To miał być miły, rodzinny wypoczynek. Tylko ona, rodzice i... James z nieodłącznym Syriuszem. Na szczęście ci zrezygnowali ze smażenia się na słońcu na rzecz szwendania się po Londynie z resztą paczki. Dlatego wakacje zapowiadały się idealnie. Mogła odpocząć z dala od dziesiątek znajomych twarzy, z niewielką tylko obawą, że natknie się na kogoś znajomego.
Wepchnęła się przed odkluczającym drzwi ojcem, by jako pierwsza obejrzeć wnętrze wynajmowanego domku i zająć najlepsze łóżko. Rodzice rezerwowali obiekt z myślą o zabraniu chłopaków, tak więc po przejściu przez salon Peppa trafiła na dwoje drzwi prowadzących do sypialni 3- i 2-osobowej. Pierwotnie miała dzielić pokój z matką, ale skoro przybyli w takim, a nie innym składzie, mogła mieszkać samotnie. Dwa puste łóżka to zbędny zbytek, dlatego połasiła się na sypialnię dwuosobową. Ojciec pewnie odetchnął z ulgą, że będzie miał dodatkowe łóżko na swój szeroki bebech i nie zgniecie żony w nocy.
Ale i do tego by nie doszło, gdyż ledwo przekroczyli próg, pojawił się w nim mieniący się błękitem patronus.
— Mildred, wiem, że rozpoczynasz dzisiaj urlop, ale Windenborg przełożył proces Greenwooda na dzisiaj i twoja obecność jest konieczna.
Czarownica nawet nie zdobyła się na westchnięcie. W całej swojej karierze miała już tyle nieprzewidywalnych zwrotów wypadków, że przestała się przejmować. Oznajmiła, że w takim razie wraca do Londynu i wróci kolejnego ranka, zaś ojciec, rasowy mieszczuch, skorzystał z okazji i deportował się wraz z małżonką, zostawiając Peppę samotną w tym wypoczynkowym pustkowiu.
Peppa pisnęła z ekscytacji, rzucając się na łóżko. 24 godziny poza domem bez rodziców i nikogo innego to zupełna nowość w jej życiu. Teraz poczuje się prawdziwie niezależnie. Wydobyła zawartość swojej walizki, sprytnym zaklęciem każąc wieszakom obwiesić jej ubrania w szafie, po czym przebrała się w strój plażowy.
Wyszła z pokoju w marynarskiej sukience kąpielowej za kolano, łydce okrytej białą pończoszką i granatowych balerinkach. Idealnie zaczesane włosy schowała pod kapeluszem, a do tego dzierżąc przeciwsłonkę i kosz z potrzebnymi przedmiotami, była gotowa ruszyć na plażę. Uprzednio wysmarowała się porządnie antyopaleniową maścią rodzinnej marki, przecież nawet najmniejszy pieg na bladym ramieniu byłby dla niej niesamowitą tragedią.
Nie spodziewała się zastać nikogo w pokoju dziennym. A jednak.