12.05.2026, 21:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2026, 18:42 przez Icarus Prewett.)
— Dla abraksanów. Wszystko za ich zgodą. Potem dzieliliśmy się z nimi zyskami — obronił się. Akurat oszustwa na wyścigach dokonywane były wraz z Prewettowskimi rumakami. Ba! Często to one wyrażały chęć wzięcia dopingu, by "wreszcie poczuć wiatr w grzywie". A i kasę z wygranej lubiły one wydawać na luksusową paszę i złocone podkowy.
Jednak późniejsze spojrzenie Mony złamało mu serce. Ten strach w jej oczach. Te nerwy. Drżenie w głosie i na ciele. Na bogów, Icarus pamiętał, gdy ostatnio doprowadził ją do takiego stanu. Było to dziesięć lat temu, gdy jako głupi nastolatek popełnił największy błąd swego życia. Teraz też następowało rozliczenie. Trzeba było wyznać swoje przewinienia. Przyznać się do błędów.
Wziął głęboki oddech. Zamknął na chwilę oczy.
— Skłamałbym, gdybym ci powiedział, że zostałem do tego przymuszony. Tak bardzo chciałem pokazać, że należę do rodziny. Że nie jestem jedynie żałosnym bękartem, odludkiem. Chciałem pokazać ojcu, że jestem Prewettem — rzekł, pokonując barierę własnego wstydu. — Wiem, że mafia nie czyni dobra w świecie. Wiem, że ci ludzie żerują na cierpieniu innych, na ich nałogach. Ale wtedy... wtedy to była rodzina. Rodzina, bez której byłbym nikim.
A teraz? Czy wciąż był tym samym Prewettem, co wtedy? Czy był w stanie wyrzec się tych, którzy go ukształtowali? Co wtedy z niego pozostawało? Oszustwo, że może być dobrym człowiekiem?
Następne słowa przelały czarę goryczy. Złapały Icarusa za gardło, ścisnęły je w brutalnym chwycie. Łzy zamgliły mu wzrok.
Tak strasznie zachciało mu się napić.
— Czyli... czyli uważasz, że chciałem cię jakoś... — nie dokończył. — Może znowu się bałem? Że odejdziesz? Że mnie znienawidzisz? Może jestem po prostu zwykłym tchórzem, który nie zasługuje na... na nic. Wszystkie decyzje podejmuję pod wpływem strachu.
Czy wciąż chciał być tą parodią człowieka?Tym nędznym, chodzącym wrakiem, który bał się, że tatuś krzywo na niego spojrzy? Że ktoś nazwie go bękartem? Że ktoś powie „Nie należysz już do rodziny”? Czy przed nim właśnie nie stała osoba najważniejsza w jego świecie?
Podszedł do niej, chwycił jej dłoń. A potem kolana się pod nim ugięły. Upadł przed nią na podłogę, dotknął czołem jej ręki. Jego piersią wstrząsnął spazm płaczu.
– Rzucę to w cholerę, tak jak rzuciłem picie. Nic już dla nich nie zrobię. Przysięgam ci – Łzy spływały po jego twarzy, głos łamał się przy każdym słowie.
Jednak późniejsze spojrzenie Mony złamało mu serce. Ten strach w jej oczach. Te nerwy. Drżenie w głosie i na ciele. Na bogów, Icarus pamiętał, gdy ostatnio doprowadził ją do takiego stanu. Było to dziesięć lat temu, gdy jako głupi nastolatek popełnił największy błąd swego życia. Teraz też następowało rozliczenie. Trzeba było wyznać swoje przewinienia. Przyznać się do błędów.
Wziął głęboki oddech. Zamknął na chwilę oczy.
— Skłamałbym, gdybym ci powiedział, że zostałem do tego przymuszony. Tak bardzo chciałem pokazać, że należę do rodziny. Że nie jestem jedynie żałosnym bękartem, odludkiem. Chciałem pokazać ojcu, że jestem Prewettem — rzekł, pokonując barierę własnego wstydu. — Wiem, że mafia nie czyni dobra w świecie. Wiem, że ci ludzie żerują na cierpieniu innych, na ich nałogach. Ale wtedy... wtedy to była rodzina. Rodzina, bez której byłbym nikim.
A teraz? Czy wciąż był tym samym Prewettem, co wtedy? Czy był w stanie wyrzec się tych, którzy go ukształtowali? Co wtedy z niego pozostawało? Oszustwo, że może być dobrym człowiekiem?
Następne słowa przelały czarę goryczy. Złapały Icarusa za gardło, ścisnęły je w brutalnym chwycie. Łzy zamgliły mu wzrok.
Tak strasznie zachciało mu się napić.
— Czyli... czyli uważasz, że chciałem cię jakoś... — nie dokończył. — Może znowu się bałem? Że odejdziesz? Że mnie znienawidzisz? Może jestem po prostu zwykłym tchórzem, który nie zasługuje na... na nic. Wszystkie decyzje podejmuję pod wpływem strachu.
Czy wciąż chciał być tą parodią człowieka?Tym nędznym, chodzącym wrakiem, który bał się, że tatuś krzywo na niego spojrzy? Że ktoś nazwie go bękartem? Że ktoś powie „Nie należysz już do rodziny”? Czy przed nim właśnie nie stała osoba najważniejsza w jego świecie?
Podszedł do niej, chwycił jej dłoń. A potem kolana się pod nim ugięły. Upadł przed nią na podłogę, dotknął czołem jej ręki. Jego piersią wstrząsnął spazm płaczu.
– Rzucę to w cholerę, tak jak rzuciłem picie. Nic już dla nich nie zrobię. Przysięgam ci – Łzy spływały po jego twarzy, głos łamał się przy każdym słowie.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.