• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów

[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#61
15.06.2026, 15:40  ✶  
To nie wyglądało dobrze. To zdecydowanie nie wyglądało dobrze. Ceolsige była ranna. Hannibal był ranny. Peregrinus szczęśliwie ranny  nie był, ale na ich nieszczęście bestia próbowała ich atakować, a teraz jeszcze tańczyła. Pytanie tylko czy te sypiące się grudki miały były wywołane rytuałem, czy po prostu tańczeniem monstrum?
– Tutaj jestem! — odkrzyknęła w stronę Hannibala wciąż siedząc na miotle, wściekła, że nie udało jej się ich obronić na czas. Wyglądało jednak na to, że na razie nie uciekali, więc dalsza obrona była jednak konieczna. I gdzie w tym wszystkim był ten duch?
Hestia ponownie skupiła się na mackach. Peregrinus miał rację. Trzeba było je jakoś uruchomić, lub przynajmniej spacyfikować.
Czarownica postanowiła ponownie spróbować transmutować mackę, która najbardziej zagrażała jej towarzyszom. Tym razem jednak chciała po prostu pomniejszyć ją tak, aby jej potencjalny zakres rażenia był tak minimalny jak tylko się dało.
Następnie, niezależnie czy to wyszło czy nie, chciała tak się ustawić, aby przygotować się do sytuacji w której ktoś zostanie zaatakowany. W tej sytuacji chciałaby spróbować szybko podlecieć do tej osoby, zapewne Hannibala, i odsunąć go tak aby uniknąć obrażeń.

Transmutacja IV, chcę pomniejszyć mackę, która jest najbliżej moich towarzyszy.
Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!


Aktywność fizyczna III, chcę przygotować się aby odepchnąć kogoś, jeśli zostanie zaatakowany, tak by uniknąć obrażeń
Rzut Z 1d100 - 33
Akcja nieudana


Przewaga: Latanie na miotle
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#62
15.06.2026, 21:35  ✶  
Syreny śpiewały nadal, świszcząc w powietrzu wokół siebie nadgnitymi mackami, rozciągając je do granic możliwości, by skutecznie zdzielić nimi intruzów. Nie mogły jednak opuścić ołtarza – przygwożdżenie ich spełniało swoją funkcję ograniczając zasięg ataków, czyniąc teren pod ścianami bezpiecznym. Niestety próba Hannibala aby wyciągnąć poza zasięg potwora siebie i Ceolsige spełzła na niczym, pozostawiając ich oraz unoszącą się na miotle Hestie w zasięgu wyprowadzanych ataków.

Nagle cielsko bestii gwałtownie uniosło się i opadło, podskoczyło karykaturalnie do swoich rozmiarów. Tym razem jednak nie tylko grudki ziemi posypały się z ginącego w mroku sufitu, ale też dwa ciężkie głazy, jak przejrzałe jabłka przecięły prostą linię ku ziemi. Pociski roztrzaskały się na metalowej zaporze, dosłownie chwilę wcześniej wyczarowanej przez Ceolsige. Zaporze, która niewątpliwie uratowała jej życie, a która teraz nie nadawała się już do niczego. Defensywa Hestii przyniosła natychmiastowe efekty i już tylko dwa odnóża smagały przestrzeń obok nich. Jedno udało się odepchnąć Ceolsige drugie zmierzało wprost na Hannibala, Hestia jednak skutecznie odepchnęła mężczyznę spod ślepego celu wściekłej istoty, samej jednak obrywając. Brygadzistka została przygwożdżona na moment do nierónej ziemi, ścierając sobie do krwi zewnętrzną stronę lewej nogi o ostre krawędzie wystających stalagmitów.

Po spadnięciu głazów cała czwórka była bardziej niż pewna, że jeżeli chcą jakkolwiek pomóc donnie Annie, to muszą to zrobić teraz, bo za moment może nie być już okazji.

[+]Peregrinus
Chłód tylko z pozoru był wytłumaczalny, jak przeciąg biegnący od korytarza. Podświadomość krzyczała, że nie jest to kolejna napaść derealizacji. Nienawiść do hotelu, do cudzoziemców taplających się w basenie, do śmiechów i muzyki dobiegających z restauracji uderzyła w Ciebie ze zdwojoną siłą. Uwolnienie bestii oznaczało uwolnienie Ciebie, oznaczało koniec więzienia i wymarzoną wolność.

Ponieważ Twoja postać doświadczyła już w tej sesji próby opętania, dostajesz ułatwienie do rzutu. Na koniec swojego posta możesz rzucić dwukrotnie na Charyzmę. Musisz wyrzucić 68 lub więcej.
Tura do 18.06

pozostawiam decyzję o kolejce do Waszej dyspozycji

żywotność po tej turze:

Ceolsige ◉○○○○ (Twoja Zapora zadziałała, ale miała Moc 1, więc po odpartym ataku przestała istnieć)
Hannibal ◉◉◉◉○
Hestia ◉◉◉○○
Peregrinus ◉◉◉○○ + Zapora [Moc 6]

○○○○○ oznacza utratę przytomności

Rozbrojenie łańcucha bez run, przykuwającego monstrum do ołtarza i ograniczające jego przemieszczanie się po pieczarze - wymagane 3 Sukcesy (Słaby Sukces liczony jako 1/2, Krytyczny Sukces liczony jako 3)
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#63
17.06.2026, 13:45  ✶  
Ciężkie, kute pręty rozpadły się na setki ostrych, czarnych odłamków. Przez ułamek sekundy deszcz metalowych drzazg sypał się gwałtownie wokół niej i Hannibala, lecz nim zdołał dotknąć kamiennego podłoża, zaczął blednąć, rozpraszać się w szary pył i znikać w nicości, nie pozostawiając po sobie fizycznego śladu.
Widząc zagłade swojej osłony oraz pędzace ku nim macki oderwała zdecydowanym lecz ostrożnym ruchem od Hannibala. Z trudem znajdują oparcie dla stóp na śliskiej nawierzchni spubowała stanąć na własnych nogach. Długo spódnica maskowała drżenie kolan, na których próbowała ustabilizować swoje obolałe ciało. Chrapiwy odgłos łapanego ustami powietrza zmienił się w ostry nosowy świst krutkich, przerywanych gwałtownie przez grymas bólu oddechów.
Dźwignęła się, prostując powoli sylwetkę. Lewą dłoń kurczowo, niemal boleśnie przycisnęła do lewego boku, próbując utrzymać w ryzach uszkodzone żebra. Wydawała się teraz niesamowicie blada, wręcz widmowa na tle ciemnych skał, lecz w jej błękitnych oczach próżno było szukać rezygnacji. Spojrzała na przerażoną twarz aktora. Z karminowych ust, po bladych policzkach ściekała krewa, burza zmierzwionych blond włosów okrywala w nieładzie jej ramiona. Pośród szarych, wilgotnych plam, na zmierzwionym hacie białej koszuli pojawiły się powoli rosnące krople czerwieni, która uciekła z ust.
— To scena. — wysyczała, z zaskakujacą melodyjnością głosu mimo, że był teraz rwany, z trudem przeciskający się przez zaciśnięte zęby. — Wzniesiesz ją na swoim blasku… albo zupełnie ją przyćmisz jeżeli zdecydujesz. W gruncie rzeczy nie różni się to od wystepu z Cordelią. - Nie była to do końca prawda. Mówiła jednak z tak lodowatą, niezachwianą pewnością siebie, jakby to była jedyna istotna prawda w tej jaskini. To, że słowa były rwane bolesnym wysiłkiem łapania oddechów, nie ujmowało im ani grama drapieżnej godności.
Zmierzając szybko różdzką do postawienia kolejnej tarczy wskzała na kierunek. - Ruszaj w prawo, pod scianę. Daj jej znać, niech Cię osłania - Mówiła coraz ciszej, tracać impet mówienia na rzecz równiejszych oddechów, wskazujac tylko óżdżką to kierunek to Hestię.
Ponagliła Hannibala zdecydowanym, drapieżnym gestem głowy, odwołując się do jego teatralnego instynktu. — Cue. Idź.- Zabrzmiało to wyjątkowo spokojnie. Jak westchniene na koniec wysiłku. Skupiajac się już wyłącznie na defensywie i zadaniu jakiem miała w głowie ruszyła z miejsca. Ignorując rozrywający ból przy każdym płytkim wdechu, odwróciła głowę w stronę Trelawneya. Uniosła prawą dłoń z różdżką i wykonała w jego kierunku krótki, zapraszajacy gest, miedzy prubami osłony przed mackami. Nie tracąc czasu, ruszyła naprzód, lekko utykając, by spotkać się z wróżbitą tuż przy runicznym łańcuchu.

Rzucam na kształtowanie ◉○○○○: staram się wyczarować tarczę ze stalowych prentów, która mogłaby ochronić przez atakami Ceo i Hannibala zanim ruszymy w swoje strony.

Rzut O 1d100 - 77
Sukces!


Rzucam na translokację ◉◉○○○: staram się odbijać lecące w Ceo lub Hannibala ataki macek, ogonów, kamieni lub innych pocisków.

Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#64
17.06.2026, 15:32  ✶  
Próba uniesienia Ceolsige, rannej, lecz wciąż usiłującej stanąć o własnych siłach i strzelającej zaklęciami, okazała się trudniejsza, niż przewidywał. Hannibal zmęłł w ustach przekleństwo i ograniczył się chwilowo tylko do podtrzymywania czarownicy i śledzenia macek, które mogłyby wyprowadzić atak w ich stronę.

Przynajmniej Hestia się znalazła. Zerknął na nią z ulgą. W tej chwili byłby gotów nawet wdrapać się na miotłę wraz z dziewczyną, byleby uciec z zasięgu stwora.
Poruszył palcami, pod którymi czuł drugie, ciążące ciało i wzdrygnął się, gdy grube, lśniące wilgocią ramię walnęło w kałużę tuż obok, ochlapując ich oboje słoną wodą. Poprawka. W pierwszej kolejności musiałby wpakować na tę miotłę Ceo. 

Skoro ona tańczy… to czemu ty, do diabła, nie śpiewasz, Selwyn?
Gwałtownie odwrócił się ku kobiecie i spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami. Śpiewać? TERAZ?
Nie widział jej twarzy, schowanej chwilowo w jego ramieniu, tylko jasny warkocz w nieładzie. Polecenie było ciche, ale kategoryczne.
Myśl o dołączaniu do recitalu ewidentnie wkurwionej nekromantycznej syreny była absurdalna. A jednak…

- Ja… - zaczął, ale urwał, odchrząknął i pokiwał głową, aż podskoczyły mokre, pozlepiane loki - Mhm, tak. Już.
Niecierpliwie wysłuchał jej dalszych, gorączkowych słów. Nie potrzebował gadki motywacyjnej - znał melodię. W jakimś przejawie telepatii albo może wpływania na umysł, którego prawdopodobnie powinni się obawiać, znał też słowa. Wyłowił z monologu przydatne instrukcje - “w prawo, pod ścianę”.

Były to zdecydowanie najdziwniejsze okoliczności, w jakich Hannibalowi przyszło śpiewać. Puścił Burke, pomógł jej stabilnie stanąć na własnych nogach i wyprostował się, wciąż ściskając w dłoni różdżkę. Czuł się, jakby wraz z obecnością blondynki opuściła go część odwagi.

Wszyscy zginiemy! Powinniśmy spierdalać, powinniśmy byli w ogóle tu nie włazić!

Cóż, teraz mógł tylko udawać, że wcale nie. Odszukał wzrokiem twarz donny Anny, zupełnie tak, jak zrobiłby dołączając na scenie do drugiego artysty. Była niemalże magnetycznie przerażająca. Nie wiedział, czy w ogóle zdaje sobie sprawę z jego obecności.
Nabrał powietrza w płuca.

- Stay with me, be at peace
Fears, be still, troubles cease
Hear my voice sweetly sing
Lullaby, precious thing…


Nie dbał o pozostawienie głosom przeklętych śpiewaczek pola do popisu. Śpiewał tak, jakby to one były towarzyszącym mu chórem - donośnie i czysto, próbując przywołać w swoim głosie spokój, którego nie odczuwał, skłonić Annę, żeby to ona przyszła do niego i złożyła swą głowę, jakby był gotów czekać na nią i przyjąć ją, straszliwą i zrujnowaną. Lepszy, niż cokolwiek, co mógłby jej zaoferować  jakikolwiek duch…

Taką przynajmniej miał nadzieję, bo w panującym wokół chaosie uderzających macek, rzucanych czarów i walącej się pieczary trudno było się skupić na kołysance. Zatchnął się na chwilę, kiedy Hestia okupiła osłonienie go przed atakiem własnym upadkiem, ale był na scenie i był profesjonalistą, opanował więc odruch odwrócenia głowy w jej stronę i tylko kątem oka postarał się upewnić, że z brygadzistką wszystko w porządku. Zaraz potem znów skupił się na tej, którą była jego prawdziwą partnerką w tym duecie. Nie odrywając od niej wzroku, powoli ruszył we wskazaną przez Ceolsige stronę.


Charyzma - śpiewam z syrenkami
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana

Charyzma - śpiewam z syrenkami Bardzo Pięknie i udaję, że wcale nie tracę sanity!
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!

//Przewagi: Występy i Muzyka
Wspominam o Zawadzie: Lęk wysokości
Jestem zainspirowany Odwagą Ceo
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#65
18.06.2026, 10:59  ✶  
Hannibal miał rację: powinni spierdalać — i to w momencie, gdy ich oczom ukazała się ta kreatura, która nie zwiastowała od początku niczego dobrego. Wtedy była jeszcze szansa, teraz… teraz Peregrinus nie widział już szansy odwrotu.
Nie dopóki była z nimi ta obłąkana kobieta, która z uporem pchała się w paszczę bestii. Trelawney już wiedział, że w Londynie na widok Ceolsige Burke będzie przechodził na drugą stronę ulicy — nie z braku sympatii, lecz z obawy, że ciągnie się za Burke jakieś niebezpieczeństwo, które i jego trafi rykoszetem.
W tamtej chwili Ceolsige przecierała szlak przez przeklętą jaskinię potwora i aż kusiła, aby pójść za nią. Ku swemu nieszczęściu, Peregrinus temu kuszeniu ulegał. Do jego duszy łatwo przemawiała tajemnica, choćby potworna. Szybko budziła się w nim chorobliwa ciekawość, silniejsza niż strach i obrzydzenie. I dokąd ich ta lekkomyślność zaprowadzi?
Dlatego mimo iż z sufitu padały głazy, które trzaskały wokół nich, a potwora z ołtarza odstręczała wyglądem i morderczymi zapędami, na skinienie Ceolsige Peregrinus ruszył spod ściany. Wędrowali wkrótce ku łańcuchowi ramię w ramię, a wokół nich rozwijała się pieśń maszkary splątana z zachwycającym w każdych innych okolicznościach śpiewem Hannibala. Trelawney nogi miał jak z waty i cudem się nie trząsł.
— Pani jest szalona — oskarżył wróżbita, gdy zrównał krok z Ceolsige. Nie pozwolił sobie na długie przyglądanie się jej, nieustannie skupiony na pilnowaniu tego, z której to strony nadejdzie niebezpieczeństwo. Z przelotnego zerknięcia dojrzał jednak mężczyzna, w jak złym stanie jest Burke. — Proszę mieć dla siebie samej litość — bąknął, wciskając jej tarczę, którą otrzymał od Hestii.
Gdy posuwali się do przodu, Peregrinus spróbował swoją magią ponownie unieruchomić dwie z macek (bądź inne odnóża, które w jego ocenie najwięcej im mogły w bieżącej sytuacji zaszkodzić).

// kontynuując trend z poprzedniego posta, próbuję dwa razy translokacją [◉◉◉○○] zamrozić w bezruchu macki (bądź inne odnóże)
Rzut Z 1d100 - 37
Słaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 1
Krytyczna porażka


Wtem Peregrinus poczuł coś obcego w swojej głowie. Doświadczył już tego wcześniej. Kluło się w nim coś zimnego, nienawistnego… Nagle inaczej patrzył na bestię. Zbliżając się do niej, czuł nadzieję. Obcą nadzieję. Chciał potworność uwolnić — z przerażeniem odkrył tę myśl w sobie, a jednak do siebie nienależącą. Spanikowany spróbował wyrwać się z widmowych szponów podstępnie skradającego się po jego umyśle ducha.

// broniąc się przed duchem, dwa razy rzucam na charyzmę [ ◉◉○○○] z modyfikatorem -10 wynikającym z zawady Samotnik
Rzut N 1d100-10 - 7 -10 = -3

Rzut N 1d100-10 - 82 -10 = 72
Sukces!


źródło?
objawiono mi to we śnie
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#66
19.06.2026, 19:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2026, 20:58 przez Hestia Bletchley.)  
Chwilę temu była jeszcze w powietrzu, tylko po to by zaraz skończyć na ziemi z boleśnie obtartą nogą. Hestia syknęła cicho, tęczówki na chwilę zabarwiły się na czerwono, ale nie było czasu na przypatrywanie się ranom, czy też narzekanie na ból. Nie kiedy mieli plan do wykonania. Spojrzała na monstrum, potem na Ceolsige i skinęła głową. Jeżeli chcieli jakkolwiek uratować te kobiety, lub też po prostu siebie samych, musieli no cóż… Najpierw je nieco zaatakować. Czy też raczej zrobić wszystko, aby upewnić się, że nikt nie zostanie przez nie uszkodzony.
Hestia postanowiła ponowić próbę i zmiejszyć kolejne odnóże, to najbliżej Hannibala, potwora do rozmiarów tak małych jak tylko się dało. Następnie, niezależnie od efektu, spróbowowała wykorzystać swoją leżący obok kamień w ofensywny sposób. Mianowicie chciała posłać go zaklęciem translokacyjnym w te część ciała, którą złączone kobiety spróbowałby akurat zaatakować tę osobę, która byłaby najbliżej runicznego łańcucha.

Rzut na transmutację IV, próbuję zmniejszyć jednak z odnóży
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana


Rzut na translokację III, posyłam kamień aby uderzyła przeciwnika w część ciała którą zaatakuje, jeśli zaatakuje, towarzysza najbliżej runicznego łańcucha
Rzut Z 1d100 - 39
Słaby sukces...
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#67
20.06.2026, 12:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2026, 13:14 przez Dearg Dur.)  
Bardzo szybko Ceolsige i Hannibal rozdzielili się, pozostawiając za sobą tarczę wyczarowaną przez wiedźmę i zaczęli wprowadzać swój plan w życie. Śpiewak wyszedł poza zasięg ataków (który był ograniczony przez grupę wzmocnionym wcześniej łańcuchem bez run) i zaczął śpiewać, wpierw nieco cicho, by w końcu rozwinąć się do pełni swoich wytrenowanych latami możliwości. Atakował dźwiękową falą, wprowadzał w śpiew syren dysonans. Wszyscy mogli zauważyć, że był to też śpiew, który ponownie skusił runiczny łańcuch do siebie. Magiczne narzędzie zaczęło niczym wąż wychylać się spośród fałd bestii i rozciągać niemiłosiernie, dążyć do źródła nowej melodii. Jedna z macek machała wściekle w kierunku aktora, był on jednak zbyt daleko. Łańcuch z kolei stworzył znów na swoim końcu pętlę, gotową pochwycić nową rybkę, która pojawiła się w stawie. Hannibal zdołał jednak bez trudu uskoczyć przed zamachem łańcucha.

Co najważniejsze - owe rozciągnięcie się runicznego łańcucha na kilka metrów sprawiło, że Ceolsige i Peregrinus mieli pełen dostęp do powtarzającej się sekwencji run. Wynikało z nich, że narzędzie jest przeklęte: stanowi pułapkę dla "syren", tworząc z nieszczęsnych osób spętaną hybrydę zmuszoną do niekończącej się modlitwy ku chwale pochowanej pod wzgórzem Ligei. Co więcej, wprawne oko Hestii i Peregrinusa wyłapało, że kałuże zaczęły być znaczone nieregularnym wzorem zaburzonych fal, które powinny się w ten sposób wyciszać, choć w tej magicznej walce zaburzenie tylko wzrastało, wręcz chlupotało. Ponowne nieregularności zaczęły się pojawiać na dotąd wspólnie "wibrującym" cielsku potwora. Jasnowidz momentalnie mógł skojarzyć nieregularność rozbitego wzoru z taflą morza z jego wizji nim na niego i brygadzistkę posypał się deszcz ostrych jak brzytwa odłamków z sufitu. Mężczyzna zdołał osłonić się tarczą, którą jeszcze wtedy trzymał w dłoni, gdy Hestia boleśnie oberwała w lewe ramię, co uniemożliwiło jej skuteczną transmutację kolejnego odnóża.

Tymczasem tarcza znalazła się w dłoniach półprzytomnej Ceolsige, która nie mogła skupić się na rzucanych zaklęciach translokacji, a z jej różdżki nie uchodziła żadna magia. Peregrinus z kolei podjął próbę zamrożenia zbliżającej się ku niemu nadgnitej macki której nie powstrzymał ciśnięty w jej stronę przez Hestię kamlot. Przy drugim zamachnięciu się różdżką czar zdecydowanie nie poszedł po jego myśli: szron wystrzelił z niewłaściwego końca różdżki, atakując samego czarodzieja, petryfikując mu chłodem dłonie, tors i nogi, uniemożliwiając mu przemieszczanie się oraz rzucanie czarów.

… a już ręka chciała przycelować w niemagiczny łańcuch, był przecież tak blisko, jednym gestem mógł uwolnić bestię, umożliwić jej żer i rozrost, przynieść wolność, upragnioną wolność…

Tymczasem odnóże uderzyło w Peregrinusa z impetem i przewróciło na chłodną ziemię, jak bezładną rzeźbę, której jednak szyja i głowa pozostały całkiem swobodne. I umysł… umysł też pozostał wolny. Nacisk na wolę jasnowidza przeminął równie nagle jak się pojawił i mag nie mógł być pewien, czy zwyciężyła jego siła woli, czy pechowo rzucone zaklęcie, które przed momentem uczyniło go nieprzydatnym dla ducha. Nie było jednak czasu zadawać sobie teraz tych pytań.

Tura do 23.06

pozostawiam decyzję o kolejce do Waszej dyspozycji

żywotność po tej turze:

Ceolsige ◉○○○○ + Zapora [Moc 5]
Hannibal ◉◉◉◉○ (skuteczny atak macki nie sięgnął z powodu wcześniejszych akcji, łańcuch nie trafił)
Hestia ◉◉○○○ (obrażenia od ostrych kamieni)
Peregrinus ◉◉○○○ (obrażenia od macki) – jasnowidz nie jest opętany, może myśleć swobodnie i mówić, nie może czarować i się przemieszczać do końca tej tury (Twoja postać może przeczuwać, że zaraz zamrożenie minie). Jeśli ktoś go nie podniesie, w trakcie swojej tury leży na ziemi.

○○○○○ oznacza utratę przytomności

Rozbrojenie łańcucha bez run, przykuwającego monstrum do ołtarza i ograniczające jego przemieszczanie się po pieczarze - wymagane 3 Sukcesy (Słaby Sukces liczony jako 1/2, Krytyczny Sukces liczony jako 3)
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#68
22.06.2026, 19:13  ✶  
Oskarżenie napotkało powolną, niemal nienaturalną w tym chaosie reakcję. Obrót głowy, tak jaskrawo kontrastujący z szaleństwem wokół, tchnął chłodnym niedowierzaniem. Spojrzenie, które spoczęło na czarodzieju, było lodowato zimne, karcące i nasączone odruchową, salonową godnością kogoś, kto jest nawykły do natychmiastowego ucinania retorycznych docinek.
Wyraz twarzy w ułamku sekundy odkształcił się na skutek zaskoczenia i autentycznej troski na widok jak Peregrinusa unieruchomiło jego własne zaklęcie wystawiając go na cios macki. Dopiero teraz zauważyła, że odruchowo oderwana od boku dłoń chwyciła tarczę. Choć konstrukcja Hestii okazała się zaskakująco lekka, sam ruch i nagła konieczność zaciśnięcia poparzonego, owiniętego prowizorycznym opatrunkiem kciuka poniosły kłujący impuls wzdłuż ramienia. Żebra napięły się boleśnie pod wpływem dodatkowego ciężaru oraz gwałtownego ruchu. Bolesny skurcz przeszył ramię wywołując z zaciśniętych zębów cichy, urwany syk. Zamiast jednak odrzucić tarczę, przyciągnęła ją blisko ciała. Pozwoliła, by jej górna krawędź oparła się o lewy bark, co pozwoliło częściowo odciążyć obolałe żebra i osłabione ramię. Był to bardziej odruch niż plan. Uszkodzone i wątłe ciało odruchowo zbierało się w sobie by zachować stabilność. Następnie, stawiając opór grawitacji i własnej słabości, stanęła pewnie tuż nad leżącym, zmrożonym Peregrinusem. Nadstawiła osłonięty bok i lśniącą barierę tarczy przeciwko przypadkowym uderzeniom macek i spadającym odłamkom skalnym, starając się zasłaniać ich oboje.
Rzuciła szybkie, oceniające spojrzenie pod nogi. Upewniwszy się, że jej sylwetka nie blokuje leżącemu wróżbicie widoku na rozciągnięty, pulsujący runicznym blaskiem łańcuch, uniosła prawą dłoń z berberysową różdżką. Skierowała jej czubek w stronę magicznych ogniw, które pod wpływem zjawiskowego śpiewu Hannibala wysunęły się z cielska bestii, ukazując pełną, przeklętą sekwencję. Zaczęła delikatnie tkać zaklęcie.
— Panie Trelawney — odezwała się, a jej melodyjny, choć lekko zachrypnięty od wysiłku głos przebił się przez tnącą powietrze kołysankę Hannibala. Mimo że wypowiedź rwana byłą szybkimi, płytkimi oddechami, w tonie dało się wyczuć niezachwianą pewność. Jakby mówiąca cały czas doskonale wiedziała co robi i co należy zrobić. — Zamierzam rozproszyć magię tego łańcucha. Przyda mi się Pańskie profesjonalne przewodnictwo.

Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się rozproszyć działanie łańcucha licząc na przewodnictwo i rady Peregrinusa. Nawet jeżeli nie mam pomysłu to staram się chociaż na chwilę zakłócić jego działanie.

Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!


Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się rozproszyć działanie łańcucha licząc na przewodnictwo i rady Peregrinusa. Nawet jeżeli nie mam pomysłu to staram się chociaż na chwilę zakłócić jego działanie - właściwie to jedyny mój cel w tej rundzie.

Rzut Z 1d100 - 31
Akcja nieudana
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#69
24.06.2026, 01:31  ✶  
Kto by pomyślał, że w jaskini z gigantycznym monstrum, najwięcej szkód zrobią jej na razie odłamki skał i własny nieudolny lot na miotle? Robiło się coraz mniej przyjemnie i Bletchley doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli zaraz czegoś nie zrobią, to wszystko skończy się bardzo źle. Tylko że jak ona mogła w tym wszystkim pomóc? Hannibal śpiewał. Ceolsige i Peregrinus jako jedyni zapewne wiedzieli jak dokładnie pomóc kobietom. Albo je pokonać. A ona? Jej pozostawało jedynie odwracanie uwagi, bo jeśli syrenoidalny byt skupi się na niej… To zostawi innych w spokoju.

Wzięła głęboki oddech i spróbowała się zmienić swój wygląd na ten należący do samej Donny Anny, kiedy jeszcze nie była złączona w upiornym zaklęciu. Hestia liczyła, że w ten sposób wprawi monstrum w zaskoczenie, albo przynajmniej zwróci na siebie jego uwagę. Następnie ponownie wsiadła na miotłę i krzywiąc się nieco z bólu spróbowała podlecieć bliżej zwłączonych kobiet. Na tyle blisko, aby skupiły się na niej, a nie jej towarzyszach. Plan był prosty. Chciała, aby to w nią wycelowały swoje ataki, a jednocześnie oczywiście próbowała tych ataków unikać.

Rzut na metamorfomagię, transmutacja IV, przemieniam się w Donnę Annę
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!


Rzut na aktywność fizyczną III, biorę miotłę próbuję skupić na sobie uwagę monstrum i unikać jego ataków
Rzut Z 1d100 - 39
Słaby sukces...


Przewagi: Latanie na miotle, Kradzież Tożsamości
Zawada: Kompleks Bohatera
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#70
24.06.2026, 06:55  ✶  
- ♫ Close your eyes, hear my song
Quickly now, don't be long… ♫

Trudno było zachować łagodny, uspokajający ton pieśni, kiedy tempo wydarzeń wokoło całkiem nie pasowało do kołysanki, a w przerwach na oddech słychać było zgrzyt sunących po skale metalowych ogniw. Hannibal skupił swoją uwagę na łańcuchu, próbując przewidzieć jego kolejne ruchy. Intencja lśniącego runami żelastwa była dość jasna, zwłaszcza po jego poprzednim ataku.

Tym, który uprzedziły Anna i jej uwięzione siostry.

Tym, który udaremniły Anna i jej uwięzione siostry.

Rzucił szybkie spojrzenie w stronę donny Anny. Przypadek? Był jeden sposób, by się przekonać…

Spokojnie, by nie zaburzyć sobie potrzebnego do śpiewania oddechu, wciąż obserwując przeklęty łańcuch, dał jeden, a potem drugi krok w zasięg Anny. Jak do tego doszło, że lśniące śluzem macki zaczęły wydawać mu się lepszą opcją?
Nie wiedział.

Donna Anna i wszystkie jej rybne przydatki były jak pijana tancerka - zwinne, ale nieobliczalne, zawsze w ruchu, potencjalnie niebezpieczne. Nieskoordynowane ruchy, bezwładność, ostre paznokcie gotowe podczas piruetu niechcący rozorać twarz nieszczęśnika, który akurat znalazł się zbyt blisko, Hannibal znał to wszystko, nieraz lądował dzięki komuś takiemu na tyłku na brudnej podłodze klubu, sam podpity i chwiejny. Czymże był dodatek paru ogonów i łusek i odrobiny śmiertelnego zagrożenia?
Ale magiczne okowy spajały je w całość i obawiał się, że jeżeli da się mu pochwycić, ucierpi znacznie więcej, niż tylko jego godność.

Nie miał pojęcia, co dzieje się z resztą towarzystwa, bo zwyczajnie bał się spuścić z oka wyciągające się w jego stronę macki i czyniący zakusy na jego ciało łańcuch. Niedoczekanie twoje, pomyślał, nie wiadomo, w stronę tego pieprzonego żelastwa, czy jeszcze bardziej pieprzonego, a może właśnie niedopchniętego Leonarda, jak się wydawało, reżysera pokręconego spektaklu, w jakim się wszyscy mimowolnie znaleźli. W duchu dziękował instruktorom z teatru, którzy zmuszali go do jednoczesnego śpiewu i ruchu, koordynacja, koncentracja, kontrola, i jeszcze bezlitosnej Lauretcie, która na próbach do “Ekstazy” zafundowała mu takie kardio, że co prawda ledwo potem łaził, ale na pewno poprawił swoją kondycję.

- ♫ Come to me, come to me, come to me… ♫ - śpiewał, gorączkowo starając się wpaść na jakiś sposób opanowania czyhającego na niego lassa. Różdżka w dłoni była całkowicie bezużyteczna, dopóki nie mógł wypowiedzieć słów zaklęcia. Otwarcie pojawiło się dopiero, kiedy przebrzmiały ostatnie słowa zwrotki. Hannibal podejrzewał, że syreny za chwilę podejmą pieśń na nowo. Zanim to się jednak stało, na końcówce tego samego oddechu, na którym wyśpiewał ostatnie słowa, rzucił zaklęcie w stronę łańcucha.

Aktywność fizyczna - unikam łańcucha i macek
Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!

Kształtowanie - chcę wyczarować ciężki głaz z płaskim dołem, który przygniecie i unieruchomi zaklęty łańcuch
Rzut Z 1d100 - 25
Akcja nieudana


//Przewagi: cały czas Występy i Muzyka
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (5352), Dearg Dur (7128), Hannibal Selwyn (6393), Helena Rowle (1863), Hestia Bletchley (2427), Peregrinus Trelawney (5730)


Strony (8): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa