– Nie wiem, czy zamieszałaś, to po prostu brzmi jak… bardzo skomplikowana historia? I taka z gatunku tych dziwnych nawet w świecie magii – stwierdził. Przeczuwał, że nie powinien okazać niedowierzania, i chciał przynajmniej wysłuchać wszystkiego, ale tak streszczona historia w jego uszach rwała się, umysł zaś nie do końca chciał zaakceptować, że zwykły sen sprzed paru miesięcy mógł nieść ze sobą potencjalne zagrożenie życia.
Wysłuchanie pełnej opowieści i miła kawiarnia na Pokątnej nad którą, być może, nie trwała burza, i w której serwowali na pewno herbatę albo grzane wino, musiało jednak poczekać. Stał chwilę, niepewny, co dalej: proszku Fiuu nie mieli, teleportacja nie działała, nie znał przyczyn, a jeżeli nawet było to zaklęcie antytelportacyjne, to w tej wichurze wędrowanie przed siebie, aż uda się im skoczyć, nie było czymś, na co się palił. Victoria nie miała takich wątpliwości: otworzyła drzwi tarasowe, wpuszczając do środka podmuch wiatru, wilgotne powietrze i zapach burzy. Stając na zewnątrz widziała, jak drzewo w ogrodzie porusza się, gdy jego gałęziami szarpał wiatr. Chris ruszył za nią i stanął w progu.
– Zmokniesz. Wiem, że zawsze ci zimno, ale bycie zmarzniętym i mokrym jest chyba podwójnie nieprzyjemne – rzucił, mając nadzieję, że jednak Lestrange nie będzie nalegała, aby natychmiast ruszyli w ten deszcz, szukać miejsca, z którego da się teleportować. Chciał zaproponować, by poczekali na lepszą pogodę… ale wtedy znów zabrzmiało, a patrząc na strugi deszczu pomyślał, że to nastąpi dopiero za kilka godzin. – W szafce chyba widziałem jakieś puszki i kubki, możemy… nie wiem, zobaczyć, czy da się zaparzyć herbatę – zaproponował bezradnie, mając dziwne wrażenie, że tu utknęli.
A potem wyobraźnia podpowiedziała mu, że tak zaczynały się niektóre straszne historie. Może powinien zaryglować wejście do piwnicy, tak na wszelki wypadek.