• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Swansea [26.10.72, późny ranek] Co trzymało mrok w ryzach?

[26.10.72, późny ranek] Co trzymało mrok w ryzach?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
18.09.2026, 09:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 20:12 przez Brenna Longbottom.)  
To była tylko prośba o konsultację: w gruncie rzeczy Brenna mogłaby się z tym zwrócić do archeologa nawet gdyby tego nie wciągnięto do zakonnej sesji. I po prawdzie nie wspominała o Zakonie ani słowem, gdy tę prośbę składała, natomiast owszem, powołała się na Jonathana Selwyna, mówiąc, że skierował ją do Guinevere, bo podobno jest chętna do wsparcia w takich sprawach. Aportowała się na kilka skoków do Walii, bo tu podobno McGongall pracowała, sama wykradając na to spotkanie godzinę pośród wielu, wielu rzeczy, które teraz zrobić należało. Musiała dziś jeszcze pojawić się na patrolu, no i chciała przesłać sowę do Atre, który pewnie wróci nocą. Spotkanie w walijskiej knajpie wykorzystywała przy okazji na szybkie śniadanie.
– Muszę przyznać, że walijskie grzanki są niesamowite[/ b] – stwierdziła znad talerza, bo zdążyła zamówić, jeszcze zanim pojawiła się Ginewra. [b]– Chyba w menu nazywa się to… Welsh rarebit? Jakoś tak? Jakbyś miała ochotę, to ja cię tu zaprosiłam, więc ja płacę, oczywiście – zapewniła, uśmiechając się do dziewczyny w przerwach pomiędzy kęsami tosta: dużo roztopionego sera, musztarda, wersja z sosem zamiast z piwem, bo musiała zachować pełną przytomność umysłu. Kawa, ustawiona obok talerza, pachniała oszałamiająco, przynajmniej dla Brenny. Wczorajszy dzień było  wiele za długi i wypełniony ganianiną.
Pamiętała ją z Doliny Godryka. Przedstawiono je sobie, a Brenna nawet oprowadzała ją po okolicy, co zakończyło się dość dramatyczną sceną pojednania z Samuelem i teraz mimowolnie szukała rodzinnego podobieństwa w twarzy, choć nie mogła się go dopatrzeć.
– Interesuje mnie pewna czarodziejska legenda, konkretnie z okolic Great Hangleton. Rozmawiałam o niej już z osobą, która nieźle zna się na historii magii, ale w grę wchodzą jakieś tam artefakty… uznałam, że przyda się konsultacja z kimś, kto pewnie miał z takimi rzeczami do czynienia – dodała w ramach wstępu, sięgając teraz, po zjedzeniu pierwszego tosta po kawę.[/b]


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
18.09.2026, 20:30  ✶  

Właściwie, to nagła wiadomość od Brenny całkiem Guinevere zaskoczyła, ale nie miała powodów, by odmówić spotkania. Bo chociaż nie znały się jakoś bardzo, i może i nie miała ostatnio najlepszego czasu, no to… to była nadal Ginny: ciekawska i nieumiejąca odmawiać znajomym. Bo chyba tak Brennę mogła określić, jako znajomą.

Właściwie to nie zwiedzała za bardzo Walii, Helloise nawet oferowała się, że mogłaby jej pokazać Snowdonię, gdyby tylko zapragnęła, Ginny przekładała to jednak na bliżej nieokreśloną datę, nie planując niczego konkretnego, bo chyba obecnie w Anglii niewiele się zaplanować dało z wyprzedzeniem. W każdym razie czas tego poranka miała, udała się więc do Swansea, nie mogąc się pozbyć myśli o tym, że skoro w wiadomości pojawiło się imię Jonathana, to być może… ma to coś wspólnego ze sprawą, do której została (bardzo zresztą chętnie) wciągnięta półtora tygodnia temu?

Cóż, Brenna wyglądała jej na osobę, która mogłaby w czymś takim brać udział…

– Hmm, niby tak blisko Anglii, a jednak kuchnia jakby znacznie inna? – podsunęła, gdy już siedziała naprzeciwko Brenny, splótłszy ze sobą dłonie na blacie. Angielska kuchnia jakoś Ginewry nie porwała (ciekawe dlaczego), chociaż typowe angielskie śniadanie miało swój urok. Przyzwyczajona jednak była do swojej klasycznej, egipskiej kuchni, mocnej czarnej kawy, i choć nie stroniła od próbowania nowych rzeczy, a wręcz przeciwnie, to jakoś  miała wrażenie, że Anglicy mają bardzo niewyrafinowane podniebienie. Ale ta grzanka wyglądała zachęcająco. – W porządku. Skoro tak zachwalasz, to zobaczmy, na co ich stać… – a wiadomo, że oceni ich głównie za tę kawę… I gdy kelnerka zakręciła się w pobliżu, to i ona poprosiła o śniadanie – takie samo, jakie pochłaniała właśnie Brenna.

I być może trudno było znaleźć tak na pierwszy rzut oka podobieństwo z Samuelem, z którym Ginny od tamtego czasu utrzymywała kontakt – za nic nie chciała tej cienkiej nici zerwać i Sam był nawet zapraszany do Ostoi… przykro jednak było mówić o tym, w jakich okolicznościach, bo nazajutrz miał się odbyć pogrzeb, o którym Samowi zresztą pisała… Nie wiedziała, czy się zjawi, ale… może? Poznałby resztę rodziny… Nie zamierzała go jednak do niczego zmuszać.

– Great Hangleton? – wymruczała pod nosem i zamyśliła się. Great Hangleton nie bardzo słynęło z czarodziejskich legend, to było w końcu mugolskie miasteczko, więcej czarodziejskich opowieści krążyło raczej o sąsiednim Little Hangleton i to w tę stronę, póki co, zwróciła się uwaga Ginewry. – Chodzi o pierwszego wampira, potwora Frankensteina, czy coś zupełnie innego? – artefakty nie były tutaj wielką wskazówką…

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
21.09.2026, 09:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2026, 09:33 przez Brenna Longbottom.)  
– Trudno mi ocenić, bo tak naprawdę rzadko mam okazję bywać w Walii. Ale to mi smakuje i jest inne niż grzanki, jakie serwują na Pokątnej czy te, które robi nasza skrzatka.
Jeśli szło o Brennę, nie była zbyt wybredna: po prostu lubiła jedzenie. I bardzo chętnie próbowała nowych rzeczy, zwłaszcza jeśli trafiała do miejsc, których nie odwiedziła wcześniej. Wprawdzie w tym mieście była już całkiem niedawno, ale nie miała wtedy okazji wstąpić do żadnej knajpy. A i wolała nie marnować czasu, więc skoro już na kogoś czekała, była więcej niż chętna do sprawdzenia, co serwują w menu. Jakość kawy ją absolutnie zadowalała, ale i po prawdzie w Ministerstwie na stołówce serwowano takie rzeczy, że pewnie miała już trochę zepsute podniebienie, zwłaszcza że stawała się istotą napędzaną głównie kawą i posiłkami wysokobiałkowymi.
– Och, bogowie, boję się spytać, co Great Hangleton czy Little Hangleton mogą mieć wspólnego z potworem Frankensteina albo pierwszym wampirem. I tak ta okolica wydaje mi się dostatecznie złowieszcza – stwierdziła, a potem upiła łyk kawy. Dziś głowa pulsowała jej nieprzyjemnie, może od niewyspania, może od stresu, może od za niskiego ciśnienia, ale kawa trochę pomagała. – Ale nie. Natknęłam się na historie o okolicznych kopalniach. Ponoć wiążą się z nimi pewne legendy, o ochronie przed ciemnością, która spoczywa na ich dnie… znam jedną dziewczynę, która zna się dobrze na historii, i mogła parę rzeczy mi zinterpretować, bo pewnie bym tego nie wyłapała, ale nie specjalizuje jednak w artefaktach.
Dora była wszechstronnie utalentowana i gdyby nie ci przeklęci Borginowie, robiłaby na pewno dużą karierę. Ale raczej Ginewra natykała się na artefakty częściej niż ona.
– Podobno w niektórych legendach kryje się ziarno prawdy i tak dalej, a teraz w okolicy są spore problemy. Ministerstwo niby opanowało sytuację, ale jeżeli źródło problemów jest gdzieś indziej? – I jeżeli Voldemort przyłożył jakoś do tego rękę? A jeśli on gdzieś działał, oni powinni kombinować, co z tym zrobić. – Mam tutaj trochę notatek.
Wydobyła z torby zwiniętą kartkę: wynotowała na niej parę punktów z tego, co znaleźli w notatkach naukowców. Dotyczące konkretnie samej kopalni, bo akurat kryzys energetyczny to ją przerastał, a i wątpiła, by Guinevere z Egiptu wiedziała, o co chodzi w problemach paliwowych mugoli w Anglii.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
22.09.2026, 13:09  ✶  

– Szkoda, to całkiem ładne miejsce. Bardziej surowe, tak bym to określiła – odparła i uśmiechnęła się lekko do Brenny. Bardziej górzyste, bardziej obsypane polami, bardziej dzikie i zdecydowanie mniej zaludnione od Anglii. – Zadziwiające, że na tak dość niedużym obszarze mamy cztery kraje, które teoretycznie mają ze sobą mnóstwo wspólnego, przeplatają się ze sobą, a jednocześnie są tak diametralnie od siebie różne – przyznała. Jej rodzina związana była ze Szkocją i jeśli jakiś kraj miała zwiedzać jako dziecko, to właśnie tam, chociaż dziadkowie ostatecznie lata temu osiedli w Anglii. Ale pradziadek często o Szkocji wspominał… Guinevere spróbowała się jednak lekko uśmiechnąć.

– Och bardzo dużo i chodzi o Little Hangleton. Według wielu podań, to właśnie tam stworzono pierwszego wampira. A potwór Frankenstein, stworzony przez doktora Frankensteina, który był mugolakiem żyjącym w Little Hangleton, podobno nadal tam żyje w jednym z domów, tylko rzadko wychodzi… o Little Hangleton jest mnóstwo czarodziejskich legend, o Gresy Hangleton niespecjalnie – wyjaśniła pokrótce i oparła się wygodnie i krzesło, akurat idealnie w momencie, gdy przyszła jej kawa i grzanka. W pierwszej kolejności sięgnęła po filiżankę i chociaż swoje standardy kawowe miała niebotycznie wysokie, to jedną z zalet było to, że nieważne jak smakowała – pachniała zawsze fantastycznie.

Brenna dobrze zakładała: Ginewra nie znała się zupełnie na żadnych problemach energetycznych mugoli, tym bardziej w Anglii, w której była od niedawna. Wysłuchała jej krótkiej opowieści w ciszy i spojrzała też na te notatki, które wyciągnęła. Zrozumiała z tego, że to miało trochę większe znaczenie, że skoro rozmawiały tutaj o czarodziejskiej legendzie i mugolskiej kopalni i mugolskim problemie, to ten problem, całkiem możliwe że nie jest w całości mugolski. Takie coś widziała akurat aż nazbyt często w swojej pracy: mugole się na coś natykali, na jakąś dziwna zagadkę, a to okazywała się być magia i trzeba było ich przed tym chronić, niczym małe dzieci. O tak, artefakty bardzo często miały z tym coś wspólnego…

– Jeśli pytasz mnie o to, czy pewne artefakty mogą rozpraszać ciemność, to owszem, mogą, ale wydaje mi się, że mugole mają na to swoje sposoby i nie potrzebują do tego magii – odparła i wzięła w końcu pierwszego łyka kawy. Zaraz odsunęła też od siebie te notatki, by ich przypadkiem nie poplamić. – Więc ten artefakt z legend najpewniej robił coś zupełnie innego. Ochrona przed ciemnością… – mruknęła, głaszcząc uszko filiżanki z zastanowieniem. – Jeżeli pytasz o to, co się stało, dlaczego w okolicy mogą być problemy i czy to ma coś wspólnego z tym legendarnym artefaktem… to tak. Najprawdopodobniej. Mógł zostać w jakiś sposób uruchomiony, albo przeciwnie – przypadkowo zepsuty przez niczego nieświadomych mugoli. Widziałam to trochę zbyt często, prawdę mówiąc… – sięgnęła w końcu po swojego walijskiego tosta. W gruncie rzeczy nie wiedziała jednak, jakie Brenna ma wątpliwości i pytania.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
23.09.2026, 17:52  ✶  
– Snowdonia jest piękna. Wzgórza latem, a lasy jesienią. Ale w ostatnie dwa lata nie miałam za dużo czasu na podróże – powiedziała Brenna lekko. Jeżeli już gdzieś jeździła, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, to najczęściej albo w związku z pracą, albo Zakonem, i nie mogła sobie przypomnieć, kiedy miała faktyczne wolne. Chyba że liczył się wypad do Afryki, ale on też był mało turystyczny i miał bardzo konkretne cele, a poza tym obfitował w różne nieprzewidziane wydarzenia. – Mniejsze zaludnienie niż w reszcie Europy, dużo gór pewnie temu sprzyjało… no i częste najazdy i tak dalej, ale w tym na pewno orientujesz się lepiej ode mnie.
Nie musiała być jednak historyczką, aby wiedzieć, jak głębokie urazy wobec Anglii żywili choćby Irlandczycy (i nie żeby się im dziwiła), i jak bardzo chcieli podkreślić swoją odrębność. Mieli ku temu powody.
– Aha. Świetnie. Sądziłam, że pierwsze wampiry pochodzą z Rumunii, chyba propaganda Draculi zadziałała – stwierdziła Brenna, przez moment patrząc na McGonagall tak, jakby liczyła, że ta żartuje, ale nic na to nie wskazywało. Zawsze wiedziała, że tamta okolica jest porypana, nigdy jakoś nie sądziła, że aż tak. – Ale nawet mnie to nie dziwi, biorąc pod uwagę, jakie rzeczy się tam wyprawiają. Cóż, Dolina Godryka teraz prawie może z Little Hangleton rywalizować, mając widma, słońce i księżyc na raz na niebie i inne dziwności, więc pewnie nie powinnam oceniać – powiedziała, nieco zniżając głos przy tym wszystkim, bo jednak rozmowa była trochę dziwaczna, i Brenna nie chciała by ktoś podsłuchał. Niby po to wybrała tę cichą knajpę, w porze małego ruchu w dodatku i stolik z boku, ale strzeżonego…
Historia, tak naprawdę, była dość prosta i Ginewra pewnie mogła to wiedzieć: istniała legenda, że szyby wypełniała dziwna, bezkresna ciemność. Ale było tam coś potężnego, czarodziejskiego, co pozwalało przezwyciężyć lęk przed tym mrokiem. Może nawet w Egipcie dało się znaleźć jakieś podobne artefakty? Część Brennie mogła powiedzieć i Dora, ale Brenna… chyba chciała zobaczyć, kto zasilił szeregi Zakonu.
– Jeśli dobrze rozumiem, coś chyba miało jakoś chronić – powiedziała, odsuwając pusty już talerz i przechylając się nieco. – Zastanawiam się, co to mogło być, czy da się to zastąpić, no i oczywiście… przed czym tak naprawdę mogło chronić i jak. Ogółem wszystko, co może się przydać przy próbie przywrócenia sytuacji do normy.
Mugolskie problemy nie były problemami czarodziejskiego świata, tak powiedziałoby wielu. Ale Voldemort chciał chyba unieszkodliwić zainteresowanych nimi badaczy. I choćby dlatego należało to zbadać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#6
24.09.2026, 01:12  ✶  

– Jesteś już drugą osobą w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, która zachwala mi Snowdonię – Ginewra uśmiechnęła się leciutko, a następnie zapatrzyła na Brennę. Jej uwaga, rzucona niby ot tak, przykuła jej uwagę aż nazbyt. – Moja droga, dwa lata bez choćby cienia urlopu, szybciej zrobią z ciebie wrak człowieka, niż cokolwiek innego – powiedziała bez ogródek. – Niewiele się wtedy przydasz ludziom. Więc, jeśli nie dla swojego dobra, to dla dobra innych, weź sobie kilka dni wolnego, żeby absolutnie nic nie robić. Potraktuj to jako darmową, uzdrowicielską poradę. A jeśli potrzebujesz zwolnienia, to wiesz, gdzie mnie szukać – Ginewra była przeczulona na sygnały pracoholizmu, bo oglądała je właściwie codziennie w pracy… a poza tym przyganiał kocioł garnkowi, chociaż przynajmniej potrafiła spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć, że potrzebuje odpocząć… żeby nie narażać innych. Dokładnie takie coś miało miejsce kilka dni temu.

– Całkiem prawdopodobne, że pierwsze wampiry powstały niezależnie od siebie w kilku miejscach na świecie. Ludzie często wpadają na podobne pomysły, ale przy tym wykonane inaczej, w podobnym czasie i w różnych miejscach. Nie zdziwiłabym się, gdyby Rumunia miała swoje legendy o pierwszym wampirze – puściła do niej oko, gdy spokojnie opowiadała o tych historyczno-socjologicznych kwestiach i choć nie była żadną ekspertką ani od rumunistyki, ani od wampirów, to pewne powtarzające się zjawiska czy schematy były akurat czymś absolutnie normalnym w dziejach historii. – A co do Doliny Godryka… To co się tam dzieje może ci się wydawać osobliwe i unikatowe, ale zapewniam cię, że takie nie jest. Takie dziwaczne anomalie przydarzały się już na przestrzeni wieków w różnych miejscach, w toku swojej nauki i doświadczeń zawodowych natknęłam się na podobne świadectwa – tutaj, rzecz jasna, piła do słońca i księżyca widzianego jednocześnie przez czarodziejów i mugoli tylko w tym jednym miejscu. Ginny również lekko zniżyła głos, ale przy tym zachowywała się całkowicie naturalnie. Jakby odbywała właśnie zupełnie normalną rozmowę przy śniadaniu. Swoją drogą tost był całkiem niezły, chociaż jak dla niej, to za mało tutaj było warzyw.

– Zastanówmy się – Ginewra sięgnęła po filiżankę z kawą, ale oczu od Brenny nie odrywała ani na chwilę. Te teraz były jasnobrązowe, całkowicie ludzkie. Ginny przekopywała teraz pamięć w poszukiwaniu legend o kopalniach w Anglii, a tych na całe szczęście nie było zbyt wiele. – Ciemność pobudza wyobraźnię. Zamyka nam całkowicie jeden ze zmysłów, co za tym idzie, inne się wyostrzają, lepiej wtedy czujemy zapachy, słyszymy dźwięki… Ciemność to też pójście w nieznane. Nigdy nie wiesz, czy ten kolejny krok zaprowadzi cię wprost na ścianę czy może jakąś pułapkę. Umysł często sam zaczyna sobie coś dopowiadać… W końcu dla małych dzieci to w ciemności czają się potwory, tak? – snuła swój tok rozumowania, samą siebie zresztą nakierowując na właściwe tory, rozsupłując tę zagadkę węzełek po węzełku, aż w końcu coś w jej głowie kliknęło i zaskoczyło na odpowiednie miejsce. – Kojarzę legendę o kopalni, w której panuje nieprzenikniona ciemność. Ludzie bali się tam chodzić… czy to dlatego, że coś czaiło się w mroku, czy dlatego, że robiło się tam nieprzyjemnie duszno i ciasno, a może ze strachu, że coś się na nich zawali… To są momenty, w których ludzie często zwracają swoje oczy w kierunku wiary. Święty symbol, totem w kieszeni, amulet przynoszący szczęście, zdjęcie ukochanej osoby w kieszeni na piersi… – zaczęła wymieniać. – Jeśli to magiczna ciemność, to czasami i żadne zaklęcia na nią nie podziałają. A jeśli ciemność wzmaga strach, to i może potrzeba artefaktu, który doda odwagi…? To oczywiście tylko legenda. W Egipcie nosimy skarabeusze na szczęście – sięgnęła do kieszeni spodni, by wyciągnąć małą figurkę robaczka, wykonanego z jakiegoś ciemnego kamienia. – To symbol wędrówki słońca po niebie, był święty dla starożytnych Egipcjan. Amulet na szczęście, chroniący przed złem – uśmiechnęła się pod nosem.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
28.09.2026, 10:22  ✶  
– Naprawdę? Kim była pierwsza? – spytała Brenna. – Moja przyjaciółka długo tam pracowała, a dobra koleżanka stamtąd pochodzi, więc to właściwie jedyny walijski region, który faktycznie znam.
Mona uciekła do rodzinnego rezerwatu trochę z powodu pasji, a trochę prawdopodobnie ze względu na akt życia, w którym Icarusa Prewetta trochę zaćmiło. Yaxyleyowie z kolei mieszkali tam właściwie od zawsze i Brennie zdarzało się tam bywać już wiele lat temu.
– Jeśli poczuję, że się wypalam, na pewno się do ciebie zgłoszę – stwierdziła, a kąciki ust uniosły się jej lekko. Gdyby to było takie proste: ale nie mogła sobie wyobrazić, jak ktokolwiek zareagowałby na prośbę o kilka dni urlopu po Spalonej Nocy i przed Samhain. Nawet wesele Geraldine nie tyle było urlopem, co przestawieniem grafiku tak, żeby dwa dni mieć akurat przerwę pośród ciągu dni w pracy i nadgodzin. – Ale brałam w sierpniu kilka dni na wyjazd.
Oczywiście, to były zaledwie trzy dni, a celem wyjazdu była Afryka, no i uciekała wtedy przed lwem oraz czarnoksiężnikiem, więc prawdopodobnie się to nie liczyło, Brenna jednak przecież nie kłamała. Po prostu nie zdradzała pełnej prawdy.
Wysłuchiwała Guinevere z uśmiechem błąkającym się po ustach. Nie przeszkadzało jej, że ta dużo mówiła: Brenna zazwyczaj była tą, która paplała i zapełniała ciszę, i trochę ją bawiło spotkanie kogoś, kto też umiał tak nadawać (choć nie że była to absolutna nowość, Pandora Prewett też mogła iść z nią w zawody). A i nigdy nie miała nic przeciwko słuchaniu, gdy mówili inni.
– Naprawdę? – zaciekawiła się, unosząc brwi, gdy Ginewra wspomniała o „innych tego typu anomaliach”. O ile wampiry były swego rodzaju ciekawostką, to te słowa wzbudziły pewną czujność i zainteresowanie wykraczające już poza „po prostu lubię słuchać”. Uśmiech znikł i pochyliła się nieco nad stolikiem, podpierając o niego dłonie. Bo inne tego typu anomalie mogły sugerować, że granica między światami bywała już naruszana. I że jakoś to naprawiono? Że byli inni niż Voldemort albo że dochodziło do tego naturalnie? – Jakie na przykład? – dopytała.
Przygryzła lekko wnętrze policzka, przetwarzając kolejne słowa. W gruncie rzeczy zgadzało się to trochę z teoriami, które stawiała Dora.
– Moja znajoma, która zna się trochę na historii, twierdziła, że możliwości są dwie. Jedna, o której myślałam ja, że ciemność w tych kopalniach jest magiczna i mroczna, że obudziło się tam teraz coś gorszego niż wcześniej. Druga, że zabrakło czegoś dobrego, co pomagało. Jeżeli je połączyć, można by założyć, że jest tam coś, co wywołuje strach i było coś, co przed nim chroniło… powiedzmy, że taki skarabeusz… ale teraz przepadło.
…i czy mógł mieć z tym coś wspólnego Voldemort?
– Biorąc pod uwagę, że to mugolska kopalnia, raczej nie mieli tam niczego przy sobie. Jakieś podpowiedzi, w jaki sposób szukać miejsca, w którym to coś było i potem przepadło? To byłyby pewnie amulety albo jakieś artefakty? I czy taki… hm, skarabeusz mógłby pomóc komuś, kto by tam zszedł szukać?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#8
28.09.2026, 18:27  ✶  

– Helloise Rowle – odparła po prostu i uśmiechnęła się lekko. Helka może i wyglądała na wariatkę z Doliny, ale Guinevere wiedziała lepiej. W tym szaleństwie po pierwsze była metoda, a po drugie panna Rowle mówiła całkowicie z sensem, gdy się ją faktycznie słuchało. To znaczy oprócz tych momentów, gdy snuła swoje teorie spiskowe. – Z tego, co wiem, to się tam wychowała. Jest wolontariuszką w Ostoi dla zwierząt moich dziadków i robi dla zwierzaków leki – doprecyzowała. No i dla nich też zrobiła świece i kadzidła, gdy dowiedziała się, że nie są w stanie spać w domu po Spalonej Nocy, choć nikt nawet nie prosił. A wyjaśnienie padło dlatego, że wiedziała, że Helloise mieszka w Dolinie Godryka, istniała więc szansa, że znała się z Brenną, a poza tym chciała się wytłumaczyć, skąd sama zna pannę Rowle, biorąc pod uwagę, jak krótko była w Wielkiej Brytanii.

– Trzymam cię więc za słowo – spojrzała na Brennę z jakimś takim błyskiem w oku – trudno było powiedzieć, czy jej uwierzyła czy nie, biorąc pod uwagę, że jeszcze chwilę temu usłyszała, że nie bardzo miała czas na podróże… Czy więc był to wyjazd służbowy, czy wypoczynkowy…? Ale Guinevere nie zapytała. Za to zaraz skrzywiła się lekko, stwierdziwszy już, że pora spróbować tej kawy. – Och, mogliby popracować nad kawą – mruknęła, ale i tak zamierzała ją dopić. Natomiast niczego innego się nie spodziewała, pod tym, względem McGonagall miała bardzo konkretne wymagania, których raczej w Anglii rzadko spełniano.

– Na przykład… Tydzień lata w środku zimy lub na odwrót na jakimś konkretnym, niedużym obszarze – wymieniła. – Albo drzewa rosnące do góry nogami. Wystarczająco dziwne?* – uśmiechnęła się lekko. – Problem z tymi zjawiskami jest taki, że są wzmiankowane jako coś, nad czym nikt się nie zastanawiał, jakby to było zupełnie normalne, że nagle masz w zimie tydzień gorącego lata. Nie ma na ten temat żadnych większych badań naukowych, więc nie jestem w stanie ci powiedzieć, ani skąd się to bierze, ani jak często to występuje, ani czy da się jakoś oszacować, gdzie następnym razem będzie miało miejsce. Kiedyś też zupełnie inaczej spisywano dzieje, malowidła czy rzeźby przedstawiają tylko ułamek historii, ale wiele spraw jest zupełnie zatartych, bo były opowiadane ustnie, za pomocą pieśni czy opowieści, a nie na piśmie.

– Moim zdaniem artefakt raczej miał dobry efekt. I teraz albo został uszkodzony, albo został zabrany i po prostu przestał robić to, po co tam był. Bo gdyby robił coś złego, to po jego uszkodzeniu, albo zabraniu… no przestałoby to mieć miejsce. Oczywiście zakładając, że legenda o ciemności i strachu jest prawdziwa – dodała. A gdy Brenna zadała swoje kolejne pytania, Ginny zastanawiała się przez chwilę. – Ten artefakt musiał być większy niż taki mały amulecik – postukała palcem po stole, tuż obok położonego na nim skarabeusza. – To najczęściej są jakieś figury, rzeźby, instrumenty, być może jakieś zabytkowe narzędzie… Rzadziej relikwie, ale się zdarzają. Najpewniej zostawiony w jakiejś wnęce, gdzieś w centralnej części, tak, by zasięg jego działania był jak największy. A wnęka po to, by sobie tam stał i nie był niczemu na drodze, ani nie przeszkadzał przy pracy. Mógł być też zamknięty w jakieś skrzyni, czymś przysypany, żeby się nie rzucał w oczy – McGonagall wymieniała teraz wszystko, co przychodziło jej do głowy. – Albo może jakaś kapliczka? Wydaje mi się, że w kopalniach to nie jest nic nadzwyczajnego, a taki mały ołtarzyk to dobre miejsce, żeby położyć jakiś „święty obiekt” – zrobiła cudzysłowie w powietrzu. – Mógłby pomóc. Tak jak każdy inny amulecik z pieczęcią odganiającą strach. Nie znam się niestety na runicznym alfabecie, ale z tego, co kojarzę, to istnieje taka dodająca odwagi. No albo… kilka łyków ognistej whisky dla kurażu – Ginewra puściła do Brenny oko.


* na podstawie https://secretsoflondon.pl/showthread.ph...6#pid21956
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
30.09.2026, 08:45  ✶  
Brenna nie uważała Helloise za wariatkę, natomiast bez wątpienia za kogoś potencjalnie… niebezpiecznego? Nie była nawet pewna, w jaki sposób to określić, bo może nie stanowiło to właściwego słowa – i raczej na kogo trzeba uważać, bo ma własny sposób patrzenia na świat, i ten sposób może okazać się bezlitosny? Ołtarzyk pozostawiony w ich domu, lalki podrzucone Lestrange’om, to że zdawała się postrzegać to jako nawoływanie do odpokutowania za grzechy i Spaloną Noc jako należną karę: to wszystko skłaniało do ostrożności. Nie powiedziała jednak na ten temat ani słowa, przecież skoro kobiety się znały z ustronia dla zwierząt, byłoby to wręcz głupie z jej strony, odnotowując sobie tylko to jako potencjalny punkt, na który należy zwrócić uwagę.
Cóż, wątpliwości McGonagall były słuszne, bo wyjazd nie był w celach urlopowych. Ale wzięła trzy dni wolnego? Wzięła! Liczyło się.
– Ministerialna stawia poprzeczkę tak nisko, że nie ośmieliłabym się narzekać na tę – przyznała Brenna, chociaż Anglia ogólnie słynęła raczej z herbaty, to i na pewno nie miała tu nigdy tak wysokich wymagań, jak Guinevere. Nie wspominając już o tym, że ona ogółem tak naprawdę wolała herbatę, a kawy piła tyle trochę dlatego, że zwyczajnie w ostatnich latach jej potrzebowała. – Drzewa? – powtórzyła, z nową czujnością. Drzewa rosnące do góry nogami.
Cholera jasna.
A więc coś takiego kiedyś się zdarzyło, jak na polanie ognisk. I minęło. Tak dawno temu, że nawet nikt się na to nie natknął?
– Traktowali to jako coś normalnego? – powtórzyła z niedowierzaniem. – Da się chociaż ustalić, jak to było datowane albo na jakim obszarze?
Bo tydzień zimy w środku lata był dziwnością, ale w tej chwili Brenna miała przed oczami koronę drzewa, spod której usiłowała wygrzebać Zimnych, wściekła jak jasny szlag na Bonesa i Malfoya, którzy kłócili się i ignorowali resztę, kiedy ona i Alastor szukali reszty ludzi.
– W porządku, to wszystko chyba pomaga – stwierdziła, wydobywając ostatecznie z kieszeni ołówek, żeby zanotować parę głównych punktów z tego, co mówiła McGonagall. Wydawało się jej, że mniej więcej rozumie i nadąża, ale nie była znawcą takich tematów, bezpieczniej było więc niektóre rzeczy pozapisywać. Wciąż mówiła dość cicho, ot na tyle, by kobieta ją słyszała. – Kolejne pytanie… czy twoim zdaniem, jeśli ktoś zabrał taki artefakt, to mógłby go jakoś wykorzystać w innym celu? Bo tak naprawdę jeśli to nie bajka oczywiście, nie musiał zostać zniszczony. Mógł zostać zabrany. To byłaby po prostu wartość kolekcjonerska i coś ładnego do muzeum, czy mogłoby się komuś przydać i celowo wybrał to na cel?
O, taki Voldemort na przykład, czy może użyć tego do siania zniszczenia, jak wykorzystał kamień Shafiqów, pomyślała, ale tego nie powiedziała na głos.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#10
30.09.2026, 20:12  ✶  

– Nawet nie chcę sobie w takim razie wyobrażać, co podają wam w tym Ministerstwie – odpowiedziała jej, powstrzymując się od wykładu na temat kawy i tego, w jaki sposób należy ją parzyć. I z jakich ziaren… Wiedziała, że gdy jej się pozwoli i akurat jest temat, to gada aż za dużo i chociaż odmawiała przejmowania się tym faktem, to były momenty, kiedy nawet ona zamykała dziób.

– Dużo zjawisk dla nas niezrozumiałych, były traktowane jako… jeśli nie oczywistość, to przynajmniej jako boskie objawienie, którego się nie kwestionuje – wyjaśniła spokojnie, ponownie wracając do tosta. – Sprawy zatarte przez czas, które przestano sobie opowiadać, gdzieś zapomniane i zaginione… Musiałabym sobie przypomnieć, gdzie ja w ogóle o tym czytałam. To były chyba jakieś dzienniki… Nie pamiętam czy w Egipcie czy może w Izraelu. Pamiętam to jako wzmianki czegoś, co miało miejsce, nigdzie niewytłumaczone. Raczej dziwna ciekawostka… – tak to przynajmniej do tamtej pory Ginny traktowała. Coś jak lot komety po nieboskłonie, co było odczytywane jako naruszenie boskiego ładu i zwiastun nieszczęścia – tylko dziwniejsze, bo kometa, na dzisiejszy stan ich wiedzy, nie była niczym nadzwyczajnym.

Ginny uśmiechnęła się pod nosem, widząc, że Brenna wyciągnęła sobie notatnik, żeby zanotować pewne rzeczy i nawet była gotowa jej powtórzyć swoje słowa, jeśli była taka potrzeba.

– Pewnie zależy, jak ten artefakt w ogóle wygląda, ale wyobrażam sobie, że fanatycy mogliby chcieć mieć coś takiego w salonie choćby dlatego, żeby się pochwalić – stwierdziła po chwili namysłu. – Odmienienie jego działania też jest możliwe, ale to zwykle bardziej skomplikowana sprawa, w końcu mówimy o obiekcie, który ma potencjalnie sporą moc magiczną… I mam tu na myśli obszar działania i to jak wpływa na ludzi. Trudno mi powiedzieć, czy działa na absolutnie wszystkich, czy są osoby, które mogłyby się przed jego wpływem chronić… No o ile ktokolwiek by chciał, zakładając pozytywny efekt. Więc… czysto hipotetycznie uważam, że jest możliwe, że by się komuś przydał, czy to w jego oryginalnej formie czy zmienionej, tak – potwierdziła.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2616), Guinevere McGonagall (3113)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa