Nie przywiązywała wagi do tego, ile kosztowało to całe piwo dla typa, mugolska waluta nie miała dla niej większego znaczenia, teraz zaś zastanawiała się dość gorączkowo jak z tego wszystkiego wybrnąć i nie spierdolić całe sprawy, ale wtedy marynarz rzucił jej imiona.
Tych nie znali wcześniej, ale to zawsze było coś: Aidan, jak jej drogi kuzyn, i Ruairi, zamierzała to sobie zapamiętać bardzo dobrze, bo kto wie, czy się to jeszcze nie przyda, a to znaczyło, że gadka ze starym dziadem już była owocna. Tego już nie powiedział, ale Victoria była na tyle zorientowana w świecie, by połączyć kropki – Aidan to było celtyckie imię, wiedziała co oznacza, ze względu choćby na kuzyna, ale Ruairi było imieniem bardzo charakterystycznym. Irlandzkim. Czy wiec mieli irlandzkie korzenie? Mogło tak być.
Nie zdążyła pomyśleć sobie nic więcej, bo wtedy właśnie typiarz wyczuł krew i postanowił zamieszać. Ewidentnie lubił patrzeć jak świat płonie i zawołał kolesia po imieniu.
// Percepcja ◉◉◉○○
Sukces!
Dobrze. Więc to był Aidan. Victoria już wiedziała, że to koniec krycia się i należy po prostu przez jeszcze chwilę pociągnąć tę maskaradę. Ale już czuła w kościach, że zaraz w karczmie zrobi się lekki rozpierdol.
Odsunęła więc jedną dłoń od twarzy i zamachała paluszkami do Aidana w niemym pozdrowieniu.
– Cześć, Aidan, wszędzie cię szukałam, kochanie – rzuciła, mając nadzieję, że jej ton jej głosu jest wystarczająco jadowity.