• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów

[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#41
30.05.2026, 00:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 13:18 przez Peregrinus Trelawney. Powód edycji: formatowanie posta, który urodził się łysy )  
Ileż rzeczy mogło pójść nie po myśli, gdy się człowiek zagłębi w nieznane — szczególnie gdy to nieznane było dawno zapomnianymi ruinami w podziemiu. Jakże nieufnie Peregrinus Trelawney spoglądał na owo wejście, które rozstąpiło się przed nimi. Widział oczyma czarnowidza setki scenariuszy, w których to zwiedzanie kończy się źle. Był to wzrok nieufny, a jednak dominowała w nim fascynacja.
Decyzja nie mogła być inna — zamierzał podążyć za grupą, lecz wpierw zadbał o zabezpieczenie, choćby miało ono okazać się jedynie próżną ułudą polisy.
Wyjął zatem ze swojej torby notes oraz pióro, aby nabazgrać naprędce wiadomość:

13.10.1972 — pod ziemię schodzą: Peregrinus Trelawney, Ceolsige Burke, Hestia Bletchley, Hannibal Selwyn. Otwarcie przejścia nastąpiło po wyczarowaniu na tym obszarze magicznej ciszy.

Sporządziwszy tę notatkę, Peregrinus wyrwał ją z dziennika i wcisnął w naprędce odnalezioną w strukturze ruin szczelinę — w miejsce, gdzie nie mógł skraść jej wiatr, a jednocześnie stosownie rzucała się w oczy.
Wówczas dopiero wróż ruchem różdżki pokierował oba swoje lewitujące lampiony w głąb ziemi i sam także podążył schodami za towarzystwem.
— Naturalnie. Mieliśmy już tu do czynienia z duchem — odpowiedział na uwagę Ceolsige, gdy czarodzieje wyrwali się spod wpływu strefy ciszy.


źródło?
objawiono mi to we śnie
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#42
30.05.2026, 14:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 14:56 przez Dearg Dur.)  
Schody opadały coraz głębiej pod wzgórze, a wraz z każdym kolejnym stopniem świat powierzchni wydawał się mniej rzeczywisty. Powietrze stawało się cięższe, nasycone wilgocią osiadającą na skórze niczym cienka warstwa chłodnego potu. Kamienne ściany zwężały się i rozszerzały bez widocznej logiki, prowadząc ich przez plątaninę korytarzy przypominających bardziej wnętrzności martwego olbrzyma niż dzieło ludzkich rąk.

Od czasu do czasu natrafiali na niewielkie komnaty. Musiały być kiedyś częścią szkoły – pracowniami, magazynami lub miejscami przeznaczonymi do samotnej nauki. Trudno było orzec. Czas obszedł się z nimi bezlitośnie. Drewniane regały zapadły się pod własnym ciężarem, a woluminy rozpadały przy najlżejszym dotknięciu, rozsypując się w dłoniach na brunatne płatki przypominające bardziej wysuszone liście niż papier. Tu i ówdzie leżały resztki narzędzi nieznanego przeznaczenia – pokryte zielonkawym nalotem szczypce, pęknięte soczewki, żelazne ramy dawnych przyrządów, których funkcję dawno pochłonęła niepamięć. Wszystko wyglądało tak, jakby mieszkańcy tego miejsca opuścili je nagle albo jakby czas zatrzymał się na kilka stuleci tylko po to, by później runąć na nie jednocześnie.

Niektóre przejścia okazywały się zdradliwe. Tu cienka nić zaklęcia przecinała korytarz na wysokości kolan, tam runa ukryta pod warstwą kurzu czekała cierpliwie na nieostrożny krok. Za każdym razem jednak Ceolsige dostrzegała niebezpieczeństwo dostatecznie wcześnie. Stare mechanizmy i magiczne zabezpieczenia ustępowały jedno po drugim, pozbawione dawnej siły, choć… czy rzucił je ktoś przed wiekami, czy były to zabezpieczenia rzucone już w tym stuleciu? Bardzo trudno było orzec, nie mieli z resztą czasu na te rozważania, brnąc dalej, brnąć głębiej, ku rozwiązaniu.

Eksploracja przebiegała bez przeszkód.

Aż do chwili, gdy nad ich głowami przetoczył się grom.

Nie był to odgłos zawalenia. Nie było trzasku pękających belek ani huku osuwających się skał.

Tylko dźwięk przywołujący na myśl dziejącą się nad ich głowami burzę, byli jednak zdecydowanie zbyt głęboko pod powierzchnią ziemi, aby mógł być to odgłos z powierzchni. Wibracja przepłynęła przez podziemia niczym fala przechodząca przez wodę, wnikając w kości, w zęby, w sam rdzeń wzgórza, po czym równie nagle zniknęła.

Korytarz wydał się nagle ciaśniejszy. Powietrze gęstsze.

Cisza, która po niej nastąpiła, też zdawała się inna.

Od tego momentu korytarze zaczęły opadać wyraźniej. Wilgoć ściekała po ścianach cienkimi strużkami, a z sufitu kapała woda. Powietrze utraciło grzybowy, ziemisty zapach starych podziemi. Zastąpiła go sól – najpierw ledwie wyczuwalna, potem coraz wyraźniejsza, aż wreszcie tak intensywna, że niemal szczypała w nozdrza.

I coś jeszcze pod powierzchnią morsko-mineralnej inhalacji.

Woń rozkładu.

Nie świeża, nie gwałtowna. Stara. Przenikająca kamień od dziesięcioleci. Jak zapach wrakowiska odsłoniętego podczas odpływu albo rzeźni opuszczonej tak dawno temu, że zniknęły z niej ślady krwi, lecz nie pamięć o niej.

Korytarz zwężał się stopniowo. Najpierw zmuszał do pochylenia głowy, aż w końcu stał się tak ciasny, że mogli poruszać się wyłącznie jeden za drugim. Mokre ściany znajdowały się na wyciągnięcie dłoni z obu stron, śliskie od wilgoci i nierówne jak źle zrośnięta blizna. Miejscami przejście przypominało bardziej wnętrze grobowca niż część dawnej szkoły.

Nie było tu jednak żadnych szczątków.

Żadnych kości.

Żadnych sarkofagów.

A mimo to każdy kolejny metr zdawał się prowadzić coraz głębiej do miejsca przeznaczonego dla umarłych.

Nie sposób było już odgadnąć, gdzie właściwie się znajdowali. Czy nadal pozostawali pod wzgórzem, czy zeszli pod fundamenty miasta, czy może podziemia od dawna prowadziły ich ku samemu morzu?

Pierwsze dwie osoby z rzędu badaczy mogły dostrzec, że na końcu wąskiego przejścia zapraszał prześwit, a migoczące odpryski nikłego światła przywodziły na myśl refleksy dawane przez umagicznione kryształy pełniące funkcje zastępcze dla mniej trwałych pochodni. Jama, pieczara, podziemne sanktuarium. Miejsce, które mogło dać im odpowiedzi. Miejsce, które mogło przynieść im śmierć.

I wtedy, wraz ze zrozumieniem ich obecnej sytuacji, niemal na granicy słyszalności, dotarł do nich kolejny dźwięk nie należący do nich.

Nie grom, ni głos.

Nie słowo.

Tylko i aż zniekształcone echem nucenie.

Zaproszenie.

Tura kończy się 2.06

Zasady rozgrywki w podziemiach:
  • Korytarz się zwęża i pomieści na raz tylko jedną osobę. Ustalcie szyk i określcie w postach źródło światła dla każdego z Was. Trzecia osoba w szyku ma utrudnione widzenie tego co jest przed Wami, czwarta uniemożliwione (zabezpiecza tył).
  • Od tej tury obowiązuje kolejka odpisów, wprowadzam ograniczenie 500 słów na post (pomijając opisy rzutów i wykorzystane przewagi/zawady na dole posta).
  • Proszę o ujmowanie w poście i podkreślanie pozycjonowania i przemieszczania się postaci.
  • Każda postać może wykonać dwa Rzuty na dowolną Cechę. Rzut może dotyczyć podwójnej próby wykonania tej samej Akcji (np. dwa razy rzucam zaklęcie).
  • Krytyczna porażka w pierwszym rzucie oznacza automatyczną porażkę w drugim rzucie.
  • Na potrzeby sesji przyjmuję, że Rzuty postaci dosiadających miotły bez przewagi Latanie na miotle to -10 w przypadku zagrożenia życia/ -10 przy wymagającym locie (łącznie -20 jak jest wymagający lot i walka o życie).
  • Jeżeli ktoś ma wątpliwości czy deklarowana Akcja jest zgodna z poziomem Cechy postaci, proszę o pytania na PW. Efekt czarów może być zmniejszony/uproszczony w zależności od poziomu Cechy.
  • Jeżeli cokolwiek jest niezrozumiałe, proszę pytajcie, a ja będę uzupełniać ten post o wyklarowane informacje i przykłady.

[+]poradnik młodego skauta
1. Tarcza robiona Rozproszeniem nie osłania przed fizycznymi atakami i uniemożliwia rzucanie przez nią zaklęć w obie strony. Na potrzeby tej sesji przyjmuję, że Tarcza ma Moc równą Rozproszeniu rzucającego, krytyczny sukces przy rzucie podwaja tą wartość. 1 punkt Mocy to 1 tura trwania Tarczy lub rozproszenie 1 zaklęcia ofensywnego. Utrzymywanie/ dezaktywowanie/przemieszczanie tarczy nie wymaga ponownych rzutów lub zużywania Akcji, ale musi być zadeklarowane w poście, w przeciwnym razie o losie Tarczy decyduje MG (np Tarcza nie przemieszcza się automatycznie za postacią).
2. Zapora (żeby nie myliło się z Tarczą) robiona Kształtowaniem lub Transmutacją osłania przed fizycznymi atakami, ale (zwłaszcza transparentna) jest zdecydowanie słabszą opcją na zaklęcia. Na potrzeby tej sesji przyjmuję, że taka Zapora ma Moc równą Cechy rzucającego, krytyczny sukces przy rzucie podwaja tą wartość. Moc wskazuję na liczbę ataków, które jest stanie przyjąć, w przeciwieństwie do Tarczy Zapora nie znika sama z siebie, ale każde zaklęcie uderzające w nią liczy się podwójnie (zaklęcia Zauroczenia czy Nekromancji mogą ją swobodnie ominąć). Zaporę trzeba przesuwać udanym rzutem na Translokację lub ją przenosić (zajęta ręka).
Antek rzucił Tarczę i ma ona Moc IV. Obok Samuel rzucił Zaporę i ma ona Moc III. Obie blokady obrywają skutecznie zaklęciem. Tarcza Antka ma teraz Moc 3 i może się utrzymywać kolejne 3 tury, Zapora Sama ma Moc 1 i przy kolejnym Zaklęciu ofensywnym nie będzie wstanie osłonić Sama.
3. Zaklęć i Ataków można też próbować uniknąć (Aktywność Fizyczna) lub odbić je (Translokacja). Na potrzeby tej sesji będę traktować te próby, jako testy przeciwstawne (kto wyrzucił więcej wygrywa).
4. Na potrzeby tej sesji przyjmuję, że możecie przyjąć w siebie tyle ciosów/zaklęć ile wynosi Aktywność Fizyczna postaci +1. Potem padacie nieprzytomni.
5. Na potrzeby tej sesji przyjmuję, że próby opętania będziemy rozpatrywać przeciwstawnymi testami na Charyzmę powtarzanymi co turę. Gracz opętanej postaci otrzyma agendę do odgrywania i po każdym poście będzie miał szansę wykonać rzut odpierający intruza.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#43
01.06.2026, 00:44  ✶  
Zazwyczaj gdy wchodziło się do podejrzanych miejsc, do których nie powinno się wchodzić, konsekwencje były… Nijakie. W tym jednak przypadku eksploracja korytarzy powoli zmieniała się w wędrówkę, której może nie powinni podejmować w pełnym składzie. O siebie samą, czy Ceolsige się nie martwiła. Hestia w końcu była Brygadzistką, a Burke jedną z najodważniejszych, najlepiej ubranych i najbardziej ogarniętych czarownic, jakie poznała. Tylko, że byli tutaj jeszcze Hannibal i Peregrinus i chociaż oboje z nich nie byli przypadkowymi badaczami tajemnic, a całkiem kompetentynymi czarodziejami, to jednak nie chciała wystawiać ich na jakiekolwiek niebezpieczeństwo.
Może to właśnie dlatego niewiele myśląc postanowiła iść jako pierwsza gdy tunel znacząco się zwęził. Było to… Tak samo przerażające jak i intrygujące, zwłaszcza teraz gdy w akompaniamencie dziwnego nucenia szli do miejsca, które mogło nie być zbyt przychylne dla żywych.
– Mógłby ktoś wyczarować źródło światła? – spytała, samej uznając że skoro nie udało jej się rozświetlić miotły to może jednak powinna spróbować zrobić coś innego, niż napastował pożyczony z hotelu sprzęt. Dlatego też najlepierw spróbowała stworzyć tarczę, która osłoniłaby ją przed fizycznymi atakami, najlepiej taką na wzór rycerskich, a potem skupiła się na rozglądaniu, czy nigdzie nie widziała żadnych pułapek.

Kształtowanie III, próbuję wyczarować prostą tarczę do ochrony przed fizycznym zagrożeniem.
Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!


Percepcja III, rozglądam się za pułapkami
Rzut Z 1d100 - 83
Sukces!
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#44
02.06.2026, 14:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.06.2026, 15:03 przez Hannibal Selwyn.)  
Podziemia włoskiej szkoły magii i czarodziejstwa wbrew obawom Hannibala okazały się nie być katakumbami, ani nawet lochami. W miarę wędrówki Selwyn przestał nawet nasłuchiwać odgłosu zatrzaskującego się przejścia, na czym łapał się od czasu do czasu mimo własnoręcznie wyczarowanej strefy ciszy. Dzięki uważnym oczom Ceolsige, pradawne pułapki były raczej mijaną ciekawostką, niż realnym zagrożeniem i młodzieniec zaczął czuć się niemal jak na wycieczce. Zaglądał więc ciekawie do mijanych pomieszczeń, uważając, by nie odłączyć się od niewielkiej grupy i nie zboczyć z wskazanej przez starszą czarownicę ścieżki.

Duchy czy nie duchy, ta eksploracja ruin nie jest wcale taka straszna, pomyślał.

Już miał zapytać Hestię, jak udał się jej plener z Henrym, kiedy nad ich głowami rozległ się rumor.

Hannibal poczuł drżenie podłogi pod nogami. Jego mięśnie, wciąż jak się okazało czekające na okazję do paniki, odpowiedziały niemal bolesnym spięciem. Wypuścił gwałtownie powietrze z płuc i, ściskając mocniej kij bejsbolowy, rozejrzał się po ścianach i tonącym w półmroku suficie.
- Myślicie, że znowu coś wybuchło? - zapytał niepewnie.

Gdy korytarz stał się zbyt wąski, by podróżować obok siebie, a Hestia wysunęła się odważnie na czoło grupy, zacisnął tylko usta i ruszył za nią. Starał się trzymać blisko i w razie czego być gotów do reakcji na niebezpieczeństwo albo choćby podtrzymania dziewczyny, gdyby się potknęła. Tu nie wystarczyło już światło latarni Peregrinusa, Selwyn spróbował zatem  ukształtować własny lampion.

Kształtowanie - chcę wyczarować lampion
Rzut Z 1d100 - 38
Słaby sukces...

Być może udałoby mu się lepiej, gdyby nie wsunął różdżki w tę samą dłoń, co kij. Wyczarowany lampion dawał nikłe światło i unosił się nierówno, zawadzając co chwila o sufit lub ścianę. Autor zaklęcia skrzywił się z niezadowoleniem i spróbował ustabilizować swoje dzieło.

Kształtowanie - poprawiam lampion
Rzut Z 1d100 - 96
Sukces!

Światło rozbłysło mocniej, a lampion posłusznie zajął miejsce nad głową Hestii, oświetlając jej drogę. Hannibal mruknął "No!" i ruszył dalej.
Do jego nosa, przyzwyczajonego już do wszechobecnego zapachu kurzu, ziemi i soli, dotarł jakiś nowy zapach. Atmosfera podziemi - bardziej w tym momencie przypominających jaskinię, niż legitne szkolne lochy - generalnie daleka była od różanego ogrodu albo perfumerii, ale nowa woń, choć słaba, wyrożniała się nawet na jej tle.
- Czujecie to? - szepnął, węsząc dookoła i krzywiąc się z niesmakiem.
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#45
03.06.2026, 13:21  ✶  
Gdy schodzili w dół, Peregrinus mógł cieszyć się zaletami życia jasnowidza — przez to, że doświadczył wcześniej snu proroczego, przygotował się odpowiednio do zejścia pod ziemię, zabierając ze sobą lampion. Nie musiał więc niczego na tę chwilę wyczarowywać, aby cieszyć się widocznością.
Pierwszych kilka pokojów, jakie napotkali na swojej drodze, wprowadziło wróżbitę w ekstazę Merlina podekscytowanie. Zły stan tych pomieszczeń i przedmiotów nie przeszkodził mu wcale w oglądaniu wszystkiego z najwyższą uwagą. Była to dla pasjonata historii gratka i Peregrin próbował z tego zwiedzania wyciągnąć jak najwięcej. Początkowo starał się robić notatki, zapamiętywać szczegóły, a jednak żadnego pomieszczenia nie obejrzał tak wnikliwie, jak by sobie to wymarzył, ponieważ pochód nieustannie parł do przodu. Zeszli tu w celu odnalezienia czegoś… jakiegoś serca? Cóż, dla Trelawneya istotność tego serca nie do końca się jeszcze wyklarowała. Więcej zajmował go fakt, że oto otwarły się przed nim przestrzenie starej konstrukcji pełnej przedwiecznych ciekawostek mogących rzucić nowe światło na sposób, w jaki ogół badaczy rozumiał tamten okres magiczny. Niestety, dręczyła go nieco podczas tej eksploracji derealizacja, gdy wytężał głowę przebodźcowaną ilością nowych obrazów i teorii związanych z mijanymi przedmiotami.
Miejsce, które zajął w szeregu, gdy wchodzili w ciasny korytarz, ograniczało jego widzenie i przyczyniało się nieco do podbudowania poczucia niepokoju. Nie leżała mu dobrze ograniczona widoczność i to ściśnięcie między jednego człowieka a drugiego bez swobody przemieszczania się, lecz nie protestował, trafiwszy na tę pozycję. Atmosfera miejsca stawała się — lekko mówiąc — niepokojąca. Uderzenie gromu i śpiewy, do tego zapach rozkładu i fakt, że znajdowali się… głęboko pod ziemią. Peregrinus stracił rachubę tego, jak głęboko zeszli, lecz nie miał wątpliwości, że nad nim znajduje się wiele, wiele metrów ciężkich skał tworzących wzgórze.
Chciałby umieć odpowiedzieć na pytania zadawane przez Hannibala, lecz mógł jedynie słuchać i patrzeć, licząc na to, że dojrzy potencjalne zagrożenia na czas — czy raczej przed czasem.

// rzucam dwa razy na to samo combo: percepcja (IV) + przewaga Proroctwa, aby sprawdzić, czy Peregrinus przeczuje wcześniej, jeśli coś nadchodzi

Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 80
Sukces!


źródło?
objawiono mi to we śnie
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#46
03.06.2026, 15:01  ✶  
Eksploracja dawno zapomnianych korytarzy przyniosła Ceolsige dobrze znaną satysfakcję, o której specyficzny smak bywało ostatnio ciężej. Kątem oka zarejestrowała też starania Peregrinusa, który z niemal akademickim zacięciem próbował skatalogować ich trasę. Pozwoliło jej to całkowicie skupić się na bezpieczeństwie przejścia.
Gdy jednak ściany zaczęły się drastycznie zwężać, a z głębin dobiegł ich nienaturalny, głęboki grom, atmosfera tylko się wyostrzyła. Ceolsige zsiadła z miotły płynnym, choć nieco ostrożnym ruchem. Oparła drzewce o ramię, pozwalając, by ciężar miotły spoczął na jej barku, podczas gdy lewa dłoń asekurowała ją jedynie delikatnym, luźnym chwytem. Prawą, w pełni sprawną rękę wolała mieć wolną.
Widząc determinację Hestii i czujność Hannibala, bez słowa sprzeciwu ustąpiła pola młodszym towarzyszom. Ustawiła się na samym końcu pochodu, tuż za Peregrinusem, do którego uśmiechnęła się uspokajająco. W jej pozie widoczna była duża doza swobody, przystająca do kogoś nawykłego do takich sytuacji.
Kiedy chłodne ściany zaczęły zwężać się coraz bardziej do ciasnego przejścia, a Hannibal wyraził swoje wątpliwości, Ceolsige lekko cofnęła głowę. Długim wdechem zaciągnęła powietrze przez nos. Następnie delikatnie wysunęła koniuszek języka na ułamek chwili. Jakby chciała poczuć smak powietrza, którym oddychała.
— Czuję — odpowiedziała szeptem na rzucone w przód pytanie Hannibala. Jej głos, choć cichy, był niepokojąco wyraźny w tej głuchej przestrzeni. — I obawiam się, że to nie jest zwykły zapach starej piwnicy. Przywodzi na myśl starą rzeźnię, którą ktoś urządził na dnie oceanu. Zapach rozkładu wrakowiska skąpany w solance. Osobliwe, niezwykle drastyczne połączenie.
Nucenie, które dotarło do ich uszu chwilę później, sprawiło, że jej błękitne oczy zwęziły się w dwie bystre szczeliny.
— Miałam nadzieję, że znajdziemy tu jedynie wskazówki dotyczące Donny Anny… — ciągnęła dalej, a jej melodyjny szept płynął tuż nad ramieniem Trelawneya. —  Ta pieśń sugeruje jednak, że nasza zaginiona może być tuż przed nami. Pozostaje mieć nadzieję, że jej umysł wciąż należy do niej. Opętanie to stan szalenie utrudniający rzeczową konwersację.
Podążając powoli naprzód, Ceolsige wsunęła różdżkę głęboko do kieszeni spódnicy, nie chcąc marnować energii na niepotrzebne gesty. Zamiast tego, swoją prawą, sprawną dłonią zaczęła delikatnie gładzić wilgotną, śliską ścianę korytarza. Jej smukłe palce badały fakturę kamienia, szukając jakichwiek ukrytych run, szczelin, mechanicznych łączeń czy anomalii w strukturze skały. Pozostawiła między sobą a Peregrinusem dystans około dwóch kroków. Tak, by mógł uskoczyć do tyłu, nie wpadając na nią.
Jednocześnie, jako strażnik tyłów, co kilka kroków wykonywała powolny ruch głową, zerkając za siebie, w pochłaniający ich ślady mrok. Jej czujne spojrzenie co rusz badało ciemność za plecami grupy, gotowe wychwycić najmniejszy ruch, cień lub eteryczny byt, który spróbowałby nadejść z kierunku, z którego przybyli.

Rzucam na Wiedzę o Świecie ◉◉◉◉○: starając się wykryć w ścianach runy, szczeliny, strukturę, która mogłaby nas naprowadzić na tożsamość tego miejsca.
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II, Starożytne runy I

Rzut PO 1d100 - 24
Akcja nieudana


Rzucam na Percepcję ◉◉○○○: oglądam się, czy coś nie czai się na nas od tyłu, ewentualnie czy ktoś przede mną nie zaczyna się dziwnie zachowywać/być nawiedzanym.
Rzut N 1d100 - 74
Sukces!
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#47
03.06.2026, 23:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2026, 09:11 przez Dearg Dur.)  

Peregrinus



Kroki, miarowe, jednostajne, monotonne. W szeregu. Na stracenie. Straciłeś rachubę. Zyskałeś puls. Wspólny puls. Twoje oczy zaszły bielmem…
[+]Wizja Peregrinusa
…co nie przeszkadzało Ci iść. Szedłeś więc dalej w mroku przed siebie, szedłeś przez bezgwiezdną nocą, pomiędzy wykrzywionymi śmiercią drzewami. W końcu zdałeś sobie sprawę z kierunku Twojej wyprawy, zdałeś sobie sprawę w jaką czerń patrzysz. Twoje serce zmartwiałe strachem wpatrywało się bowiem w rozciągającą się bezkresem na horyzoncie czarną taflę morza, zjednoczonego z martwym niebem. Ruch przyszedł nieoczekiwanie. Na środku wizji, stały po pas trzymające się za ręce cztery kobiety. Nie widziałeś ich twarzy, ale wiedziałeś, że były siostrami. Trzy z nich nuciły pieść, czwartej ramiona drgały bezgłośnym szlochem. Z początku ich głosy różniły się od siebie, lecz z każdą chwilą, z każdym Twoim krokiem, coraz bardziej zlewały się w jeden dźwięk, aż nie potrafiłeś już rozpoznać, która z nich śpiewa, a która błaga. Może wszystkie śpiewały. Może wszystkie błagały. Zdałeś sobie sprawę, będąc coraz bliżej i bliżej, że morze odpowiadało im tym samym rytmem. Każda fala przychodziła wtedy, gdy otwierały usta. Każda fala cofała się wtedy, gdy milkły.

Dotknąłeś bosą stopą zimnego piasku, w bolesnej pewności, że nie zatrzymasz się na linii brzegowej.

Coś jednak zakłóciło ton.

Jedna fala załamała się wbrew pozostałym, uderzając w biodro najbliższej ze śpiewających. Druga rozbiła się o nią wprowadzając kolejny dysonans. Powierzchnia morza traciła coraz bardziej swój rytm, aż w końcu trudno było nazwać go wspólnym. Wtedy płacząca wyrzuciła ręce ku górze z desperackim, bolesnym, błagalnym okrzykiem, a trzy pozostałe pochłonęła toń.

Nim Twoja stopa dotknęła wody…
…wpadłeś na osobę stojącą przed Tobą. Nikt nie krzyczał. Nikt nie umilkł. Śpiew wizji wgryzał się wciąż w uszy. Był rzeczywisty.

Najprawdopodobniej.

wszyscy


To, co ukazało się wewnątrz portyku wieńczącego ten ciasny korytarz, nie przypominało ani komnaty, ani naturalnej pieczary. Było czymś pomiędzy – miejscem, które przez stulecia zatraciło własny kształt pod wpływem wilgoci, magii i obecności czegoś, co nigdy nie powinno tam się znaleźć.

Sklepienie ginęło wysoko w mroku, niemożliwe do sięgnięcia przez nikłe światełko nieregularnie porozkładanych po nierównym stalagmitami podłożu magicznych kryształków.  Z porowatych ścian znajdujących się nieproporcjonalnie blisko zwisały długie nacieki, połyskujące niezdrowym poblaskiem kryształków, stanowiących obok lampionów jedyne źródło światła. Lśniące kałuże otaczały kamienny cypel pośrodku groty, niczym potłuczone czarne zwierciadła. To właśnie tam, na szczycie zrujnowanego ołtarza, spoczywało ledwie dziesięć metrów przed grupą, górujące w przestrzeni monstrum.

Na pierwszy rzut oka umysł odmawiał przyjęcia jego kształtu.

Dopiero po chwili wzrok zaczynał wyławiać poszczególne elementy tej bluźnierczej anatomii.

Cztery kobiety.

A raczej cztery ciała, które kiedyś należały do kobiet.

Zrośnięte od pasa i kręgosłupów w jeden olbrzymi, guzowaty korpus, przypominający narośl wyrastającą z kamienia niczym rak toczący samo wnętrze wzgórza. Skóra przechodziła w łuski, łuski w błony, błony w narośla przypominające koralowce lub guzy nowotworowe. W miejscach, gdzie anatomia powinna się kończyć, wyrastały nowe kończyny, szczątkowe żebra, ślepe oczy i bezkształtne wypustki drgające wspólnym rytmem.

Z pach jednej z kobiet wyrastały długie, segmentowane macki, których końce opadały niczym plugawe girlandy na ołtarzu zepsucia. Z bioder drugiej zwisały zdeformowane rybie ogony, częściowo pozbawione mięsa, odsłaniające żółknące kręgi i fragmenty kości. Trzecia wydawała się niemal całkowicie pochłonięta przez wspólną masę – widoczne pozostawały jedynie ramiona i twarz wykrzywiona w nieustającym grymasie furii i głodu.

Najgorsza była czwarta.

Najmłodsza, czy może po prostu najmniej przegniła czasem odkształcającym jej materię.

Jej twarz zachowała jeszcze ślady człowieczeństwa. Nie była martwa ani żywa w sposób, jaki mogliby zrozumieć magowie. Wyglądała tak, jakby chwila przemiany zatrzymała się na zawsze w jej rysach. Oczy pozostawały szeroko otwarte, usta rozchylone w niemym krzyku, a napięte mięśnie twarzy zdradzały nie gniew, lecz czysty, pierwotny strach. W przeciwieństwie do pozostałych nie sprawiała wrażenia istoty, która pogodziła się z własnym losem. Wyglądała raczej tak, jakby każdego dnia budziła się na nowo w tym samym koszmarze, jeśli w ogóle sen przychodził do niej ze swym błogosławieństwem.

Z głębi wspólnego ciała dochodził ten odgłos, ta melodia, wspólny unison, którego echo słyszeli w wąskim korytarzu.

Ołtarz i monstrum oplatał ciężki łańcuch grubości ludzkiego przedramienia. Żelazo pokrywały warstwy rdzy, osadów i starych run, które migotały czasem bladym światłem pod powierzchnią metalu. Łańcuch wbijał się głęboko w kamień i znikał gdzieś w mroku, jakby cała konstrukcja była zakotwiczona w samym sercu wynaturzonego ołtarza.

Przez chwilę nic się nie poruszało.

Tylko krople wody spadały ze sklepienia.

Wtedy gdzieś przy jednym z kamiennych filarów coś zaszeleściło.

Małe stworzenie wyłoniło się z rozpadliny tak cicho, że łatwo było je przeoczyć. Wielkością przypominało kreta, choć jego ciało wydawało się zbyt wydłużone, a przednie łapy dziwnie podobne do ludzkich dłoni. Blade palce zakończone pazurkami poruszały się z niepokojącą zręcznością.

Stworzenie wspięło się na kamienny blok.

Blask kryształków odbił się w jego białych ślepiach, gdy przekrzywił głowę.

A potem gryzoń sięgnął do skobla łączącego łańcuch z kamieniem.

Tura trwa do 6.06

Wszystkie akcje proszę opisywać w trybie niedokonanym, jeśli jakaś decyzja będzie zależeć od sukcesu akcji poprzednika, proszę o kontakt przez pw, przypadki będę rozpatrywać indywidualnie.
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#48
05.06.2026, 20:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.06.2026, 20:26 przez Hestia Bletchley.)  
Spodziewała się ducha. Ducha, albo jakiegoś problematycznego czarnoksiężnika i jego ukochanej, a nie… Tego.
Miała wrażenie, że coś pulsuje w jej głowie. Oczy przestały widzieć cokolwiek innego poza zagrożeniem, a samo ciało Brygadzistki gwałtownie zmieniało kolor jej oczu i włosu, jakby chciało krzyczeć, że to absolutnie nie był poziom emocji, z którym mogło sobie poradzić.
Nie, nie, nie.
To nie…
Możliwe. To musiała być jakaś iluzja. Sztuczka. Cokolwiek, co zaprzeczyłoby prawdziwości tego co właśnie widziała.
A jednak… Jednak właśnie patrzyła na cztery kobiety, które spotkał los gorszy od wszystkiego o czym wczesniej słyszała i nie ważne ile razy by temu nie zaprzeczała, monstrum nie przestawało być mniej prawdziwe. I jeszcze ten gryzoń.
Wiedziona odruchem wyciągnęła przed siebie różdzkę i wzięła głęboki oddech. Płytki paznokci zabarwiły się jej całe na czarno, ale niemalże tego nie zauważyła. Nie miała pojęcia, czy stworzenie było niewinne, chociaż w to wątpiła, czy kolejną czarnomagiczną kreacją i prawdę mówiąc bardzo mało ją to obchodziło. Byle tylko nie uwolniło tej… Istoty.
Wbrew instynktowi przetrwania Hestia zrobiła kilka kroków do przodu. Nie na tyle aby być blisko monstrum, ale aby zrobić miejsce innym i wycelowała różdzkę w gryzonia. W pierwszym odruchu Hestia spróbowała odrzucić stworzenie za pomocą magii jak najdalej od skobla za pomocą transmutacji, a następnie, nie ważne czy odrzucenie zadziałało czy nie, unieść je do góry, tak aby zawisło w powietrzu i aby mogli mu się lepiej przyjrzeć.

Rzut na translokację (III), odrzucenie stworzenia od skobla
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!


Rzut na translokację III, uniesienie stworzenia w powietrze.
Rzut Z 1d100 - 40
Słaby sukces...
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#49
05.06.2026, 23:23  ✶  
Hannibal wyłonił się z korytarza tuż za Hestią. Dźwięk, jaki wydał z siebie na widok potwornej ludzko-rybiej hybrydy nie przypominał niczego, co kiedykolwiek opuściło jego usta - i to samo w sobie było już nie lada wyczynem.
- Co to, kurwa, jest?! - wyszeptał ze zgrozą, niemal upuszczając kij i różdżkę. Przyklejony plecami do ściany tuż przy wejściu do tunelu, niezdolny do cofnięcia się albo postąpienia naprzód, wpatrywał się w monstrum z przerażeniem.
- Ona… czy… ona… - wybełkotał, kiedy jego oczy spoczęły na twarzy, która wydawała się najświeższym dodatkiem do obrzydliwego zestawu.
Czy ona… żyje?…

Ogony i kończyny, ramiona i włosy, i macki. Oczy, tak wiele oczu. Ten gniew, ten głód, ten roztapiający jakiekolwiek składne myśli strach…
Czuł się brudny od samego patrzenia, a jednak chłonął widok przed sobą tak samo, jak chłonie się katastrofę kolejową. Świadomość, że to kiedyś byli ludzie, kobiety, może całkiem niedawno miała posmak szaleństwa.

I ten śpiew. Bogowie.

Zbyt łagodny na to miejsce, zbyt harmonijny, jak na ciało, z którego się wydobywał.
Przynajmniej śpiewa ładnie, wypluł wreszcie szwankujący umysł Selwyna.
Myśl wydawała się jego własna i być może to było nawet gorsze, niż gdyby oznaczała początki opętania.

Ruch w okolicach skobla umknąłby jego uwadze, gdyby nie szybka reakcja Hestii. Hannibal niemal podskoczył, kiedy zaklęcie czarownicy poleciało w stronę stworzenia. Wyrwany ze stuporu, oderwał oczy od wykrzywionej w agonii, najmłodszej kobiety i najpierw podążył spojrzeniem za ruchem zwierzęcia - do skobla i wzdłuż łańcucha do (Merlinie, miej litość) abominacji na ołtarzu, starannie omijając tym razem ludzkie twarze, a potem  obejrzał się na dwójkę starszych czarodziejów.
- Co-co-co teraz? Coś trzeba zrobić, ratować ją? Je?… uhh… to?…  - wyjąkał, choć instynkt wołał wniebogłosy, by odwrócić się, ruszyć z powrotem korytarzem na powierzchnię i udawać, że ostatnie minuty nigdy się nie wydarzyły.

Percepcja - czy skojarzę którąś z kobiet jako donnę Annę (może w folderze reklamowym widziałem)?
Rzut N 1d100 - 81
Sukces!

Percepcja - przyglądam się łańcuchom - czy przytrzymują monstrum? Czy stwór może zleźć z ołtarza? Czy skobel i łańcuch wytrzymają?
Rzut N 1d100 - 43
Słaby sukces...
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#50
06.06.2026, 22:59  ✶  
Uśmiech Ceolsige rzeczywiście przyniósł efekt i pełna spokoju aura czarownicy udzieliła się po części Peregrinusowi. Do czasu.
Bo choć nic po jasnowidzu widać z zewnątrz nie było, powoli zanurzał się w innym świecie. Woda zawsze budziła w nim niepokój — już widok tafli czarnego morza wystarczyłby, aby go wytrącić z równowagi, lecz wizja, której doświadczył, niosła w samym swoim rdzeniu przytłaczający lęk. Patrzył jak urzeczony na śpiewające siostry, wokół których tańczyły wody. Nie chciał iść w ich stronę. Pragnął zatrzymać się. Odwrócić, zanim umoczy stopy w morzu. Odbiec stamtąd. Lecz nieubłaganie ściągała go ich obecność…
Potknął się o piętę Hannibala i wybąkał w roztargnieniu przeprosiny, wracając do rzeczywistości. Wiedziony tym samym roztargnieniem podążył dalej po krokach Selwyna do groty. I stanął oniemiały pod ścianą obok chłopaka.
Stracił dech. Odwrócił wzrok, wbił go w podłogę. Wziął serię szybkich, płytkich wdechów, zamrugał kilka razy prędko, aby rozpędzić resztki widzenia. Gdy podniósł wzrok, monstrum wciąż tam było.
Czy to mogło być naprawdę? Czy to nie wciąż dręczyły go lęki płynące z wizji?
Od tej potworności zakręciło mu się w głowie, która nie chciała przyjąć za prawdę obrazu przed oczyma. Trudno było sobie wyobrazić, jak niewypowiedzianie nikczemna musiała być magia potrzebna do zgotowania drugim istotom tak okrutnego losu.
Oczy Trelawneya rozszerzyły się w przerażeniu, gdy ujrzał kreta zmierzającego do skobla ze złudnie złośliwą premedytacją. Dzięki bogom, w których nie miał wiary, że Hestia zareagowała z odpowiednim refleksem. Czarodziej nie zamierzał ryzykować zakłócania jej zaklęć własną magią.
— Uwaga! Zwierzęta mogą być opętane — rzucił tylko, przypominając, czego dowiedzieli się od Heleny.
Jeśli jego oczy mogły być jeszcze szersze, to takie właśnie były, gdy zwrócił je na Hannibala.
— To szaleństwo! — Opanowany i cichy dotychczas badacz uniósł się teraz w nerwowym niedowierzaniu. — Uratować?! Jak? Musimy się cofnąć i jak najprędzej wracać na powierzchnię.
Peregrinus nie krył nawet tego, jak szokujące było dla niego ich znalezisko. Był to pierwszy raz, gdy na oczach tych ludzi wyrwały się z mężczyzny tak gwałtowne emocje. Dotychczas wędrował obok nich, lecz jakby szedł sam. Zdystansowany, rzeczowy, traktował ich z uprzejmością, ale nie szukał z nimi zbytnio porozumienia, trzymając się z boku. Teraz nerwowo patrzył po swoich towarzyszach, oczekując, że i oni podejmą racjonalną decyzję: wezmą nogi za pas. Nieważne, jak smętne i ludzkie było oblicze czwartej z sióstr i jak mocno wwierciły się w jego umysł jej lamenty.
Mimo obrzydliwości, szkarada przyciągała wzrok. Zdecydowanie przyciągała, jako że sytuacja ze wstrętnym gryzoniem mogła się powtórzyć. Peregrinus oceniał łańcuch i runy na nim wybite (o ile mógł je spod ściany dojrzeć), aby sprawdzić, czy rzucą mu się w oczy wzory, które upewnią ich o tym, że zaklęcia są mocne. Równie podejrzliwie łypał na krecika.

// Chciałabym sprawdzić, czy coś powiedzą Peregrinusowi te stare runy. Korzystam z przewag Starożytne runy + Pieczętowanie. Tu percepcja (IV), żeby je zauważyć:
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana

// Tu percepcja (IV) na obczajenie, czy przypadkiem krecik nie jest podejrzany:
Rzut PO 1d100 - 67
Sukces!


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (5352), Dearg Dur (7128), Hannibal Selwyn (6393), Helena Rowle (1863), Hestia Bletchley (2427), Peregrinus Trelawney (5730)


Strony (8): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa