• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [04.10.1972] Bierz każdy cegłę i kładź na szyny: wykolejenie będzie maszyny.

[04.10.1972] Bierz każdy cegłę i kładź na szyny: wykolejenie będzie maszyny.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#1
11.05.2026, 06:54  ✶  

Helloise & Leviathan

Miesiąc miłości


[Obrazek: 7187b368db0181ce48a8c6f70785448a.jpg]  [Obrazek: 6c255c9c14f632d46c6e24f3c5c8175e.jpg]  [Obrazek: feb6298cd4cf885f89a97cacce6c471a.jpg]

Dlaczego w ogóle znaleźli się w tym pociągu? To akurat była bardzo ciekawa i równie skomplikowana kwestia, której Leviathanowi wcale nie chciało się roztrząsać. Zdążyli już ten temat omówić wzdłuż i wszerz, a wszystko na pewno polepszał nieco fakt, że był to pociąg dla czarodziejów. Co prawda, jeśli kogoś to chociaż odrobinę interesowało, to podobno te magiczne cuda techniki zostały swego czasu ukradzione mugolom, ale teraz funkcjonowały na własnych zasadach i przedzierały się przez sobie znane stacje Carrowów.

Dzień? Piękny. Podróż? Nużąca. Ramię Helloise? Mięciutkie.

Leviathan nawet nie zorientował się kiedy, a rytmiczne kołatanie pociągu sprawiło, że zrobił się senny. Powieki same zaczęły opadać, ciało rozluźniło się, aż wreszcie przyszedł lekki sen. Oparł wtedy głowę o oparcie fotela, tylko tak na pięć minut zamykając oczy, ale oddech wyrównał się, sen okazał wcale nie taki lekki, a głowa powoli, acz systematycznie opadła na bok, wreszcie osadzając się na ramieniu Helloise, która siedziała obok niego.

Śnił mu się, o zgrozo, pociąg. Zamknięci byli w przedziale z całą zgrają mugoli, bo jakimś pokrętnym sposobem okazało się, że niemagiczna maszyneria znalazła się na stacji Carrowów, a oni do niej wsiedli. Siedzieli więc, zmuszeni słuchać o kolekcji gumowych kaczuszek, którą przewoził razem ze sobą mężczyzna, usadzony akurat na przeciwko nich w przedziale i nie ważne jak bardzo się wykręcali, on nie przestawał. Nie mogli wstać, nie mogli wyciągnąć różdżek, nie mogli go spacyfikować - mogli tylko słuchać.

szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#2
11.05.2026, 23:45  ✶  
Należy dziękować bogom, że Helloise nie urodziła się snowidzącą, wgląd bowiem w koszmary Leviathana by ją przyprawił o lęki co do jego kondycji umysłowej.
Pociąg poruszał się rytmem nużącym, a krajobraz za oknem nie zmieniał wiele, lecz czarownica nie potrafiła na tyle rozluźnić się, by zasnąć. Nie potrafiła, nie chciała. Pozostawała w niecodziennym środowisku czujna jak nieufny dziki zwierz. Sprawiała wrażenie cichej i spokojnej, na pozór śledziła te przemijające za szybami wagonu drzewa i pola, lecz jej właściwa uwaga skupiona była na odbijającym się w szybie Leviathanie, sobie samej oraz wszelkim ruchu dziejącym się za drzwiami ich przedziału. Gdy mężczyzna zamknął oczy, jedynie wzmogła się w Helloise ta czujność.
Wtem głowa Rowle’a opadła miękko na jej ramię. Jesienny płaszczyk i szal pachnące wiedźmową chatką umościły mu wygodne posłanie, a Helloise ani przez chwilę nie planowała go odepchnąć. Niech odpoczywa, niech śpi, myślała troskliwie. Wiedziała, że czasem przychodzi mu to z trudnością, skoro brał od niej eliksiry na bezsenność. Nie były to może wymarzone warunki, w jakich życzyłaby mu drzemki, lecz skoro ta już się wydarzyła...
Przytuliła na chwilę policzek do czarnych kędziorów, oddychając rytmem zrównanym ze śpiącym. Rzadki był to moment zobaczyć Leviathana niemal bezbronnego. Na co dzień prawie nigdy nie gasła w nim ta specyficzna maniera, jakby nieustannie przyczajony wyczekiwał ofiary czy ataku.
Czarownica trwała chwilę przy Levim zupełnie nieruchomo, po czym — nie zmieniając pozycji ramienia — otworzyła książkę, którą do tej pory trzymała na kolanach. Był to atlas astrobotaniczny, pełen rycin ziół i astronomicznych tabel nawigujących po zbiorach magicznego ziela. Helloise przerzuciła wolną ręką kilka zaznaczonych w nim stron, po czym ze swojej torby wyjęła mniejszą papierową torbę pełną zerwanych tego ranka kwiatów oraz ziół. Umieściła ją stabilnie między siedzeniami i wyciągała po jednym okazie. Odszukiwała to i owo w tabelach, obserwacje i wnioski oznaczała w notesie. Przestrzeni roboczej nie było wiele — szybko zrobiło się na kolanach czarownicy tłoczno.
Helloise powróciła spojrzeniem do śpiącego i niżej: na kieszenie jego szaty. Wzięła sprawnie między palce jedno po drugim przejrzane już przez siebie kwiaty i zioła, wsunęła je ostrożnie do kieszeni Leviathana, która to kieszeń wraz z postępami jej pracy obrosła zielenią niby łąka.

// poprzedni prompt to tak w teorii tak jakby już zrobiliśmy, co dalej??
!BINGO C5


dotknij trawy
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
11.05.2026, 23:45  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: C5
wariant: 1
typ: prompt

Bezsenność.

Jedno z was śpi spokojnie, a drugie leży obok, wpatrując się w znajomy profil twarzy w półmroku. Śledzi rytm oddechu, linię ust. Wydaje mu się, że zna to ciało na pamięć: nauczył się go tak, jak zdobywa się wiedzę o świecie lub magii. Bezsenność staje się czasem na obserwację.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#4
25.05.2026, 06:09  ✶  

Odpoczywał. Spał. Dokładnie tak jak zażyczyła sobie tego Helloise, na moment przywierając policzkiem do jego włosów. Jej płaszcz robił za idealną niemal poduszkę, zapewniając miękkość, ale i też jakiś spokój niesiony ze znajomym zapachem jej chatki. Całe jednak szczęście, ten cały sen o pociągach wreszcie doszedł do końca, wraz ze stacją która była ich ostatnią. Parowy potwór wypluł ich na Walijskich terenach, pozostawiając samym sobie i pozwalając nabrać w płuca świeżego powietrza. Oh, jakaż to była ulga, zamiast cisnąć się w ciasnym przedziale i czekać aż nużące stukotanie o tory przeminie.

Jego dom przywitał ich ciszą i spokojem. Nawet jeśli był to dworek, teraz niewiele się tu działo, a większość pomieszczeń stała zwyczajnie nieużywana, tym bardziej że Levi dużo czasu spędzał i tak w rodzinnej posiadłości. Zapach drewna był jednak jak zawsze intensywny, jakby duchy drzew które wycięto do jego zbudowania, nieustannie przypominały o swojej obecności. Rowle lubił atmosferę, jaką dookoła siebie budowały; jakby człowiek nigdy do końca nie opuścił lasu, który wciąż szumiał za oknem.

- Chciałabyś może zobaczyć, jak miewa się twój skrzydlaty podopieczny? Może nie urósł dużo, ale zawsze coś.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#5
25.05.2026, 16:55  ✶  
Dworek nie był Helloise miejscem obcym. Najwięcej kojarzyła go z dzieciństwa, gdy od czasu do czasu przybywała tu z rodziną. Pamiętała dwór z tamtych wizyt jako miejsce pełne życia i ludzkich głosów, czasem wręcz tłoczne, jeśli zjechało się krewniaków nieco zbyt wielu.
Gdy tamtego jesiennego wieczora stanęli z Leviathanem w jego progach tylko we dwoje, wydał się dziwnie pusty w kontraście do dziecięcych wspomnień. Mimo to był dobrym miejscem. Zapach drewna i obecność dzikiej przyrody za oknami działały kojąco. Rzędy nieużywanych pokojów sprawiały, że duch domu wydawał się wyjątkowo stary i uśpiony. W tak wielkich pustych przestrzeniach samotność łatwo się potęgowała. W swojej ciasnej, zagraconej chacie Helloise odczuwała ją mniej dotkliwie, niż wkraczając do domu Leviathana.
— Oczywiście. — Skinęła głową, przystając na propozycję. — Nie wykluło się z jaj nic, co miałoby dla siebie miejsce w naszej przyrodzie, prawda? Będę musiała go zabrać, żeby miał dobre życie — powiedziała gorzko.
Nie był to bynajmniej wyraz niezadowolenia z faktu, że oto przyjmie pod swój dach nowe zwierzę: chętnie opiekowała się istotami, jeśli tylko była w stanie to robić. Drażnił ją jednak wciąż temat tego, jak nieodpowiedzialnie ktoś musiał pogrywać sobie z życiem tych ptaków.
Kobieta wyprzedziła nieco Leviathana, aby idąc przed nim, w sennym zamyśleniu rozglądać się po wykończonym drewnem domu.
— Czy ktoś tu z tobą kiedyś żył? — zapytała, przystanąwszy na chwilę, żeby zdjąć płaszcz. Spojrzała na mężczyznę pytająco, wyplątując w międzyczasie szal spomiędzy paska torby i swoich jasnych loków. — Nie mam na myśli tych wszystkich odwiedzin i wakacyjnych wizyt. Czy tu żyłeś z kimś, kto by ci tak po prostu towarzyszył w codzienności?


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#6
29.05.2026, 02:55  ✶  

Spokój i bezruch, jakie panowały we wnętrzu dworku, nigdy chyba faktycznie nie przeszkadzały Leviathanowi. Wydawały się zwyczajnie znajome i … właściwe. Nie nazwałby tego co czuł samotnością, bardziej jakąś ulgą i momentem, kiedy wreszcie można było nabrać głębokiego wdechu w płuca.

- Tak. Ptaki, które w nich były, nie pochodzą stąd. Najlepiej więc będzie jeśli zostaną pod czyjąś opieką - on już zadecydował, że miał zamiar zostawić sobie jeden okaz. Pisklęta rosły jak na drożdżach, z dnia na dzień stając się coraz silniejsze i zyskując kolejne piórka, pokrywające nagie i jakby nieco przerysowane ciała.

- Nie, czemu? - po co, kryło się gdzieś za tym, kiedy na moment zatrzymał się w odpowiedzi na jej pytanie, jakby wytrąciło go z rytmu. Nigdy nie narzekał na brak towarzystwa w tym miejscu, szczególnie że rodowa posiadłość tętniła życiem. Tam miał rezerwat, wszystkie związane z nim obowiązki, a przede wszystkim i towarzystwo ludzi, którego mogłoby mu tutaj brakować. Kiedyś, w sumie tak wcale dawno, miała z nim tu zamieszkać Sarah, ale chyba nigdy na poważnie nie zaczął się zastanawiać nad tym, jak wyglądałoby ich wspólne życie tutaj. Wspólna… codzienność. - Nie widzę powodu, żeby uznawać to za dużą stratę, jeśli mam być szczery - podjął, ruszając na nowo do przodu i prowadząc ją w głąb domu, tam gdzie trzymał pisklęta. - Praca w rezerwacie i tak wypełnia większość mojej codzienności.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#7
30.05.2026, 00:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2026, 09:29 przez Helloise Rowle.)  
Zdjąwszy płaszcz, czarownica niedbale porzuciła go tam, gdzie akurat przechodziła — na oparciu przypadkowego krzesła czy poręczy schodów.
Odkąd odnalazła na początku października bezpieczną drogę w głąb Kniei, a wspomnienie spotkania z widmami stawało się coraz odleglejsze, Helloise wyglądała każdego dnia lepiej, zdrowiej. Przez cały wrzesień była roztrzęsiona i zmęczona, szarpały ją kolejne i kolejne lęki. Teraz powoli odzyskiwała siły i swoją dawną barwę. Była znów taka sama jak zawsze. Taka jak wtedy gdy spacerowali wspólnie po Maida Vale, gdy powietrze było ciężkie od różanych woni, a ciepły wieczór przypominał minione ledwie chwilę wcześniej gorące lato. Zniknął oblepiający ją zapach strachu i mokrej gnijącej chaty z wybitymi szybami; Helloise znów pachniała ziołowo, ostro, przywodziła na myśl suche trawy, na których można było się pokaleczyć. Znów była skora do zabaw i występnego podsuwania pokus, jak wtedy w ogrodzie czy nawet jeszcze podczas Spalonej Nocy.
— Żyj ze mną przez jeden dzień — rzekła, gdy zagłębiali się razem w pusty dwór, a ich kroki wybijały wspólnie rytm wśród milczącego domu. — Mnie nie musisz gościć. Wiem, gdzie jest wszystko, jeśli nie zmieniłeś wiele. — Zbliżyli się do klatek. Helloise przyjrzała się im z uwagą dzieloną pomiędzy ptaki a Rowle’a. — Ja również mam jutro własne rzeczy do zrobienia. Zjemy razem śniadanie i każdy pójdzie w swoją stronę. — Pochylona nad pisklętami, zaczęła obchodzić klatki, przeskakując palcami po prętach. — A gdy się ściemni i wrócisz, może będę akurat kończyć układać tu kwiaty w wazonach. A może wezmę długą kąpiel i będziesz musiał czekać na mnie z kolacją tyle czasu, że zdążysz opróżnić pół butelki wina, zanim wyjdę z łazienki — kusiła głosem pogodnym, choć jednostajnym i pozbawionym iskry ekscytacji czy wyczekiwania, jakby próbowała wciągnąć mężczyznę do gry, której wynik sama dokładnie z góry zaplanowała. Spojrzała na Leviathana przez klatki, posyłając mu krótki uśmiech, po czym ruszyła na dalszy obchód wokół sowiego więzienia. — A może wypadnie nam w międzyczasie co innego. Będziemy musieli się tym razem zająć, więc tak jak i dziś wrócimy późno, zmęczeni. — Znów znalazła się przy Levim, lecz nie przerwała spaceru i zniknęła za czarodziejem. — Być może to jedna z ostatnich szans, żebyśmy byli razem dłużej, tak bez celu. Chcę wierzyć, że po Samhain coś się zmieni w lesie. Może widma odejdą wreszcie i moja obecność tam będzie potrzebna. — Przytuliła do pleców mężczyzny głowę ciężkawą od zmęczenia długim dniem. — Wypuść dla mnie nasze pisklęta — wymruczała. — Chcę je obejrzeć bliżej.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#8
31.05.2026, 04:57  ✶  

— Żyję z tobą dzień po dniu, nawet kiedy jesteś daleko — odpowiedział w rytm wystukiwanych przez nich kroków. Zerknął też na nią, kątem oka, ale zatrzymując na niej to spojrzenie przez dłuższą chwilę. Dopiero kiedy minęli próg pokoju, gdzie znajdowały się klatki, to na nie zwrócił uwagę. W sumie to na nią, bo pisklęta zostały umieszczone razem, tak jak sobie tego wcześniej życzyła Helloise.

Snuta przez nią opowieść była ciekawa. Na tyle, by podczas chłonięcia każdego jej słowa, obserwował ją uważnie, kiedy z każdym kolejnym krokiem robiła obchód dookoła prętów, zaczepiając o nie palcami. Patrzyli na siebie przez moment, z tej perspektywy każde zamknięte w swoim własnym więzieniu i ta świadomość chyba na moment zagościła w głowie Leviego wyraźniej – nie istniał taki scenariusz tego życia, w którym jej opowieść spełniała się w pełni, dzień po dniu i na ich zasadach. Podczas którego żyli dokładnie tak jak chcieli, bawiąc się wspólnie w dom.

— A kto zrobi nam tę kolację? — zapytał, z pewnym rozbawieniem ciągnąc jej zabawę. Skrzat, oczywiście, no chyba że sama chciała włożyć ręce w kuchenne sprawy, tylko po to by zamknąć się potem w łazience i kazać mu czekać. Wreszcie też uśmiechnął się lekko, bardziej już do siebie niż do niej, bo wraz z końcem opowieści, ona znalazła się za jego plecami, przylegając do nich. — Zostań — wyszeptał cicho. — Dzień, dwa… może twoja opowieść faktycznie się ziści — nawet jeśli miała by być to tylko ułuda, chociaż na chwilę miło było zapomnieć o paru rzeczach, a nawet i o całym świecie.
Dłonie poruszyły się, sięgając do zamknięcia klatki. Skobel szczęknął, a na otwarte drzwiczki, a może i już czując ruch, pisklęta odezwały się głośno, domagając uwagi i jedzenia, jak zawsze głodne.

— Chciałem znaleźć żonę, Helloise. To chyba już najwyższy czas.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#9
05.06.2026, 23:34  ✶  
— Aż tak głęboko wrosłam w twoją głowę? — Uśmiechnęła się, kryjąc ten uśmiech za długą kurtyną jasnych loków.
Marzenie o pozostaniu w Walii było dawne, pokryte grubą warstwą kurzu. Był czas, gdy wiele by oddała za to, żeby ugruntować swoje miejsce wśród smoczych posiadłości. Tak niechętnie je przed laty opuszczała, tak niechętnie rozstawała się z Leviathanem.
Od dawna już jej słabość do niego miała inną barwę. Helloise syciła się sympatią mężczyzny, jakby wykradała ją wprost sprzed nosa jego ojca. Chciała wziąć dla siebie pierwszego syna Rowle’ów — tego domu, który ją tak niesprawiedliwie ocenił. Marzyła, aby owinąć się wokół niego, zacisnąć na nim swoje szpony, zabrać swojemu bratu pierworodnego, mieć nad nim więcej władzy niż ojciec. Sam pan domu go do niej wysyłał, żeby Leviathan śledził od czasu do czasu poczyniania Helloise, a ona każdą tę wizytę przeciągała, trzymała go przy sobie jak najdłużej, ciągnęła głębiej do chaty. Patrzyli na nią przy rodzinnym stole nieufnie, a gdy rodzina znikała z zasięgu wzroku, ich drogi dziedzic bawił się w jej towarzystwie. Z własnej woli. Ciebie nie chciałabym unieszczęśliwić… ale jeśli akceptujesz swój los w moich rękach… — mówiła mu w ogrodzie, smakując te słowa po jego deklaracji, że gdyby był smoczognikiem, należałby do niej.
Jeśli miałaby móc sprawić sobie zemstę w uczynieniu go swoim, nie byłaby to zemsta krwawa. Nie zrobiłaby nic przeciwko niemu — przecież darzyła go miłością. Wręcz przeciwnie: byłaby dla niego dobra. Udowodniłaby im, jak bardzo się omylili w jej ocenie. Helloise nie była przecież tak zła, jaką chcieli ją widzieć.
Posiąść Leviathana i całe jego życie, a nie skrzywdzić go — w tym zademonstrowałaby ostateczny triumf.
Dzięki swojej nieosiągalności była to wizja bardzo prosta do odmalowania w nieposiadającej czasu ani miejsca fantazji. Nie było konieczności rozmyślania o tym, co gdyby rzeczywiście dostała Rowle'a wraz z jego domem, aby tu spędzać czas dzień po dniu. Bo spełnienie tego oznaczałoby pozostawienie jej własnego świata. Przez lata spędzone na marginesie stworzyła przestrzeń, w której nikt od niej niczego nie oczekiwał, nie musiała być nikim dla nikogo. Nigdy jeszcze nie znalazła niczego, co uznałaby za warte zrezygnowania z kniei.
— Chcesz, żebym gotowała? Dawno nie zjadłeś żadnego z ciast, które upiekłam. — Niski chichot czarownicy ginął w materiale jego szat. — Czasem myślę, czy się nie boisz.
Szczęknęła klatka. Helloise wyszła akurat zza pleców Leviathana, gdy ten wspomniał o ożenku. Poprzednia jego próba małżeństwa zakończyła się rozczarowaniem… A Macmillanowie byli tak dobrym rodem.
— W rzeczy samej, najwyższa pora. Wreszcie zaczynasz myśleć o tym jak mężczyzna. Nie jesteś chłopcem, którego małżeństwo powinien rozstawiać tata. — Bo choć Lazarus wybrał mu dobrą kobietę, małżeństwa aranżowane nigdy nie budziły w Helloise nic pozytywnego. Rodzina powinna poprzestać na sugestiach i interwencjach przed popełnieniem fatalnego błędu. Jakże sztuczne było to podstawianie młodym małżonka pod ołtarz.
Wysokie głosy piskląt nieprzyjemnie drapały umysł czarownicy. Płaczące dzieci, skowyczące zwierzęta — wszystkie trafiały w nią głęboko.
— Są takie delikatne — westchnęła, biorąc jedną z sówek w dłoń. Stanęła naprzeciw Leviathana, oglądając pokryte puszkiem, nieopierzone stworzonko. Pisklę było leciutkie, prawie nie czuła jego ciężaru. Miało ledwie kilka dni, trochę jeszcze brakowało, zanim będzie je można nazwać puchatym i słodkim, lecz nieporadne łapki i malutkie skrzydełka już przywoływały na usta Helloise rozczulony uśmiech. — Ślicznie się chowają. Umiesz zająć się takim delikatnym stworzonkiem. — Przeniosła wzrok na mężczyznę, zamykając sówkę w dłoniach. — Ale czy starczy ci wrażliwości do zaopiekowania się kobietą, mój kochany? — Uśmiech drgnął, nabierając nowego odcienia: prowokacji.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#10
13.06.2026, 05:12  ✶  

Nie odpowiedział, ale uśmiechnął się zamiast tego. Krótko, powściągliwie, jakby nie będąc pewnym czy przyznanie się do tego na głos i tak po prostu, to był dobry pomysł. Obydwoje wiedzieli jak było; tak samo jak i on myślał o niej, ona rozprawiała o nim. Leviathan łapał się czasem na tym, że klucząc między starymi drzewami Snowdonii, zastanawiał się nad tym co porabiała. Z kim rozmawiała, co jadła, co miała na sobie, jak minął jej dzień. Wolałby ją mieć na wyciągnięcie ręki, ale jednocześnie słyszał przy uchu ten cichy, ledwo podchwytywany szept, że nie powinien. Nie był pewien tylko, czy to własny rozsądek podpowiadał mu, czy może podążał za słowami matki.

Nie chodziło o to, że Evelyn wiedziała, chociaż czasem wydawało mu się, że ta posiadła wiedzę całego wszechświata. Jawiła mu się niczym Matrona, coś czym powinna być sama bogini, nieskończona w swojej miłości i mądrości. I w tej wiedzy i uczuciu, nakierowywała go nieustannie na właściwe ścieżki. To ona szeptała mu do ucha, wyłapawszy pierwsze nuty niewłaściwej sympatii jakie przejawał w strosunku do Septimy. To ona wskazywała mu palcem wszystkie atuty związku, jaki prezentował przed nim jego ojciec. Ciekawy był, co by powiedziała, wiedząc jak on i Helloise szukają wspólnego ciepła.

Nie był pewien, czy byłby w stanie jednoznacznie się jej przeciwstawić, a jednocześnie, czując obejmujące go ręce Helloise, miał wrażenie że nie miałby innego wyboru. W końcu tak ładnie w ogrodach Maida Vale, zadeklarował jej swoją przynależność, ale w jego oczach było coś niewłaściwego w tym, by smoczognika posiadał ktokolwiek inny jak Rowle'owie. Póki go nie krzywdziła, mogła posiąść całe jego życie.

Czym jednak nie chciał być, to narzędziem zemsty na jego ojcu i rodzinie, która swego czasu zwyczajnie ją odrzuciła.

— Proszę, kuchnia będzie cała twoja — a on nie postawi w niej nogi w celu związanym z gotowaniem. Był znakomity, jeśli chodziło o wciąganie niezdrowych wręcz ilości jedzenia, ale gotowanie? Swoje pobyty w kuchni ograniczał do minimum, lub wykonywał w niej zadane mu polecenia.

Klatka szczęknęła, ale pisklęta były zbyt małe by skorzystać z nadanej im wolności. Darły się, domagając pożywienia, delikatne i bezbronne w swej istocie, a Leviathan spoglądał na pochylającą się nad nimi Helloise z zastanowieniem. Poruszył temat chcąc ją chyba sprawdzić i poczuł pewne rozczarowanie. Delikatne ukłucie, szybko przemijające ale wciąż obecne, jakby oczekiwał od niej odrobiny zazdrości. Odrobiny przejęcia. Czy żona nie miałaby zmienić czegoś w jego życiu? Dodać kolejny element do piętrzącej się układanki?

— Taka, którą trzeba by się opiekować, nie jest mi potrzebna — mruknął. Nie był pewien jak wyobrażał sobie małżeństwo, ani nawet nie miał jak tego sprawdzić w związku z Sarah, ale nie chciał nikogo, kto nie byłby w stanie stać na własnych nogach. Odzywało się w nim jakieś obrzydzenie rodzajem ludzkim, który sam w sobie zgniótłby pod butem natury i pewne przekonanie, że przyroda była w tym wszystkim niezwykle klarowna - przeżywali najsilniejsi, więc czemu miałby przejmować się kimś, kto nie był w stanie poradzić sobie i bez jego pomocy?



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (3559), Leviathan Rowle (2006), Pan Losu (135)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa