– To na pewno, inaczej ludzie ciągle wpadaliby w dziury między światami, ale Polana… nigdy nie wróciła do normy. Czy te warunki na pewno minęły? – mruknęła, ale zaraz postanowiła po prostu skupić się na dobrym jedzeniu. Dziś i tak nie zdoła zdziałać niczego w sprawie Limbo czy Samhain: w ogóle nie była pewna, czy zdoła zdziałać cokolwiek, ale niech ją diabli, jeżeli przynajmniej nie spróbuje. – Uważaj, bo wezmę sobie twoje słowa do serca, złapię za te cukierki zabierające strach i naprawdę spróbuję urządzić sobie wycieczkę.
W każdym razie zawartość talerza znikła dość szybko, i bo Bren była głodna, i bo porcje nie były jakoś olbrzymie. Doskonale, będzie miejsce na deser: poprosiła o trifle, skoro i tak mieli się podzielić.
– Nie – oświadczyła Brenna zdecydowanie, celując w niego łyżeczką. – Bo w zamian dostajesz część mojego, więc to jest równorzędna wymiana, na której zyskują obie strony. I hej, bardzo grzecznie mówię o dowolnej czekoladzie. Najlepiej takiej nieśpiewającej – stwierdziła, uśmiechając się lekko, zanim sięgnęła po herbatę. Ta… no cóż, herbata jak herbata: chociaż miała wrażenie że Bertie sprowadził skądś jeden z tych lepszych rodzajów. Ciekawe czy tylko na dziś na stałe menu? Choć gdyby to było tylko na dzisiaj, zapewne niezbyt by się to opłacało. – W sumie kto się wybiera? Spodziewają się ataków czarnoksiężników, skoro ciągną ze sobą aż aurorów?
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)