• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal

[19.07 godziny wieczorne] I otrze łzy, ukoi żal
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
01.05.2024, 23:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—19/07/1972—
Anglia, Little Hangleton
Morpheus Longbottom, Basilius Prewett & Anthony Shafiq
[Obrazek: EdPdjE3.png]

Od czarnych skał ku niebu wionął śpiew syreni -
Kie­dy mi los po­sa­giem w świat
Da­wał swe dary:
Mło­do­ści wdzięk, uro­dy czar,
Do­sta­tek mie­nia,
Sły­sza­łam głos: «Bło­go­sław ty
Szczo­dre ofia­ry,
Któ­ry­mi Bóg po­ran­ny świt
Twój opro­mie­nia.
Bo oto
dłoń przy­ja­zną ci
Po­da­ję to­bie
I brat­ni duch za tobą w ślad
Pój­dzie przez ży­cie —
I otrze łzy, ukoi żal,
Kie­dy w ża­ło­bie,
Stra­ciw­szy skarb w po­dró­ży tej,
Za­pła­czesz skry­cie.



Anthony Shafiq rzadko kiedy był widziany wytrącony z równowagi. Lata praktyki, surowy trening prowadzony praktycznie od najmłodszych lat robiły swoje i koleiną rutyny mężczyzna nie dawał ponosić się niskim instynktom, przynajmniej nie publicznie.

Obecnie jednak był na siebie wściekły, bowiem wpadł w furię, gdy dowiedział się podczas prywatnego spotkania z dyrektorem Kliniki Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga, że na terenie szpitala znajduje się nie kto inny jak Morpheus pieprzony Longbottom, który po wybitnie nieudanym jasnowidzeniu trafił ślepy na oddział. I nikt nie wpadł na to, że to mógłby być zły pomysł.

Od powrotu Longbottoma z Grecji, od momentu, kiedy schował swoje barwne piórka i przybrał żałobny kir, od tego czasu był na prawdę nieznośny. Ciężko było dyplomacie empatycznie podejść do straty brata, z poziomu intelektu jednak zdawał sobie sprawę, że inaczej ów żałobę przechodził on, inaczej ktoś kto jednak miał stały kontakt z rodzeństwem, a głowa rodziny kultywowała i wciąż kultywuje etos więzi krwi. Nie zmieniało to faktu, że Morpheus nie dawał sobie pomóc, a zważywszy na jego stanowisko pracy oraz trwającą wojnę domową, miał stanowczo zbyt dużo okazji, żeby zwyczajnie, zupełnym przypadkiem się zabić. Albo chociaż torturować. Na przykład pozostając na wątpliwej rekonwalescencji otoczony przez umierających, których losów mógł niemalże namacalnie dotykać swym wątpliwym darem. Cały. Czas.

Kciuk i palec wskazujący powędrowały do nasady nosa Shafiqa, gdy ściągnął okulary z nosa i odłożył je zrezygnowany na biurko prywatnego gabinetu znajdującego się w jego kameralnej rezydencji letniej. Słońce już dawno zgasło, jego gość, który otrzymał jedną z sypialni przylegających do sali balowej powinien być już zadomowiony, lekarz lada moment miał się pojawić. Pozostało podjąć decyzję cóż też takiego poczytać do snu temu staremu idiocie. Może Eneidę? Z czystej złośliwości wziął oryginalną wersję językową i opuścił pomieszczenie, przenosząc się na długi korytarz o białych ścianach i bardzo osobliwych, smoczych dekoracjach. Nie poświęcił im jednak ani chwili, osierocając swoje ukochane dzieci z atencji, energicznie przemieszczając się w stronę głównego halu pełniącego rolę udawanego atrium - dach, podobnie jak w Wielkiej Sali Hogwartu udawał nieboskłon, choć tak na prawdę całkiem nieźle zakrywał przestrzenie zarówno kwadratowego korytarza z olbrzymią fontanną przedstawiającego Urobosa wijącego się wokół złocistej kuli, jak i antresoli, z której można było mieć oko na to, co dzieje się na dole.

Anthony wyminął drzwi do sali balowej i przeszedł do lewego skrzydła, w którym bywał tak rzadko. Skrzydło Edith pozostawało dla niego zamknięte, chyba, że ktokolwiek bliższy jego osobie postanawiał zostać na noc, bo dajmy na to był zbyt pijany, aby powrócić do Warowni. Normalni goście, zwyczajowi goście, członkowie klubu złocistej karty wypluwającej regularnie terminy ekstrawaganckich spendów u Shafiq'a mieli swoje kwatery na dale, w rzymskim pawilonie. Góra dedykowana była może piątce osób. Najbardziej zaufanych. Najbliższych.

– Zdecydowanie brakuje mi słów dla Ciebie Somnia. – Wszedł do środka nawet nie pukając. Nie był już zły. Był tylko zirytowany, co niestety wpływało na jego marudność. Jeszcze kremowy pokój, choć przytulny w odbiorze dla innych, jemu w percepcji był depresyjnie szary. Cóż, rzadko kiedy tu zaglądał. Rzadko kiedy było to dla niego problemem.– Basilius będzie tu lada moment, żeby Cię zbadać i zweryfikować listę leków z którymi ta banda niedokształconych patałachów Cię z łaski swojej wypuściła. – cedził przez zęby zamykając za sobą drzwi i podchodząc do chorego. Gdy tylko znalazł się w jego zasięgu dłoni, momentalnie złagodniał kładąc jasną dłoń na ogorzałym wciąż greckim słońcem czole. Nie znał się na tym, ale liczył, że gorączkę będzie w stanie rozpoznać. Próżne nadzieje. Odłożył na stoliczku książkę i ruszył do okna uchylić je dla lekkiego przewiewu.

– Spokojniej tu prawda? Jedyne co możesz przewidzieć to ile ziaren ziela angielskiego Wergiliusz wrzucił omyłkowo do kremu z białych warzyw. – Odetchnął głęboko wisielczym powietrzem lipcowego wieczoru. Przyjemna odmiana, móc do kogoś odezwać się wieczorem, trudno było nie zauważyć tej myśli. – Jak tylko wydobrzejesz zorganizuję oględziny domu. Na dniach miałem dostać klucze więc widzisz... i tak byśmy się spotkali. – Podjął lekkim tonem, powracając do Morpheusa i sprawdzając czy ma pod ręką picie i przekąski. Ująwszy jedno z ciasteczek zastrzygł uchem i odwrócił się w kierunku źródła dźwięku - otworzone okno bowiem wychodziło na przód rezydencji, gdzie toczyła się właśnie przytłumiona rozmowa. – O wilku mowa! Prosić go, żeby został do rana? – zapytał całkiem poważnie, korzystając z ostatnich chwil, gdy byli sami, nim skrzat zaprowadzi lekarza do właściwych drzwi.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
15.05.2024, 07:25  ✶  

— Antoniuszu — zaczął dość monotonnym, ale stanowczym tonem. — Wbrew temu, co ci się wydaje, nie jestem umierający. Poza tym, to już się zdarzało. Na mniejszą skalę, ale zdarzało.

Chociaż słowa miał oschłe i zapewniające o swoim dobrostanie, a przynajmniej prędkim powrocie do takiego, to rozumiał obawę Antoniusza. W końcu to właśnie on dbał o niego w ich dormitorium, gdy wizje były zbyt natarczywe i zbyt głośne nocami, gdy dar prekognicji stanowił koszmar nie przez wzgląd na treść przychodzących obrazów, w gruncie rzeczy raczej miałkich pośród grona nastolatków w trakcie edukacji, ale ich ilość. Przyszłość, nieznośna przyszłość, otumaniała go i nie dawała odpocząć czy nawet funkcjonować. W szpitalu Morpheus czuł się podobnie, chociaż już nie zalewały go wizje losowych osób, miał nad tym kontrolę. Jakąś przynajmniej. W osłabieniu ciężej mu zapanować nad widzeniem, a dziwna sytuacja z odmiennym wymiarem kieszonkowym, nazwa robocza dla przypadku, mocno wydrenowała go. Był wdzięczny za przeniesienie, chociaż nie chciał się do tego przyznać; Antoniusz i tak wiedział.

— Czy wspomniany Basilius nie jest przypadkiem częścią tej... Niedouczonej bandy? — zapytał przewrotnie. Shafiq miał rację po części. W opustoszałym gmachu nie było niemal nikogo, sprawiając, że umysł przygasał. Jasnowidzenie dotyczyło tylko istot ożywionych, z pewnego rodzaju inteligencją. Badanie tego, co należało do wpływów przewidywania przyszłości również należało do jego obowiązków. Nie widział kiedy upadnie drzewo w lesie, nie znał przyszłości duchów, a przewidywanie śmierci oznaczało zwykle nie tragiczną wizję, ale brak tychże. Kompletna pustka, jałowa przestrzeń, która różniła się od tego, gdy bogowie nie pozwalali mu widzieć. To było jak skok. Blisko upadku, w zawieszonej przestrzeni.

Morpheus nie przepadał za tą sypialnią i pomimo okoliczności, nie czekał, aż ujrzy beżowe, nijakie ściany. W przeciwieństwie do pięknych smoków, nawet jeśli nieco na wyrost, dramatycznych elementów wystroju, ukazywały one charakter gospodarza. Natomiast pokoje gościnne zostały odarte z tego smaku i wetknięte w blask kryształków i nadmiaru. Na dodatek beż nie był specjalnie urokliwym kolorem i sprawiał, że wygląda jeszcze bardziej chorobliwie.

Nadal miał oczy przewiązane opaską z opatrunkiem, chociaż miał już wrażenie, że zaczyna widzieć przebłyski światła pod materiałem. W jedwabnej piżamie i puchowej pościeli, miał wrażenie leżenia na chmurce. Chyba nie znosił tego łóżka bardziej niż koloru beżowego. Nie zamierzał jednak narzekać. Trzy istoty w całej posiadłości stanowiły atut nie do pokonania.

Śmiesznie przekrzywił głowę. Mgnienie przyszłych zdarzeń pojawiło się w jego umyśle.

— Nie spodziewałem się po tobie tak niemoralnych propozycji, myślę że dam radę poderwać uroczego magimedyka— stwierdził żartobliwie przyciszonym tonem, chociaż doskonale wiedział, że nie o to chodziło przyjacielowi. — Nie trzeba, mówię poważnie, Shafiq.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#3
15.05.2024, 10:59  ✶  
Było coś niezwykle ironicznego w tym, że dzisiaj w pracy musiał wysłuchiwać, jak jeden magimedyk (swoją drogą okropny współpracownik, a w kafeterii jadł gorzej, niż trzylatek) narzekał na to, że jakiś zadufany w sobie arystokrata od winnic i dyplomacji zabrał mu jasnowidza pod obserwacją, tylko po to, by chwilę później Basilius dowiedział się, że Anthony Shafiq prosi go o wizytę domową w celu skontrolowania stanu pewnego jasnowidza.
W Little Hangleton pojawił się tak szybko, jak tylko mógł, a całe szczęście nie był dzisiaj szczególnie zajęty. Prawdę mówiąc to musiał przyznać, że oczy pana Longbottoma stały się właśnie organizatorami jego jedynego ciekawego przypadku od kilku dni, bo chociaż jako uzdrowicielowi nie wypadało mu narzekać na to, że jego pacjenci nic dziwnego sobie ostatnio nie robili, to chyba trochę narzekał. Najwyraźniej jednak najskuteczniejszym środkiem na magimedyczną nudę był dowolny Longbottom po wypadku. Aż dziwne, że gdzieś w pobliżu nie było Brenny.
Gdy tylko przybył do rezydencji od razu pokierowano go do właściwego pokoju, do którego drzwi zapukał, a gdy usłyszał odpowiedź, wszedł do środka. Ubrany był w elegancką granatową koszulę i ciemne spodnie, uznając że jedną ze zdecydowanych zalet prywatnych wizyt domowych, poza dodatkowym zarobkiem, było to, że nie musiał paradować w tej paskudnej zielonej szacie, którą zaprojektował chyba jakiś daltonista.
– Panie Shafiq, panie Longbottom – przywitał się profesjonalnie, jakby w drodze tutaj wcale jeszcze nie podśmiewał się pod nosem, że najwyraźniej "ukradł" pacjentami temu kretynowi Lloydowi. – Przyszedłem tak szybko, jak tylko mogłem. Wszystko w porządku?
Zerknął na Morpheusa na razie z opaską na oczach. Zdążył już się zapoznać z przekazaną mu w szpitalu dokumentacją medyczną jasnowidza, więc wiedział czego mógł się spodziewać pod opatrunkiem.
– Witam Panie Longbottom, nazywam się Basilius Prewett. Jak się pan czuje? Coś się zmieniło od opuszczenia szpitala? Odczuwa pan poprawę? Pogorszenie? – pytał, stawiając na pobliskim stoliku torbę ze wszystkimi potrzebnymi mu w pracy specyfikami. – Najpierw chciałbym się przyjrzeć pańskim oczom, a potem porozmawiamy, dobrze?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#4
17.05.2024, 17:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2024, 11:14 przez Anthony Shafiq.)  
Może gdyby Somnia powiedział jak mu się nie podoba w tym pokoju, to Anthony coś by w nim zmienił. Za wystrój odpowiadała jeszcze Edith, której rzeczywiście zależało, by gościnne sypialnie były możliwie jednorodne, stonowane i... cóż, nudne. Jeszcze wtedy gdy jej ręka dotykała ich wspólnej posiadłości, Anthony nawet nie myślał o dobudowaniu pawilonu z miniaturowym parkiem rzeźb pośród cyprysów. Jeszcze wtedy myśleli oboje, że ich życie będzie wyglądało inaczej. Mężczyzna nie miał jednak sentymentu do tej części jej działalności. O ile nie pozwalał nic ruszyć w sypialni zmarłej żony i jej kobiecym saloniku, o tyle to miejsce mogło przejść absolutne przeobrażenie. Gdyby tylko Morpheus powiedział słowo, był dla niego zrobić bardzo wiele, jeśli nie wszystko.

– Tak wiem, że nie umierasz. Tak oczywiście wiem gdzie pracujesz i z jakim ryzykiem ta praca się wiąże. Tak wiem, że jest wojna, a ulice są niebezpieczne – przedrzeźniał go, bo ileż to razy przyjaciel punktował go w rozmowach, wypominał swoiste odklejenie, znudzenie bogacza, którego problemy zmagań z czarnoksiężnikami dotykały tak rzadko. To też nie była do końca prawda, Shafiq musiał trzymać rękę na pulsie. Musiał się orientować. To, że nie chciał o tym rozmawiać, zwłaszcza w tych skąpych wspólnych chwilach, które udawało im się złapać dopasowując kalendarium Niewymownego z Szefem Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego to już inna sprawa. – Wiem również, że będąc ponoć w pełni władz umysłowych, zdecydowałeś się na samobiczujący pobyt w publicznym szpitalu o którym nawet bym nie wiedział, gdybym nie miał tego dnia konferencji. – Błogosławiony niech będzie Jonathan, który dzień wcześniej wywlekł go z ogrodu i wyperswadował odpuszczenie tego punktu harmonogramu. Anthony nie wątpił, że sam list z informacją o stanie Longbottoma otrzeźwiłby go momentalnie, jednakże w komplecie insygniów ministerialnych, ogolony z wymodelowaną fryzurą i przygotowanym uśmiechem zdziałał zdecydowanie więcej, niż gdyby wpadł tam tak jak stał, czy raczej leżał dzień temu. Pewnie i jego wtedy by przymusowo zesłali do Lecznicy Dusz. Ale prasa miałaby używanie... na szczęście tak się niestało. Będzie musiał wysłać Selwynowi jakieś spinki do mankietów w ramach podziękowania - zapisał sobie w głowie notkę.

– Chlubny wyjątek potwierdzający regułę – z lekceważeniem nakreślił finezyjny gest długimi palcami, którego jego starszy (ha! o cały miesiąc!) przyjaciel i tak nie widział. – Namawiałbym go do założenia i skupienia się na prywatnej praktyce, ba! Chętnie bym mu w tym patronował, ale po pierwszych atakach potrzebowałem kogoś wewnątrz, a lekarz hazardzista był banalny do pozyskania. Gwiazdy szczęśliwie sprzyjały i mi i Tobie, że przy okazji jest fachowcem w swojej dziedzinie, a nie tylko ślepym kretem, dzięki któremu mam dostęp do dokumentacji kiedy trzeba. Jest też świetnym klątwołamaczem, zamierzam zabrać go z nami do Kambodży gdy przyjdzie czas, wiesz... zamiast podręcznej apteczki, podręczny lekarz. Pamiętam o astrokartografii, ale nie wiemy jak Twoje ciało zareaguje na tak drastyczną zmianę klimatu. – Westchnął ciężko podnosząc się z krzesła u wezgłowia Longbottoma, mimochodem przypominając mu o ich wspólnych planach, a nie że jasnowidz sobie tak biega i traci wzrok z byle powodu. Nawet jeśli nie znał tego powodu, nie naciskał, nie dopytywał. Wiedział, że jeśli przyjdzie odpowiedni czas i miejsce, Morpheus mu o tym opowie. Zawsze tak było.

Sugestia jakiegokolwiek uniesienia między chorym a jego przyszłym lekarzem rozluźniła go i uniosła kąciki ust.
– Ja nie wątpię, że dasz radę go poderwać, nawet jeśli nie będzie mógł patrzeć w Twoje słodkie oczęta. Przyniosę więc na poczęstunek po kolacji rakiję, Wergiliusz upiecze poğaçe – Anthony'ego na prawdę nie obchodziło to, że połączenie obu było standardem w uroczystościach pogrzebowych. – Jeśli będziesz czuł się na siłach po badaniu, omówimy wstępnie plan wylotu. Sądzę, że muszę go przenieść z sierpnia na wrzesień mmm... Nie wprowadzałem Prewett'a jeszcze w jego rolę w tym, cóż dzisiaj będzie dobra okazja żeby– umilkł, bo oto sam zainteresowany wszedł do środka, a twarz Anthony'ego rozlała się w życzliwym uśmiechu, co znalazło bezpośrednie odbicie w jego tonie. Longbottom znał ten ton, bardzo zawodowy, udający, że dystans między osobami jest zdecydowanie krótszy niż powinien być, zamazany. Nieistotny.

– Wybornie, wiedziałem, że na pana zawsze można liczyć panie Prewett.– Odsunął się o krok, choć wcale nie musiał, bo pokój był na tyle przestronny, że lekarz mógł poruszać się ze swobodą, a Shafiq przecież i tak nie stał już przy łóżku. – Oczywiście po badaniu przewidziana jest kolacja, dobrze rozumiem, że zgodnie z moją prośbą może pan zostać do rana, na wypadek, gdyby poza szpitalem stan pacjenta się pogorszył? Wergiliusz przygotował już sąsiadującą sypialnię. Jestem panu niebywale wdzięczny, moje serce jest zdecydowanie spokojniejsze teraz, gdy wiem, że mój serdeczny przyjaciel jest w dobrych rękach. – To przecież nie on zarządził i nakazał, to Lisa nie przekazała wiadomości. Jego osobista asystenka o twarzy chłodnej jak czapa lodowa niejednokrotnie przyjmowała już pretensje w tej sprawie i miała opracowanych sto pięćdziesiąt siedem technik na tego typu pretensje. Winę zawsze brała na siebie. Anthony wątpił, aby teraz było inaczej. Wątpił też po prawdzie w to, aby Prewett odważył się narzekać Lisie lub na Lisę.

– To ja już Wam nie będę przeszkadzał, Morpheus jak skończycie, przy Twoim łóżku jest dzwoneczek – pożegnał się i wyszedł, dyskretnie zamykając za sobą drzwi. Jeśli komuś się wydawało, że zrobił to po to aby popracować... Cóż. Niedługo po jego wyjściu cały dom rozbrzmiał bardzo niespiesznie ćwiczonymi gamami i wprawkami. Tak. Anthony po dwunastu latach wrócił do grania na fortepianie.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
17.05.2024, 18:17  ✶  

— Dziękuję Anthony. Na prawdę — dodał na końcu, zanim jego przyjaciel wyszedł, pojednawczym tonem, nawet jeśli na usta cisnęło mu się o wiele za dużo złośliwych słów. Niepomny obecności magidoktora, pozwolił sobie na chwilę słabości w sposobie okazywania swojej przyjaźni. Znali się zbyt dobrze.

Największym żartem tego spotkania było to, że i jemu patronowała święta Brenna od Wypadków. Morpheus został zawezwany tuż po powrocie do kraju na interwencję w sprawie anomalii stworzonej przez dwóch czarnoksiężników eksperymentujących na czasie i przestrzeni. Przez to, że BUM nie umiał poradzić sobie z takimi przypadkami (przy czym uważał, że Brenna ze wszystkim dałaby sobie radę), więc wzywano ludzi od zadań specjalnych. Przestrzeń zaginająca czas, pułapka wymiarowa, zgniotła jednak profetyczne możliwości Morpheusa, oślepiając go i uszkadzając mu tymczasowo jego prawdziwy wzrok.

— Dzień dobry panie Prewett — przywitał się, ale nie wyciągnął w jego stronę ręki, sądząc, że i tak nie trafi w odpowiednie miejsce w przestrzeni. Był zbyt krótko niewidomy, aby umieć dostosować się do braku jedndgo zmysłu, zwłaszcza tak kluczowego, jak wzrok. Gdyby nie świeża opalenizna, przywieziona z Włoch, wyglądałby dużo gorzej, jednakże to oraz nikłe rozbawienie Antoniuszem, sprawiło, że nie było w gruncie rzeczy tak źle. Poza tym, że miał rzeczywiście zabandażowaną górną połowę twarzy, swoim zdaniem, tę reprezentacyjną.

— Proszę bardzo — powiedział, przysuwając się bliżej brzegu łóżka, zbyt dużego na jedną osobę, aby Basilius mógł odwinąć opatrunki z jego oczu. — Mam wrażenie, że zaczynam widzieć światło, poza tym jest dużo ciszej. Nie pojawiają się natrętne wizje śmierci i bólu, a samoistnie nie próbowałem jeszcze wieszczyć. Mam spróbować?

Gdy magimedyk zdjął opatrunek mógł zobaczyć całkowicie normalne oczy o bardzo ciemnych, czekoladowych tęczówkach i mocno rozszerzonych źrenicach, prawdopodobnie od leków. Oczy były przekrwione, rogówki wyraźnie podrażnione, ale poza tym wyglądało to nienajgorzej, bliżej nieprzespanych nocy niż drastycznych opisów z karty o krwawiących oczach, nosie i uszach. Zdecydowanie jednak drgający ruch gałek, które nie znajdowały na niczym skupienia, wskazywały na dalszą utratę widzenia.

— Widzę, że powinien pan częściej wychodzić na słońce oraz że Shafiq nie zmienił tutaj wystroju od przynajmniej dekady. I to byłoby na tyle.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
17.05.2024, 21:31  ✶  
Nikt, ale to absolutnie nikt, nie poinformował go, że miałby zostać tutaj do rana. Szczęśliwie nie stanowiło to dla niego poważnego problemu, a on był przekonany, że była to jedynie szczerą pomyłka i nic więcej.
– Obawiam się, że nastąpił niewielki błąd w komunikacji, bo nie rozmawiałem o tym z pańską asystentką, ale oczywiście, nie ma najmniejszego problemu. Zostanę do rana – powiedział z uprzejmym uśmiechem. Zależało mu na ekhem, ich współpracy z Anthonym Shafiqiem i na tym, by czarodzieĵ miał jak najlepsze zdanie o nim i jego gotowości do pracy, niech więc doceni, że Basilius tak chętnie postanowił tu zostać, nawet jeśli dopiero teraz się o tym dowiedział. Oczywiście nie miał najmniejszego pojęcia o tym, że to nim właśnie manipulowano.
Pożegnał się jeszcze uprzejmie z drugim mężczyzną, a następnie przeszedł do oględzin swojego pacjenta i niemal od razu doznał dziwnego wrażenia, że nawet gdyby nie znał nazwiska Morpheusa, to pewnie szybko zorientowałby się, że rozmawiał z Longbottomem. Jakie to było dla nich typowe. Oślepłem przez jasnowidzenie, muszę się oszczędzać, czy mam więc spróbować coś wieszczyć? A może to jednak było całkiem zasadne pytanie, a on po prostu był już nieco przewrażliwiony, gdy chodziło o tę konkretną rodzinę.
– Może później. Wolałbym, aby na razie wstrzymał się pan z wieszczeniem, przynajmniej do czasu, aż dokładnie obejrzę pańskie oczy – poprosił, podchodząc bliżej mężczyzny. – Zdejmę panu teraz opatrunek – uprzedził, mając w głowie to, że czarodziej przecież nic nie widział, a z pewnością wolałby wiedzieć co się działo w okół niego.
Ciemne oczy jasnowidza rzeczywiście wyglądały znacznie lepiej, niż się tego spodziewał. Widać było, że Lloyd niestety, to znaczy stety dla pacjenta, wykonał mimo wszystko całkiem dobrą robotę, a i czas zrobił swoje.
– No cóż, nie znam na tyle długo pana Shafiqa, by potwierdzić tę drugą obserwację, ale z pierwszą chyba muszę się zgodzić. Dobra robota panie Longbottom. Niestety nie każdy tak łatwo się opala – zaśmiał się szczerze rozbawiony stwierdzeniem czarodzieja, którego zupełnie się nie spodziewał. Bliskim przyjaciołom i rodzinie pewnie odgryzłby się za taki tekst, ale na pacjentach starał się robić, jak najlepsze wrażenie. Gdyby tylko to wystawienie go na słońce rozwiązało problemy z jego bladością. Ehhh, może powinien załatwić sobie jakiś samoopalający eliksir i pewnie też coś na zamaskowanie tych sińców pod oczami. – Ogólnie już mogę powiedzieć, że wygląda na to, że wszystko dobrze się. Pana oczy przed wypadkiem miały ciemnobrązoey kolor, tak? Zaraz wkropię panu jeden specyfik. Nie zobaczy pan tego, ale im bardziej turkusowe staną się pana tęczówki, tym lepiej.
Prewett ostrożnie odchylił głowę Morpheusa do tyłu, informując go o każdym ruchu i przepraszając za zimne dłonie, i wpuścił po dwie krople do oczu mężczyzny.
– Czy jest może coś odnośnie tego całego zdarzenia o czym z tego wszystkiego zapomniał pan wspomnieć w Mungu?– spytał, czekając aż eliksir zacznie działać. Nie, że zakładał, że Longbottom celowo o czymś nie wspomniał, ale znał już zbyt dużo różnych przypadków, by się nie upewnić.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#7
24.05.2024, 08:32  ✶  

Uśmiechnął się półgębkiem.

— Przynajmniej nie wygląda pan, jakby zszedł prosto z pola tak jak ja. Zdarzyło mi się zostać określonym cygańskim szarlatanem. — To, co bawiło Longbottoma najbardziej, to fakt, że gdyby postawili jego i jego współpracownika, Alexandra Mulcibera i zapytali, który z nich jest pochodzenia Romskiego, każdy bez zastanowienia wskazałby jego samego, o smagłej skórze, ciemnych oczach i nieco odmiennej urodzie. Ruletka genetyczna zrobiła w nim dziwny mikser, wyciągając bardzo dawne cechy, przez co był tym Longbottomem, który nie wyglądał jak Longbottom. Na szczęście społecznych uwarunkowań nie dało się tak łatwo wymazać, biedny Antoniusz coś o tym wiedział.

— Tak. Ciemnobrązowe. — Oczywiście mógłby opowiedzieć o tym, jak zmieniały swoją skalę od płynnego miodu gryczanego w bezpośrednim słońcu, po czerń nieba podczas nowiu, gdy trwał w półmroku, ale instynktownie podejrzewał, że spotkałoby się to raczej z wywróceniem oczami i zrezygnowanym westchnieniem, niż aprobatą medyka. Co prawda nie znał ich wielu bezpośrednio, ale uważał pracowników Munga za osoby twardo stąpające po ziemi, które nie znoszą nonsensu rozpieszczonej arystokracji.

Poprawił się nieco na poduszkach, aby ułatwić uzdrowicielowi zadanie z opatrunkiem, chociaż nieco obawiał się skrapiania medykamentu do spojówki.

Zimne dłonie go zaskoczyły, przyjemnie i od razu zapewnił Basiliusa, że to absolutnie nie jest kłopot.

— W tych temperaturach to dużo bardziej niż mile widziane. Poza tym wiem, jak to jest. Również mam zimne dłonie. — Jako że widział mniej niż więcej, sięgnął swoją ręką do nadgarstka Prewetta, tego samego, którym odginał jego głowę, aby wierzchem dłoni porównać ich temperatury. Ani jego skóra rąk, ani nadgarstek lekarza nie wydawały się inne w temperaturze, całkowicie neutralne wobec siebie, chociaż pewnie to młodszy mężczyzna mógł określić z większą precyzją, skoro jego dotyk należał do jednych z podstawowych narzędzi jego pracy.

Dotyk trwał tyko chwilkę, parząco zimny.

— Jak tak myślę teraz, to nigdy nie zdarzyło mi się tak obfite krwawienie, zwykle jest to tylko nos. Poza tym, o wszystkim opowiedziałem.

Zamrugał gwałtownie, gdy krople wpadły mu do oczu, aż nim wstrząsnęło do nieprzyjemnego uczucia. I rzeczywiście, oczy pacjenta zaczęły nabierać dziwnych, błękitnych tonów, chociaż on ich nie czuł. Wyglądał przez to zdecydowanie bardziej brytyjsko.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
30.05.2024, 13:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2024, 13:09 przez Basilius Prewett.)  
Uśmiechnął się na tę uwagę, a potem przypomniał sobie, że Morpheus przecież nie mógł tego zobaczyć.
– Rzeczywiście w takim razie może powienienem bardziej doceniać tę bladość – powiedział rozbawiony, wcale tak nie sądząc. Zdecydowanie chętniej zamieniłby się na opaleniznę Morpheusa, która, w przeciwieństwie do wielu jego innych brytyjskich klientów podczas lata, rzeczywiście wyglądał z nią dobrze.
– Świetnie. W takim razie nie ma żadnych zmian w kolorze tęczówek – oznajmił zadowolony, jeszcze przez chwilę przypatrując się ciemnobrązowej barwie, doszukując się czegokolwiek co mogłoby go zaniepokoić.
Już miał coś odpowiedzieć na komentarz o zimnych dłoniach, gdy ręką Morpheusa niespodziewanie dotknęła na chwilę jego nadgarsta, wybijając go z tego co robił. Na sekundę dłoń uzdrowiciela zastygła w miejscu. Przeniósł wzrok na chłodne palce czarodzieja, które w dotyku z jego równie chłodną skóra dłoni, nie wydawały się być wcale takie zimne.
– Wie pan co powoduje taki stan? – spytał, ponownie koncentrując się na oczach Longbottoma, które po wkropieniu specyfików przybrały kolor, który może niekoniecznie mu pasował, ale zdecydowanie zadowolil Basiliusa pod kątem badań.
– Przepraszam. Wiem, że to nie przyjemne. Wszystko w porządku? – spytał, widząc, jak Morpheus reaguje na wpuszczenie kropli, których nadmiar spływał teraz kącikami jego oczu. Dziwny specyfik, jeden z tych który był skuteczny, a jednocześnie dość złośliwy. Nie ważne, że wpuszczało się go odpowiednią ilość, jakimś cudem zawsze tworzył się nadmiar. – Wie pan panie Longbottom – powiedział, gdy chwycił czystą, materiałową chusteczkę i zaczął ostrożnie osuszać nią okolice pod dolnymi powiekami mężczyzny. – Niektórzy w Świętym Mungu twierdzą, że powinniśmy otworzyć osobną specjalizację zajmującą się jasnowidzami ze względu na to, jak nieprzewidywalne potrafią być wasze urazy. Nie dziwię się więc, że nigdy wcześniej czegoś takiego pan nie doświadczył, zwłaszcza że najwyraźniej zdecydowanie pan się przeciążył. Ale na szczęście wszystko się ładnie goi. Chyba jednak poproszę pana, aby pan coś przewidział. Tylko ostrożnie i nic co mogłoby pana nadwrężyć.
Odłożył chusteczkę na bok, przypatrując się Longbottomowi z uwagą. Nie był szczególnym fanem przebywania w pobliżu jasnowidza, gdy ten akurat przepowiadał przyszłość, ale no cóż. Czasem trzeba było. Nie zaproponował też co konkretnie mógłby przewidzieć Morpheus, licząc, że sam czarodziej wiedział, co będzie wymagało od niego najmniej wysiłku.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#9
10.06.2024, 19:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2024, 21:02 przez Morpheus Longbottom.)  

— Dłonie? — zapytał zdziwiony, robiąc ruch głową, jakby chciał na nie spojrzeć i przypomniał sobie, że to nie ma znaczenia, bo widzi tylko rozmazane plamy. — Od zawsze tak miałem, nigdy nikt nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Powinienem się tym przejmować?

Oczywiście zaprzestał dotyku magiuzdrowiciela, nie przeciągając go zbytnio. Zamiast tego automatycznie sięgnął do kieszonki koszuli jedwabnej piżamy i wyjął z niej haftowaną chusteczkę z monogramem i ręcznie szydełkowaną mereżką, bardzo staroświecką. Wytarł nią eliksir, który spłynał mu prędko po policzkach i umknął medykowi, zanim ten dotarł do szyi. Dziwnie odczuwał nieco oleisty płyn na skórze, uwrażliwiony na wrażenia przez częściowy brak zmysłu wzroku.

— Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, tak myślę. Po pierwsze jest nas zbyt mało, a po drugiej, strasznie dramatyzujemy. Lepiej takich trzymać w izolatkach. Niech pan sobie wyobrazić ten szał, gdyby był taki oddział wypisany na tablicy i ktoś by dotarł, że Dolohov miał wypadek i był ewakuowany do Munga. BUM na stale by musiał pilnować drzwi. Lub jak ludzie bez nadzei nachodziliby pacjentów, próbując uzyskać cień nadziei. Nie wszyscy umieją kłamać na temat tego, co zobaczyli. Mung mógłby być lepiej przystosowany, ale oddział? Unikałbym.

Wzruszył ramionami, mrugając namiętnie i bez kontroli nad powiekami, próbującymi czynić swoją powinność i usunąć z jego oczu płyn. Od zaaplikowania eliksiru do tego momentu nic się nie zmieniło, ale Morpheus miał wrażenie, że mu się poprawia. Efekt placebo. Zamiast jednak ogłaszać swoje wrażenia wizualne, skupił się na reszcie zadania.

Źrenice Morpheusa rozszerzyły się gwałtownie, prawie przywracając mu naturalny koloryt oka, ostrego kontrastu pomiędzy bielą i czernią, a skupienie rozmyło jeszcze bardziej. Cały Morpheus zdawał się być nie na miejscu, gdzieś daleko, lecz nie w sensie miejsca mentalnego, a czasu mentalnego. Morpheus wieszczył, krótko.


Rzut na jasnowidzenie (PO)
Rzut PO 1d100 - 46
Sukces!

Przez chwilę zastanowił się, jak ująć to, co zobaczył w słowa. Widział efekt domina, którego gałęzi jeszcze nie rozumiał, ale sam był częścią tej przyszłości.

— Widzę w pana przyszłości ofertę, której nie będzie pan mógł odrzucić, będzie pan niesamowicie na nią narzekał, jednakże koniec końców będzie to jedno z tych niezapomnianych wspomnień, które rozgrzewają serce i druga taka możliwość nie leży ani w pana budżecie ani w przyszłości innej, niż ta oferta — Longbottom uśmiechnął się fachowym uśmiechem numer pięć. — Szukałem nici zawodowej przyszłości, aby nie naruszać pana prywatności, chociaż jest to bardzo trudne.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
14.06.2024, 17:48  ✶  
– Raczej nie – powiedział, utkwiwszy na chwilę wzrok w zgrabnych dłoniach Longbottoma. – Ale jeśli pan chce mogę zlecić panu kilka badań dla pewności – dokończył uprzejmym tonem, jasno wskazującym na to, że Morpheus chce to sprawdzić, nawet jeśli jedynie na wszelki wypadek.
Na dalsze słowa mężczyzny Basilius nie mógł się powstrzymać, by nie roześmiać się cicho na wizję fanów pewnego słynnego wieszcza przy drzwiach jego pokoju. Zaraz jednak spoważniał, bo w rzeczywistości byłoby to strasznie irytujące.
– Zgadzam się z panem. Brzmi to bardzo... Niekorzystnie dla wszystkich w to zaangażowanych. – Ale rzeczywiście pewne dostosowania byłyby wszystkim na rękę, chociaż sam prawdę mówiąc skupił się na tym z pozycji uzdrowiciela, a nie samego pacjenta. Nie wspominając już o tym, że nowy oddział wiązałby się z dodatkowymi kosztami, a to zawsze było problemem, chyba że pewnego dnia wpadnie do niego Brenna, a zły los sprawi, że jej wizyta wysadzi cały szpital. Wtedy pewnie dostaną spore dofinansowanie. Na całe szczęście nie był dyrektorem Munga, więc mógł ma spokojnie krytykować niektóre działania i decyzję placówki. – Nie powiedziałbym jednak, że izolatki byłyby aż tak konieczne. Zresztą wydaje się pan być nadwyraz mało dramatycznym jasnowidzem. – To powiedział głównie z grzeczności, chociaż Longbottom dzisiejszego dnia rzeczywiście robił dość dobra reklamę, zarówno innym jasnowidzom, jak i swojej rodzinie, a przecież Longbottomowie z trzecim okiem, byli raczej czymś, co potencjalnie mogło przyprawić go o potężny ból głowy. Nie miał pojęcia, jakby to wytrzymał, gdyby jego piątkowe spotkania z Brenną były jeszcze urozmaicone wizjami.
Basilius zazwyczaj unikał wróżenia mu jak ognia, może nieco paranoiczne martwiąc się tym, że usłyszy coś na temat siebie, a zwłaszcza swojego zdrowia, czego usłyszeć nie chciał. Było to idiotyczne i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież jako uzdrowiciel wiedział, że lepiej było być przygotowanym na różne ewentualności, ale jakoś w tym przypadku, wyjątkowo ciężko było mu to sobie przetłumaczyć. Nie chciał jednak stawiać Longbottomowi żadnych ograniczeń w tym, co miał wróżyć, bo brzmiałoby to chyba jeszcze bardziej podejrzanie, a jedynie zaufał czarodziejowi, że ten skupi się na innych tematach, lub w ogóle nie na nim. Nie udało mu się jednak ukryć tego cichego westchnięcia ulgi, gdy usłyszał wróżbę.
– Brzmi na pewno sympatycznie – stwierdził, nie mając zielonego pojęcia o co mogło chodzić, ale ten uśmiech Longbottoma jakoś tak sprawił, że sam się uśmiechnął. – Dziękuję za trzymanie się jedynie mojej działalności zawodowej. Docenian. – Ciekawe o co chodziło z tym, że było to trudne? Nie znał się szczególnie dobrze na jasnowidzeniu, poza tym, że posiadała je również jego kuzynka, ale zakładał, że pewnie w wielu przypadkach te wszystkie nici jakoś na siebie nachodziły.
Ponownie przyjrzał się oczom Morpheusa.
– To wszystko wygląda dobrze panie Longbottom. Musi pan po prostu teraz odpoczywać i dać lekom działać. Jeszcze zweryfikuję listę specyfików, z którym został pan wysłany i to chyba tyle. Proszę tylko uważać na siebie w przyszłości.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2083), Basilius Prewett (1648), Morpheus Longbottom (1506)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa