Woody, całe szczęście dla niego, wrócił kiedy obiecywał. Całe szczęście, bo Senka gotowa była iść go szukać, a wtedy przebieg całej sytuacji mógł się potoczyć różnie, biorąc pod uwagę jakie czasem pomysły miała ta łysa pała. Jedno zmartwienie z głowy. Lokal dodatkowo stał, w jakiś dziwaczny sposób unikając sprawnie otaczających go płomieni i popiołu, który padał z nieba. Może to ta słynna boska opatrzność nad nimi czuwała, chociaż Pani Księżyca musiała być niesamowicie wręcz łaskawa, skoro zwracała uwagę na kogoś takiego jak ekipa Rejwachu. Ostatnią szczerą modlitwę każde z nich odprawiło chyba jeszcze w dzieciństwie, ale może powinni trochę bardziej postarać się w nadchodzące Mabon. To jest o ile wszyscy do niego dotrwają.
Ale nie można było sobie takimi rzeczami zawracać głowy, szczególnie w momencie kiedy można było stracić własną. Miasto cuchnęło niemożebnie, a w wyczulonym nosie kręciło przez to niemal nieustannie, kiedy przedzierała się przez miasto. Rejwach pozostał pod opieką przynajmniej Lewisa i chyba też Zenona, więc można było uznać że był bezpieczny. Oczywiście jeśli nie wyjdą z niebieskiego soczku i klientela nie zacznie się o coś pieklić i panikować.
Zatrzymała się na moment, wzdrygając się wyraźnie, kiedy jakaś chmura ognia wytoczyła się z okna na piętrze kamienicy, która znajdowała się niedaleko. Szkło nie wytrzymało wreszcie, poddając się temperaturze. Ktoś krzyczał, inni w sąsiednich budynkach uwijali się niczym mróweczki, próbując ratować co tylko mogli z szalejących płomieni. Ludzie właśnie tracili dobytki całego życia, ale rzeczy zawsze można było na nowo kupić lub odbudować. Tyle razy zaczynała od nowa, że akurat o tym coś wiedziała.
!Pogorzelisko3
Blood is rare and sweet as cherry wine