• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change

[Jesień 72, 22.09 Jacqueline & Anthony, Mabon] Glowing in wind and change
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
15.09.2025, 14:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2025, 14:59 przez Anthony Shafiq.)  

—22/09/1972—
Anglia, Little Hangleton
Jacqueline Greengrass & Anthony Shafiq
[Obrazek: W5Iu9vB.png]

Our voices press
from us
and twine
around the year's
fermenting wine

Yellow fall roars
Over the ground.
Loud, in the leafy sun that pours
Liquid through doors,
Yellow, the leaves twist down


as the winding
of the vine
pulls our curling
voices—

Glowing in wind and change,
The orange leaf tells

How one more season will alter and range,
Working the strange
Colors of clamor and bells

In the winding
of the vine
our voices press out
from us
to twine



Jego rodzice postanowili przyjechać wraz ze swoimi ukochanymi wnuczętami, a przez problemy lokalowe, to jego dom stał się oczywistą dla nich lokacją do przebywania.

Jakby nie mogli osiąść w siedzibie rodowej Shafiq'ów, albo Parkinsonów! Jakby nie mogli!

Anthony był roztrzęsiony od momentu gdy zaanonsowali swoje przybycie. Chwilowy sojusz z siostrą zawarty jeszcze podczas delegacji w Kairze był przez niego z pieczołowitością rozwijany. Kryzys spalonej sprzyjał uprzejmości brata wobec siostry, która miała obecnie ciężko. Korzystał z tego. Korzystał z przymusu rozmawiania ze sobą, mieli kilka wieczorów, gdy całkiem spokojnie był w stanie nie tylko opowiedzieć jej kilka swoich bolesnych wspomnień z okresu dzieciństwa, ale też wysłuchać jej perspektywy i przyjąć ją.

Potrafił nawet przeprosić.

Potrafił wyrazić zainteresowanie jej dziećmi.

Ale teraz mieli przyjechać ich rodzice i Anthony wychodził (niemal dosłownie) z siebie. Choć państwo ambasadorowie byli w Litlle Hangleton od rana, Anthony pojawił się ledwie na dwa kwadranse przed umówionym początkiem kolacji. Bardzo bał się, że jego mała Jackie zapomni, że grają obecnie w tej samej drużynie, bardzo bał się, że pomiesza fakty z życia jego siostrzeńców, z którymi obcował stanowczo zbyt rzadko. Bardzo bał się, że jeden więcej komentarz jego ojca, a miły wieczór stanie się bardzo niemiły.

Zależało mu na tym, żeby po prostu ten dzień się skończył.

Zdziwił się kiedy wychodząc z garderoby - ukrytego w szafie pomieszczenia - zobaczył stojącą w jego osobistej sypialni siostrę. W odruchu zacisnął zęby, ale pospiesznie je rozluźnił. Tak bał się, że ona zapomni, a on zapomniał. Byli w tej samej drużynie.

– Jackie przepraszam... – odwrócił wzrok zawstydzony, stalowe oczy ześlizgnęły się po ścianie wypełnionej książkami, na której zionął smutkiem i ciemnością pusty kominek. Kwintesencja jego obecnej głowy. – Mam nadzieję, że Wergiliusz wszystkiego dopilnował jak zawsze, po prostu... im mniej mam z nimi... wiesz jak było w Kairze. A teraz kiedy nie ma całego tego medialnego szumu, kiedy nie mam... nie mam wymówek, będzie jeszcze gorzej. – Jeszcze miesiąc temu bałby się tak odsłaniać przed siostrą, obawiając się, że każdą taką słabostkę odwróci w okrutny żart. Ale incydent z klątwą, fałszywe oskarżenia i w końcu wzajemne zrozumienie sprawiły, że postanowił chociaż nominalnie spróbować jej zaufać. Czy to był już moment kiedy można było sięgnąć po zbiory? Nie za szybko? Z drugiej strony Mabon było świętem dziękczynienia. A on - bez względu na wszystko - był wdzięczny Jackie, że nie musi jeść tej kolacji sam z nimi.
Czarodziej
Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Pisarka
165cm | 50kg | szare oczy | długie włosy na granicy ciemnego blondu i jasnego brązu.

Jacqueline Greengrass
#2
20.02.2026, 04:06  ✶  
Powoli pracowali z Anthonym nad ich relacją, jednak sama dalej łapała się na tym, że co jakiś czas ogarniały ją wątpliwości. Próbowała doszukać się jakichś ukrytych motywów dla nagłej zmiany w bracie, nawet jeśli wiedziała, że takich nie było. Czasem łapała się również na tym, że z napięciem obserwowała, jak wyglądają jego interakcje z jej dziećmi, jakby oczekując, że zaraz potraktuje je tak samo, jak traktował ją, kiedy była w ich wieku. Ciężko było jej się wyzbyć odruchów i podejrzliwości w stronę brata, do których przez lata nawykła. Nawet jeśli Anthony przeprosił. Nawet jeśli sama przeprosiła za co głupsze rzeczy, które zrobiła mu złośliwie w odwecie. Zebrała się nawet na to, żeby oddać mu książki, których nie zdołał znaleźć, kiedy schowała je przed nim. Być może było to strasznie późno, jednak stosik książek jednego dnia znalazł się bez słowa na łóżku Anthonyego.

A teraz na domiar złego przyjechali ich rodzice... Przeklinała w duchu, a czym świat stał. Jasne, była wdzięczna, że rodzice zajęli się jej dziećmi trochę dłużej, niż było w planach i miała dzięki temu chwilę, żeby poukładać trochę spraw po pożarze, jednak miała zamiar sama odebrać bliźniaki i uniknąć pojawienia się rodziców w Londynie. Ci jednak uparli się, że odwiozą wnuki do domu i przy okazji w końcu będą mogli spędzić mabon całą rodziną. Jakże cudowna perspektywa, kiedy już dawno porzuciła nadzieję na rodzinny posiłek, rodzice nagle sobie przypomnieli, że ma drugiego brata. Rok temu udało jej się wykręcić z rodzinnego obiadu, jednak tym razem zagoniono ją w kozi róg i najwyraźniej przy okazji rykoszetem oberwało się i Anthonyemu. Chyba oboje cieszyli się w takim samym stopniu na perspektywę spędzania czasu z ich rodzicami.

Nie zostało dużo czasu do kolacji, a ona nie widziała Anthonyego cały dzień, przez co zaczynała się denerwować i postanowiła kolejny raz sprawdzić, czy nie ma go w jego pokoju. Widząc go nagle wychodzącego z ukrytej garderoby, o której nie miała pojęcia, w pierwszym odruchu chciała na niego naskoczyć, że zniknął bez słowa, zostawił ją samą z szarańczą zwaną ich rodzicami i pewnie, że jak zwykle nie zamierzał w ogóle się pojawiać na kolacji. Zamiast tego przymknęła na chwilę oczy, próbując odsunąć od siebie nerwowe zapętlanie się w negatywnym nakręcaniu się, zakładaniu z góry wszelkiego zła ze strony brata i czarnych scenariuszach, słysząc, że w międzyczasie padły z jego strony przeprosiny. — Dobrze, że się znalazłeś. — Powiedziała zamiast oskarżeń, wyważonym tonem, kontrolując się, zamiast rozładować na nim stres, któremu przecież nie był winny. Nie w pełni, bo przecież to nie jego wina, że rodzice grali im na nerwach i wciskali wszystkie guziczki, które sami wcześniej w nich zainstalowali, przez co oboje najchętniej by w ogóle zniknęli z okolicy, w której się jakże szacowni rodzice znajdowali w danej chwili. To, że jemu było łatwiej ukryć się przed jakże czujnymi spojrzeniami rodziców, było naturalne, skoro znajdowali się w jego domu.
— Wszystkiego dopilnował. Dzielnie zniósł też wtrynianie się we wszystko naszej matki. — Potwierdziła, dorzucając mu jeszcze odrobinę informacji. Matka musiała jak zawsze wszystko skontrolować i pomarudzić na pierdoły, zanim z łaską uznała, że może być, chociaż ona sama zrobiłaby to wszystko lepiej. — Tym razem mają co najmniej dwie ofiary, może jakoś to będzie... — Westchnęła, a w jej głosie nie bardzo było słychać, żeby faktycznie wierzyła, że nie będzie jakoś bardzo źle. Wiedziała, że dobiorą się im obojgu do skóry i zamiast miłej kolacji, pewnie oboje skończą z rozstrojem żołądka przez wmuszanie w siebie jedzenia i zmuszanie się do siedzenia cicho, albo do wymyślania wykrętów od tego, co sobie rodzice umyślili, a co nie bardzo będzie im odpowiadać. Bo że rodzice w swojej wymuszonej wizycie mieli jakiś swój większy cel, była całkiem pewna. Nie zadawaliby sobie trudu, by pojawić się w Londynie, nie mając jakichś ukrytych motywów i zaplanowanej w swoich głowach agendy.

— Ja... przez chwilę myślałam, że się nie pojawisz na kolacji. I ciężko byłoby Cię za to winić, kiedy sama również nie mam ochoty się na niej pojawiać. — Skrzywiła się trochę, nienawykła do szczerości i okazywania swojego niezadowolenia z rodziców przed Anthonym. To było nienaturalne. Czuła się, jakby prędzej, czy później miało ją to ugryźć w zadek. Jednak próbowała dalej wyciągać ku bratu gałązkę oliwną w postaci szczerości, bo w aktualnej sytuacji, jedyny pozytyw, jaki widziała, to to, że tym razem nie będzie przy stole całkiem sama z rodzicami, za co była trochę wdzięczna, ale też nie do końca wiedziała, jak to okazać.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
16.03.2026, 22:48  ✶  
Kruchy sojusz.

Każdy uśmiech. Każde spojrzenie, które uciekło w bok... To wszystko trzeszczało jak lód pod stopami. A jednak było w tej kruchości coś urokliwego, jak czasem patrzy się na misterną ażurową tkankę kruchej rzeźby, czy antycznej wazy. Jeden podmuch wiatru i zmienia się w pył.

Ale oni nie byli ażurowi. Byli z kości i krwi. I zabliźniających się ran.

Jej słowa wywołały uśmiech, ciche wypchnięcie powietrza przez nos, zamiast otwartego śmiechu, wszak nie chciał jej spłoszyć. Nie chciał siebie spłoszyć.

– Jakim byłbym gospodarzem, gdybym teraz czmychnął. Jackie... – zdrobniałe imię nie brzmiało już w jego ustach jak obelga. Próbował zrozumieć jak oczko w głowie może nie lubić głowy, ale sam zdając sobie sprawę z odkształceń ludzkiej świadomości próbował dopuścić do siebie myśl, że w imię "zdrowej" konkurencji, rodzice napuszczali ich na siebie.

Jak na tym wyszli?

– Jak mógłbym przegapić posiłek z Tobą i moimi siostrzeńcami. Jutro pojedziemy razem do Snowdonii, przecież czas w karocy byłby nieznośny, gdyby mnie dzisiaj zabrakło! – Zamknął szafę, krytycznie spojrzał w lustro, zniżając asymetrycznie jedną brew.

Trzeba było się prezentować. Założyć maskę pewności siebie i uśmiechu dedykowanego najbardziej zjadliwym dziennikarzom.

Przez moment myśli uciekły mu do dnia w którym to Jonathan odwiedził go tutaj właśnie, pomagał wybrać ubrania i ćwiczył potem z nim odpowiedzi na konferencję prasową w sprawie Kambodży. To było nie tak dawno temu. To było w poprzednim życiu. Teraz byli relatywnie pogodzeni po wielkiej kłótni, ale Anthony'emu zdawało się coraz mocniej, że musi pogodzić się z faktem, że nie ma czego ratować.

Posmutniał.

– Chodźmy, nie każmy im więcej czekać. A czekaj... mam... mam prezenty dla Twoich dzieci, nie wiem, czy, czy możesz rzucić okiem czy są odpowiednie? – Odwrócił się do nocnej szafki i sięgnął po - oczywiście! - dwie książki. Jedną z nich był biały kruk anglosaskiej florystyki - opasły wolumin Roberta Jr. McGonagalla poświęcony florze i faunie Kniei Godryka. Drugi zaś to elegancki tomik oprawiony lazurową skórą ze złotymi tłoczeniami arabskiego tytułu:
Dywan wschodni: Wybór arcydzieł literatury egipskiej, asyro-babilońskiej, hebrajskiej, arabskiej, perskiej i indyjskiej. – W oryginale. Pomyślałem, że nie ma lepszego sposobu wgryzać się w kulturę języka niż przez.. przez doświadczenie? – zapytał niepewnie. Normalnie nie przejmował się dziećmi aż tak, właściwie nie było tajemnicą, że ich nie lubił, póki nie odrosły od ziemi na tyle, by móc przeczytać Goethego i wysnuć na jego temat jakieś racjonalne wnioski. Wolał nastolatków. Ich Bunt. Energię. Tęsknotę za lepszym światem. Żywił się tym, jak wampiry żywiły się krwią. Tymczasem tu lód trzeszczał, a jemu zależało nieco za bardzo.
Czarodziej
Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Pisarka
165cm | 50kg | szare oczy | długie włosy na granicy ciemnego blondu i jasnego brązu.

Jacqueline Greengrass
#4
26.05.2026, 01:07  ✶  
— Dbającym o swoje zdrowie psychiczne? — Rzuciła ledwie słyszalnie na jego słowa, jakim byłby gospodarzem, gdyby faktycznie nie pojawił się na obiedzie. Nie ukrywała jakoś bardzo mocno, że obawiała się agendy stojącej za tym nagłym nalotem rodziców. Nie znała jej, więc nawet nie mogła się przygotować i zawczasu wymyślić jakichkolwiek wymówek, by wykręcić się od tego, co znowu wymyślili. Zniknięcie z obiadu wydawałoby się w tej chwili naprawdę dobrą opcją, gdyby nie fakt, że musiałaby jeszcze opanować i przeszmuglować ze sobą dzieciaki, co graniczyło z niemożliwością, jeśli nie chciała używać teleportacji. A że nie chciała tego przeklętego środka transportu używać, było całkiem jasne. Kiedy tylko mogła, unikała przemieszczania się za pomocą magii jak ognia piekielnego, byle tylko nie czuć się znowu paskudnie i słabo.

— Możesz być pewny, że nie dałabym Ci zapomnieć, że zniknąłeś sam. — Prychnęła z odrobiną rozbawienia. Nie była pewna, jaka złośliwość tym razem by jej wpadła do głowy, ale na pewno by coś wymyśliła, żeby uprzykrzyć mu podróż w jak najbardziej kreatywny sposób i dać mu do zrozumienia, jak bardzo była niezadowolona. Pomijając już to, że byłaby dotknięta do żywego porzuceniem jej na pastwę rodziców.

— Będą się im podobać, chociaż mogą wymagać tłumaczenia im niektórych zwrotów. — Stwierdziła. Książki były trochę powyżej poziomu pięciolatków, jednak wiedziała, że trafiały w gusta, które raczej ciężko byłoby, aby zmieniły się przez lata, a książki nie zając, nie uciekną, zanim dzieciaki podrosną, by zrozumieć z nich więcej. No i były okazją, aby nauczyli się trochę więcej.
— Teatr wystawia cykl spektakli dla dzieci. Jeśli zaliczy się wszystkie przedstawienia, dzieci dostają w nagrodę pluszową mandragorę, na której punkcie bliźniaki pewnie oszaleją. Jeśli… miałbyś trochę czasu, możemy się z nimi na nie wybrać. — Widziała, jak bardzo mu zależy i chyba tylko dlatego wspomniała o tych przedstawieniach. Planowała pójść na nie z dzieciakami sama, jednak po chwili wahania stwierdziła, że być może Anthony mógłby być chętny na takie wyjścia. Nie ufała mu na tyle, żeby puścić go z Linneą i Rowanem samotnie, ale wyjście rodzinne wydawało się dobrym kompromisem i szansą na to, żeby złapał punkt zaczepienia do rozmów z jej dziećmi, które na pewno po przedstawieniu będą o nim jeszcze rozmawiać przez następne kilka dni i będą tym zamęczać każdego, kto tylko się napatoczy na ich drodze na tyle długo, żeby mieli okazję o tym wspomnieć.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
01.07.2026, 16:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 17:04 przez Anthony Shafiq.)  
Uśmiechnął się łagodnie na komentarz siostry. Właściwie na oba komentarze.

Teraz, gdy było między nimi relatywnie dobrze, łatwiej mu było odczytać je jako wspólne śmianie się przez łzy z gorzkiej sytuacji i zaskakującej, obopólnej niechęci do ich rodziców.
– Mogę i jestem siostro. Bardzo jestem pewny. – Przez moment pomyślał, że może ten wieczór nie będzie tak zły. Zwłaszcza, gdy kobieta wspomniała o teatrze. Był zagubiony tylko przez moment, przez krótki momencik. – Och tak, oczywiście, oczywiście że tak bardzo chętnie! – wydukał, gdy tylko odnalazł na powrót głos, bo nie lubił tych małych ludzi, którzy nie umieli zachowywać się jak dorośli, albo udawali, że nie umieją. Ugryzł się w język by nie zasugerować dodania do pakietu prezentów słownika, skoro zwroty są za trudne, poczynił mentalną notę o przypomnieniu teatralnej administracji, że dedykowana mu loża jest również dedykowana mu w trakcie spektaklików dla dzieci, a potem ruszył korytarzem z Jacqueline do sali balowej specjalnie przygotowanej do kolacji…

Sala balowa rezydencji w Little Hangleton była centralnym pomieszczeniem znajdującym się u zwieńczenia podwójnych schodów prowadzących prosto z holu do dwóch, obecnie szeroko otwartych podwójnych, bardzo bogato zdobionych drzwi. Należała do tych pomieszczeń, które nie tyle służyły ludziom, co przypominały im o ich miejscu. Nawet zastawienie w niej jednego stołu wydawało się kaprysem właściciela, próbą podporządkowania ogromnej przestrzeni prywatnej chwili. Wysokie, sklepione sufity ginęły w półmroku, gdzie złocone żebra przecinały się z misternymi ornamentami przedstawiającymi feniksy, smoki i wijące się gałęzie jarzębiny. Kryształowe żyrandole zwisały niczym odwrócone ogrody lodowych kwiatów, rozsiewając ciepłe światło setek świec, których płomienie ani drgnęły mimo wrześniowego przeciągu wpadającego przez uchylone okna. Magia dbała o to, by wszystko pozostawało nieskazitelne.

Na ścianach wisiały monumentalne portrety dawnych Shafiqów dyplomatek i dyplomatów z linii Michaela Benedicta - ojca obojga, dziadka Linnei i Rowana. Ich spojrzenia, pełne wyniosłości i pobłażliwej pogardy dla kolejnych pokoleń, zdawały się śledzić każdy ruch przy stole. Między nimi połyskiwały tafle luster w ciężkich, orzechowych ramach, odbijając blask świec tak, że sala wydawała się jeszcze większa, jeszcze bardziej pusta. Z wysokich okien rozciągał się widok na pogrążone w jesiennym mroku ogrody i majaczący bliżej horyzontu przeklęty wisielczy las. Czarne sylwetki cisów i buków kołysały się leniwie na wietrze, a srebrzysta mgła snuła się nisko nad trawnikami niczym duchy dawnych właścicieli posiadłości, których nazwisko bardzo szybko wywietrzało z pamięci Anthony'ego te 20 lat temu…

Pośrodku tej monumentalnej przestrzeni ustawiono pojedynczy stół – absurdalnie długi jak na zaledwie sześć osób. Polerowany heban odbijał światło świec niczym tafla spokojnej wody, a biegnący przez jego środek obrus utkany z egipskiego lnu był tak biały, że wydawał się świecić własnym blaskiem. Zamiast przesadnych dekoracji znalazły się na nim nawiązujące do tradycji kompozycje z jesiennych gałęzi, ciemnoczerwonych róż, złotych liści dębu i granatów o popękanych skórkach, między którymi płonęły niskie świece w kielichach z górskiego kryształu.

Srebrna zastawa nosiła herb Shafiqów, a ślubną porcelanę wykonano przed laty specjalnie na ślub Anthony'ego i Edith – cienką niemal jak skorupka jajka, zdobioną delikatnymi złotymi żyłkami przypominającymi pustynne wydmy oglądane z lotu ptaka. Każdy kieliszek był inny, dobrany do konkretnego trunku, każdy sztuciec idealnie wyważony. Wergiliusz, domowy skrzat ubrany skromniej niż zazwyczaj, przesuwał się bezszelestnie pomiędzy krzesłami, znikając, zanim wzrok zdążył zatrzymać się na nich choćby przez chwilę.

Kolacja była równie ostentacyjna jak sama sala.

Na początek podano aksamitny krem z pieczonej dyni piżmowej, doprawiony szafranem z magicznych szklarni w Maroku i zwieńczony pianką z koziego sera oraz prażonym olejem z pestek dyni. Na powierzchni zupy unosiły się cienkie płatki jadalnego złota, a obok spoczywał maleńki rogalik z ciasta francuskiego nadziewany musem z leśnych grzybów i czarnej trufli. Później pojawiły się przepiórki, lecz nie zwyczajne – każdą nadziano purée z pieczonych kasztanów, konfiturą z żurawiny i foie gras, a następnie glazurowano redukcją z wieloletniego miodu pitnego. Spoczywały na porcelanowych półmiskach w otoczeniu miniaturowych karmelizowanych fig, młodych marchewek w miodzie wrzosowym i purpurowych liści cykorii. Paszteciki z dziczyzną przypominały raczej dzieła sztuki niż wypiek. Cienkie, maślane ciasto opleciono wzorem z listków, a w środku znajdował się farsz z mięsa jelenia, borowików, suszonych moreli i orzechów laskowych, doprawiony porto dojrzewającym dłużej, niż dzieci Jackie chodziły po tym świecie.  Na półmiskach znalazły się również medaliony z sarniny, podawane z sosem z czarnych porzeczek i czerwonego wina, cienko krojona pieczona kuropatwa oraz plastry długo dojrzewającej szynki z dzika.

Do każdego dania dobierano osobny trunek. Najpierw wytrawny cydr z wieloletnich sadów Somerset, później burgund dojrzewający od dwóch dekad w piwnicach francuskiej ambasady czarodziejów, następnie gęsty miód pitny podawany w złotych kielichach wysadzanych bursztynami, a dla dzieci czekała aromatyczna herbata z lipy, dzikiej róży i szafranu, której zapach mieszał się z wonią palonego drewna dochodzącą z ogromnego, rozpalonego na okoliczność kolacji kominka.

Anthony poświęcił pół minuty na docenienie wkładu Lovegooda i Wergiliusza w kształt tego stołu, ale zaraz po tym przestał zwracać uwagę jakkkolwiek na jego barokowy przesyt. Wychował się pośród podobnych kolacji. Wiedział, że każda z tych potraw była równie starannie przygotowana, jak rozmowy, które miały się przy niej odbyć. W bogatych czystokrwistych rodzinach, w magicznych elitach, jedzenie nigdy nie było tylko jedzeniem. Było demonstracją pozycji. Manifestem sukcesu. Przypomnieniem, że jeśli świat wokół płonął, oni wciąż mogli pozwolić sobie na złoto na zupie. On mógł. Bardzo liczył na to, że ten przepych zamknie usta jego ukochanym rodzicom.

Bardzo się przeliczył.

Matka odłożyła srebrną łyżkę z takim westchnieniem, jakby sam smak kremu z dyni nie był w stanie wynagrodzić jej największego życiowego rozczarowania. Nie poczekała nawet do deserów. Bardzo liczył na to, że poczeka chociaż do deseru, aby swoim jadem zatruwać pieczone jabłka faszerowane marcepanem.

– Jackie przynajmniej miała przyzwoitość wyjść za mąż – zauważyła, zerkając ponad kieliszkiem na córkę. – Wprawdzie los okazał się okrutny, ale Basil zostawił po sobie dwoje pięknych dzieci. – Linea i Rowan natychmiast spuścili wzrok na talerze. – A Anthony… – ciągnęła Anabelle z tym samym spokojem, z jakim można było komentować pogodę. – Anthony najpierw poślubił zepsutą krew, a później najwyraźniej postanowił poślubić własne biuro.

Anthony z fałszywym spokojem przeciął mięso przepiórki. Ostrze sunęło przez delikatne mięso bez najmniejszego oporu, gdy kroił sobie półcalowy kawałek, możliwie łatwy do przełknięcia mimo zaciśniętego gardła.

Czyj to w ogóle był pomysł? – pozwolił sobie na hipotetyczne pytanie, a potem spróbował dotknąć w swojej głowie jakiegokolwiek innego tematu, każdy jednak zdawał się być równie bolesny, co kwestie związane z jego życiem osobistym. Być może powinien posłać Jackie smutne spojrzenie zbitego pieska i prosić o wybawienie z opresji, ale był zbyt dumny, by to zrobić. Być może powinien zmienić temat, ale każdy, każdy temat prowadził do dwóch ulubionych tematów państwa Shafiqów. Dzieci i awansu.
Czarodziej
Bezużyteczną rzeczą jest uczyć się, lecz nie myśleć, a niebezpieczną myśleć, a nie uczyć się niczego.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
Pisarka
165cm | 50kg | szare oczy | długie włosy na granicy ciemnego blondu i jasnego brązu.

Jacqueline Greengrass
#6
21.09.2026, 01:28  ✶  
Przeszła za Anthonym do sali balowej, którą przerobiono chwilowo na jadalnię. Wszystko wydawało się przygotowane z najwyższą starannością i normalnie może by to zatkało usta co bardziej marudzącym członkom rodziny, jednak nie ich matce. Czegokolwiek by nie zrobili, to jeśli nie było to dokładnie to, czego od nich oczekiwała, nie mieli zbytnio wyjścia innego, niż wysłuchanie, co też znowu uznała za absolutnie konieczne do wytknięcia swoim dzieciom. Jedynie Thomasowi udało się uciec przed matczynym gderaniem, jednak opcja ucieczki w zaświaty była niezbyt pociągająca dla Jackie. Nie zdziwiło jej więc to, że matka nie wytrzymała nawet jednego dania, by zacząć swój rytuał odbierania przyjemności z jedzenia. Mimo wszystko, gdyby zakładała się z Anthonym, ile czasu minie, zanim się pani Shafiq odpali, zapewne przegrałaby z kretesem, bo miała zbyt optymistyczną nadzieję, że chociaż da im cokolwiek zjeść.

Cisnęło jej się na usta pytanie, czy to naprawdę konieczne, aby akurat jej zmarłego męża wspominać przy stole, gdzie słuchają tego jej dzieci, jednak ugryzła się w język, zamiast tego starając się zmienić temat i nabijając na widelec marchewkę, bo tylko na jedzeniu mogła się wyżyć. Nawet jeśli czasami korciło po prostu dźgnąć matkę widelcem, żeby odwrócić jej uwagę od zaplanowanej w głowie agendy. Zbyt silny protest tylko by matkę nakręcił, na dłuższe i głośniejsze utyskiwanie w temacie, więc siłą woli powstrzymała niezadowolenie gotujące się w niej i zamiast tego wybrała temat, który miał być chociaż przez chwilę neutralny.

— Ostatnio sama zajmowałam mu sporo czasu planowaną renowacją kamienicy po pożarze. Dorzucając cały chaos, jaki panuje teraz w ministerstwie, Anthony pewnie nie ma nawet chwili spokoju. — Rzuciła spokojnie, chociaż niezbyt się to zgadzało z prawdą. Nie paplała Anthonyemu nad uchem o tym, co zamierzała zrobić z kamienicą, chociaż po cichu jakieś plany powoli układała. Było to jednak dobrą wymówką na ten moment i wstępem, by przenieść rozmowę na temat, jaki sobie obrała za cel.

— Swoją drogą, sama planowałaś remont w domu, jak idzie? — Miała nadzieję, że chociaż na chwilę będą mieli przerwę w ostrzale. Byleby dotrwała ta przerwa, chociaż na tyle długo, żeby mogli chociaż trochę zjeść we względnym spokoju. Bo że jakimś przeklętym trafem rozmowa znowu zatoczy koło do tego samego tematu, była pewna. Czasami chciała znać jakieś zaklęcia, które pozwoliłyby wymazać matce z pamięci to, że koniecznie chciała kogoś do czegoś przymusić. Ileż spokoju świat by dzięki temu zyskał!
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
25.09.2026, 20:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2026, 20:30 przez Anthony Shafiq.)  
Był zdziwiony, że stanęła w jego obronie. Kamienica miała się dobrze, co Shafiq składał na karb sąsiedztwa biblioteki Parkinsonów, niemniej jej głos - być może pierwszy raz od zawsze - przyniósł mu wiele ulgi i autorefleksji. Jego… ich stosunek z rodzicami był trudny. Byli w tym razem, zwłaszcza teraz, gdy Thomas odszedł. Każde z nich wiodło oddzielne życie, ale odkąd Jackie powróciła do Anglii, ich ścieżki mogły, a nawet powinny przecinać się częściej. Z założenia Anthony był zapracowanym człowiekiem, a jego zaangażowanie w konflikt… cóż, tylko dokładało mu obowiązków. Nie chciał oczywiście żony, bo zbyt łatwo można by było wychwycić magią fałsz tej relacji. Nie miał siły adorować, dbać, doglądać, a zakładał, że nawet przy przejrzystym układzie w kolorze łagodnej lawendy, kobieta która zdecydowałaby się towarzyszyć mu publicznie, nie chciałaby aby poświęcał jej mało uwagi.

Wrócił do jedzenia pysznych potraw, które przez moment straciły swój smak, a potem nagle znów go nieco odzyskały. Nie zakładał, że kiedykolwiek przyzna się rodzicom do swoich realnych preferencji, ale siostrze? Być może kiedy wojna przeminie, a jemu udałoby się znaleźć kogoś, kto byłby w stanie z nim wytrzymać.

Być może wtedy jej powie.

Ujął kielich wina i wzniósł za to bezgłośny toast, marząc - mimo wszystko - by ta kolacja skończyła się jak najszybciej.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2201), Jacqueline Greengrass (1511)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa