Vakel Dolohov (2218)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa