• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów

[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#71
24.06.2026, 20:13  ✶  
Ceolsige spojrzała na niego jak rasowa suka. To spojrzenie mroziło, ale Peregrinus był zimniejszy.
Dosłownie — zimniejszy. Uderzyła w niego fala zimnego szronu z jego własnej różdżki. W jednej chwili go zmroziło, w drugiej: uderzyła w niego macka i padł bezwładnie na kamienną podłogę. Żaden mięsień nawet nie spróbował zareagować i ochronić go przed spotkaniem z glebą. Był sztywny, bezradnie leżał pod cielskiem bestii, gdy z sufitu leciały kamienne ciosy, a niecny duch ledwo co opuścił jego ciało. Mimo że czuł, że zaklęcie wkrótce samo się rozproszy, przejęła go nagła fala beznadziei i… wesołości. Histerycznego śmiechu kogoś, komu zaczynały puszczać nerwy. Mężczyzna nie mógł zrobić nic, aby sobie pomóc. Mógł tylko liczyć na to, że ta pokręcona suka go osłoni.
Profesjonalne przewodnictwo.
— Uważaj na ducha. Znów jest wolny — wycedził wróżbita, ciężko odwracając głowę w stronę łańcucha, aby się mu przyjrzeć. Nie pozostało mu nic innego jak skupić się na zadaniu i liczyć, że jakimś cudem uda mu się wyjść z tej groty żywemu. Mimo że zaczynał tracić nadzieję. — Spróbujmy.

// oba rzuty są na WOŚ dla rozpracowania run + przewaga Pieczętowanie (III)
Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 23
Akcja nieudana


źródło?
objawiono mi to we śnie
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#72
27.06.2026, 22:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2026, 22:59 przez Dearg Dur.)  
Rysy twarzy latającej na miotle Hestii odkształciły się i upodobniły do tych noszonych przez gwiazdę syreniej rewii. Dziewczyna ponownie wzniosła się ku górze, aby robić za ruchomą przynętę, odciągając uwagę maszkary od rozpraszających runy Ceolsige i Peregrinusa na wyciągniętym w stronę wciąż śpiewającego Hannibala magicznym łańcuchu.

pierwsza runa

Melodie stawały się coraz bardziej chaotyczne, już nie niepokojące a przerażające w kakofonii dźwięków: śpiewu, szeptu i krzyku roznoszącego się echem po jamie. Pierwszy rozłam woli koszmarnego amalgamatu już nastąpił wcześniej, gdy żarłoczny artefakt nie nasycił się kolejną ofiarą od razu, ofiarą ochronioną przez szczątki woli osadzonej w zbiorowości istoty. Drugi rozłam, gdy unison wkradł się obcy głos, nieśpiewający hymnu ku czci Ligei. Osłabiona magia ugięła się pod ręką Ceolsige, kierowaną wiedzą i doświadczeniem zmrożonego jeszcze przez moment, lecz w pełni świadomego Peregrinusa.

Fale krzyżowały się. Fale rozbijały się w siebie i przez siebie w spiętrzonym konflikcie. Już nie jeden głos wielu, a wiele głosów jednego.

Już nie jednego…

druga…

… druga runa pociągnęła nić, prując osnowę magii, wygaszając jeden za drugim kolejne, w koszmarnej ale pięknej kaskadzie pękającego zaklęcia, po którym został już tylko zwykły łańcuch opadający na ziemię u stóp Hannibala. Moment po tym cała maszkara waląc chaotycznie wynaturzonymi ramionami rozbryzgnęła się obrzydliwą, ropiejącą tkanką w każdą możliwą stronę komory, nie czterema, a wieloma istnieniami: ludźmi, ośmiornicami i kałamarnicami, gryzoniami i innymi ssakami ściągniętymi tu w pułapkę, dusza za duszą. W ramiona Hestii zupełnym fuksem i faktem, że latała tak blisko monstrum wpadła najprawdopodobniej jedyna żywa istota z tej okrutnej zbieraniny: osoba na której wzorowała się swoją przemianą. Donna Anna - naga, oblepiona śmierdzącą mazią, od pasa w dół zachwycająca złocistym ogonem była nieprzytomna i wychudzona, zdawała się oddychać.

W komnacie nastąpiła cisza, tym głębsza wobec minionej kakofonii. Peregrinus poczuł jak jego ciało rozluźnia się, gdy mrożące zaklęcie odpuściło, ale nim zdążył cokolwiek zrobić, znów gwałtowne nieprzyjemne uczucie chłodu wepchnęło się do jego jaźni, jak niemile widziany, ale znany gość:

no no no no non può finire così fate qualcosa uccideteli voglio la libertà liberatemi devono morire tutti!!! – widmowy skrzek, wrzask właściwie słyszalny tylko jego uszom wzmagał i domagał się posłuchu, wypychając poczucie satysfakcji gniewem ducha, którego plan, wieloletni plan został rozsmarowany po ścianach tego miejsca.

Nad ich głowami przetoczył się dudniący, rozchodzący się echem gruchot i z ukrytego w mroku sufitu podziemnej groty posypał się na wszystkich deszcz kamieni i głazów, boleśnie tłuczący w miękkie ciała (choć Ceolsige zdołała osłonić tarczą zarówno siebie, jak i Peregrinusa), zwiastujący, że ich czas tutaj dobiegł końca i muszą natychmiast wydostać się z miejsca, które lada moment przestanie istnieć, a każdy kto tam zostanie najprawdopodobniej umrze pogrzebany żywcem.

Tura trwa do 30.06

żywotność po tej turze:

Ceolsige ◉○○○○ + Zapora [Moc 3 (odebrane 2 pkt za osłonienie siebie i Peregrinusa)
Hannibal ◉◉◉○○
Hestia ◉○○○○
Peregrinus ◉◉○○○

Peregrinus w swojej turze możesz podejmować swobodnie akcje, poza tą włoską wiązanką nie czujesz dalej obecności ducha, nie rzucaj na Charyzmę na końcu posta.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#73
29.06.2026, 03:19  ✶  
Na widok rozpadającego się monstrum włosy Hestii na krótką chwilę przybrały kolor treści żołądkowej, która bezskutecznie próbowała wydostać się na zewnątrz. Tyle istnień… Jakie to wszystko było… Przez jej głowę przebiegło wiele zarówno hiszpańskich, jak i angielskich określeń, ale każde z nich tak naprawdę wyrażało tylko jedno słowo: pojebane.
Hestia upewniła się, że razem z Donną Anną są bezpieczniejsze na siebie i szybko powróciła do swoich własnych rysów twarzy.
– Mam Donnę Anne! Ona żyje. I potrzebuje pomocy! – wykrzyknęła, a dopiero później rozejrzała się po twarzach zgromadzonych, czy żadne z nich nie jest ranne. Chyba żyli, a przynajmniej na tyle ile mogła stwierdzić, bo większość z nich stała w różnej odległości od siebie. Co jeszcze mówiło się w takich momentach? Ugh…  Chyba… Chwaliło zespół? – Świetnie wam poszło, chociaż to jeszcze nie koniec. Hannibalu, super tańczyłeś, Ceolsige i Peregrinusie… – Kamienie. Zaczęły lecieć na nich kamienie. A nawet głazy i kilka już dość boleśnie ją trafiły. Jeszcze chwila, a te zginą tutaj po tym wszystkim – Musimy szybko uciekać. Teraz. Niech ktoś pomoże mi ją nieść.
Hestia oczywiście była gotowa już uciekać, chyba że z jakiegoś powodu jeszcze nie mogliby tego zrobić. W pierwszej kolejności oczywiście skupiała się też aby Donna Anna również była bezpieczna i aby nigdzie nie zgubić jej po drodze.
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#74
29.06.2026, 13:59  ✶  
Gdy ostatnie ogniwa pękniętego runicznego łańcucha z głośnym brzękiem opadły na kamienną podłogę, na twarzy Ceolsige wykwitł drapieżny, triumfalny uśmiech. Łańcuch poddał się jej kierowanym przez Peregrinusa działaniom. Triumf trwał jednak zaledwie ułamek sekundy. Zanim zdążyła nabrać tchu, sufit jaskini obwieścił swoje niezadowolenie z ich ingerencji.
Uśmiech Ceolsige zgasł, gwałtownie zastąpiony grymasem bólu, kiedy kawałki skały uderzyły o trzymaną przez nią tarczę. Wstrząs, mimo amortyzacji tarczy, przeszedł przez jej ciało. W błękitnych oczach stanęły łzy. Jęknęła cicho, niemal padając na kolana pod impetem uderzeń, ale utrzymała pozycję, tworząc prowizoryczny, metalowy daszek nad sobą i Peregrinusem.
Słysząc słowa Hestii przebijające się przez huk, szybko obejrzała się na wróżbitę. Szybko obiegła wzrokiem jego sylwetkę, wypatrując oznak ruchu.
— Na nogi, do wyjścia! — wysyczała przez zaciśnięte zęby, a jej zachrypnięty głos ledwo przedarł się przez narastający huk walącego się sufitu. Jeżeli mogła, pomogła mu wstać gestem różdżki i odrobiną translokacji.
Licząc, że ruszy z nią, poderwała się do kulejącego, nierównego biegu w stronę korytarza wyjściowego. Każdy krok przypominał o niedawnych obrażeniach. Uszkodzone boki rwały przy każdym głębszym oddechu, a lewa ręka, kurczowo trzymająca tarczę, powoli drętwiała z wysiłku. Mimo to nie odrzuciła osłony. Parła naprzód, trzymając tarczę uniesioną pod kątem, by odbijać mniejsze odłamki lecące z góry.
W prawej dłoni wciąż jednak ściskała berberysową różdżkę. Uciekając, raz po raz oglądała się przez ramię, kontrolując pozycję reszty grupy. Ceolsige zaczęła agresywnie, krótkimi machnięciami nadgarstka tkać magię translokacji. Planowała odpychać z drogi uciekających spadające odłamki skalne lub torować im drogę przez gruz. W najgorszym wypadku zatrzymałaby się w wejściu do groty i szarpnęła magią za pozostających w tyle.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#75
30.06.2026, 20:29  ✶  
Będzie rzygał. Jego gardło przypomniało sobie Lekkie Popołudnie. Tagliolini alla Sirena — makaron długi i wiotki jak macki potwora, obrzydliwy morski posmak małża, kwaśna emulsja cytrusowa, jakby rzyg sam w sobie nie był kwaśny.
Połknął go.
Oblepiała go ropa, ciało. Ciała. Tkanki.
Panika, obrzydzenie. Zniknął potwór, zniknęła popychająca go do działania adrenalina. Został zdecydowanie za szybki oddech kogoś, kto zaraz miał dostać ataku paniki.
Znowu duch. Znowu ktoś chwytał go za głowę. Znowu ktoś krzyczał. Znowu ktoś krzyczał. Tracił zmysły. Wszystko nie mogło być prawdą.
Ledwo zarejestrował, że łańcuch pękł. Czy on go pomógł rozbroić? Gdyby zapytali go teraz choćby, nie potrafiłby powtórzyć ani słowa z tego, jak pokierował Ceolsige.
Przed oczami migały mu wizje tego, co mogło być. Przez chwilę potwór znów był całością na ołtarzu. Znów leciała macka, a on leżał w letargu. Czasy i wersje przyszłości migotały mu przed oczami.
Czy kamienie były prawdziwe? Czy to podłoga dudniła od uderzeń, czy to w jego głowie dudniło?
Dobra Matko, zapach ropy i gnijącego ciała tak drażnił żołądek. Peregrinus brzydził się w tamtej chwili samego siebie.
Czy słyszał, że kogoś uratowali? Słyszał pokrzykiwanie: liberta, liberta. Świat dudnił, rwał się gniewem. Tutti!
Połknął własne wymioty, ale wciąż czuł, jak paliły gardło. Było mu niedobrze.
Ceolsige wydała prosty rozkaz: na nogi, do wyjścia!
Tyle potrafił zrozumieć. Wstał, rozprostowując zesztywniałe po zaklęciu mrożącym kończyny. Szedł za nią, ale miał potem nie pamiętać, że szedł. Jego ciało szło, świadomość maszerowała wygaszona gdzieś obok. Wyłączyła się z nadmiaru wrażeń. Próbowała sama siebie chronić.
Peregrinus Trelawney wychodził za Burke z jaskini, nie przyjmując jeszcze, że to koniec.

// Derealizacja I


źródło?
objawiono mi to we śnie
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#76
30.06.2026, 22:40  ✶  
Manifestowany przez Hannibala głaz nie pojawił się, ale czarodziej nie miał czasu rozważyć swojej porażki. Zdążył jedynie zarejestrować zmianę w wypełniającej pieczarę muzyce, przemianę pieśni w ogłupiającą kakofonię i skrzywić się, co to za wycie, na zakrwawione gacie Merlina? Na chwilę oderwało to jego uwagę od łańcucha (czy on przestał świecić?), odruchowo odwrócił się, by spojrzeć na donnę Annę…

Nie zdążył nawet osłonić twarzy ramieniem ani ochronić oczu przed koszmarnym widokiem eksplodującego stwora.

E k s p l o d u j ą c e g o .

NA NIEGO.

Zamarł na sekundę z czystego szoku. Był blisko, zbyt blisko na komfort, na jakikolwiek unik. Tkanka, rybia, ludzka, potworna, oryginalnie może i ciepła, ale obrzydliwie szybko stygnąca w chłodnym powietrzu jaskini, ochlapała go od stóp do głów. Poczuł coś słonego i metalicznego, nieswojego w ustach, i nawet jego bogata wyobraźnia, zasilana równie bogatymi doświadczeniami, nie wystarczyła, by przekonać go, że to nie jest to, co jest.

Nałykał się przeklętej juchy z nekromantycznej syreny.

Hannibal Selwyn zgiął się wpół i zwymiotował sobie pod nogi, a potem zachwiał się i upadł na kolana. Do wsiąkających w jego spodnie wydzielin dołączyły na wpół strawione resztki kolacji. Na widok tego, co pokrywało podłogę, jego własne, oparte na niej dłonie i różdżkę, szarpnęło nim raz jeszcze, tym razem sucho i boleśnie, wyciskając z mężczyzny rozpaczliwy jęk. Zacisnął powieki, czując uciekające spod nich łzy.

Dźwięki pomału wracały, ale umysł jakby za nimi nie nadążał. Syreni śpiew ustał. Za to ktoś krzyczał, podłoga drżała, coś łupnęło tuż obok, miłosiernie suche pac, pac na twarzy i plecach. Hannibal mimo woli otworzył oczy i z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że jego zaklęcie musiało zadziałać z opóźnieniem, bo oto zmaterializował się jego głaz, chociaż nie do końca w takim kształcie, jak-

- Ochhh… o…

- podłoga nadal drżała i ktoś nadal krzyczał -

- O kurr…

Druga fala rzeczywistości dołączyła do pierwszej i dała mu adrenalinowego kopa w tyłek, którego potrzebował, by otrząsnąć się z powymiotnego letargu. Rozpieprzyli potwora, łańcuch i najwyraźniej całą te pierdoloną jaskinię razem z nimi, bo z sufitu leciało coraz więcej dużych i małych odłamków! Sapnął przez zdarte gardło i zerwał się do biegu. Prawie wpadł na usiłująca nieść bezwładne kobiece ciało - czy to była Anna? - Hestię i zarzucił sobie jedno ramię ofiary na szyję.
- Dawaj ją i spieprzamy! - wychrypiał, przejmując pół ciężaru od brygadzistki.


Panika i osłabienie walczyły o kontrolę nad jego ciałem, przypływ sił do ucieczki równie prawdopodobny, jak kolejna fala mdłości. Ubranie, mokre i zimne, oblepiało skórę i przesiąkało. Ślizgał się - usilnie starał się nie myśleć, na czym. Coś spłynęło mu z włosów do oka, zatoczył się i niemal wpakował całą ich trójkę w ścianę, ale przynajmniej miał się teraz o co podpierać. Parł naprzód, frustrująco chwiejnie, przerażająco powoli, mając nadzieję, że żadne z nich nie oberwie w głowę odłamkiem i że Hestia, w odróżnieniu od niego nie oślepiona nekromantycznymi flakami, skieruje ich do wyjścia.


Aktywność fizyczna - uciekam i po drodze pomagam Hestii
Rzut PO 1d100 - 16
Akcja nieudana

Aktywność fizyczna raz jeszcze na to samo - jestem za młody, żeby umierać!
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!


//Zawada: lęk przed pobieraniem krwi - Hannibal rzyga na widok flaków, czy to się liczy?
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#77
06.07.2026, 09:44  ✶  
Grota w konwulsjach zapadała się przez siebie i w siebie, stając się naturalnym grobowcem dla istot dawno już umarłych, spiętych z miejscem przeklętym łańcuchem w plugawym i prześmiewczym hymnie ku czci jednej z pierwszych uzdrowicielek tego regionu.

Ale nie była grobowcem dla piątki żywych, którzy mniej lub bardziej świadomie przeciskali się przez ciasne i krępe korytarze.

Droga ku górze zdawała się niekończącą plątaniną zaciskających się podziemnych arterii, gdy całe wzgórze już na zawsze miało zmienić swój kształt. Nogi puchły, otarcia piekły, a krew mieszała się z pyłem w tej szalonej ucieczce pchanej nadzieją, że nie widzieli nieba po raz ostatni. Nie mieli gwarancji, że będą mieć wystarczająco czasu by znaleźć sposób na górze na otworzenie przejścia. Nie mieli gwarancji że od środka przejście w ogóle było możliwe do otwarcia. Wtem jednak usłyszeli nawołujące ich przynaglające głosy, zobaczyli światła w tunelu, w końcu sięgnęły po nich dłonie ludzi - ludzi żywych, ludzi znających drogę, ludzi utrzymujących wejście całkiem otwarte, wejście u którego wrót w magicznej ciszy działo się wiele, ale…

…uderzenie świeżego powietrza i gwiazdy.

Czy gwiazdy widoczne ze szczytu zapadłego wzgórza mogły być piękniejsze?

˙⋆✮⋆˚࿔

Dzięki Helenie, która zawiadomiła o dziwnych aktywnościach w ruinach, panice Skamandera po opuszczeniu łaźni oraz (a może przede wszystkim) dzięki pozostawionej przez Peregrinusa karteczce z informacją o tym kto zszedł do podziemi i jak otworzyć przejście, cała czwórka opuściła bezpiecznie walący się labirynt z pomocą ściągniętych na cito służb. Magowie z włoskiego ministerstwa utrzymali również potężnymi ładunkami magii translokacyjnej postępujące szkody i mimo geologicznej tragedii główny budynek kurortu z apartamentami, restauracją i mieszkaniem obsługi przetrwała to trzęsienie ziemi. Cała ekipa wraz z nieprzytomną Donną Anną otrzymała pomoc uzdrowicielską, przy czym gwiazdę rewii przewieziono do kliniki w celu dokładniejszego przebadania wpływu przeklętego przedmiotu na jej ciało, psychikę i duszę.

Angielska eskapada mogła też odkryć, że mimo bardzo zaawansowanej magii, którą dysponowali włoscy funkcjonariusze, byli oni niedbali w zbieraniu zeznań i jakiejkolwiek biurokratycznej działalności. Większość nie mówiła nawet po angielsku, jakiekolwiek zeznania i świadectwa mogli składać tylko chętni. Najwięcej rozmawiał z nimi Basil, choć Ci co znali go więcej mogli zauważyć, że całkiem trzeźwy na tym etapie szef Cutty Sark robi to raczej aby zaspokoić swoją podróżniczą ciekawość, niż wypełnić obywatelski obowiązek.

Gdy wszystko się skończyło, pozostało ledwie kilka godzin nocy, a potem śniadanie i ostatnie spojrzenia na Morze Tyreńskie. Przed sjestą czekały ich świstokliki w kształcie muszli prowadzące prosto do domu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (5352), Dearg Dur (7128), Hannibal Selwyn (6393), Helena Rowle (1863), Hestia Bletchley (2427), Peregrinus Trelawney (5730)


Strony (8): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa