16.03.2023, 23:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:13 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Nie cierpiał eleganckiego ubioru.
Na ten dzień musiał go jednak znieść, ciotka postawiła sprawę bardzo jasno. Podobnie jak musiał znieść samo spotkanie – przyjęcie organizowane przez rodzinę Bulstrodów, a jeden z Bulstrodów ponoć rozważał dofinansowanie szykującej się niedługo wyprawy do Egiptu. Cathal trafił więc do eleganckiej sali pełnej czystokrwistych, bardzo elegancko ubrany, elegancko uczesany i z fałszywym uśmiechem przylepionym do warg słuchał – jego zdaniem przynajmniej – bardzo mało eleganckiego wywodu.
Jego autorem był Christopher, czarodziej – podobno – czystej – krwi gdzieś z Ameryki, który miał robić jakieś tam interesy z Flintami, i jakieś tam interesy z Shafiqami. Cathal początkowo podejrzewał, że ciotka wypchnęła go ku niemu i jeszcze jednej, młodej kobiecie, właśnie z powodu tych interesów. Teraz zastanawiał się, czy przypadkiem nie chodziło o to, że nikt, kto go znał, nie mógł go znieść.
- …nic dziwnego, że was kraj podupadł, skoro rządził nim taki premier. Mugolskie pochodzenie, doprawdy. W Stanach Zjednoczonych nie mogłoby się to zdarzyć – opowiadał Christopher z ogromnym zapałem, gestykulując jedną ręką, bo w drugiej trzymał na wpół opróżniony kieliszek. Miał około czterdziestki, był więc starszy i od trzydziestoletniego w tej chwili Shafiqa, i od towarzyszącej im dziewczyny, która miała nieszczęście znaleźć się z nimi w rogu sali. Cathal górował nad Christopherem wzrostem i wpatrywał się w czubek jego głowy, z niemiłą świadomością, że doskonale zapamięta i wszystkie te wypowiedzi, i to, jak wyglądał każdy, ciemny włos Christophera Moora.
– Jeszcze do niedawna nie pozwalaliśmy się żenić z mugolkami. Upadek obyczajów, że zniesiono to prawo – kontynuował. – Ten wasz Nobby Leach… już jego imię świadczy o niekompetencji… omal nie doprowadził kraju do ruiny… – urwał i spojrzał najpierw na Cathala, a potem na dziewczynę. Której, nawiasem mówiąc, nikt nie zdążył Shafiqowi przedstawić, podobnie jak jego jej, ponieważ musieliby w tym celu chyba zakneblować rozmówcę.
Który po raz pierwszy zrobił dłuższą przerwę w mówieniu. Ba, nawet zadał im pytanie:
– A co państwo sądzą o tym skandalu?
– Sądzę, że magiczna Wielka Brytania nie wygląda na zrujnowaną. By doprowadzić ją do upadku, potrzeba by więcej niż jednej osoby – odparł Cathal dyplomatycznie i uniósł swój kieliszek w niby toaście, a potem upił łyk alkoholu. Miał nadzieję, że ten szampan, ponoć doskonałej jakości, pomoże mu przełknąć słowa, które naprawdę miał na języku. A brzmiały one: „sądzę, że jesteś wyjątkowym imbecylem”. I to nawet nie sądził tak dlatego, że Moor krytykował Leacha: sam Cathal, choć daleki od jakiejś szczególnej walki o czystość krwi, żywił pewne uprzedzenia wobec mugolaków i gdyby był w kraju podczas wyborów, na pewno nie głosowałby na Leacha. Niezależnie od tego, jaki program by ten przedstawił.
Podejrzewał jednak, że nie ma sensu tych słów wygłaszać, bo Christopher nie zrozumie znaczenia słowa „imbecyl”.